Zdrowe życie według zakonnika Jana Grande

Redakcja
Ojciec Jan Grande służył serdeczną pomocą wszystkim potrzebującym, którzy się do niego zgłaszali
Trzy tomy książki "Ojca Grande przepisy na zdrowe życie" to wydanie porad słynnego zakonnika, autorstwa dwojga dziennikarzy Marzeny i Tadeusza Woźniaków. Można je kupić w punktach sprzedaży prasy, w Biurze Ogłoszeń "Kuriera Porannego" przy ul. Św. Mikołaja 1 oraz telefonicznie - dzwoniąc pod numer 85 748 96 00 lub wysyłając SMS-a o treści " Zamawiam" na 72355 (2.46 zł z VAT).

Już za tydzień na naszych łamach zamieścimy wybrane fragmenty pochodzące z książek "Ojca Grande przepisy na zdrowe życie", przypominając, ile w nich jest ważnej, praktycznej i przenikliwie mądrej treści.

Bonifrater ojciec Jan Grande to jeden z największych w powojennej Polsce autorytetów w dziedzinie poradnictwa żywieniowego, ziołolecznictwa i szeroko pojętej profilaktyki zdrowotnej. Jego porady, zebrane w trzech książkach zatytułowanych "Ojca Grande przepisy na zdrowe życie", zyskały setki tysięcy wiernych czytelników. Dotychczasowy łączny nakład tomików wyniósł prawie milion egzemplarzy.

Jako dziennikarze - współautorzy książek - towarzyszyliśmy ojcu Grande od początku lat 90. ub. wieku, stawiając pytania o problemy zdrowotne oraz te związane z ochroną zdrowia. Obecnie, niestety, ojca Grande już o nic nie zapytamy. Zmarł nagle 9 kwietnia 2013 r., przed drzwiami mieszkania w rodzinnej miejscowości w Rzepinie (woj. lubuskie).

Ciężko nam było pogodzić się z tym smutnym faktem, pocieszaliśmy się jedynie tym, że udało się, dzięki wspólnej pracy z ojcem Grande, zawrzeć w książkach i ocalić od zapomnienia jego zaiste bezcenne porady zdrowotne i mądre życiowe wskazania.

Ten serdeczny człowiek, szczerze zatroskany o kondycję cielesną, ale i duchową współczesnych Polaków, stał się mentorem dla co najmniej dwóch pokoleń, a jego rady do dziś nie straciły nic na swojej aktualności. Chyba nawet przeciwnie - im więcej mamy sztuczności w jedzeniu , a w sposobie bycia obcych wzorców - tym bardziej przekonujące są swojskie rady zakonnika Jana Grande (prywatnie Jerzy Majewski).

Za jego poradami stoi trudny życiorys - wojenne, wygnańcze dzieciństwo spędzone na Syberii i przywleczone stamtąd choroby, wielomiesięczne pobyty w szpitalach, nędza lat powojennych na ziemiach odzyskanych, ciężka praca w ośrodkach pomocy społecznej i służby zdrowia na prowincji, wreszcie kilkadziesiąt lat poświęconych posługiwaniu chorym w murach klasztornych. Ojciec Jan, zanim zaczął udzielać porad innym, uleczył się sam, poznając przy tym skuteczność ziół, a także tajniki funkcjonowania ludzkiego organizmu. Później, jako zakonnik, przez długie lata przyjmował pacjentów w pachnącym ziołami klasztornym gabinecie w szpitalu oo. bonifratrów we Wrocławiu, następnie - od roku 2005, w Poradni Ziołolecznictwa przy klasztorze oo. bonifratrów w Legnicy.

Garnęli się do niego zwłaszcza ci, którym oficjalna medycyna niewiele już oferowała. Zakonnik nikomu nie obiecywał, że go uzdrowi, zastrzegał, że nie jest dyplomowanym lekarzem, obiecywał natomiast wzmocnienie organizmu, uruchomienie jego sił żywotnych i pokładów energii, które skutecznie wspierać będą proces leczenia, a także zapobiegać chorobom w przyszłości.

