Wolał sam zginąć niż wydać innych

Alicja Zielińska azielinska@poranny.pl tel. 85 748 95 45Zaktualizowano 
Uroczystość odsłonięcia przed szkołą w Kruszewie tablicy upamiętniającej Józefa Świrniaka. Na planszy zdjęcie drużyny Strzelca.
Uroczystość odsłonięcia przed szkołą w Kruszewie tablicy upamiętniającej Józefa Świrniaka. Na planszy zdjęcie drużyny Strzelca.
Na jednym z zebrań konspiracyjnych akowcy rozmawiali o bezpieczeństwie. Jeden wyciągnął pistolet. Józef Świrniak wyjął z kieszeni fiolkę z trucizną i powiedział: to jest moja broń. Kiedy został aresztowany przez gestapo, nie wahał się po nią sięgnąć. O jego bohaterskiej postawie opowiada Grzegorz Krysiewicz.

Postacią kapitana zajmowałem się dwa lata. Lubię historię, to była moja pasja od zawsze - mówi Grzegorz Krysiewicz. - Zaczęło się od starej fotografii. W rodzinnych zbiorach trafiłem na zdjęcie ojca z drużyną strzelecką. Zaintrygowało mnie, postanowiłem poznać nazwiska wszystkich osób i ich losy.

Odbyłem kilkadziesiąt rozmów z mieszkańcami, we wszystkich przewijała się postać kapitana Józefa Świrniaka. Podkreślano, że jako kierownik szkoły w Kruszewie był on nie tylko świetnym organizatorem, ale i szlachetnym człowiekiem, gorącym patriotą oddanym służbie Polsce. Grzegorz Krysiewicz w 2010 roku założył z kolegami stowarzyszenie Pamięć i Tożsamość Skała. To, jak mówi - ułatwiło mu poszukiwanie informacji w oficjalnych źródłach, jak chociażby IPN. Tak powstała obszerna biografia kapitana Józefa Świrniaka, ukazująca jego bohaterską działalność konspiracyjną w czasie wojny.
Absolwent Uniwersytetu Lwowskiego, oficer rezerwy 71 pułku piechoty w Zambrowie, przyjechał do Kruszewa objąć posadę kierownika szkoły w 1927 roku. Tu ożenił się z nauczycielką Weroniką Topolewiczówną, mieli dwoje dzieci. Szczęśliwe życie przerwała wojna. 1 września 1939 roku do szkoły w Kruszewie uczniowie przyszli jeszcze normalnie. Lekcje jednak się nie rozpoczęły. Wbiegła bowiem przerażona nauczycielka, że właśnie w radiu usłyszała o wybuchu wojny. Zajęcia zawieszono, nauczyciele rozjechali się do swoich domów.

Świrniakowie postanowili na jakiś czas wyjechać do Białegostoku do brata Józefa, Jana Świrniaka. Cenne pamiątki zakopali w piwnicy, zapasy żywności na boisku, a karabiny będące na wyposażeniu drużyn Strzelca i Orląt, Józef Świrniak załadował na dwie furmanki. Broń przykrył słomą, usadowił na tym żonę z dziećmi i ruszyli. Chociaż na szosie panował niesamowity tłok, pełno było uciekinierów, udało im się jakoś szczęśliwie dotrzeć do Białegostoku. Po umieszczeniu żony i dzieci u rodziny, Józef Świrniak karabiny dostarczył do jednostki wojskowej. Jak się okazało, był to ostatni moment, bo niebawem w szkole pojawili się Niemcy. Widząc puste stojaki po broni, zaczęli gorączkowo jej szukać. Odkryli skrytkę w piwnicy, bagnetami podziurawili wszystkie meble.

Po agresji Związku Radzieckiego na Polskę Świrniakowie wrócili do Kruszewa, o ucieczce nie ma mowy. Szkoła jest zamknięta. Kierownikowi pomagają przetrwać miejscowi gospodarze, dobrowolnie organizują dostawy żywności.

W końcu stycznia 1940 roku przyjeżdża dwóch Rosjan jeden w mundurze z karabinem, a drugi w cywilu. Mówią, że zabierają Józefa Świrniaka na konferencję. Kiedy wieczorem nie wraca do domu, żona następnego dnia próbuje się dowiedzieć, co się z nim stało. Domyśla się, że to byli enkawudziści, ale nigdzie nie może tego potwierdzić. Dopiero po latach córka kapitana Krystyna Świrniak-Mateuszuk otrzymała wiadomość z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Białorusi, że był on aresztowany za kierowanie kontrrewolucyjną młodzieżową organizacją. Nie podano przebiegu uwięzienia, Józef Świrniak jednak nie wydał nikogo, żaden z jego znajomych, ani z członków drużyny strzeleckiej nie został aresztowany - podkreśla Grzegorz Krysiewicz.

Tymczasem zaczynają się deportacje na Syberię. Znajomi ostrzegają panią Weronikę, by się gdzieś ukryła. Ona jednak odmawia, bo nie chce opuścić rodziców. I niestety stało się. W kwietniu 1940 r. rodzina kapitana Świrniaka - żona, dwoje dzieci oraz teściowie zostają wywiezieni do Kazachstanu. A on paradoksalnie wskutek wybuchu wojny rosyjsko-niemieckiej w czerwcu 1941 roku wychodzi na wolność. Jest chory, wychudzony, ale kiedy tylko jako tako odzyskuje zdrowie, od razu włącza się w działalność konspiracyjną w Armii Krajowej. Pod pseudonimem "Zew" obejmuje obowiązki kierownika wywiadu na miasto Białystok. Do zadań wywiadu - jak pisze Grzegorz Krysiewicz - należało dostarczanie informacji do centrali AK o działaniach administracji okupacyjnej, rozlokowaniu i ruchach wojsk niemieckich, przygotowanie operacji zbrojnych. Mieszka w tym czasie w Białymstoku przy ul. Młynowej, ale często pojawia się w okolicy wsi Ruszczany, Śliwno, a także w Kruszewie, gdzie w swoim opuszczonym mieszkaniu spotyka się z członkami konspiracji.

Awansuje na zastępcę komendanta obwodu Białystok - miasto, organizuje pomoc i zaopatrzenie ludności żydowskiej w getcie. Transport żywności odbywa się beczkowozami o podwójnym dnie, m.in. z młyna w Kurowie do Starosielc. "Ten przerzut Józef Świrniak zorganizował poprzez Jana Dziejmę ps. "Grom", komendanta placówki w Barszczewie - opisuje Grzegorz Krysiewicz. Dominik Ciereszko, członek AK z Kruszewa miał szwagra o nazwisku Kowalewski, który mieszkał w Kurowie i pracował w młynie. W nocy ładowano worki z mąką na łódki i przewożono na drugi brzeg Narwi, do Kruszewa. Następnie członek AK ze Śliwna, Edward Sokół przewoził ją furmanką przez Kruszewo, Śliwno, Konowały, Kościuki, Barszczewo do Starosielc, gdzie młodzi ludzie szybko ją rozładowywali. Akcję tę przeprowadzono kilkanaście razy. Najbardziej niebezpieczny był odcinek Barszczewo - Starosielce, gdyż w Barszczewie mieszkał niemiecki komisarz rolny Sommer i trzeba było posiadać kartę na mielenie zboża. Nielegalne mielenie zboża karano obozem koncentracyjnym. W placówce AK w Starosielcach przesypywano mąkę do mniejszych opakowań i umieszczano w beczkowozach.

Józef Świrniak zaangażował się też w uwalnianie więźniów z rąk gestapo. W końcu marca 1944 roku więzienie w Białymstoku zapchane było działaczami z konspiracji. Niemcy codziennie dokonywali egzekucji. We władzach AK podjęto decyzję, by przekupić gestapowców. Zarządzono zbiórkę pieniędzy. Józef Świrniak nawiązuje kontakty z dwoma oficerami gestapo. Rozmowy odbyły się 27 kwietnia 1944 roku w kancelarii obozu przejściowego dla młodzieży przy szosie Żółtkowskiej. - Łącznikiem był Brzeziński, który pracował w tym obozie - opowiada Grzegorz Krysiewicz. - Gestapowcom przekazano połowę wynegocjowanej kwoty, niestety spotkanie przeciągnęło się poza godzinę policyjną do 21. Świrniak ochraniany był przez obstawę tylko do godziny policyjnej, czyli do 20. Gestapowcy zaproponowali odprowadzenie Świrniaka i Brzezińskiego do domów. Gdy przechodzili przez Lipową, obok kościoła Rocha, zostali wydani przez gestapowców przechodzącemu patrolowi niemieckiemu (jak się potem okazało, zdrajcą był Brzeziński). Józef Świrniak, nie chcąc trafić w ręce gestapo, od razu w samochodzie połknął cyjanek potasu.

- Uzyskałem potwierdzenie tej informacji w kilku źródłach - mówi Grzegorz Krysiewicz. - Zdecydował się na ten desperacki krok, bo wiedział co go czeka. Był już przesłuchiwany przez NKWD. Niemcy torturami wyrwaliby z niego wszystko, zajmował się przecież wywiadem. We wrześniu tego roku podczas uroczystości odsłonięcia w szkole w Kruszewie tablicy poświęconej kapitanowi Świrniakowi rozmawiałem z pewnym panem z Izbiszcz. Opowiadał, że jedno z zebrań konspiracyjnych było u niego w domu. Po odbytej naradzie omawiano temat bezpieczeństwa. Ktoś wyciągnął pistolet, natomiast Świrniak wyjął z kieszonki fiolkę z trucizną i powiedział: to jest moja broń.

W maju 1944 roku komendant białostockiego okręgu Armii Krajowej Władysław Lniarski ("Mścisław") odznaczył pośmiertnie Józefa Świrniaka Krzyżem Walecznych.

Czytaj e-wydanie »

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3