https://poranny.pl
reklama

Fala terroru w szkołach

(jok, wik)
Wyzywają, poszturchują, biją i zmuszają do poniżających czynności. Każą zwracać się do siebie "pan" i nosić "k" na... czole. Coraz częściej zdarza się, że uczniowie starszych klas maltretują fizycznie i psychicznie swoich młodszych kolegów.

Bandycki napad w Mońkach nie jest przypadkowym incydentem. Od pierwszych dni nowego roku szkolnego napływają do nas sygnały ze szkół - głównie molochów, gdzie uczą się setki dzieci.

Pierwszaki się boją
Przykładem "fali" są ostatnie zdarzenia w Publicznym Gimnazjum nr 14 przy ul. Upalnej w Białymstoku. Przedwczoraj chłopak z drugiej klasy napisał pierwszakowi literę "k" na czole. Inni zmuszają pierwszoklasistów do mierzenia klasy zapałkami, co jako żywo przypomina wojskową praktykę czyszczenia latryn szczoteczką do zębów. Pierwszoklasiści - nie tylko z Upalnej, gdzie razem uczy się 1600 dzieci - boją się chodzić do szkoły.

Bezradność nauczycieli
- Ten przypadek jest incydentalny - zapewnia Włodzimierz Dąbrowski, dyrektor PG 14, mówiąc o "k" na czole ucznia. - Podjęliśmy natychmiastowe kroki, ostro zajęliśmy się sprawą i wkrótce dojdziemy do tego, który z uczniów jest winien. Wyciągniemy konsekwencje.
Tak, tylko że usunięcie łobuza ze szkoły z "wilczym biletem" jest możliwe tylko w przypadku licealisty. Jeśli młodszych uczniów terroryzuje gimnazjalista, co najwyżej dostanie naganę.
Po skargach rodziców dyrekcja szkoły wzmocniła nauczycielskie dyżury na przerwach, a podczas lekcji sanitariatów strzegą pracownicy obsługi.

Rodzice nie wierzą
"Fala" to wyzwanie dla szkolnych pedagogów. - Miałam pogadanki w starszych klasach - opowiada Jolanta Sadowniczyk, pedagog w PG nr 14. - Tłumaczyłam młodzieży, że przecież oni też byli w pierwszej klasie i na pewno nie chcieliby, aby ich spotkało coś takiego. Że powinni się raczej zaopiekować młodszymi kolegami. Ale w niektórych przypadkach konieczne są indywidualne rozmowy z uczniami, a nawet wzywanie rodziców, aby dowiedzieli się, co ich pociecha robi w szkole. Zazwyczaj są bardzo zdziwieni i twierdzą, że to niemożliwe!
Sygnały o pojawieniu się "fali" w gimnazjach docierają także z Łomży.
- Kiedy wracałam po lekcjach do domu, podeszły do mnie dwie dziewczynki. Zapytały czy jestem z pierwszej klasy gimnazjum - relacjonuje Karolina ze SP nr 10 w Łomży. - Odpowiedziałam, że jeszcze jestem w szóstej klasie podstawówki a one odeszły. Widziałam potem jak zaczepiły inną dziewczynkę. Chyba powiedziała, że jest z gimnazjum, bo jedna z tych dwóch przytrzymała ją a druga pisała mazakiem po twarzy.
- W gimnazjach dochodzi na przykład do malowania twarzy niezmywalnymi flamastrami, zmuszania do różnych zachowań aż po tak drastyczne jak moczenie głowy w sedesie - mówi nadkomisarz Adam Skibiński z Komendy Miejskiej Policji.

Wróć na poranny.pl Kurier Poranny