Zbigniew Boniek spotkał się w sądzie z pozwanym dziennikarzem Pracowity dzień, nerwy i nie najlepsza pamięć prezesa PZPN

Adam Godlewski
fot. adam jankowski / polska press
W sądzie Okręgowym w Warszawie toczy się proces, który Zbigniew Boniek wytoczył dziennikarzowi „Gazety Polskiej” Piotrowi Nisztorowi. Dziś doszło do przesłuchania stron sporu, przy czym prezes PZPN – który wstąpił na mównicę jako pierwszy – był przepytywany ponad trzy godziny.

– Mam nadzieję, że w świat nie pójdzie komunikat, że byłem dziś przesłuchiwany, bo prawda jest taka, iż to ja wytoczyłem proces panu Nisztorowi – konkludował Boniek, który kilkukrotnie po dość oczywistych pytaniach zasłaniał się niepamięcią.

Boniek wytoczył proces po serii publikacji – zamieszczonych w sierpniu i wrześniu 2020 roku – o PZPN. Artykuły dotyczyły – między innymi – współpracy związku z firmą SportFive kierowaną przez Andrzeja Placzyńskiego, byłego kapitana SB. A także kariery sędziego Marcina Bońka, bratanka prezesa oraz spółki Mikrotel, świadczącej usługi na rzecz PZPN (choć nie jest wynajmowana bezpośrednio przez związek) należącej do Romualda Bońka, brata szefa futbolowej federacji. Przypomniane zostały także pozytywne oceny Zibiego na temat Wojciecha Jaruzelskiego sprzed lat.

Emocje i „wydymane” artykuły

– Moja znajomość ograniczała się do dwóch oficjalnych spotkań z Jaruzelskim. Po zdobyciu medalu na mistrzostwach świata zostaliśmy przyjęci przez oficjalne władze naszego kraju. Kurtuazja nakazuje czasami powiedzieć coś, co będzie pasowało do konkretnej sytuacji. Była jedna telewizja, uczyliśmy się innej historii niż dziś, moja wiedza na temat PRL była mniejsza niż obecnie – spokojnie argumentował Boniek odnosząc się do własnych słów wypowiedzianych tuż po zmianie sytemu politycznego w Polsce.

Już jednak po pytaniu, dlaczego w takim razie prezes PZPN już po publikacjach „Gazety Polskiej”, w Wywiadzie Mazurka, porównał Jaruzelskiego do innych polskich premierów, między innymi Donalda Tuska i Mateusza Morawieckiego, Zibi jedyny raz podniósł głos na sali sądowej. Emocje, które wywołało pytanie były tak silne, że prezes pomylił słowo wydumane (chodziło o artykuły) z wydymane. Gdy nieco opanował nerwy sprecyzował, że odniósł się wówczas wyłącznie do pełnionej przez wszystkich wspomnianych polityków funkcji. Nie zaś do ludzkich przymiotów i wad.

Niechęć i zapomniany przypadek Kapelki

Duży zgrzyt pojawił się, gdy pytania zaczął zadawać pozwany dziennikarz. – Wysoki sądzie, czy ja muszę teraz odpowiadać? – zapytał Boniek. I uargumentował: – Wolałbym tego nie robić, ponieważ odczuwam do pana Nisztora jakąś taką niechęć.

Sąd nie podzielił wątpliwości Bońka, tym samym zezwalając na poruszenie trudnych kwestii. Choćby takiej, że po zmianie ustawy o sporcie, z miejsca w zarządzie PZPN zrezygnował Artur Kapelko, którego brat jest współwłaścicielem firmy przewozowej współpracującej ze związkiem. Bo tak nakazywało nowe prawo. Co miało być niedwuznacznym nawiązaniem do zupełnie innych kryteriów przyjętych w kooperacji z Mikrotelem.

Po pytaniach o przyczynę odejścia Kapelki i związki jego brata z federacją piłkarską, prezes Zibi… zasłonił się niepamięcią. Okazało się, iż nie ma wiedzy na te tematy. Nie pamiętał również, kiedy dokładnie Marcin Boniek został arbitrem zawodowym, a później międzynarodowym. Przyznał tylko, że stało się tak w trakcie jego prezesowskiej kadencji.

– Mój bratanek jest po prostu dobrym sędzią. O awansie na arbitra międzynarodowego decydują wyłącznie względy merytoryczne. W każdym przypadku, również Marcina – podsumował.

Dogrywka już w trakcie mistrzostw Europy

Jako ciekawostkę można przytoczyć fakt, że podczas przesłuchania okazało się, iż prezes nie czytał swej biografii autorstwa Romana Kołtonia, zatytułowanej „Zibi, czyli Boniek”. W której opisana została tak zwana grupa „Wiatrak”, z Placzyńskim w składzie.

Generalnie Boniek nie w każdym momencie wypadł w sądzie przekonująco. Nie wszystkie pytania przewidział, ale gdy tylko dostawał podanie w postaci nieprzygotowanej kwestii od prawników strony pozwanej, udanie kontratakował. Choćby w kwestii przelewu od Sylwestra Cacka na konto numeryczne w Szwajcarii po zbyciu akcji Widzewa. Wyjaśnił, że pieniądze – w kwocie ponad miliona euro – były zwrotem kosztów utrzymania łódzkiego klubu. I dodał, że taki kierunek transferu gotówki miał zaproponować mieszkający w kraju Helwetów Cacek. Konto zostało założone wyłącznie w celu przyjęcia opłaty. A środki przekazane później do Włoch…

Wyjaśnienia składał także autor serii publikacji w „Gazecie Polskiej”, tyle że nie zdążył odpowiedzieć na wszystkie pytania. Dogrywka w przesłuchaniu Nisztora ma nastąpić 30 czerwca, wówczas przewidziane zostały także mowy końcowe w procesie. Tyle że wówczas Boniek może jeszcze – i oby tak się stało – przebywać z reprezentacją Polski na turnieju o mistrzostwo Europy. Po raz ostatni jako szef ekipy, ponieważ 18 sierpnia przekaże stery w związku następcy…

Tokio Flesz odc. 5

Wideo

Materiał oryginalny: Zbigniew Boniek spotkał się w sądzie z pozwanym dziennikarzem Pracowity dzień, nerwy i nie najlepsza pamięć prezesa PZPN - Sportowy24

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

POLSKA PILKA TO BAGNO ,WSZYSTKICH W[wulgaryzm] DO WORA I DO JEZIORA KORUPCJA TOCZY TO BAGNO OD LAT!!!!!!!!!!!!!!!!

A
Antyryży

Człowiek , na którym ciążą poważne zarzuty , nie może tyle lat pozostawać na stanowisku prezesa PZPN !

Dodaj ogłoszenie