Czy marszałek chce głosem sejmiku przekonać prezydenta Karola Nawrockiego, by nie zawetował ustawy o SAFE. Mam nadzieję, że zostanie ona zawetowana. Było KPO dla swoich, a teraz będzie SAFE dla swoich. I nasze prawnuki nawet się nie pozbierają dzięki tym programów za czasów rządów PO - rozpoczęła w tym punkcie swoje wystąpienie Bernadeta Krynicka.
Zaraz nawiązała do sprawy o mawianej kilkadziesiąt minut wcześniej, gdy radni debatowali w sprawie podniesienia opłat za egzaminy na prawo jazdy.
Wychodzi marszałek i daje mi reprymendę, że ja nieładnie odzywam się do jego dyrektorki. No słuchajcie, ja nazywam rzeczy po imieniu. Pani dyrektor przyszła nieprzygotowana, a pan marszałek tylko dzięki niej się skompromitował. Bo jako radca prawny gadał tutaj bzdury, A tu kolega Jacek Piorunek jaki zadowolony - mówiła radna.
I w tym momencie wskazała na radnego z Łomży.
- Jacku, członku zarządu, naprawdę. Już nie miałeś argumentów i chciałeś mnie dotknąć jako dyrektora MOSiR-u? To takie ładne? I słuchajcie państwo jaki tu manipulator siedzi. Niedużego wzrostu, ale członek - mówiła Bernadeta Krynicka.
W tym momencie na sali podniósł się rwetes.
Ale panie członku zarządu, Jacku. Pan poczeka, ja panu nie przeszkadzałam. Posłuchajcie jacy to manipulatorzy - mówiła Bernadeta Krynicka.
W tym momencie radny coś powiedział bez udziału mikrofonu, a Bernadeta Krynicka odparła:
- Ale weź się przymknij".
Na to zareagował przewodniczący sejmiku.
Pani radna, ja bardzo przywołuję panią - ... mówił Cezary Cieślukowski.
- Pan przywoła marszałka, członka, żeby mi nie przeszkadzał (,,,). Usłyszał, że dzwoni, ale nie wie, w którym kościele. Usłyszał o podwyżkach i manipuluje tu. Na 132 pozycje na dwa obiekty podwyżki dotyczyły 10 pozycji. I być może te pozycje dotknęły pana kolegów? Prawda? Bo wiecie państwo, ja wprowadzam porządek. I wbrew temu, co pan mówi, to nie zachowuje się, żeby zbić kapitał polityczny (...). Nie będę kosztem MOSiR-u i miasta zbijać kapitału politycznego, tak jak pan to robi. Także liczcie się ze słowami, nie manipulujcie i mówcie prawdę - zakończyła Bernadeta Krynicka.
Do jej wypowiedzi nawiązał Jacek Piorunek.
Jest mi niezwykle przykro, że pani radna pochodzi z miasta, w którym moja rodzina mieszka już trzysta lat. Ona się co prawda do niego sprowadziła, ale świadczy o mieście i ziemi łomżyńskiej swoimi wypowiedziami. Naprawdę wszystkich państwa za to przepraszam - mówił Jacek Piorunek. - Nazywa mnie pani członkiem. Dobrze, niech będzie. Tak jest w nomenklaturze samorządu województwa.
Przypomniał, że funkcję członka zarządu pełni już po raz trzeci.
- A dla pani nie jest to i nigdy nie będzie osiągalne. I tak to wygląda mniej więcej - skwitował radny.
Dyskusja bynajmniej na tym się nie zakończyła. Radna wróciła do niej po przerwie.
- Chciałam się zapytać, ile Łomża liczyła 300 lat temu mieszkańców? Bo oni na pewno nie wybraliby pana do sejmiku - mówił Bernadeta Krynicka. - Pan uważa, że skoro pana rodzina jest od 300 lat, to pan jest lepszego sortu. To pan się myli. Ja się urodziłam w Łomży, wychowałam na wsi. mieszkam od 1991 roku w tym mieście i w niczym nie czuje się gorzej od pana.
Nawiązała też do słów Jacka Piorunka, że nie osiągnie tego, co on.
No, pan mógł być tym członkiem kilka razy. Przede mną jeszcze wszystko, a nie sądzę, że pan osiągnie miejsce w parlamencie, bo przypominam panu, że jestem posłem VIII kadencji. Pan zapomniał, bo ma pan wybiórczą pamięć i radzę się wcześniej zastanowić. Bo życzę panu jak najlepiej, ale nie jest pan wstanie osiągnąć tego, co ja - mówiła radna.

