Wywiad: Piotr Łukaszewski, lider zespołu PtakY (wideo)

(pcz)
Jeśli miałbym podążać za modą, dzisiaj grałbym muzykę, którą grałem z KarmaComą prawie osiem lat temu - wyznaje Piotr Łukaszewicz
Jeśli miałbym podążać za modą, dzisiaj grałbym muzykę, którą grałem z KarmaComą prawie osiem lat temu - wyznaje Piotr Łukaszewicz Fot. Piotr Czaban
Z popularnością jest tak - bo tego już się nauczyłem - że nie trwa wiecznie. Raz się jest na górze, a potem musisz przezimować, żeby odbić się od ziemi. I pracować jeszcze ciężej, niż na początku - mówi Piotr Łukaszewski z zespołu PtakY.

Kurier Lokalny: W latach dziewięćdziesiątych byłeś z Irą byłeś na topie. Tęsknisz do tego?

Piotr Łukaszewski: Nie bardzo, zależy jak na to spojrzeć. Jeżeli miałbym żałować jakiejś wielkiej popularności, niezłej kasy, to może tak, ale w życiu trzeba spróbować wszystkiego. Trzeba przejść wszystkie etapy. Najpierw zaczynasz grać na gitarze. Grasz wiele lat w amatorskich zespołach, jeździsz na próby autobusem, dźwigasz wzmacniacze i tak kilka lat. Grasz po nocach na gitarze i czekasz na swój moment. Kiedy przychodzi, zdobywasz laury, popularność, pieniądze, instrumenty, o których zawsze marzysz. Ale raz się jest na górze, potem zmienia się zapotrzebowanie na muzykę i mówiąc krótko musisz przezimować (to jest amplituda), żeby odbić się potem od ziemi i pracować jeszcze ciężej niż na początku.

Teraz na jakim etapie jesteś?

Raczej na środku tej amplitudy, to znaczy, że już się odbiliśmy. Teraz jesteśmy właściwie w punkcie wyjścia, ale już idziemy do góry. Już się pniemy, nie spadamy.

Zanim powstały PtakY, po odejściu z Iry, grałeś w wielu formacjach.

Gdybym miał to zrobić jeszcze raz, to bym zrobił. To jest tak, że próbujesz. Powiedzmy, że grasz rock and rolla ileś lat, muzykę rockową czy poprockową. I potem musisz odreagować. To znaczy chcesz spróbować czego innego. Chcesz spróbować swoich sił niekoniecznie z bardzo eskpansywną gitarą elektryczną, tylko chcesz spróbować grać na gitarze bardziej komponując się w aranż. Rozumiejąc koncepcję budowy piosenki, gdzie gitara nie gra kluczowej roli, a przynajmniej nie najważniejszej, a współbrzmi z resztą. To jest inne, też bardzo ważne, istnienie gitary. Czasami dużo większą rolę można mieć w utworze aranżując gitarę tak, by współbrzmiała. Taka była moja wędrówka w zespole KarmaComa, gdy wszyscy oczekiwali, że będę grał na gitarze szybko. Jeszcze szybciej niż w Irze. Ale ja nie chciałem.

Po szkole Grzegorza Skawińskiego, po Skawalkerze, kosmiczne tempa nie są ci obce.

Tak, Grzegorz jest moim przyjacielem od ponad dwudziestu lat. Widzimy się praktycznie codziennie. Wszystko, co mieliśmy osiągnąć w grze na gitarze, udało się. Zawsze tropiłem jego pomysły i możliwości. Oczywiście przerabiając je po swojemu. Wtedy bardzo się zmieniło moje patrzenie na muzykę i bliżej mi było do Massiv Attack niż do grup Extreme czy Poison.

Czego szukasz w muzyce? Czego oczekujesz po tym, co grasz? Jesteś muzykiem wszechstronnym. Sprawdzałeś się w różnych gatunkach muzycznych. Na kolejnych płytach Iry, w których grałeś, słychać, że były związane z ówczseną modą na rynku. Moda nie wyznacza ki

Chyba nie. Jeśli miałbym podążać za modą, dzisiaj grałbym muzykę, którą grałem z KarmaComą prawie osiem lat temu. Założyliśmy ten zespół, nagraliśmy dwie płyty dobrze sprzedające się na zachodzie Europy i graliśmy tam masę koncertów i duże festiwale w Holandii, Szwecji, we Włoszech, w Niemczech, a w Polsce nikt o nas nie słyszał. A jeśli już, to tylko dlatego, że chciał wytropić, co robi Łukaszewski. Potem okazało się, że w tę stronę poszła Kasia Nosowska, Kasia Kowalska, ale wtedy, gdy nasz zespół już nie istniał. Jeszcze Smolik, ale on też pojawił się później. My byliśmy pierwsi i za szybko, więc o modzie nie można mówić. My wyprzedzaliśmy modę na tę muzykę o parę lat. Potem stało się też tak, że ja, trochę zmęczony sobą jako muzykiem współbrzmiącym, zaproponowałem powstanie zespołu Ptaky, zupełnie nie gubiąc pomysłu na KarmaComę.

W muzyce grupy PtakY słychać dużo inspiracji muzyką ze Stanów.

Tak. Przy różnych okazjach, z różnymi artystami wyjeżdżaliśmy do Ameryki. Nie przeczę, to był nie tylko czas, gdy graliśmy koncerty dla Polonii, ale też chodziliśmy na koncerty artystów, których w Polsce nie usłyszysz. I za każdym razem wracałem nabuzowany, pełen nowego brzmienia, nowego podejścia do muzyki. Jesteś tylko człowiekiem, przeżywasz to, co ci się podoba. Traktujesz jakiś styl muzyczny jako nowy i chcesz to przenieść na własne podwórko. Nie da się tego zgubić, tym bardziej że masz okazję zobaczyć na żywo parę kapel: od Korna do Primusa - w USA. To zupełnie inny rynek. Te zespoły grają inaczej niż w Europie. Jest tam zupełnie inna atmosfera koncertów. Więc człowiek wraca stamtąd i też chce tak grać. Byliśmy tam i na Pink. Byłem pod wielkim wrażeniem. Jeśli kiedykolwiek, jakikolwiek zespół od nas zbliży się artystycznie i wykonawczo, nawet do takiej Pink, będę w wielkim szoku. To jest przepaść nie tylko muzyczna (choć ta najmniej), ale przede wszystkim produkcyjna. W Stanach koncerty wyglądają jak milion dolarów. Wszystko działa, świeci, brzmi. Człowiek wychodzi z koncertu ze szczęką na ziemi. To jest coś, czego polskim artystom zrobić się nie da, bo nie mamy na to pieniędzy.

Nie osiadasz na laurach. Słuchasz tego, co grają inni i starasz się przeszczepić to na nasz grunt.

Na pewno. Poza tym to mój zawód. Stoję na czele zespołu Ptaky i oprócz tego gram rocznie siedem płyt dla innych artystów, jako sideman (muzyk studyjny). Prowadzę studio nagrań, właściwie dwa, w których non-stop nagrywają zespoły polskie i zagraniczne. To też jest mój fach i muszę wiedzieć, co się dzieje w muzyce, w elektronice, w brzmieniach, w technologii. Świat nie czeka.

Młody człowiek przychodzi na twój koncert. Widzi, że wszystko pięknie się układa “Ok. Ja też tak chcę wyglądać i grać". Co radzisz tym, którzy swoją przyszłość chca związać z rock and rollem? Ile pracy czeka takiego człowieka, żeby być w tej

Ja tę amplitudę przekraczałem wielokrotnie. Mój początek można wrzucić gdzieś w rok 1989, gdy trafiłem do TSA Evolution, mając niewiele lat. Także w tej amplitudzie miałem i góry, i doły, odbicie się, sukces i spadek. Funkcjonuję dlatego, że jestem uparty i pracuję więcej niż kiedyś. Artysta znany musi pracować dużo więcej, niż młody. Prawda jest taka, że jeżeli masz osiemnaście lat, długie włosy i wyglądasz jak Conan Barbarzyńca, nawet jeżeli ledwo grasz, i tak publika cię kocha. Bo każda nowa generacja widzi w tobie swojego reprezentanta. Jeżeli grasz dużo lepiej na gitarze, ale masz trzydzieści parę lat i już swoje osiągnąłeś, młodzi już ci nie wierzą, a starzy nie zawsze mają czas, by cię słuchać. Więc pracować trzeba o wiele ciężej. Do młodych powiem tak: warto to robić, bo warto spełniać swoje marzenia. Ja jestem najlepszym przykładem. Nie będę uprawiał jakiejś chorej demagogii, że nie stać mnie na podstawowe rzeczy. Stać mnie. Może nie jestem bardzo bogaty, ale na pewno z godnością daję sobie radę. Ja i moja rodzina, więc warto to robić. Z tym, że dzisiaj jest zacząć znacznie gorzej niż kiedyś. W końcu lat 80. i na początku 90. nie było jeszcze Internetu, tylko jakieś wstępne przymiarki do sieci globalnej. Wystarczył jeden plakat w mieście i było dziesięć tysięcy ludzi na koncercie. Dzisiaj młodzi mają Internet, youtuby, my spacey, w ogóle cuda na kiju. Muzyków jest naprawdę dużo, ale w chaosie i natłoku informacji niewielu ma szansę.

Dziękuję za rozmowę.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie