Złamał nastolatkowi obojczyk na marszu równości w Białymstoku. Skazany na 1,5 roku więzienia, walczy o łagodniejszy wyrok (zdjęcia, wideo)

Izabela Krzewska
Izabela Krzewska
Oskarżony dwa miesiące spędził w tymczasowym areszcie. W procesie odpowiadał już z wolnej stopy. Na rozprawie odwoławczej nie stawił się.
Oskarżony dwa miesiące spędził w tymczasowym areszcie. W procesie odpowiadał już z wolnej stopy. Na rozprawie odwoławczej nie stawił się. Karol Radziszewski
Udostępnij:
- Inni byli agresywni. To i ja zadałem cios - mówił w śledztwie Mariusz J., przeciwnik tęczowej parady tak kopnął 17-latka w przedramię, że poważnie uszkodził jego ciało. Wszystko nagrał świadek zdarzenia.

- Nie kwestionujemy ustaleń faktycznych poczynionych przez sąd pierwszej instancji, bo i nie ma tutaj z czym polemizować - przyznał adwokat oskarżonego na poniedziałkowej rozprawie odwoławczej przed Sądem Okręgowym w Białymstoku. Przekonywał jednak, że kara jest rażąco surowa. Jego zdaniem sąd nie wziął pod uwagę okoliczności łagodzących, jak choćby faktu, że 25-letni Mariusz J. przyznał się do winy i wyraził w czasie procesu chęć naprawienia szkody.

- Sąd podszedł do tego w sposób - w mojej ocenie - krzywdzący, twierdząc, że jego zachowanie miało na celu zmniejszenie swojej odpowiedzialności - podkreślał obrońca. Twierdzi, że jako podejrzany J. nie miał dostępu do danych pokrzywdzonego, a po opuszczeniu aresztu jego chęć kontaktu z ofiarą mogła zostać potraktowana jako chęć wpływania na zeznania. Dlatego próba pojednania się mogła być podjęta dopiero na rozprawie. Co więcej, mimo, że wyrok nadal nie jest prawomocny, J. wywiązał się z obowiązku zapłaty 5 tys. zł nawiązki na rzecz pokrzywdzonego.

Obrońca kwestionował też ocenę sądu rejonowego, jakoby zachowanie Mariusza J. charakteryzowało się dużym nasileniem agresji, bowiem sprowadza się ono do jednego ciosu. - Nie próbuję usprawiedliwiać klienta, bo on w ogóle nie powinien paść. Ale to był raz. Nie próbował kopać po raz drugi, poprawiać. Tak się złożyło na nieszczęście - przede wszystkim pokrzywdzonego, ale również mojego klienta - że to jedno kopnięcie wystarczyło do tego, żeby ten obojczyk złamać - mówił.

Dla porównania, adwokat przywołał inną sprawę karną dotyczącą pobicia podczas marszu równości z 2019 r. (sprawcy zadawali ofierze ciosy rękoma i nogami), która zakończyła się dla agresorów wyrokami w zawieszeniu, choć - w ocenie prawnika - nasilenie agresji było znacznie wyższe niż w sprawie Mariusza J. Dlatego wnosił o złagodzenie orzeczonej za uszkodzenie ciała kary 1,5 roku pozbawienia wolności.

Zobacz także: Białystok. Wyroki więzienia w zawieszeniu i nawiązki za pobicie dwóch nastolatków podczas ubiegłorocznego marszu równości (zdjęcia)

Prokurator chce oddalenia apelacji i utrzymania wyroku w mocy.

- Oskarżony rzeczywiście użył jednego ciosu, ale w okolice wrażliwe, w okolice głowy i obojczyka, co spowodowało złamanie obojczyka - podkreślała prokurator.

Uważa, że kara jest adekwatna, "kształtuje społeczeństwo, pokazywać, że takie zachowanie jest nieopłacalne, karygodne".

- Sąd pierwszej instancji słusznie uznał, że przyznanie się oskarżonego do winy nie było wyrazem jego skruchy. Został zabezpieczony film, kategoryczny dowód w tej sprawie. Oskarżony uznał, że w obliczu takiego dowodu lepsze dla jego sytuacji procesowej będzie przyznanie się do winy - uważa oskarżyciel publiczny. - Okoliczności łagodzących sąd pierwszej instancji nie widział. Ja też nie widzę.

Marsz równości 2019 w Białymstoku

Do zdarzenia doszło 20 lipca 2019 r., kiedy ulicami Białegostoku przeszedł pierwszy w historii marsz równości. Na Suraskiej doszło do zamieszek. Uczestnicy "tęczowego zgromadzenia" byli atakowani przez rozjuszonych chuliganów. Jedną z ofiar był 17-latek.

- Odwróciłem się. Po chwili poczułem, że ktoś kopie mnie znienacka w prawe ramię. Cios był bardzo silny. Nie wiedziałem, co się dzieje. Byłem w szoku. Przewróciłem się. Ból zacząłem odczuwać po chwili. Czułem, że drętwieje mi ręka - zeznawał pokrzywdzony. W szpitalu okazało się, że ma złamany obojczyk.

Na podstawie nagrania sceny ataku, które trafiło do o internetu, policjanci zidentyfikowali sprawcę i 30 lipca zatrzymali Mariusza J. w jego domu. Funkcjonariusze znaleźli tam dowód osobisty należący do innej osoby. Oskarżony usłyszał zarzut bezprawnego rozporządzania dokumentem i za to w marcu br. został skazany przez sąd pierwszej instancji na 4 miesiące więzienia. Obrońca w swojej apelacji wnosił o uniewinnienie oskarżonego od tego czynu. J. twierdzi, że parę lat temu pożyczył 100 zł znajomemu, który w zastaw pozostawił dowód. Pieniędzy do dziś nie zwrócił i nie zgłosił się też po dokument.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
to może niech kogoś zabije, wykaże skruchę i walczy o wyrok w zawiasach, kryminalista to kryminalista i nie ważne czy z prawa czy z lewa, 1,5 roku to i tak jeszcze mało dla takiego bandyty
G
Gość
pisdzielec wyklety
Dodaj ogłoszenie