Otrzymałaś nie tak dawno nominację do nagrody przyznawanej przez Polską Akademię Mody...
Barbara Piekut, projektantka mody, właścicielka marki MO.YA fashion: Tak. Nominacja do nagrody wiąże się z premierą kolekcji, która miała miejsce w marcu, na finał Międzynarodowych Targów Bursztynu Amberif. Pokazałam tam swoją najnowszą kolekcję "NERO e ORO". Jakiś czas temu zadzwonił do mnie pan Stefan Kostecki, prezes Polskiej Akademii Mody, i zaprosił mnie do uczestnictwa w jubileuszowej gali, właśnie teraz, w najbliższą niedzielę w Poznaniu. Prosił o pokazanie konkretnie tej kolekcji, która swoją premierę miała w Gdańsku i która zostanie na najbliższej gali nagrodzona przez Akademię. Natomiast jaka to nagroda - dowiem się na miejscu. Dla mnie samej jest to duża niewiadoma i czekam niecierpliwie na niedzielny pokaz! Ważne jest natomiast to, że już samo zaproszenie było zaszczytem, ponieważ jest to jubileuszowa gala, 50-lecie konkursu o Srebrną Pętelkę. A do tego już sama instytucja, jaką jest Polska Akademia Mody, jest bardzo ważna w modowej branży. Cieszę się ogromnie, bo ten rok chciałabym zamknąć w taki pokazowy, artystyczny sposób. Nie ukrywam, że moim marzeniem jest też by zaprezentować tę kolekcję w Białymstoku. Może uda się pod koniec grudnia, ale bardziej obstawiałabym styczeń. Obecnie szukam odpowiedniego miejsca, w którym mogłabym całą kolekcję zaprezentować. Spięłoby to kolekcję piękną klamrą i pozwoliło skupić się na dalszej pracy, nad nowymi tematami.
Co to za kolekcja? Ile jest w niej sylwetek? Co cię inspirowało?
- Kolekcja "NERO e ORO" w całości utrzymana jest w dwóch kolorach i jak sama nazwa wskazuje, jest to czarny i złoty. Sama kolekcja traktuje o przemianach, które zachodzą w kobiecie na różnych etapach życia i w obliczu różnych sytuacji, która nam się przytrafiają. Składa się z 30 sylwetek. Nieodzowną częścią tej kolekcji jest również ścieżka dźwiękowa, która towarzyszyła mi podczas całego procesu projektowania. Jest to utwór "Experience" Ludovico Einaudi. Utwór ten jest bardzo taktyczny i podzielony na sekwencje powielających się dźwięków, jak mantra, która jakoby potrafi unieść człowieka z ziemi. Takie było założenie kompozytora podczas prac nad utworem. Dla mnie było to bardzo tożsame z procesem powstawania tej kolekcji. Stąd będzie można również usłyszeć tę muzykę jako ścieżkę dźwiękową pokazu, tak, jak ja jej słuchałam przez cały czas prac projektowych. Cała kolekcja jest bardzo w moim stylu. Haute couture w każdym jej elemencie. Są tam różnego rodzaju koronki, ręczne zdobienia, bardzo dużo piór, ręcznie tworzonych aplikacji. Są sukienki, które od początku do końca tworzone były również ręcznie. A to dlatego, że jeżeli tkanina jest bardzo mocno zdobiona, wszystko, co z niej powstaje zawsze robione jest od początku do końca handmade. Trzeba odpowiednio przygotować obszar szwu, wycinając koraliki i ręcznie to wszystko jest później zszywane, co tylko sprawia, że walor estetyczny takiej sukienki wzrasta, bo niejednokrotnie później nie sposób jest ją odtworzyć jeden do jednego. Jestem bardzo szczęśliwa, że będę mogła tę kolekcję pokazać w Poznaniu i artystycznie zakończyć ten wyjątkowy rok.
Czy jeżeli chodzi o modelki to tak jak zwykle stawiasz nie tylko na takie posągowe, ale również na te w nieco większych rozmiarach i różnym, również dojrzałym wieku?
- To jest element stały moich pokazów, te różne odsłony i oblicza kobiecości. Bo kobietami jesteśmy bez względu na to, jak wyglądamy. Zawsze chcemy się czuć piękne i kobiece. Natomiast jeżeli chodzi o pokaz w Poznaniu, modelki są zatrudniane już przez organizatora, czyli przez Polską Akademię Mody. Ja oczywiście biorę ze sobą różne rozmiary, bo prosiłam też o modelki w różnym wieku i w różnym rozmiarze. Zobaczymy, na ile będzie to możliwe. Natomiast jeżeli będę miała jak zrobić pokaz w Białymstoku, to zdecydowanie będą to modelki od kilkunastu do kilkudziesięciu lat i w najróżniejszych rozmiarach, z różnymi typami sylwetki. Będzie różnorodnie, bo właśnie to jest w nas piękne, że każda z nas jest inna, piękna na swój własny sposób.
To zaproszenie jest na pewno bardzo dużym wyróżnieniem dla ciebie, jako projektantki...
Myślę, że to moje zaproszenie jest akurat bardzo mocno związane z Amberifem, z miejscem w którym kolekcja miała swoją premierę w tym roku. Wcześniej nie miałam okazji współpracować z Amberifem i już samo to, że mój pokaz był prezentowany na finał, było bardzo dużym wyróżnieniem. Sama kolekcja również spotkała się ze wspaniałym odzewem. W ogóle bursztyn bardzo często łączy się z moimi projektami. To bardzo wspaniałe energetycznie kamienie i bardzo stare, z ogromną historią. I tak oto, kolekcja zauważona przez Polską Akademię Mody w Gdańsku, będzie miała okazję by c prezentowaną w Poznaniu już w niedzielę.
Pracujesz nad czymś nowym?
Bardzo chciałabym pokazać kolekcję "Nero e Oro" w Białymstoku, żeby móc skupić się na czymś nowym. Już nawet zaczęłam myśleć i będzie to bardziej kolekcja ślubna. Projekty są już rozrysowane, część tkanin jest już też na miejscu. I to jest taki proces, który wymaga skupienia, odpowiedniego momentu, bo też nie ukrywam, że ja pracuję bardziej z tkaniną niż z rysunkiem. Znaczy to tyle, że zaczynam od tkaniny. Dotykając jej od razu mi się rodzi pomysł, czy można byłoby to połączyć? Obecnie jestem w trakcie kontraktowania kolejnych tkanin, które myślę zrodzą kolejne pomysły.
Pamiętasz jak to było w twoim przypadku jeśli chodzi o zainteresowanie modą?
- Pod swoją marką projektuję od 2012 roku. Natomiast zaczynałam od... przerabiania rzeczy z second handów! To było w tamtym czasie najbardziej na moją kieszeń i dostępne. Pamiętam, że wtedy w ogóle zawód projektanta mody w moim światopoglądzie nie funkcjonował w żaden sposób. Byłam wzorową uczennicą, która była predestynowana do tego, żeby skończyć prawo. I tak się stało, prawo skończyłam i bardzo sobie cenię te studia, bo wszystko, co nas spotyka w pewien sposób nas kształtuje. Ale pamiętam, że zawsze rysowałam do szuflady. Na bal gimnazjalny miałam sukienkę swojego projektu. Podobnie na połowinki i wszystkie tego typu uroczystości. Później zdarzało mi się je sprzedawać na aukcjach internetowych. To były takie początki, natomiast ja nie przywiązywałam do tego żadnej wagi. To było po prostu, coś co lubiłam robić. Z czasem zaczęłam dobierać tkaniny dla moich koleżanek, które musiały sobie coś uszyć na jakieś większe wyjście. Zabierałam je do swojej krawcowej, pani Ewy, która szyła w domu, w swoim mieszkaniu w Łapach. I można powiedzieć, że to były moje początki, chociaż cale tak tego wtedy nie widziałam. Studiowałam sobie w najlepsze, pracowałam na etacie, aż w tak zwanym międzyczasie przyszedł taki moment, gdzie stwierdziłam, że jak teraz nie spróbuję, to nie spróbuję w ogóle. Zaczęło się od warsztatów projektowania z panią Grażyną Hase, która jest ikoną polskiej mody. I to ona dała mi takiego kopa. Pamiętam, że zaczęłyśmy rozmawiać po tych warsztatach i ona bardzo miło mówiła o tym wszystkim co stworzyłam podczas warsztatów. Zapytała, czy kiedykolwiek myślałam o tym, żeby się tym zacząć zajmować, bo mam talent i kiedy, jak nie teraz? I faktycznie wróciłam do domu, wyjęłam to wszystko i pomyślałam sobie: "czemu nie?".
I co było dalej?
- Zaczęłam kompletować tkaniny, zrobiłam pierwszą kolekcję, potem zaczęłam robić drugą i tak jakoś poszło. Nie wiedziałam totalnie nic o tej branży, wielu rzeczy musiałam nauczyć się sama. I wydaje mi się, że teraz mając ten wiek, wiedząc to co wiem, pewnie zastanowiłabym się nad logistyką, nad tyloma innymi rzeczami. A wtedy po prostu stwierdziłam, że spróbuję. Było to bardzo naiwne, ale uważam, że nic się w życiu nie dzieje przypadkiem. I nawet jak na ten moment nie widzisz sensu, celu, ani nie rozumiesz, dlaczego cię to spotkało, to za jakiś czas, to może zaowocować. Uważam, że to, że to mnie akurat spotkało w tamtym momencie było bardzo potrzebne. I te wszystkie lekcje, które musiałam przerobić w tym procesie kilkunastu lat pracy, były bardzo wartościowe. I nie zmieniłabym absolutnie niczego. Każdy dzień jest nowym wyzwaniem.
W ogóle samo łączenie pracy z macierzyństwem to ogromne wyzwanie i nikt mi nie powie, że kobietom jest łatwo. Absolutnie nie! Tym bardziej, jeśli nie ma gdzieś tej pomocy wokół na co dzień. Wiąże się to zawsze z rezygnacją z pewnych rzeczy, ale coś za coś. I jeżeli się do życia podchodzi z jakąś wdzięcznością i skupia się swoje myśli na tych dobrych aspektach, a nie skupia się na tym co mogłoby się wydarzyć, a się nie wydarzyło, to jest dobrze. Nigdy z nikim się nie porównuję, bo uważam, że w drodze do realizacji swoich marzeń rywalizujesz tylko ze sobą. I mam nadzieję, że kiedyś jak już będę bardzo dojrzałą kobietą, to na pewno nie będę pamiętała, co się udało zrobić komuś tam, tylko będę skupiała się na tym, gdzie mnie zaprowadziła moja pasja. Zaczynając moją drogę zawodową zrobiłam sobie listę takich nierealnych celów. Zgniotłam ją i włożyłam do szuflady. Jakiś czas temu ją odnalazłam i powiem ci, że udało mi się zrealizować wszystko, poza jednym punktem. Chociażby sam udział, to, że mogłam pokazać swoją kolekcję na Alta Roma, najważniejszym fashionweek'u w Europie, to było gigantyczne wyróżnienie. Spośród osób, które urodziły się w Polsce, byłam druga, zaraz po Ewie Minge. To było dla mnie nierealne, a jednak udało mi się to osiągnąć. Dlatego zawsze wszystkim powtarzam, by wierzyli w siebie od samego początku. I wiem, że to może górnolotnie brzmi, ale chodzi o to, żeby się nie poddać. Upadki zdarzają się każdemu i zawsze. Najważniejsze to, żeby iść alej. nie poddawać się. Bo zawsze sukces jest sumą porażek. Zawsze. I jeżeli masz cel i robisz to, co kochasz, to się musi obronić.






