https://poranny.pl
reklama

Chanajki - dawna bandycka dzielnica Białegostoku

Włodzimierz Jarmolik
Przedwojenne białostockie zaułki nie należały to najbezpieczniejszych miejsc
Przedwojenne białostockie zaułki nie należały to najbezpieczniejszych miejsc fot. sxc.hu
Zaułki białostockie były zawsze mroczne i tajemnicze. Żyły swoim własnym życiem. Czasem były pełne krzyku i bólu, czasem słychać było w nich echa wystrzałów, a najczęściej zaś migotały błyski noży.

Przeszukując przedwojenną prasę natknąłem się w tygodniku "Reflektor" na ciekawą charakterystykę Chanajek - dzielnicy miejscowego półświatka. W zaułkach - jak pisał ówczesny dziennikarz - załatwiano wszelkie porachunki, likwidowano zadawnione spory, płacono otwarcie za zdradę i za miłość. Nocna pora kryła wszystko. Dzień zaś odsłaniał od czasu do czasu ofiary owych dramatów.

Najważniejsza była ferajna. To ona karała za zdradę i nagradzała za wierność. Gdy była robota i kumpel zachachmęcił część łupu lub za nagrodę wydał innych salcesonom (policjantom), wtedy właśnie głos zabierała ferajna. Zbierał się złodziejski sąd, zwany dintojrą. Nie było żadnych adwokatów czy obrońców. Żadnych łagodzących okoliczności. Zdradził! Musi za to zapłacić! A zapłatę gwarantował dobry fiński nóż albo kula z brauninga.
Swoje miejsce w zaułkach Chanajek zajmowały kobiety. Gdy kochanek rzucił dotychczasową miłość dla innej, wzgardził jej szczerym uczuciem, mógł spodziewać się zemsty. Dziewczyna z chanajkowskiego zaułka umiała pomścić siebie. Potrafiła chlusnąć w oczy żrącym płynem. Nigdy nie odchodziła w pokorze i ze łzami. Wiadomo było, że dwóch nie może kochać się w jednej. I wszystko jedno kim byłaby ta dziewczyna. W Chanajkach to rozumiano dokładnie. Jeden z kawalerów musiał ustąpić. Ale nie tak od razu. Konkurenci musieli się ze sobą spotkać. Najczęściej odbywało się to o zmroku, gdzieś pod latarnią. Każdy przyprowadzał swego sekundanta, lub nawet kilku. Wiernych kamratów, którzy go nie opuszczą w żadnej biedzie. Taka bitka musiała dać wynik. Rzadko jednak zdarzało się tak, że pojedynek dwóch zakochanych chanajkowców był należycie przygotowany. Zwykle rywale brali się za bary gdzie bądź - na ulicy, w knajpie, a nawet podczas pogrzebu kumpla. Gdzie tylko zetknęli się po raz pierwszy. Oni się pojedynkowali - a ona? Jak to określił dziennikarz "Reflektora" - princessita zaułków, czekała z niedbałym uśmiechem na tego, kto zostanie zwycięzcą. To nic, że ręce będzie miał splamione krwią. Taki adorator nawet zyskiwał w oczach dziewczyny. Walczył dla niej. Z miłości gotów był na śmierć.

W zaułkach Chanajek walczono nie tylko o dziewczyny. Duża pokusą była też chęć posiadania władzy nad innymi złodziejaszkami. Zostać wodzem, hersztem bandy - to było to! Wiedzieli o tym opisywani wcześniej Jankiel Rozengarten czy Szmul Gorfinkiel. W zaułkach skrupułów nikt nie uznawał. Krew albo i śmierć - to zwykła cena władzy. Łzami i łagodnością nikt niczego nie zwojował. Mazgajstwo wywoływało uśmiech politowania. Solidny majcher, umiejętny podstęp, a w niektórych przypadkach nawet trucizna, to były właściwe etapy do wybicia się z pospolitego tłumu żydowskich tragarzy, zachudzonych krawców czy pracowników cmentarnych. Gdy ktoś zostawał już hersztem złodziejskiej szajki - to na niego przypadała największa część łupów, zdobytych podczas organizowanych skoków. Szef gangu nigdy nie był wystawiony na sztych. Zawsze był kryty. Chyba, że sam się nieumiejętnie zasypał. No i oczywiście "całują go i pieszczą brzany - kochanki złodziejów. Jest władcą ich ciał, krwi, żądz i zmysłów".

Na koniec jeszcze refleksja dziennikarza "Reflektora" na temat legendarnych Chanajek: "Nocna pieśń zaułków. O światła latarń tłuką się słowa prośby czy łaski. Ostre brutalne słowa. Czasem słychać rozmowy brauningów, czasem błyśnie nóż. To jest właśnie pieśń zaułków białostockich. Zwykła piosenka mroku i przestępców".

