Zenek Borowski zginął za książki

Alicja Zielińska
Zenek Borowski z rodzicami i ciocią, jeszcze przed wojną. Był wtedy zuchem.
Zenek Borowski z rodzicami i ciocią, jeszcze przed wojną. Był wtedy zuchem. Fot. Archiwum
17 kwietnia minęła 67 rocznica tragicznej śmierci 13-letniego skauta Zenka Borowskiego. Zginął postrzelony przez hitlerowców podczas ratowania przed zniszczeniem polskich książek - opowiada jego przyjaciel Jerzy Koszewski.

Był rok 1943. Trwała okupacja niemiecka. W Białymstoku zamknięte zostały szkoły, nie działały żadne placówki kulturalne. Książki ze wszystkich bibliotek w mieście Niemcy zwieźli do budynku Palace Teatr przy ulicy Kilińskiego.

Nie wolno było nikomu ich wziąć. Miały być zniszczone, spalone, by nie zostało śladu po polskiej literaturze.

- Kiedy się o tym dowiedzieliśmy, postanowiliśmy tam wejść i wynieść ile się da książek - opowiada Jerzy Koszewski. - Odczuwaliśmy wielką potrzebę czytania. Wtedy nie było w ogóle żadnych książek. I właśnie Zenek Borowski zorganizował te konspiracyjne wyprawy po książki, by je ratować przed zagładą. Mieszkaliśmy w tej samej kamienicy przy ul. Sobieskiego 1.

Zenek był starszy ode mnie o trzy lata, należał do harcerstwa. Bardzo sprawny fizycznie, odważny, nie bał się niczego. Miał 13 lat, ale był niekwestionowanym przywódcą podwórkowym. Czuliśmy przed nim respekt i słuchaliśmy we wszystkim. Pamiętam, z Zenkiem zorganizowaliśmy zespół i na rogu Starobojarskiej i Sienkiewicza śpiewaliśmy piosenki, jak w filmie "Zakazane piosenki". Chodziliśmy też do getta, żeby odwiedzić naszych kolegów żydowskich, mimo że za to groziła śmierć.

Po książki urządziliśmy kilka eskapad. Budynku od frontu pilnowali Ukraińcy, którzy przeszli na stronę niemiecką. My wdrapywaliśmy się od zaplecza, od strony Białki, po rynnie. Następnie przez okno wchodziliśmy do sali widowiskowej. Widok był niesamowity. Tysiące woluminów leżało w bezładnej masie, sięgającej sufitu. Zapewne niejeden biały kruk przeszedł przez nasze ręce, kiedy przekopywaliśmy się przez te stosy w poszukiwaniu powieści dla młodzieży.

Braliśmy przede wszystkim znane nam książki. Kornela Makuszyńskiego, Janusza Meisnera, Jacka Londona, Curwooda. Chowaliśmy je za bluzę, pod koszulę i tą samą drogą wydostawaliśmy się na zewnątrz. Ach, jaką mieliśmy ochotę zabrać ich jak najwięcej. Niestety nie mogliśmy pakować książek do toreb czy walizek, bo by to od razu wzbudziło podejrzenie niemieckich patroli, które dokonywały na ulicach rewizji.

Tego feralnego 17 kwietnia 1943 roku, Zenek wraz z kolegami wracał do domu z ukrytymi na piersiach książkami drogą obok magazynu paliw przy ul. Kościelnej. Zapadał zmrok. Stojący na warcie żołnierz, widząc zbliżającą się grupę osób, krzyknął: Halt. Zenek powiedział do kolegów: Uciekajmy! Mogą nas zastrzelić. I rzucił się biegiem w stronę Białej.

Wówczas wartownik strzelił do niego i trafił w głowę. Zenek martwy spadł do rzeki. Pozostałych chłopców żandarmeria zabrała na ulicę Warszawską. Po przesłuchaniu wystraszeni wrócili do domu.

Zrozpaczona matka Zenka odnalazła jego ciało w budynku przy ulicy Ogrodowej, ktoś widocznie je po kryjomu wyciągnął. Ojciec w tym czasie przebywał w areszcie. Gestapo go zatrzymało, gdyż był fotografem i należał do AK, podejrzewano, że pracuje dla podziemia. Nie był na pogrzebie, ale Niemcy pozwolili mu pożegnać się z synem i przyprowadzili na chwilę do domu.

- A żołnierz, który postrzelił Zenka bardzo żałował tego, co się stało - dodaje Jerzy Koszewski. - Przyszedł i tłumaczył się przed panią Borowską.

Stanisław Borowski po wyjściu z aresztu postawił na grobie syna pomnik przedstawiający klęczącego harcerza pod krzyżem ze złożonymi rękami do modlitwy. Figura ta do dziś stoi na cmentarzu farnym.

W 2002 roku Komenda Hufca ZHP odnowiła pomnik. Podczas prac renowacyjnych złamał się krzyż. W metalowej rurce stanowiącej zbrojenie krzyża, znaleziono pożółkły kawałek papieru, który okazał się listem ojca Zenka.

Napisał w nim: "Pomnik ten postawiono dnia 1 września 1943 roku w czwartą rocznicę wielkiej wojny oraz wielkich morderstw niemieckich, dowodem czego jest niżej leżące dziecko, które zginęło od kuli Niemca, trafione w głowę".

Grobem Zenka Borowskiego opiekują się harcerze z Chorągwi Białostockiej ZHP. Staraniem komendanta i przy wsparciu władz miejskich w miejscu, gdzie zginął dzielny skaut, nad rzeką Białą ma wkrótce stanąć kamień dla uczczenia jego pamięci.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Doskonale znam historię Zeusia, ponieważ jego matka Weronika była ciotką mojej mamy ( żoną wujka), mam wiele zdjęć z okresu okupacji i pamiątek rodzinnych. Chcę również zaznaczyć, że marmurowy pomnik w miejscu gdzie pochowany jest Zenuś i wujek mojej mamy , postawili moi rodzice, a harcerze, z całym szacunkiem dla nich, odświeżają biały krzyż i figurę Zenusia, resztą, czyli sprzątaniem przed świętami i latem,zajmujemy się my, czyli ja, siostra i moi rodzice...to tak tylko dla uściślenia faktów.
Joanna W.
S
S...N
CYTAT(wpisz swoj nick @ 3.05.2010, 00:51:18)
zastanawia mnie jeden fakt.nie chce wybielać niemcow ale czytam i oczom nie wierze.niemcy przyprowadzili ojca z aresztu aby pożegnał się z synem.2 chyba niemiec bo nie pisze ze to strzelał ten ukrainiec tez przyszedł i przepraszał matkę chłopca.zastanawia mnie jak by postąpił przeciętny bolszewik na miejscu niemcow.ojca na Syberie w najlepszym wypadku zresztą pewniakiem kulka w tył głowy na miejscu.dopadli by resztę tych chłopaków i syberia albo kula w łeb.co do rodziny to tez by zaszli ale na pewno nie przepraszać tylko w 5 min spakować i na syberie.taka to natura rusko - kołchoźniana.pozdrawiam wszystkich lewacko-bolszewickich śmieciarzy


Zal mi Ciebie, dziecko, bo taką masz wodę w mózgu - ale to nie Twoja wina; tak Cię zindoktrynowali. Ciężko Ci będzie z tą irracjonalną nienawiścią i wypaczonym spojrzeniem na świat żyć.
w
wpisz swoj nick
zastanawia mnie jeden fakt.nie chce wybielać niemcow ale czytam i oczom nie wierze.niemcy przyprowadzili ojca z aresztu aby pożegnał się z synem.2 chyba niemiec bo nie pisze ze to strzelał ten ukrainiec tez przyszedł i przepraszał matkę chłopca.zastanawia mnie jak by postąpił przeciętny bolszewik na miejscu niemcow.ojca na Syberie w najlepszym wypadku zresztą pewniakiem kulka w tył głowy na miejscu.dopadli by resztę tych chłopaków i syberia albo kula w łeb.co do rodziny to tez by zaszli ale na pewno nie przepraszać tylko w 5 min spakować i na syberie.taka to natura rusko - kołchoźniana.pozdrawiam wszystkich lewacko-bolszewickich śmieciarzy
Wróć na poranny.pl Kurier Poranny
Dodaj ogłoszenie