Każdy chory był dla ojca Jana indywidualnym przypadkiem, odrębnym światem. Bonifrater rozpoznawał dolegliwości i choroby, zaczynając od rozmów o rodzinie, życiowych zranieniach, nawykach dnia codziennego, sposobie odżywiania. Choroby są, według niego, naturalną reakcją organizmu na naginanie jego sił żywotnych i na wszelkie niewłaściwości, jakich dopuszczamy się w życiu.

Ojciec Grande kładł swoim pacjentom do głów elementarne zasady zdrowotne i żywieniowe, zaprzepaszczone wraz z całym kulturowym dorobkiem Europy, która w nieszczęsnym wieku dwudziestym cofnęła się do epoki barbarzyństwa. Tym, którzy urodzili się w czasach totalitarnych, skutecznie wybijano z głów wszelką żywieniowo-zdrowotną tradycję. Pozostały po niej blaknące wspomnienia sięgające dzieciństwa - jakieś ciotki, babki z nienaukowymi radami, z osobliwymi przepisami, z kulinarną dyscypliną postów i świąt kościelnych, ziółkami na przeziębienia i niestrawność; jakiś liść babki urwany na łące i przyłożony na krwawiące kolano; wygrzewające się w słońcu na parapecie słoje z owocami przesypanymi cukrem i puszczającymi sok, poobiednie kompoty.

Ojciec Jan Grande, człowiek z kresowymi genami (urodzony w 1934 r. w Grodnie) tradycję miał we krwi, a do tego rewelacyjny zmysł psychologicznej i obyczajowej obserwacji oraz świetną pamięć. Przechowywał w niej, jak w przepastnej szafie, wszystko to, co dawne, sprawdzone przez pokolenia i służące ludzkiemu zdrowiu.

Był samoukiem, jego "uniwersytety" to stepy nad Irtyszem w Kazachstanie, po powrocie do kraju powojenne, zdziczałe pogranicze zachodnie; praktykowanie modlitwy i ziołolecznictwa w klasztorze, no i przez dziesiątki lat rzeczywistość zsowietyzowanego PRL. Miał swój osąd świata i wyrobione zdanie o człowieku, mimo wszystko błogosławił mu gestem jak z ikony i słowami: Hospody pomyłuj! lub Daj Boże zdrowie!

Nasze dziennikarskie sesje z bonifratrem zaczęły się w 1993 r., a poprzedziło je następujące zdarzenie: przypadkowo wpadł nam w ręce uszargany plik kartek maszynopisu z niedokończonym wykładem, jaki nieznany nikomu zakonnik, podpisujący się o. Grande, wygłosił na publicznym spotkaniu w 1990 r. w jednym z kościołów w Łodzi. Był zatytułowany "Opowiadanie o sposobie żywienia i pielęgnowania organizmu ludzkiego". Opublikowanie fragmentów w miesięczniku parafialnym "Zacheusz" w Gdyni, a następnie w popołudniówce "Wieczór Wybrzeża", z którymi to pismami byliśmy wówczas związani, stało się prawdziwą sensacją. Redakcję popularnego "Wieczoru" zarzuciło setki listów od czytelników z prośbą o dalsze porady o. Jana, już dotyczące konkretnych chorobowych przypadków.

Cóż było robić, odszukaliśmy (z pewnym trudem) autora wykładu. Przywitał nas w drzwiach wrocławskiego szpitala postawny mężczyzna w zakonnym habicie, z szerokim uśmiechem na dobrotliwej twarzy. Ojciec Jan okazał się świetnym gawędziarzem, operującym barwną polszczyzną z kresowymi naleciałościami. Miał w sobie coś z imć pana Zagłoby, który sroży się i fuka na głupotę ludzką, w gruncie rzeczy mając gołębie serce.

Nie wiedzieliśmy jeszcze wówczas, że nasza znajomość przekształci się po latach w prawdziwą przyjaźń. Wielki to był dla nas, dziennikarzy, zaszczyt.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3