MKTG SR - pasek na kartach artykułów

BCO zżera nowotwór. Zadłużeniowy

Agata Sawczenko
Agata Sawczenko
Perłę podlaskiej służby zdrowia - Białostockie Centrum Onkologii zżera nowotwór. Zadłużeniowy. Potrzebna pilna pomoc. Co roku brakuje 10 milionów
Perłę podlaskiej służby zdrowia - Białostockie Centrum Onkologii zżera nowotwór. Zadłużeniowy. Potrzebna pilna pomoc. Co roku brakuje 10 milionów Wojciech Wojtkielewicz
Od kilku lat jesteśmy na minusie - przyznaje doktor Marzena Juczewska, dyrektorka Białostockiego Centrum Onkologii. - Dobre gospodarowanie tu nic nie da. Potrzebne są zmiany w finansowaniu.

Od lat Narodowy Fundusz Zdrowia nie zmienia wyceny za punkt kontraktowy w szpitalach onkologicznych. Na dodatek została zmniejszona wycena za pobyt pacjentów na radioterapii i chemioterapii oraz za część zabiegów onkologicznych. To wystarczyło, żeby Białostockie Centrum Onkologii popadło w tarapaty finansowe. Od kilku lat placówka jest na minusie.

- Co roku szpital ma około 10 milionów straty - przyznaje dr Marzena Juczewska, dyrektorka BCO. Wyjścia z sytuacji widzi dwa: albo NFZ podniesie wycenę za punkt, albo przywróci stawki za pobyt pacjentów w szpitalu sprzed 2012 roku, które zostały obniżone wraz z wejściem w życie tzw. pakietu onkologicznego, czyli karty szybkiego leczenia.

Te zmiany powinny nastąpić jak najszybciej.

- Najlepiej jutro - uśmiecha się smutno doktor Juczewska. - Trzeba działać, żeby ten rok nie skończył się katastrofą. Wakacje - to już ostateczny termin na podjęcie decyzji.

Tu jest wzorowo...

Białostockie Centrum Onkologii to jedyny w naszym województwie ośrodek prowadzący kompleksową diagnostykę i leczenie chorych na nowotwory.

- To bardzo ważne, by chory miał dostęp do wszystkich metod leczenia w jednym miejscu - nie ma wątpliwości Marzena Juczewska. Bo, niestety, terapia często ma skutki uboczne. I wtedy nie zdają egzaminu małe przychodnie, które specjalizują się na przykład tylko w podawaniu chemii. Chorego i tak trzeba skierować do specjalistycznego, dużego ośrodka.

Białostockie Centrum Onkologii ma dobrą renomę. I to nie tylko jeśli chodzi o leczenie. Sześć lat temu ośrodek zyskał certyfikat w zakresie zarządzania jakością w obszarach działalności profilaktycznej, diagnostycznej i leczniczej, a w 2011 roku - certyfikat akredytacyjny ministra zdrowia potwierdzający spełnienie przez szpital standardów dla lecznictwa szpitalnego. Niedawno BCO uzyskało tę akredytację powtórnie.

- Jeszcze cieplutki - pokazuje certyfikat dr Juczewska. - Jednak to nie przynosi nam żadnych korzyści.

Wymiernych korzyści nie przynosi też to, że białostocki ośrodek stawiany jest za przykład, jeśli chodzi o sposób zarządzania. W administracji pracuje tu zaledwie 20 osób, a chorymi zajmuje się 100 lekarzy i 250 pielęgniarek.

- Nie ma u nas przerostu biurokracji - potwierdza Marzena Juczewska.

Po pierwszym etapie rozbudowy i remontu, które zakończyły się w ubiegłym roku, w szpitalu jest 190 łóżek. W 20015 roku do szpitala przyjęto około 8 tys. osób, a w przychodni - ponad 60 tys. chorych.

Co ważne - chwalą oni nie tylko sprzęt, metody badań, ale też podejście personelu.

Renata Gajewska pacjentką BCO jest od 2008 roku.

- Zawsze wyjeżdżam stąd podbudowana - chwali podejście do pacjentów i pielęgniarek, i lekarzy. I wspomina, jak w centrum była pierwszy raz: - Na oddziale była wtedy jedna toaleta, jedna łazienka. Ale z tym personelem dawałyśmy sobie radę. Na nich zawsze można było liczyć.