Czytaj e-wydanie »
quiz

Typowa niedziela w typowym polskim domu to...? Sam wiesz najlepiej! QUIZ

1/14

Jak niedziela, to i obowiązkowy rosół! Ile powinien się on gotować?


Komentarze 8

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

P
Paweł
brauning? chyba browning pseudo redaktorku
O
Opcja Społeczna
nie wiedział , że Janeczkie i Kokoszkie tworzyli masonerię i komunizm ... "narody myślące etycznie"...eee..jakiś przykład? tylko z istniejących narodów proszę...

nawet i Rosjanie nie srają we własne gniazdo
szanują swoją religję i historię
poza tym Izrael, Japonia
i buduje siłę państwa, Korea,Chiny, Szwecja, Norwegia, Dania
kraje w których rzad szanuje naród bo szanuje idee wspólnoty narodowej dlatego go nie okrada

etyka narodowa jej najważniejsza część aby zapobiec bagnu wśród twory etnicznego
czyli tylko mówiącego danym językiem
c
cryo
wiadomo że Żydzi byli bandytami , kradzieże pęd do bogactwa
stąd ta działalność w polskim rządzie obecnie
stąd 100 % udział Żydów w tworzeniu lewicy masonerii i komunizm,u
aby panować politycznie i pieniężnie
co prowadzi do poniżenia innych narodów myślacych etycznie

nie wiedział , że Janeczkie i Kokoszkie tworzyli masonerię i komunizm ... "narody myślące etycznie"...eee..jakiś przykład? tylko z istniejących narodów proszę...
O
Opcja Społeczna
wiadomo że Żydzi byli bandytami , kradzieże pęd do bogactwa
stąd ta działalność w polskim rządzie obecnie
stąd 100 % udział Żydów w tworzeniu lewicy masonerii i komunizm,u
aby panować politycznie i pieniężnie
co prowadzi do poniżenia innych narodów myślacych etycznie
d
d
(...)

Dzięki!
G
Gość
i niech ta dzielnica z tymi "zabytkami"znika jak najszybciej
g
gdama
"Chanajki i Piaski (ulice Młynowa, Grunwaldzka, Kijowska, Mławska, Cieszyńska, Angielska, Sosnowa i Rynek Sienny)
Z roku na rok ubywa domów w tych dawnych dzielnicach żydowskich, zamieszkałych przez mniej zamożnych członków społeczności. Dziel-nice Chanajki i Piaski powstały w XVIII i XIX wieku. Przeważało w nich parterowe budownictwo drewniane, chociaż tu i ówdzie stały też domy murowane - takie, jak dwupiętrowy dom przy ul. Młynowej 23, gdzie przed wojną znajdowała się żydowska fabryka gwoździ i gdzie do dziś znajduje się fragment charakterystycznego wspornika lampy
Dwa oblicza Chanajek
Przedwojenna dzielnica biedy wzbudzała w zwiedzających różne uczucia. Jednych szokowała brzydotą, innych pociągała swoistą egzotyką. Jednak nigdy nie pozostawała obojętna: "Chcąc poznać gehennę białostockiego życia udać się należy w stronę Chanajek. Wąskie, kręte uliczki, cuchnące rynsztoki, przy których zabawiają się gromady dzieci i lęgną się stada much. Wszystko to wespół z ogromną nędzą mieszkańców odstrasza przechodniów od zaglądania w te najbardziej naturalistyczne zakątki ludzkiej niedoli" (z "Dziennika Białostockiego"). "Te dziwolągi budowlane razem z niechlujstwem i ruchliwością mają swoją egzotyczną charakterystykę i pociągają artystów i fotografów niezwykłym tematem, daleko odbiegającym od pewnej jednostajności, jaką osiąga się poddając rozbudowę obowiązującym przepisom" (z przewodnika Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego). Dzisiaj spacer ul. Młynową nie dostarcza już tak silnych wrażeń, jednak niektóre malownicze zaułki zachowały coś z klimatu przedwojennych Chanajek. Wrażenie powrotu do przeszłości zakłócają tylko talerze anten satelitarnych na sypiących się fasadach domów i kamienic. Za kilka lat dzielnica zniknie zupełnie z przestrzeni miasta, a jej miejsce zajmie nowoczesne otoczenie Opery Podlaskiej."
(zs Szlaku Dziedzictwa Zydowskiego w Białymstoku)
d
d
Jak się nazywa ta dzielnica teraz? Jakie to były ulice?
Wróć na poranny.pl Kurier Poranny