Zanim Białystok wyprostuje moralnie młodych panów

Tomasz Maleta
Kwiecień 2012 roku. Służby porządkowe pacyfikują grupę mężczyzn, która zakłóciła marsz przeciw przemocy zorganizowany w Białymstoku przez środowiska antyfaszystowskie.
Kwiecień 2012 roku. Służby porządkowe pacyfikują grupę mężczyzn, która zakłóciła marsz przeciw przemocy zorganizowany w Białymstoku przez środowiska antyfaszystowskie. Wojciech Wojtkielewicz
Jeśli chce się naprawdę wygrać tę walkę, to trzeba postawić na własne atuty. Tylko najpierw należy dostrzec, że się je posiada.

Rok 1958. Piłkarska reprezentacja Brazylii przygotowuje się do mistrzostwa świata. Po raz pierwszy w sztabie szkoleniowym znalazł się psycholog - dr. Jose Carvalhaes. Swoimi metodami naukowymi i obserwacjami miał pomóc trenerom bardziej zrozumieć naturę piłkarza, co z kolei przełożyłoby się na sukces drużyny. Z badań wyszło mu, że obecność Manuela Francisco do Santosa na boisku to kompletnie nieporozumienie, bo był mniej niż zerem. Z kolei niejaki Edson Arantes do Nascimento to osobowość infantylna do tego stopnia, że nie ma żadnych szans, by stać się wybitnym napastnikiem. Trener Brazylijczyków Vincente Feola, ze względu na swą tuszę zwany "Tłustym", wysłuchał rad naukowca i powiedział: "Może ma pan i rację. Jedyny szkopuł w tym, że zupełnie nic a nic nie zna się pan na piłce nożnej. I w tym cała bieda".

Strach pomyśleć, jaką krzywdę nie tylko swoim rodakom, ale fanatykom futbolu na świecie, wyrządziłby Feola, gdyby posłuchał rad naukowca i nie wpuścił na boisku Garrinchy oraz Pelego. Lepszego duetu piłkarskiego w dziejach świata nie było i pewnie już nie będzie. Gwoli sprawiedliwości trzeba oddać też coś dr Carvelhesowi. Po latach przyznał, że u progu swojej - jak się później okazało udanej kariery naukowej - popełnił wiele pomyłek.

Od tamtych mistrzostw upłynęło już 55 lat, nauka poczyniła kolosalne postępy. Dziś trudno sobie wyobrazić cokolwiek bez pomocy narzędzi psychologicznych czy socjologicznych. Korzystają z nich armie, wszelkiego rodzaju korporacje, partie polityczne, Kościoły, show-biznes, świat przestępczy, struktury państwowe. A jednak czasami wydaje się, że w podejściu do wyników badań społecznych brakuje takiego zdroworozsądkowego podejścia, jakim uraczył doktora psychologii prosty rzemieślnik piłkarskiego fachu.

Wymowny bojkot koncertów

Wspominam o tym, bo władze Białegostoku przymierzają się do wdrożenia projektu "Białystok dla Tolerancji Program Miasta Białegostoku Przeciwdziałania Dyskryminacji Rasowej, Ksenofobii i Związanej z Nimi Nietolerancji na lata 2014-2017". Właśnie trwają konsultacje, w których mogą wypowiedzieć się wszyscy białostoczanie. Ich podstawową jest "Diagnoza postaw mieszkańców Białegostoku w zakresie tolerancji" powstała w oparciu o badanie przeprowadzone przez Fundację Laboratorium Badań i Działań Społecznych "SocLab".

W tym miejscu warto przypomnieć kontekst, w którym zrodził się pomysł na powyższe badanie. Działo się to w atmosferze, w której zaczęło narastać poczucie zagrożenia mieszkańców oraz obcokrajowców zamieszkujących i przebywających w Białymstoku, zdarzeniami o podłożu dalekim od tolerancji. Przybierały one różną postać: od propagowania treści rasistowskich, poprzez obelgi kierowane pod adresem osób o odmiennym kolorze skóry czy wyglądzie, przemoc i agresję fizyczną oraz psychiczną, rozboje i pobicia, niszczenie obiektów sakralnych, miejsc kultu lub upamiętniających wydarzenia o szczególnym znaczeniu dla dziedzictwa narodowego, czy wreszcie podpalenia mieszkań. Właśnie te ostatnie, kryminogenne incydenty o charakterze terrorystycznym, stały się takim medialnym gwoździem do trumny. Zaczął się bowiem kształtować wizerunek Białegostoku jako stolicy polskiej nietolerancji. W dzisiejszym, tak bardzo zdigitalizowanym świecie, nietrudno o takie stereotypowanie. Na dodatek oliwy do ognia dolał też premier mówiąc o powiązaniach świata publicznego Białegostoku ze środowiskiem skinheadzkim.

Po zbojkotowanym w czerwcu przez białostoczan - zorganizowanym z inicjatywy radnych - koncercie na rzecz tolerancji napisałem, że bez zdiagnozowania przyczyn tej absencji, trudno będzie wprowadzać w życie ( zapowiedziany już wtedy) program na rzecz kształtowania postaw wolnych od zachowań nietolerancyjnych. W przekonaniu tym utwierdził mnie bojkot kolejnego koncertu plenerowego, tym razem w 70. rocznicę wybuchu powstania w getcie. Z placu przed sceną - ustawioną prostopadle do Cafe Esperanto - wiało przeraźliwą pustką. Paradoks polegał na tym, że tamtego wieczoru białostoczanie byli w centrum, ogródki piwne pękały w szwach. Jednak jakby tak tyłem do sceny. Widok pustego placu był do tego stopnia przygnębiający, że sama artystka opóźniała występ, bo w gruncie rzeczy nie miała dla kogo śpiewać. Jakże kontrastowało to ze scenami z późniejszego o dwa tygodnie koncertu na koniec lata. Tłum przybierał z każdą godziną, młodzi bawili się ze starszymi, ludzie w kafejkach frontem usadowieni do estrady.

W badaniu SocLabu w zasadzie nie znajdziemy pogłębionej diagnozy bojkotu tych dwóch - wpisanych bez wątpienia w pojęcie tolerancji - koncertów. O ile, w przypadku tego zorganizowanego w rocznicę powstania w getcie poniekąd jest to zrozumiałe, bo był tuż przed rozpoczęciem ankiety, to w przypadku koncertu czerwcowego może to dziwić. Z badania dowiemy się, że ankietowani (72. proc.) słyszeli o tym wydarzeniu, że 90 proc. z nich w nim nie uczestniczyło, ale nie poznamy przyczyn tej absencji (poza stwierdzeniem, że w tym wypadku kultury imigrantów nie wpisują się folklorystyczny krajobraz regionu). Szkoda, bo zabrakło na nim nie tylko osób potencjalnie nieprzekonanych do tolerancji, ale także tych mądrych, otwartych i przekonanych. A przecież u jego podstaw legła idea, która miał łączyć, a nie dzielić. Sam fakt, że poparły go wszystkie siły partyjne w tak bardzo skłóconym na co dzień samorządzie miejskim świadczy, że niewątpliwie przekraczał granice utartych schematów politycznych. Miał pokazać także ewentualnym inwestorom, których i tak jest jak na lekarstwo, by nie bali przyjeżdżać się do miasta. Bo wbrew temu, co było na czołówkach nie tylko krajowych mediów, Białystok jest otwartym i wielokulturowym miastem

To właśnie wyszło z badań SocLab-u. Okazało się, że Białystok - wbrew kształtowanym w ostatnim czasie opiniom - nie jest zagłębiem postaw ksenofobicznych i rasistowskich. Co więcej, tak na dobrą sprawę niczym szczególnym pod tym względem nie wyróżnia się od wielu innych miast w kraju. Z diagnozy dowiadujemy się, że białostoczanie otwarci są na edukację multikulturową, trzy czwarte z nich akceptuje w mieście obecność uchodźców prześladowanych z powodów politycznych, nie boi się też konkurencji z ich strony na rynku pracy. A jeśli są już jakiekolwiek uprzedzenia, to nie odbiegają od wyników i wzorców uzyskiwanych w podobnych badaniach w Polsce (np. największą barierą w kontaktem z cudzoziemcem jest ich orientacja seksualna). Syntezując: białostoczanie nie są wyjątkowi ani pod względem tolerancyjności, ani uprzedzeń. Co nie oznacza, że nie brakuje paradoksów, które z punktu widzenia genezy badania, wydają się zastanawiające.

Białystok podobny do innych, choć nie do końca

Z jednej strony w przeważającej większości białostoczanie uważają Białystok za wielokulturowe miasto, czyli modelowo rzecz ujmując bez jakiekolwiek podłoża do zachowań antyludzkich. Z drugiej przyznają, że jako społeczeństwo jesteśmy ksenofobiczni, a Białystok ma z tym problem. Na ten dysonans uwagę zwrócił publicysta Radosław Oryszczyszyn, który próbuje go wyjaśnić tym, że zadział tu efekt nagłośnienia incydentów rasistowskich: - Wersja "rasistowskiego Białegostoku", wielokrotnie powtarzana, nierzadko przez autorytety, stała się etykietą naszego miasta.

Polemizuje z nim (na tym samym portalu "Czas Białegostoku") Jan Świerszcz z Fundacji na Rzecz Różnorodności Społecznej: - Skoro badania dają w gruncie rzeczy optymistyczny obraz społeczności, to jak wytłumaczyć rasistowskie i ksenofobiczne wydarzenia mające ostatnio miejsce w Białymstoku?. Chyba raczej nie były one przejawem deklarowanej w badaniach otwartości, ale przemocą wymierzoną w "innych"?

Odpowiedzi na powyższe pytanie w badaniach SocLabu nie odnajdziemy. Chyba, że na podstawie ich wyników dokonamy karkołomnej dość ekstrapolacji: skoro już białostoczanom najbardziej w kontaktach z cudzoziemcami przeszkadza orientacja seksualna przybyszów, to mieszkanie na Leśnej Polanie mogło być podpalone z tego powodu. Ale przecież para polsko-hinduska to klasyczny przykład związku heteroseksualnego. Komu mógł on wadzić? Przecież nie innym heteroseksualistom, czyli potencjalny krąg podejrzewanych zawęża się w pierwszej kolejności do homoseksualistów, a w drugiej do ksenofobicznych homoseksualistów. Na dodatek młodych mężczyzn, bo to oni są tą grupą najmniej przychylną (choć w podobnej skali jak w innych miastach kraju) do innych. Tyle że akurat w tej kategorii wiekowej czynnik orientacji seksualnej tak na dobrą sprawę powinien odgrywać drugoplanową rolę, bo przeważają tu doświadczenia z pobytu białostoczan w innych miastach europejskich, które de facto neutralizują potencjalną niechęć na tym tle.

Dochodzimy w tej ekstrapolacji do paradoksów podniesionych do kwadratu, niekiedy trącą one absurdalnością. Tych przykładów niejednoznacznych wyników, które nie wytrzymują konfrontacji z białostocką rzeczywistością, jest znacznie więcej. Za przykład może posłużyć wykorzystane przez autorów diagnozy polecenie wyobrażenia sobie przez badanego swoich odczuć w kontakcie z pakistańskim lekarzem i zdziwienie naukowców, że ankietowani nie mieliby żadnych oporów przed wizytą u niego. To zapraszam do jednej z klinik USK, by przekonać się, do którego specjalisty jest największa kolejka.
Między trzema szkołami

Obserwując dyskusję, która od miesiąca toczy się na kanwie interpretacji diagnozy, nie sposób odnieść wrażenia, że jesteśmy zakładnikami co najmniej dwóch szkół socjologicznych. Pierwsza dowodzi, że od strony metodologicznej nie ma się, do czego przyczepić. Próba była reprezentatywna (losowo wybrana grupa 1001 mężczyzn i kobiet powyżej 15. roku życia w oparciu o bazę teleadresową białostoczan), pytania zostały tak skonstruowane, by maksymalnie zneutralizować ryzyko wynikające z oporu przed ujawnieniem w rozmowie telefonicznej z ankieterem postaw społecznie źle ocenianych. Z tego powodu w zastosowanym kwestionariuszu użyto również pytań, w których respondenci wyrażają opinię nie o sobie, lecz o swoim otoczeniu. A tak w ogóle za takie pieniądze, które magistrat przeznaczył na diagnozę, nie można było zrobić dokładniejszej. Paradoksalnie, powyższe argumenty świadczą też na niekorzyść ich autorów. Nie wspominając, że w niektórych punktach diagnozy można odnaleźć elementy budowania tożsamości Białegostoku, której hołdują niektórzy współautorzy badania, a którą już wcześniej prezentowali w materiałach publicystycznych (m.in. oparciu jej o wyjątkowość okresu międzywojennego w dziejach Białegostoku oraz roli niemieckich fabrykantów).

Druga szkoła interpretatorska wskazuje na pewną ułomność badań samoopisowych, czyli takich, w których ankietowany właśnie sam musi opisać swoją postawę. W takich przypadkach otrzymamy wyniki odbiegające od rzeczywistości. Dzieje się tak ze względu na chęć dostosowania się badanego m.in. poprawności politycznej czy też próbie sprostania wyobrażenia sobie swoich odczuć i zachowań w sytuacjach, których nie doświadczają na co dzień (przykład z pytaniem o wizytę u lekarza Pakistańczyka).
Nawet jeśli jest tak, że powyższe uwarunkowania znacząco wpływają na wynik diagnozy, to nic nie stało na przeszkodzie, by zaproponować za te same pieniądze znacznie lepszą metodą badawczą. Wytykanie teraz ułomności metodologicznych jest poniekąd musztardą po obiekcie.

W gruncie rzeczy tak naprawdę nie ma znaczenia, które podejście do problemu badania nietolerancji jest właściwsze. Tym bardziej, że trochę mieszając łyżką dziegciu w tym socjologicznym miodzie, na kategorię obcego można spojrzeć znacznie szerzej. Bo okazuje się, że niechęć do przybysza może kiełkować nie tylko na podłożu religijnym, narodowościowym, orientacji seksualnej, etnicznym, koloru skóry, ale także ekonomicznym. A nośnikiem takich postaw są już nie tyle skrajne elementy rodem z trybun sportowych, ale środowiska, które tak często podkreślają (słusznie), że tylko dzięki działaniom kulturalnym i edukacyjnym jesteśmy w stanie pozbyć się w regionie skłonności do postaw ksenofobicznych. Klasycznym przykładem potwierdzającym takie spojrzenie była ubiegłoroczna debata o miejscu i roli nieistniejącego już dziś festiwalu Pozytywne Wibracje. Tamten dyskurs w całej jaskrawości ujawnił skrajną nietolerancyjność tych wydawałoby się najbardziej tolerancyjnych. Tyle że w tym wypadku obcym był ten, który wyciąga ręce po nasze, białostockie pieniądze. I w tym wypadku nie ma znaczenia, czy przychodzi z pomysłem dobrym lub złym (choć trzeba przyznać, że organizatorzy Pozytywnych Wibracji zrobili wiele, by nie przekonać do swoich racji mieszkańców).

Stąd już tylko w zasadzie krok do uznania za obcego tego, kto do tej pory był swoim. Bo nagle dostał więcej pieniędzy bądź nie uznaje dogmatu o wyższości edukacji kulturalnej nad innymi formami wsparcia działalności społecznej, bo ma większe dochody, lepsze poczucie bezpieczeństwa rozumianego przez pryzmat zabezpieczenia ekonomicznego. Uwagę na to ostatnie zagadnienie zwracają też autorzy diagnozy, twierdząc, iż uwarunkowania związane z dostępem do rynku pracy i bezpieczeństwem socjalnym mogą oddziaływać na brak tolerancji dla szeroko rozumianej różnorodności w mieście Białystok. Czują się bezpiecznie ci, którzy zajmują wyższe stanowiska, są młodzi lub w średnim wieku. Brak bezpieczeństwa dotyczy głównie osób ubogich i najstarszych. Podobnie jest na osiedlach.

Wydaje się, że autorzy diagnozy za mało uwagi poświęcili uwagi właśnie ekonomicznym aspektom podłoża postaw nietolerancyjnych, traktując je trochę na zasadzie obowiązkowego wstępu metodologicznego do badania naukowego. Tym bardziej, że najtragiczniejszy w skutkach incydent w ostatnich dwóch latach, miał właśnie takie podłoże. Tyle że on nie za bardzo pasuje do dominującego w dyskursie publicznym modelu walki z przejawami nietolerancyjnymi. Zapewne sytuacja byłaby inna, gdyby wśród tych czterech ofiar choć jedna była obcej narodowości. A tak łatwiej obruszyć się na kuriozalną decyzję prokuratora o umorzeniu śledztwa w sprawie swastyki namalowanej na śmietniku niż zainteresować się, dlaczego prokuratura tak szybko umorzyła śledztwo w sprawie pożaru, którego przyczyną było - jak stwierdził biegły - podpalenie od zewnątrz. No tak, ale kto by tam sobie zawracał głowę bezdomnymi?

Grunt, to własne grunt

O wiele ważniejsze niż dylematy metodologii badania jest to, że w oparciu o diagnozę miasto skonstruowało program przeciwdziałaniu nietolerancji. Działania edukacyjne mają być głównie adresowane do młodych mężczyzn oraz kształtowaniu ich tożsamości i kategorii wielokulturowości. Tylko czy program, oparty na sprzecznościach wynikających z niejednoznaczności diagnozy, sam w gruncie rzeczy nie będzie jeszcze większym paradoksem? Może lepiej - tak jak pół wieku temu z radami dr Carvalhaesa postąpił trener Feola - przyjąć wnioski socjologów do wiadomości, ale bez wcielania ich w życie. I zamiast wdrażać kolejnego, wielce prawdopodobnego półkownika z moralnym prostowaniem młodych panów w tle, może postawić jeszcze mocnej na Wychowawców Podwórkowych, Centrum Zamenhofa, świetlice socjo-terapeutyczne (którym grozi likwidacja) czy programy edukacyjne wolne od pokusy zbijania na wielokulturowości wszelkiego kapitału.

To w przestrzeni, w której działają wspomniane podmioty rozgrywa się przyszłość tolerancji w Białymstoku. Jeśli chce się naprawdę wygrać tę walkę, to trzeba postawić na własne atuty. Tylko najpierw trzeba dostrzec, że się je posiada. A wtedy plac przed kolejnym koncertem w rocznicę wybuchu powstania w getcie, zapełni się po brzegi. Nie wspominając, że nie będzie żadnej potrzeby organizowania specjalnego koncertu Białystok dla Tolerancji.

Czytaj e-wydanie »

Nieruchomości z Twojego regionu

Wideo

Komentarze 9

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

w naszym województwie w przeciwieństwie do multi-kulti warszawy średnio zarabiamy dość marnie, rząd nieraz "uszczęśliwił" nas imigrantami żyjącymi za nasze ciężko zarobione grosze a młodzi i zdolni uciekają stąd z braku perspektyw, następuje deindustrializacja szczątkowego przemysłu w regionie przez politykę UE. Jakim prawem mam akceptować ludzi z drugiego końca świata przyjeżdżających i korzystających z systemu prawnego, infrastruktury, ziemi, dorobku pokoleń o które walczyli nasi dziadowie? My w przeciwieństwie do mocarstw kolonialnych nie mieliśmy koloni i nie mamy długów wobec tych narodów, powinniśmy za to wspierać powrót naszych z kazachstanu i syberii zamiast marnować środki na "cywilizowanie" ludzi innych kultur. Popatrzcie co się dzieje we francji, anglii i szwecji - zamieszki, spalone samochody, ograbione sklepy i ranni policjanci, czy tego oczekiwaliście po tolerancji i wielokulturowości? Nawet nasze miasto, historycznie "wielokulturowe" zbliża bliskie kulturowo narody - białorusinów, rosjan, polaków, zasymilowanych żydów.

 

G
Gość
W dniu 26.10.2013 o 21:26, piotr napisał:

jedyne miasto które chce chronic swoje panstwo. przed tá  plagá.!!!!!!!!!!!

Taka ochrona to pikuś - w Warszawie lepiej chronią

G
Gość

nie bedzie mi postawy narzucala prowincjonalna holota ktora sama ma braki w swiatopogladzie!!!

dzis zwykly bialostoczanin ma wieksze wyksztalcenie i inteligencje niz wlodarze tego miasta….

socjotechnika nic wam nie pomoze!

p
piotr

jedyne miasto które chce chronic swoje panstwo. przed tá  plagá.!!!!!!!!!!!

 

r
rrr

W tym samym dniu, o tej samej porze, przy takiej samej kiepskiej pogodzie, na płatnym koncercie tłum szalał w amfiteatrze opery

k
komiksowo

 Pierwsze słyszę, żeby próba podpalenia komuś mieszkania nawet jeśli jest innego koloru skóry była aktem  terrorystycznym. Nie znam takiej definicji terroryzmu. Ale to jakby mało istotne. Redaktor trochę i ma rację i trochę dużo też jej nie ma. Koncert dla tolerancji ten czerwcowy miałem okazję oglądać z dziećmi i się swietnie na nim bawilismy ale nie dlatego tam byliśmy, że był to koncert dla tolerancji tylko dlatego, że grała Masala a tę lubimy. Kto robi koncert w niedziele (jak sie póżniej okazło całkiem zimną w dodatku) i sie dziwi, ze mało ludzi przyszło. No ale prawdą też jest, że ludzie normalni wiedzą dobrze i nie trzeba było tutaj żadnych badań za nasze pieniadze przeprowadzać, że Białystok niczym sie nie różni w stosunku do innych miast pod kątem incydentów o charakterze rasistowskim, itp. zatem nie czuli potrzeby być na koncercie pod taką egidą bo nie wiedzili w jakim charakterze mieliby sie tam stawić i czego bronić -  ewentualnie promować. Nie chcę się rozpisywać- choć mógłbym- na temat tak zwanego problemu gejów, policji, lewaków, skinów, katoli, ruskich (bo dla mnie takiego problemu nie ma - mam swoje zdanie  na temat ich wszystkich i jest ono podobne) więc pozwolę sobie skwitować to krótko. Przykro mi jako człowiekowi obytemu troszkę ze sztuką, że na tak dobrym koncercie i w dodatku darmowym było tak mało ludzi. W tym mieście ludzie słuchają najwyraźniej fatalnej muzyki :)

j
jorg

Nie wiem dlaczego tekst red. Malety jest ilustrowany takim a nie innym zdjęciem. Ale jest to ilustracja genialna. Tak właśnie uczy się Bialostoczan tolerancji - na siłę, na chama, przez medialny jazgot, wciskane w uszy niechciane koncerty, wizyty tolerantów w szkołach, przedszkolach... Niedługo to już lodówki nie będzie można otworzyć by nie wylazło jakieś tęczowe multi-kulti. Potem się toleranty dziwią, że ludzie po prostu odwracają się od nich plecami. Zaś, co bardziej nerwowi, odpowiadają chamstwem fizycznym na chamstwo w sferze medialnej i kulturowej. Rozumiem, że agresja jest zła i powinna zostać ukarana. Ale jakoś nie mogę współczuć prowokatorom typu Wojewódzki czy Figurski którzy mylą coca colę ze szczynami a wolność słowa z wolnością zniesławiania. 

Może więc zamiast "prostować nas moralnie" po prostu zostawcie nas w spokoju.

k
klin

tolerancyjni a czy oni w stosunku do nas są tolerancyjni bo nie sąi taka jest prawda oni nas nie tolerują to my tez ich nie tolerujemy.

e
egon

Najbardziej nietolerancyjni są aparatczycy walczacy o tolerancję. Owszem walczą o tolerancje dla gejów, zydów, ale zaciekle z pianą na ustach i zaciśnietymi piesciami zwalczają religię a najbardzej kosciół katolicki. Szydza wyśmiewają itd. Osoby z pierwszych styron gazet, celebryci itd.. sa tego dobrym przykładem. Jest w tych środowiskach walczących o tolerancję głeboka agresja do innch religi, poglądów. Tolerują tylko poglądy lewacko- liberalne, reszt niszczą ogniem i mieczem.

Już sam artyków zawiera słowo zamenhof ( zyd) wiele razy, a przecież największa nietolerancja dotyczy katolików, chrześćjan  których ginie za wiarę, poglądy najwięcej na świecie.

Tu nie chodzi o żadne uświadamianie, a o tresurę , złamanie kręgosłupów moralnych innym, ludziom o innych niż lewacko- liberalne poglady.

 

Dodaj ogłoszenie