- Oglądaliśmy telewizję, nagle zgasło światło - opowiada dwudziestoparoletni mężczyzna, któremu wraz z rodzicami, żoną i dwuletnim dzieckiem udało się uciec z płonącego domu. - Wyszedłem na dwór i zobaczyłem, że pali się już dach. Próbowaliśmy jeszcze coś wynosić, ale dobrze, że sami z tego wyszliśmy cało. Ciężko mówić.
Mężczyzna pokazuje na kilka ocalałych z pożaru szmat, strzępów pościeli.
Przy pogorzelisku zebrało się kilku mężczyzn z wioski. Pomagają uprzątnąć ruiny, ścinają opalone drzewa.
- Dobrze, że ten pożar wybuchł przed dziesiątą wieczorem, a nie o północy. Bo jakby spali to byłoby to samo co w Mikłaszewie - kręci głową jeden z sąsiadów. - To był jeszcze przedwojenny dom, trzy takie we wsi ocalały. Wiadomo, że to od instalacji elektrycznej się zajęło. Wszystko od tej suszy wyschło jak pieprz. Dach zajął się w trymiga. Jeden sąsiad widział nawet jak iskra szła po drutach na dach.
Ludzie ze wsi od razu zaproponowali pogorzelcom pomoc. Mieszkają teraz u sąsiadów. Kobiety już zniosły trochę ciuszków dla dziecka.
- Zaraz przejdziemy się po wsi i zrobimy zrzutę - mówi jeden z mężczyzn - Nikt nie odmówi, na sto procent. Każdy da grosz, choć tu się ludziom nie przelewa.
Z samego rana sprawą pogorzelców z Tryczówki zainteresował się wójt gminy Juchnowiec. - We wsi jest niezamieszkały budynek - powiedziała nam sekretarz gminy Teresa Rudzik. - Wójt już rozmawiał z właścicielem. Ten zgodził się, aby zamieszkali w nim pogorzelcy. Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej pomoże im się tam urządzić. Ogłosimy też zbiórkę odzieży i innych najpotrzebniejszych rzeczy do gospodarstwa.
Pogorzelcy dzisiaj mają dostać klucze do swego zastępczego domu. Mówią, że to dobrze i źle, że leży tak blisko ich dawnego siedliska. Dobrze, bo będą mieli tych samych, sprawdzonych sąsiadów, a źle, bo będzie im ciągle stała przed oczami tragedia minionej nocy.
Zginęli we śnie
Przypomnijmy, że w nocy z niedzieli na poniedziałek wybuchł pożar drewnianego domu w Mikłaszewie (gmina Narewka). Zginęła czteroosobowa rodzina - Urszula i Ryszard H. oraz ich dwoje dzieci. Pożar wybuchł od świecy, ponieważ państwu H, odcięto za niepłacenie rachunków prąd. Byli biedni. Zamieszkali w Mikłaszewie, kiedy eksmitowano ich z mieszkania w bloku w Hajnówce.