Denerwują ją kłopoty finansowe szpitala. Tym bardziej że nie zależą one wcale od tego, w jaki sposób jest zarządzany.

- Niech rządzący nie robią już bałaganu. Lepiej, żeby przed podejmowaniem wszystkich decyzji dotyczących leczenia rozmawiali z lekarzami. Oni najlepiej przecież znają potrzeby - mówi.

Pieniędzy wciąż brakuje

A szpital co roku jest na minusie. I to potężnym. To dlatego, że od 2012 roku Narodowy Fundusz Zdrowia nie podwyższa wyceny punktu kontraktowanego.

- Tak naprawdę ta wycena punktów nigdy nie odpowiadała naszym potrzebom - przyznaje dyrektorka Białostockiego Centrum Onkologii. - A bez podwyżek jest jeszcze gorzej.

Bo koszty przecież rosną.

- Pięć lat to w medycynie przepaść - zauważa dr Tomasz Filipowski, zastępca dyrektora ds. lecznictwa. - Teraz wykorzystujemy metody, które wtedy nie były dostępne albo w ogóle nieznane.

Tego, że nowe metody są droższe, NFZ nie uwzględnia. Co więcej - od początku ubiegłego roku, wraz z wprowadzeniem tzw. karty szybkiego leczenia - zmniejszyła się wycena doby w szpitalu w radioterapii, chemioterapii oraz niektórych zabiegów onkologicznych.

Przykładowo - jeszcze w 2014 roku pobyt jednej osoby w radioterapii wyceniany był na 8 punktów dziennie, co dawało 416 zł. Teraz są to zaledwie 3 punkty, czyli 156 zł. To zmniejszyło przychody BCO z NFZ o kolejne 5,8 mln zł rocznie! Pieniędzy z roku na rok jest mniej, a koszty rosną.

- W ubiegłym roku po raz pierwszy straciliśmy płynność finansową - mówi dr Juczewska.

Posłanka PiS Bernadeta Krynicka próbuje się do dodzwonić do ministra zdrowia. Bezskutecznie

- Wyceny procedur medycznych zawarte są w zarządzeniu prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia i na tej podstawie podlaski NFZ ich dokonuje. Ma to zatem zasięg ogólnopolski i dotyczy wszystkich oddziałów - zauważa Rafał Tomaszczuk z Podlaskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ.

- Nasz kontrakt z funduszem przekroczył już 80 mln zł - przyznaje Marzena Juczewska. To wbrew pozorom wcale nie jest dużo. Pieniądze idą na wypłaty dla pracowników, utrzymanie budynków, ale przecież także na kosztowne leki czy serwisowanie urządzeń.

- Diagnostyka sprzętu do radioterapii kosztuje nas rocznie 5 mln zł - zauważa dr Juczewska.

Pieniędzy na leki i wypłaty zaczęło brakować już w czerwcu ubiegłego roku. Wtedy urząd marszałkowski wspomógł BCO pożyczką.

- Spłata pierwszej raty upływała w październiku. Wystąpiliśmy do zarządu województwa o prolongatę terminu, bo pół miliona co miesiąc to jest ponad nasze możliwości - mówi Marzena Juczewska. Ratę trzeba będzie spłacić w czerwcu.

Jednak to niewiele da, jeśli sposób finansowania przez NFZ się nie zmieni.

- To nie tylko nasz problem, ale też wszystkich onkologii publicznych - podkreśla Marzena Juczewska.

I opowiada, jak radzi sobie z problemami. Po pierwsze - stara się, by rachunki za leki były wystawiane z jak najdłuższym terminem płatności.

- Narodowy Fundusz Zdrowia wypłaca nam należne pieniądze na bieżąco - przyznaje. - Gdy je dostajemy, regulujemy część długów.

Ale zamawiane są kolejne - więc koło się zamyka.

- Pilnujemy, by gasić światło po wyjściu z gabinetu. Gdy jest ciepło, zakręcamy część kaloryferów w biurze - dr Juczewska chwyta się już wszystkich sposobów, by koszty utrzymania szpitala były jak najniższe. Nie wyobraża sobie, by kłopoty odczuli pacjenci. Mają mieć wykonywane badania, mają być przeprowadzane terapie, mają dostawać potrzebne leki. Koniec i kropka.

- Wszystkie zlecenia na badania, które pacjent musi otrzymać, otrzymuje - zapewnia dr Tomasz Filipowski.

Jednak i tu wszyscy pracownicy bardzo uważają, by nie generować niepotrzebnych kosztów.

- Nasi lekarze są bardzo wyczuleni, żeby nie wykonywać tzw. naddiagnozy czy nadleczenia. Leczenie i diagnostyka powinna być prowadzona zgodnie z wytycznymi towarzystw naukowych, ale musimy unikać niepotrzebnych badań. Staramy się zachować zdrowy rozsadek między bezpiecznym minimum a bezmyślnym maksimum - dodaje zastępca dyrektora do spraw lecznictwa.

Minister pomoże... Na pewno!

Dyrektor Juczewska mimo wszystko wierzy, że kłopoty finansowe wreszcie się skończą. - Jestem optymistką - zapewnia.

Niestety, pomoc może nadejść tylko z tego najwyższego szczebla.

- Urząd marszałkowski może zawsze wspomagać jednostki w obszarze inwestycji, zakupu sprzętu. Jednak koszty bieżące do nas nie należą - mówi Bogdan Dyjuk, wicemarszałek województwa odpowiedzialny za służbę zdrowia.

Dlatego dyrektor Juczewska zwróciła się z prośbą o pomoc do wszystkich podlaskich parlamentarzystów. O zmiany w systemie rozliczania leczenia onkologicznego ministra zdrowia poprosił też Podlaski Zespół Parlamentarny.

- Minister ma 14 dni na odpowiedź - zauważa posłanka Bożena Kamińska z PO. - Powinien zwiększyć punkt na usługi onkologiczne.

Interpelację do ministra Radziwiłła złożył też poseł Robert Tyszkiewicz, także z PO. Ma nadzieję, że to pomoże.

- To szczególny szpital - mówi. - To obowiązek ministerstwa zdrowia, by takim strategicznym placówkom zapewnić bezpieczne funkcjonowanie. Oczekuję, że reakcja ministerstwa będzie szybka i skuteczna.

W obronie szpitala stają też posłowie PiS. Pisali już w tej sprawie do ministra Konstantego Radziwiłła.

- Tu jest potrzebna zmiana wyceny punktu - zgadza się Dariusz Piontkowski. Zastanawia się tylko, czy takie zmiany można wprowadzić w trakcie roku budżetowego. - No ale trzeba próbować. Im większa liczba interwencji, tym większe szanse - nie ma wątpliwości.

Bo zgadza się, że szpitalowi potrzebna jest jak najszybsza pomoc. - Nie może być tak, że szpital, który ratuje ludziom życie, ponosi z tego tytułu straty.

Winnych zaistniałej sytuacji chce za to znaleźć poseł Jacek Żalek. Według niego to właśnie sprawi, że łatwiej będzie znaleźć możliwości pomocy.

- Jednym z rozwiązań będzie zmiana osób, które doprowadziły do takiej sytuacji - mówi.

Chodzi mu o Narodowy Fundusz Zdrowia, bo to tam przecież zapadają decyzje co do wysokości kwot, które dostają szpitale. Jednak on też liczy na pomoc ministra w tej sprawie: - Jestem przekonany, że interwencja ministra będzie. Jednak przecież problem narastał przez lata. Nie można oczekiwać, że zostanie rozwiązany na jedno pstryknięcie palca.

Również Jarosław Zieliński uważa, że konieczne są zmiany. Takie, aby to nie Fundusz decydował, ile pieniędzy dostanie jaki szpital.

- Takie placówki jak BCO powinny być finansowane bezpośrednio z budżetu - nie ma wątpliwości. Chciałby także, by również samorządy miały możliwość finansowego pomagania placówkom zdrowotnym.

Bernadeta Krynicka natomiast nie poprzestała na wysłaniu pisma do ministra. Próbuje się do niego dodzwonić. Niestety, - na razie nieskutecznie.

A minister przyznaje, że pismo od parlamentarzystów otrzymał w poniedziałek. Na odpowiedź - zgodnie z ustawą o wykonywaniu mandatu posła i senatora - ma 14 dni.

- Obecnie trwa analiza dokumentów dotyczących Białostockiego Centrum Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie przekazanych przez Centralę Narodowego Funduszu Zdrowia oraz Podlaski Oddział Wojewódzki NFZ w Białymstoku - mówi Joanna Smorczewska z ministerstwa zdrowia. I każe uzbroić się w cierpliwość. Bo minister szuka rozwiązania.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na poranny.pl Kurier Poranny