Afryka. Tu pomoc lekarza zawsze jest potrzebna

Agata Sawczenko [email protected]
Polskim lekarzom Annie Zychowicz i Marcinowi Bierciowi w ich pracy pomagali miejscowi koledzy po fachu
Polskim lekarzom Annie Zychowicz i Marcinowi Bierciowi w ich pracy pomagali miejscowi koledzy po fachu Archiwum prywatne
Udostępnij:
Białostoczanin Marcin Bierć najpierw pojechał na misję na Mercy Ship, potem był w szpitalu w Kamerunie. Pierwszy raz przez tydzień, żeby się rozejrzeć, sprawdzić, w jaki sposób tam może nieść pomoc. Kolejny raz, tuż przed świętami Bożego Narodzenia - przez trzy tygodnie operował Afrykańczyków. Teraz w ciągu niecałego roku jest na misji charytatywnej już czwarty raz - na Madagaskarze. I już zapowiada, że to nie koniec.

Marcin Bierć, absolwent białostockiego Uniwersytetu Medycznego, obecnie mieszkający i pracujący w Niemczech, przyznaje, że pomaganie stało się w jakimś sensie jego sposobem na życie. Jednak już wie, że nie będzie to polegało tylko na leczeniu. Chce założyć stronę internetową i zamieszczać tam informacje, które pomogą innym chętnym w zorganizowaniu wyjazdu na podobną misję.

- Taki wyjazd nie jest tylko dla wybranych - przekonuje. - Można pojechać do afrykańskiego szpitala na kilka tygodni i w trakcie tak niedługiego czasu naprawdę dużo pomóc. Nie jest nawet problemem zabranie ze sobą całej rodziny.

Wyjazd oczywiście dużo kosztuje, bo wolontariusze nie tylko płacą za podróż, ale też muszą utrzymać się na miejscu. Jednak wielu z nich znajduje ludzi, którzy nie mogąc pomóc osobiście wspomaga ich właśnie pieniędzmi. Są też organizacje, które zajmują się pomocą wolontariuszom.

- Informacje - zarówno o możliwościach wyjazdu, jak i pomocy w zorganizowaniu wyprawy - trudno jest znaleźć, wiem to z własnego doświadczenia - dodaje Marcin Bierć. - A okazuje się, że ludzi, którzy gotowi są nieść pomoc potrzebującym - nie tylko lekarzy, jest naprawdę dużo. Mnóstwo moich znajomych lekarzy już planuje takie kilkutygodniowe wyjazdy po tym, jak opowiedziałem o moich podróżach.

Marcin Bierć w internecie chce też zamieszczać relacje ze swoich charytatywnych eskapad. - Żeby pokazać ludziom, że Afryka wcale nie jest taka straszna. To wbrew pozorom przyjazny kontynent, przyjaźni ludzie - mówi.

W czasie pobytu w Kamerunie razem z koleżanką po fachu Anną Zychowicz, również z pochodzenia białostoczanką, zamieszczali takie relacje ze zdjęciami na facebooku na profilu Helping Help.
- Odzew był niesamowity - mówi pan Marcin. - Mnóstwo osób nam kibicowało i przesyłało wyrazy sympatii.

Taki przykład ludzi mobilizuje, bo to też jest niesamowita przygoda. Dlatego Marcin planuje, że powstanie specjalna strona z poradami dla tego typu wolontariuszy.

- Chcę tam podpowiadać, gdzie szukać konkretnych informacji o konkretnych misjach czy szpitalach. Ale też doradzać na przykład, jak załatwić wizę, jak załatwić szczepionki, jakie szczepionki potrzebne są dla dzieci - opowiada.

Portal działałby na zasadzie wymiany informacji pomiędzy tymi, którzy już byli na misji, a tymi, którzy chcieliby swoją pracą pomóc potrzebującym. Marcin przekonuje, że w ten sposób można się dużo dowiedzieć - i to od praktycznej strony. - Stworzenie takiej strony zajmie na pewno dużo czasu. Ale to jest pomysł długoterminowy. A zacząć chce oczywiście od przedstawienia szpitali, gdzie sam już był. Chce też omówić z szefami organizacji, które je prowadzą, w jaki sposób przedstawiać informacje chętnym do bezinteresownej pomocy lekarzom.

Pomaganie zamiast wakacji

Pierwszy raz do Kamerunu Marcin poleciał w połowie ubiegłego roku. Był tam tylko tydzień, ale jego umiejętności jako chirurga twarzowo-szczękowego zostały w pełni wykorzystane. Jak na tak krótki czas, przeprowadził tam sporo operacji. Wiedział, że i lekarze, i pacjenci chcieliby, by przyjechał tam jeszcze raz. Więc niemal od razu po powrocie zaczął planować kolejny wyjazd.

Traf chciał, że właśnie wtedy odnowiła się jego znajomość z koleżanką ze studiów - Anną Zychowicz. Pani Anna też jest chirurgiem - tyle że ogólnym. Pracuje w jednej z renomowanych klinik na południu Polski.

- Oboje lubimy wspinać się po górach. Ania planowała zdobywanie siedmiotysięcznika. Chciałem przyłączyć się do tej wyprawy. Ale opowiedziałem jej również o moich afrykańskich planach. Decyzja była jednogłośna: plany wspinaczkowe odkładamy na później. I lecimy wspólnie do Kamerunu. Bardzo się ucieszyłem, bo tam naprawdę potrzeba dobrych chirurgów. Ci, którzy tam są, są przeładowani pracą. Każda para rąk więc się przyda - mówi Marcin.

Przy tego typu wyjazdach wolontariusze sami kupują sobie bilety i sami finansują swój pobyt na miejscu.
- Często jest tak, że wspierają ich kościoły - mówi Marcin. I opowiada, że też postanowił poprosić ludzi o pomoc. Stworzyli z Anią stronę w internecie i tam opisali cel i założenia swojej misji. Pieniędzy, które wpłacili im ludzie, wystarczyło na bilety w obie strony. Dostali też narzędzia chirurgiczne warte tysiąc euro. Przydały się. Zostawili je w kameruńskim szpitalu.

- Wszystko jest możliwe - wystarczą kontakty, życzliwi ludzie i trochę czasu, by nagłośnić sprawę - cieszy się Marcin.

Leczą, operują, uczą fachu afrykańskich lekarzy

W kameruńskim szpitalu pracowali przez dwa tygodnie. To jeden z najlepiej wyposażonych szpitali w tym rejonie - dzięki organizacji Kamerun Anbaptist Conventions. Ale jak wszystkie tamtejsze placówki boryka się z problemem braku dobrze wykwalifikowanej kadry. Jednak działa tam - jak i w dziewięciu innych afrykańskich państwach - organizacja Pan Africa Academy for Service. Jej ideą jest szkolenie lekarzy specjalistów, którzy później zostają w afrykańskich szpitalach. A lekarze-wolontariusze nie tylko pomagają przy operacjach, ale też mają za zadanie szkolić miejscowych lekarzy.

- Ważne też dla mnie było, by pojechać w miejsce, gdzie można zrobić coś porządnego, żeby to nie była prowizorka. Bo jednak do chirurgii - oprócz anestezjologa, potrzeba porządnych instrumentów. Zwłaszcza przy laryngologii chirurgicznej. Odpowiednie systemy do badań. Do tego sale wybudzeń, potrzebne też jest miejsce, gdzie pacjenta prowadzi się po zabiegu. Tam to wszystko jest. Oczywiście, gdyby nie było, trzeba by działać jakimiś starymi, alternatywnymi metodami.

W Kamerunie operował złamane żuchwy, wykonał kilka zabiegów z dziedziny traumatologii, trochę zabiegów plastycznych, zabiegów tarczyc. Złożył żuchwę, z której wcześniej afrykańscy chirurdzy usuwali nowotwór.

- Niestety, przy rekonstrukcji zrobili parę prostych błędów i po trzech tygodniach wszystko się rozsypało. Trzeba było poprawić. A oni - nie mieli dostatecznych umiejętności, a musieli działać - usprawiedliwia kameruńskich kolegów.

Ogromnie przeżył transplantację skóry twarzy i klatki piersiowej poparzonej dziewczyny.
- Takie przypadki w Europie leczy się w najlepszych centrach oparzeniowych, gdzie są specjaliści - chirurdzy plastyczni, specjalne warunki. A tam taka pacjentka leży na sali z 70 innymi osobami. Ryzyko infekcji jest naprawdę duże. Ale żeśmy z Anią tę dziewczynę zoperowali - opowiada.
Takie przypadki jak ten nie są w Afryce rzadkością.

- Kameruńczycy gotują w domu, na otwartym ogniu - tłumaczy Marcin. - Ta dziewczyna miała poparzone 60 proc. powierzchni ciała, straciła rękę, cudem przeżyła. Ale dostałem niedawno zdjęcia, jak teraz wygląda. Wyszło naprawdę nieźle - uśmiecha się. - Choć pewnie wymaga jeszcze z jakichś 40 operacji.
Ania zajęła się przede wszystkim chirurgią ogólną: operowała przepukliny, żołądki, jelita. Oboje też wykonali - po raz pierwszy w życiu! - cesarskie cięcia.

Zupełnie inny szpital

Afrykańskie szpitale są bardzo specyficzne. Oczywiście są budynki, sale dla pacjentów, korytarze. Pacjentami opiekują się lekarze i pielęgniarki - ale ich rola polega przede wszystkim na przeprowadzaniu operacji i opiece przed- oraz pooperacyjnej. Pielęgniarki zmieniają opatrunki i robią zastrzyki. Higiena pacjentów oraz wyżywienie to zaś już rola rodziny, bliskich. A dla nich nie ma już specjalnych pomieszczeń. Koczują więc na trawniku przed budynkiem, śpią czasem pod łóżkami pacjentów. Zresztą i sami pacjenci nieraz koczują kilka dni pod szpitalem, bo pojęcie czasu jest tu względne. Wyznacza je możliwość transportu.

- Afryka często kojarzy się z samochodami załadowanymi po brzegi ludźmi i tobołami. I to prawda. Bo Afrykańczycy podróżują wtedy, gdy mają możliwość transportu - mówi Marcin. - Nie denerwuje więc ich to, gdy muszą przyjechać na miejsce dużo wcześniej. Najważniejsze, że mają dostęp do opieki medycznej.

Choć i tu jest różnie.
- Afrykańczycy są specyficznym narodem - uśmiecha się Marcin. - W pracy też nie zawsze wszystko szło tak, jak należy. Bywało, że sporo się denerwowaliśmy z powodu ich opieszałości, powolności. Ania czasami białej gorączki dostawała. W naszej pracy bazowaliśmy na pomocy anestezjologów, pielęgniarzy. Gdy im się chciało, to wszystko naprawdę mogło być super załatwione. Ale jak im się za bardzo nie chciało albo przychodził jakiś inny zespół, to też różnie bywało. Trzeba było ich porządnie mobilizować.

Każdy może się włączyć w pomoc

Teraz Marcin jest już na Madagaskarze. Ta lekarska eskapada potrwa trzy tygodnie. Przyznaje, że tak się zaangażował w pomoc, że wyjazdy powoli stają się dla niego niemal normalnością.

- Pierwszy raz jest zawsze inny - uśmiecha się. - Człowiek jest pod ogromnym wrażeniem. Z jednej strony poznaje coś nowego, z drugiej - czuje, że robi naprawdę coś fantastycznego, jakby cały czas był w świetle reflektorów. A potem te światła gasną i trudno powiedzieć, co się czuje. Sam nie wiem, jak to określić. Bo tam się czuję normalnie, jak u siebie w pracy. Miejsce przestaje być istotne: czy to Afryka, czy europejski kraj. Ciężka jest cała otoczka tego wyjazdu, szukanie, załatwianie, podróż. Ale potem to już patrzy się, żeby wszystko zrobić jak najlepiej.

Oczywiście - satysfakcja zawsze jest - przecież nie każdy to robi. - Ale też nie każdy musi to robić. Można pomagać inaczej. Ktoś, kto da parę groszy na misjonarzy, też przecież ma w tym pomaganiu swój udział. Gdzieś to wszystko składa się na jedną całość. A ja - nie chciałbym opowiadać jakichś patosów - ale będę pomagał. Bo to jest potrzebne - zapewnia Marcin Bierć.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie