Zmarł Jacek Grün, najbardziej wyrazisty krytyk muzyczny...

    Zmarł Jacek Grün, najbardziej wyrazisty krytyk muzyczny Białegostoku

    (dor)

    Kurier Poranny

    Aktualizacja:

    Kurier Poranny

    Jacek Grün w 2008 roku na koncercie bluesowym na Rynku Kościuszki

    Jacek Grün w 2008 roku na koncercie bluesowym na Rynku Kościuszki ©Fot. Jerzy Doroszkiewicz

    W czwartek zmarł Jacek Grün. Od 1975 roku był czołowym krytykiem muzycznym w Białymstoku. Kochał blues i jazz, nie lubił w muzyce tandety i bylejakości.
    Jacek Grün w 2008 roku na koncercie bluesowym na Rynku Kościuszki

    Jacek Grün w 2008 roku na koncercie bluesowym na Rynku Kościuszki ©Fot. Jerzy Doroszkiewicz

    Przez lata był najbardziej wyrazistym krytykiem muzycznym w Białymstoku. Pisał do Gazety Współczesnej, zakładał Kurier Podlaski, był w grupie założycieli Kuriera Porannego.

    W Lublinie na studiach w 1969 roku poznał Krzysztofa Cugowskiego i grał na perkusji w pierwszym składzie Budki Suflera. Od 1975 roku zajmował się dziennikarstwem muzycznym w prasie, miał swoje audycje z rarytasami fonograficznymi w Radiu Białystok, o muzyce swoich idoli opowiadał na spotkaniach autorskich. Był dziennikarzem ogólnopolskich pism takich jak Wprost, Nie, Fakty i Mity, Przegląd, Dziś. Zmarł 26 marca, mając 60 lat.

    Kilka lat temu udzielił wywiadu licealistom z VIII LO, który stał się częścią pracy "Skazani na bluesa. PRL-owski sen o wolności".

    - W 1969 roku przyjechałem do Lublina na studia. Kiedyś to były takie czasy, że student, zanim dostał się na studia, musiał przepracować miesiąc na budowie i po pierwszym roku też miesiąc na budowie - chodziło o to, żeby przyszła inteligencja poznała ciężki los klasy robotniczej. Tak naprawdę, to ta praca, to były jaja, kabarety, bo nas ci majstrowie nie chcieli. Wyszliśmy na 10 piętro budowanego hotelu w Lublinie, to majster głównie się bał, żebyśmy nie pospadali stamtąd, bo tak się zdarzyło, że jeden kolega spadł, prawda... bo sikał z góry, poślizgnął się i spadł z 10-tego piętra na ziemię. Dwa tygodnie leżał w szpitalu i wyszedł. Tylko dlatego, że leciał jak kot, on zresztą nic nie pamiętał na drugi dzień. Troszeczkę szczękę sobie złamał, więc mu ją [lekarze] obudowali. Myśmy przyszli do niego z Krzyśkiem Cugowskim z Budki Suflera do szpitala i przynieśliśmy mu wino, bo tylko to wtedy było i gdzieś tam pielęgniarka rurkę taką załatwiła i przez tę rurkę wydoił to wino - bardzo był zadowolony.

    Naszym opiekunem takim, starszym o rok, był Grzesiek Kurczuk, który w latach rządów SLD był ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym. Kiedy dowiedział, że ja gram na bębnach (skończyłem szkołę muzyczną w Rzeszowie, bo z Podkarpacia jestem), to mówi do mnie: "Ty wiesz co, ja mam takiego kumpla, który się Krzysztof Cugowski nazywa, taki wariat, wiesz on jakąś kapelę bluesową chce założyć i perkusisty szuka - ma gitarzystów i nie ma pałkera". Zgodziłem się i on mnie zaprowadził do Cugowskiego do mieszkania. Ponieważ nie było perkusji, to on miał takie kartony w piwnicy po margarynie, a ja miałem pałeczki. Na pierwszych próbach zamiast na perkusji, grałem na kartonach po margarynie. Graliśmy głownie Mayalla, Led Zeppelin, Black Sabbath, bo Cugowski powiedział, że w życiu nie będzie śpiewał po polsku. I tak powstała Budka Suflera - wspominał w tej pracy Grün.

    Jacek Grün wspomina

    W 1975 roku przyjechałem po studiach, do Białegostoku, do pracy w Gazecie Współczesnej (wcześniej była Gazeta Białostocka), właśnie na etat krytyka muzycznego. Przez cały PRL zajmowałem ww Współczesnej i Podlaskim- bo ja zakładałem Kurier Podlaski w 1983 roku wyłącznie muzyką, bo cenzura była, to o czym ja będę pisał? Nie wolno było napisać, że przez las biegnie asfaltowa szosa, bo imperialiści mogli przeczytać we Współczesnej i uznać, że tam jest np. lotnisko samolotów bojowych, cenzor oczywiście to wykreślał, no takie były kabarety. Muzyka była tym takim obszarem, gdzie można było...

    W 1975, to tu w Radio Białystok zalecenie grania polskiej muzyki było ściśle przestrzegane - to sprzed pięciu lat jeszcze. Więc ja przywiozłem mnóstwo swoich płyt i zacząłem robić audycje. Robiłem do stanu wojennego dwie audycje w tygodniu i zostawiałem te swoje płyty przegrane w tej rozgłośni. Ale jakoś tak się udawało, że te 5% to przepuściłem, bo zaczęliśmy traktować instrumentalną muzykę - jazz i blues, ale nie śpiewany - tylko grany. To potem się tam troszeczkę rozbudowywało, był taki kierownik redakcji muzycznej, który pilnował tego. W każdym razie, no te audycje były słuchane, dlatego że ja miałem raz w miesiącu, raz na dwa miesiące dostawy świeżych płyt ze Stanów Zjednoczonych. Czy ktoś przylatywał, czy paczką dostawałem. Dzięki temu rozgłośnia miała muzykę zachodnią, bo tam była jedna płyta Rolling Stonesów, jedna Beatlesów i chyba dwie płyty Shadowsów - to była cała muzyka rozgłośni, to dopiero wtedy ten budynek powstał, który teraz jest.

    Czytaj treści premium w Kurierze Porannym Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (113)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (113) forum.poranny.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Poranny.pl poleca

    Targi pracy. Profile firm i oferty pracy. Szukaj swojej!

    Targi pracy. Profile firm i oferty pracy. Szukaj swojej!

    Białystok w latach 60-tych i teraz. Zobacz, jak bardzo zmieniło się nasze miasto

    Białystok w latach 60-tych i teraz. Zobacz, jak bardzo zmieniło się nasze miasto

    Poszukiwane przez podlaską policję. Oszustka, złodziejka, szpieg, dilerka

    Poszukiwane przez podlaską policję. Oszustka, złodziejka, szpieg, dilerka