Aneta Kolendo-Borowska jest wizażystką polskich gwiazd. Podróżuje i zbiera kolorowe chusty

Agata Sawczenko [email protected] tel. 85 748 96 59
Aby pokazać swoją kolekcję, Aneta założyła bloga i tam prezentuje poszczególne modele.
Aby pokazać swoją kolekcję, Aneta założyła bloga i tam prezentuje poszczególne modele. Marcel Borowski
Zwiedzanie świata zaczęła w wieku pięciu lat. - Tata brał wielki atlas, rozkładaliśmy go i podróżowaliśmy palcem po mapie - śmieje się Aneta Kolendo-Borowska. Prawdziwą wielką podróż zafundowali jej rodzice, gdy skończyła liceum. Przez kilka dni jechała pociągiem na Wschód, aż za Ural, do Azji.

- Dla 19-latki było to naprawdę wielkie przeżycie - przyznaje Aneta. I wspomina to, co przede wszystkim zapamiętała: - Arbuzy, melony, stepy. A na tych stepach wielkie płachty kolorowych koców i Kazachy na nich koczujący. Tyle widziałam z okien pociągu - uśmiecha się. Zwłaszcza te kolorowe płachty zrobiły na niej wrażenie - wyjątkowości i egzotyki.
Spełnić marzenia

Na całego Aneta zaczęła podróżować kilka lat później, po narodzinach syna. - Gdy Marcel już trochę podrósł, postanowiłam, że choć raz w roku będę zabierać go za granicę. Chciałam, by poznawał świat. To był dla mnie priorytet.

Wspólne podróżowanie zaczęli od Turcji, potem była Tunezja, Grecja, Rumunia. Jeździli, kiedy tylko mieli możliwość. Marcel szybko połknął bakcyla. Teraz dużo czasu spędza w Czechach - tam studiuje fotografię.

- W pewnej chwili podróże stały się sposobem na spełnianie marzeń - moich i moich bliskich - mówi Aneta. Na przykład siostra kiedyś zabrała ją na Boże Narodzenie do Nowego Jorku. - Dałam się namówić, choć wcześniej nie wyobrażałam sobie, by spędzić te święta gdzie indziej niż w domu. A siostra zafundowała mi wariacką, niesamowitą podróż - cztery megaintensywne dni w Nowym Jorku.

Potem Aneta namówiła na podróż do Stanów swoją przyjaciółkę. - Ona marzyła o przejechaniu Route 66. Udało się nam. Przemierzyłyśmy sześć stanów, przyjaciółka część drogi na harleju - opowiada Aneta.

W ubiegłym roku dwa razy była też w Chinach. - Zawsze na początku roku robię sobie podsumowanie tego, który minął. I planuję, co chciałabym zrobić w tym, który się zaczyna. To są raczej takie marzenia. Po prostu spontanicznie zapisuję, co mi akurat przyjdzie do głowy - śmieje się Aneta.

W ubiegłym roku na pierwszym miejscu znalazła się wyprawa do Chin: - Nie wiem, dlaczego to wpisałam. Bo Chiny wcale nie były moim wielkim marzeniem - jeszcze dziś dziwi się Aneta. Ale zrealizowała je.I w Chinach była dwa razy: najpierw pojechała z siostrą do Pekinu, potem postanowiła pokazać to wszystko, co zobaczyła, synowi.

Na drugim miejscu wśród noworocznych postanowień w ubiegłym roku znalazło się kupienie maszyny do szycia. - Też nie wiem, dlaczego. Bo szyć nadal nie umiem, choć maszynę już oczywiście mam - śmieje się Aneta. Jednak przyznaje, że to postanowienie wpłynęło w jakiś sposób na to, jak minął jej 2013 rok.

Kolorowe życie

Bo oprócz podróżowania - Aneta ma jeszcze jedno hobby: zbiera kolorowe chusty.

- Jak teraz oglądam zdjęcia, widzę, że chusty były obecne przez całe moje życie. Moje babcie wiązały chusty na głowach, no ale to było takie pokolenie. Ale na zdjęciach z liceum to już ja jestem w chuście - uśmiecha się.

Przyznaje, że nawet nie wie, kiedy zaczęła je zbierać. - Na początku prosiłam babcię, by przywoziła mi chustki z wypraw do Związku Radzieckiego.

Kolekcja powiększała się z roku na rok. Aneta przywoziła nową chustkę z każdej niemal wyprawy, dostawała je też w prezencie od bliskich albo kupowała w Polsce.

- Nigdy dla mnie nie było ważne, czy to chustka ekskluzywna, z drogiego, eleganckiego materiału, czy zwykła ludowa, czy też w stylu vintage - mówi Aneta. Chustki miały spełniać tylko dwa kryteria: koniecznie musiały być w kształcie kwadratu i koniecznie musiały mieć to coś, co powodowało, że wpadały Anecie w oko. Kupowała je zawsze i wszędzie: na bazarach, w eleganckich sklepach albo w ciucholandach. - Miałam ich tyle, że moja mama zaczęła się obawiać, czy wszystko ze mną w porządku - śmieje się Aneta.

Chustka stała się jej znakiem rozpoznawczym. W pracy - jako wizażystka na przykład w teatrze albo przy produkcji filmu - musiała ubierać się na czarno. Więc dodatkowo wiązała sobie zawsze bardzo kolorową chustę.

Pierwsza bluzka z chust powstała siedem lat temu. - Miałam być jurorką na konkursie miss. I wiadomo - chciałam wyglądać oryginalnie i elegancko.

Odkryła wtedy, że jej dwie japońskie chusty są z jednej kolekcji i doskonale do siebie pasują. Na jednej jest gejsza z przodu, a na drugiej - z tyłu.

- Kupiłam je w różnych miejscach w odstępie chyba pięciu lat! - jeszcze dziś nie może nadziwić się Aneta.

Koleżanka mamy zszyła te chusty i powstała bluzka. Prosta i piękna.

W podobnym stroju Aneta wystąpiła na weselu u Michała Żebrowskiego. - Z jednej strony byłam tam w pracy jako wizażystka, a z drugiej - jako gość. I znów nie wiedziałam, w co się ubrać. Mało brakowało, a postawiłabym na małą czarną. Bo pomyślałam: przecież niczym nie przebiję gości Michała Żebrowskiego!

Niemal w ostatniej chwili jej wzrok padł na kanapę przykrytą oryginalnym japońskim sari. - I znów pomyślałam, że piękna będzie z tego sukienka. Potem tybetański bieżnik przerobiła na kurtkę chanelkę. - Szkoda go było na kuchenny stół.

Co jakiś czas powstawały kolejne bluzki i tuniki. - Prosiłam kogoś, by zszywał mi dwie chustki. Takie stroje to świetna sprawa w podróżach. Nie zajmują dużo miejsca w torbie. Poza tym jedna bluzka starcza ci na fotografie w dwóch różnych miejscach - bo z przodu jest jedna chustka, z tyłu - zupełnie inna - śmieje się Aneta.

Bluzki Anety zaczęła doceniać jej mama. Czuła się w nich elegancko. A Aneta zaczęła dopasowywać do siebie kolejne chustki. - Spinałam po dwie pasujące do siebie. Bo zależało mi, by wszystko było jak najprościej. Nie chciałam przekombinowania.
Czas na działanie

- Gdy po raz kolejny byłam w Stanach, poszłyśmy z koleżanką do butików w eleganckiej dzielnicy Los Angeles. Tam ekspedientka w ekskluzywnym sklepie zachwyciła się moją bluzką. W tym samym dniu, wieczorem, poszłyśmy do dzielnicy artystów, gdzie pełno dziwactw, oryginałów. Tam również moje bluzki-chusty wywołały poruszenie. Pomyślałam: skoro te projekty podobają się tak wielu i w dodatku tak różnym ludziom, muszę coś z tym zrobić - uśmiecha się Aneta. - To utwierdziło mnie w tym, że moje rzeczy są fajne.

Długo szukała krawcowej, która zrozumiałaby jej ideę. Bo nie chciała już tylko zszywać chust. Miała wizję, by połączyć je z grubszą, na przykład dresową tkaniną i ubierać nie tylko kobiety, ale i mężczyzn, i dzieci - całe rodziny.

W ubiegłym roku znalazła krawcową, z którą doszła do porozumienia. - Zależało mi, by połączyć wygodny, sportowy styl z czymś klasycznym. Połączyć ciepłe z cienkim: jedwab z dresowym. To bardzo trudne zestawienia, a ja - mimo że kupiłam z końcu tę maszynę do szycia - nie mam tej umiejętności.

Powstały piękne, unikatowe ubrania: tuniki, bluzki, sukienki, spódnice kurtka bejsbolówka, której jej synowi zazdroszczą wszyscy znajomi, i dresik dla czteroletniego siostrzeńca.

Bo Aneta przyznaje, że wiele ubrań z jej kolekcji nosi po prostu jej rodzina. - Trudno jest mi się rozstać z niektórymi chustkami - śmieje się. Jednak te oryginalne ubrania noszą już ludzie w Danii, w Stanach Zjednoczonych. Znajoma w kreacji Anety odbierała też prestiżową nagrodę. - Podobno wszyscy zwrócili na nią uwagę - mówi Aneta.

Aby pokazać swoją kolekcję, Aneta założyła bloga i tam prezentuje poszczególne modele. Chce, by mogli je zobaczyć ludzie na całym świecie, nie tylko w Polsce. Dlatego swojej marce nadała angielską nazwę: Make Me Better.

- Po pierwsze, chciałam, żeby to się łączyło z nazwą mojej firmy: Make-Up Artist. Po drugie, zawsze chcę robić coś, by kobiety dobrze się czuły. A kiedy dobrze się czujemy? No przecież kiedy jesteśmy w jakiś sposób zauważone, kiedy jesteśmy szczególne.

W ubraniach Anety nie sposób pozostać niezauważoną: są wzorzyste, kolorowe, unikatowe, oryginalne.

- Gdy je nakładam, naprawdę lepiej się czuję. No i są świetnym pretekstem do rozmowy - z koleżanką, ale też z nieznajomymi ludźmi - mówi Aneta i opowiada, jak nieznajomy z pociągu obiecał przywieźć jej z egzotycznej podróży oryginalne chusty.

Bo chusty zbiera cały czas. W jej szafie zawsze jest na nie miejsce. Tak jak zawsze znajdzie czas na podróże. Teraz wybiera się do Tajlandii. Po chusty? - Nie, to nie ma tak, że jadę specjalnie po chusty, jak do hurtowni - śmieje się. I dodaje: - Ale na pewno jakąś przywiozę.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie