Wszystko na piątkę, czyli recenzja filmu: "Wino truskawkowe"

Tomasz Mikulicz
Kadr z filmu: "Wino truskawkowe"
Kadr z filmu: "Wino truskawkowe" materiały dystrybutora
Film Dariusza Jabłońskiego na podstawie "Opowieści galicyjskich" Andrzeja Stasiuka zachwyca prostotą i szczerością wyrazu. To opowieść o codzienności opisanej językiem detalu

Fabuła nie jest skomplikowana, a chwilami jawi się wręcz banalna. Po śmierci żony i córki , pozostający w sile wieku Andrzej postanawia opuścić Warszawę i przenosi się do maleńkiej wsi w Beskidzie Niskim niedaleko granicy ze Słowacją. Zostaje tam policjantem. W miejscu do którego trafia czas jakby zatrzymał się w miejscu. Ludzie z rozrzewnieniem wspominają lata, gdy wszyscy żyli z pracy w pobliskich PGR- ach. Teraz pozostała im tylko cicha wegetacja i czekanie na coś nieodgadnionego przy akompaniamencie popijania tytułowego wina truskawkowego.

Tymczasem Andrzej powoli zapoznaje się z tubylcami, przesiąka ich sprawami. W oko wpada mu piękna Lubica, córka naprawiającego opony i gumofilce Cygana. Dochodzi do zbliżenia. Choć dziewczyna zaczyna coś czuć do naszego bohatera, to decyduje się na małżeństwo z rozsądku z Edkiem, miejscowym cwaniaczkiem, który obiecuje wyciągnąć ją z nudy prowincji…

Ta historia jest tylko pretekstem do snucia ciekawej opowieści o zdawało by się szarej i monotonnej codzienności. Film skupia się na detalach, wszystko ma swoje ukryte znaczenie i sens. Dla kogoś z zewnątrz obraz beskidzkiej wsi to "zabity dechami" koniec świata i nic więcej. Jednak jeśli wejdziemy w to wszystko głębiej, to jest szansa, że naszym oczom objawi się zupełnie inny, wręcz magiczny obraz świata. Rzeczywistość jaką stara się pokazać autor jest utkana nićmi nudy i monotonii. Człowiek budzi się i czeka cały dzień, by znów zapaść w sen. Dzięki temu wszystkie zdarzenia jakie mają miejsce w ciągu dnia toczą się jakby w zwolnionym tempie, jest czas by przystaną, zadumać się.

Film Jabłońskiego pokazuje nam też, że bez względu na to jakimi kolorami pewne rzeczy się mienią, czarne jest czarne, a białe jest białe. Morderca zabija bo jest zły i nie ma tu miejsca na żadne usprawiedliwienia. Zło nie rodzi się z czegoś, ono po prostu jest. Należy też dodać, że obraz takiego świata dopełnia jego przenikanie się z metafizyką. Andrzej w pewnym momencie zaczyna widzieć ducha, który pomaga mu rozwikłać zagadkę morderstwa. Dziś żyjesz, jutro umierasz, ale w tam w środku pozostajesz taki sam…

Nie widzę innej opcji jak nie wystawić "Winu truskawkowemu" najwyższej z ocen w mojej klasyfikacji czyli piątki. Wszystko tu do siebie pasuje, i konwencja, i środki wyrazu, i - może przede wszystkim - to coś czego nie da się opisać. Do tego dochodzi jeszcze doskonała gra aktorska Macieja Stuhra, Cezarego Kosińskiego, czy Mariana Dziędziela. Tak czy owak, jeszcze długo po seansie chodziłem urzeczony tym obrazem…

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie