Zimna wojna, czyli Paweł Pawlikowski skomponował koncert na trzy serca (zdjęcia, wideo)

Jerzy Doroszkiewicz
Jerzy Doroszkiewicz

Wideo

Paweł Pawlikowski, autor oskarowej „Idy” „Zimną wojną” potwierdza swój wyjątkowy talent. Do opowiadania o miłości i o Polsce.

I ta Polska, mimo czarno-białych kadrów, wcale czarno-biała nie jest. Nie jest też czerwona, choć pozory o tym świadczą. Już w pierwszych scenach Paweł Pawlikowski pokazuje Polskę wielokulturową i będzie tak aż do wielkiego finału, w którym historia zatoczy nieoczywiste koło.

Był czas, kiedy zachłyśnięci rockiem, wkurzaliśmy się na muzykę ludową, którą obficie serwowało Polskie Radio. Utwory w audycjach typu „Z malowanej skrzyni” wydawały się być niemodne, wiejskie, trzeba było pokoleń, by Kapela ze Wsi Warszawa i tysiące innych, mniej znanych zapaleńców, pokazało, że jest w niej prawda i siła. I od tego zaczyna swój film Paweł Pawlikowski.

Nie będzie spoilerem zdradzenie, że fantastyczna para – Agata Kulesza i Tomasz Kot, niczym małżeństwo Sygietyńskich, zanim zabierze się w komunistycznej Polsce do tworzenia zespołu pieśni i tańca, podróżuje po kraju nagrywając oryginalnych ludowych pieśniarzy, grajków – wszystkich bez wyjątku, także Łemków. Kiedy kamera Łukasza Żala pokazuje zrujnowaną cerkiew, fragmenty fresku z Chrystusem, strzela w niebo, a potem wraca na ziemię – dzięki montażowi Jarosława Kamińskiego oszołomiony widz dopiero po kilku sekundach spostrzega, że nie patrzy na świadectwo komunistycznego barbarzyństwa, tylko wyboistą drogę która wielu doprowadzi do szczęścia, a filmowym kochankom pozwoli po raz pierwszy się spotkać.

Owymi kochankami z 15-letnim stażem będą oczywiście Tomasz Kot i Joanna Kulig. Ich trudną miłość niszczą wątpliwości związane z talentem, poszukiwaniem miejsca na ziemi. Mają na nią wpływ komuniści – mącą w głowach, swoimi mackami sięgają kapitalistycznej Jugosławii. Mogą zniszczyć życie, ale mogą też przywrócić kogoś z „domu umarłych” do świata żywych. Bo jak wspomniałem, w „Zimnej wojnie” świat wcale nie jest czarno-biały.

Są za to genialnie wybrani i poprowadzeni aktorzy. Widz czuje, że coś łączy twórców owego fikcyjnego zespołu ludowego przez fakt, że w każdej ze scen i Agata Kulesza i Tomasz Kot palą zawsze… jednego papierosa. Jest też czarny charakter – grający gnidowatego kierownika zespołu, a zarazem i ucho bezpieki Borys Szyc. Ale czy naprawdę jest zły bezinteresownie? Wydaje się być człowiekiem inteligentnym, zna perfekcyjnie niemiecki, a i okaże się facetem o wielkim sercu – na miarę wspólnego koncertu z Tomaszem Kotem i Joanną Kulig. Aktorka w kolejnym już filmie nieźle radzi sobie ze śpiewaniem, a role femme fatale są jakby pisane specjalnie dla niej. Ale czyż nie wierzy się jej, kiedy wkurzona na faceta swojego życia, w sztok pijana stwierdzi, że i tak go kocha.

Bo „Zimna wojna” to nie jest krytyka komunistycznych obozów pracy, choć i taki w filmie odegra ważną rolę, ale ten obraz, to właściwie mistrzowski koncert na trzy serca. Chyba faktycznie – po drugiej stronie lepiej widać.

P.S. Scenografia, kostiumy, ścieżka dźwiękowa – długo by bić brawo. Na sobotnim seansie przedpremierowym wszystkie miejsca były zajęte. Koniecznie.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie