Wojciech Załęski: Zbiorowa pamięć Supraśla w bezcennych teczkach zamknięta

Aneta Boruch [email protected]
Niepotrzebnie prostowałem te pogięte orzełki, one okazały się najciekawsze - Wojciech Załęski pokazuje niewielki tylko  wycinek swoich zbiorów.
Niepotrzebnie prostowałem te pogięte orzełki, one okazały się najciekawsze - Wojciech Załęski pokazuje niewielki tylko wycinek swoich zbiorów. Andrzej Zgiet
Udostępnij:
Wojciech Załęski posiada unikatowy w skali kraju, prywatny zbiór liczy tysiące zdjęć, relacji, archiwaliów. Wszystkie te historyczne skarby opowiadają o Supraślu i jego historii.

Szafy i półki w domu pana Wojciecha w podbiałostockim Supraślu szczelnie wypełnione są katalogami, segregatorami, albumami, teczkami. Wszystkie opatrzone precyzyjnymi hasłami: Wesele, Architektura, Szeptuchy i Znachory, Mapy, Osoby, Prawosławie, Okupacja sowiecka i wiele, wiele innych.

Rysunki, wycinki, zapiski, kopie archiwalnych gazet, listy, również nagrania: wspomnienia ludzi, opowieści i pieśni ludowe. Samych zdjęć jest ponad trzy tysiące. Na podstawie tych zbiorów powstało kilkadziesiąt prac magisterskich, a i doktorskie też.

Panie, u nas nie ma prądu

To efekt kilkudziesięcioletniej pasji, zamiłowania i kronikarskiego zacięcia. Wojciech Załęski urodził się w Grodnie, ale jak mówi teraz jest już bardziej supraślaninem, niż niejeden rodowity mieszkaniec miasta. I kopalnią wiedzy o historii, kulturze, zwyczajach, ludziach z miasteczka i okolic.

Już jako uczeń liceum sztuk plastycznych zaczął wędrować po okolicznych wsiach.
- Bardzo wtedy spodobały mi się krzyże drewniane na cmentarzach - wspomina. - Gromadziłem ich rysunki i fotografie trochę jak sroka: ładne, więc utrwalałem.

Przydały mu się podczas pisania pracy magisterskiej, która poświęcona była przydrożnym krzyżom i kapliczkom. Najpierw kazano mu się z niej wycofać
- no bo jak to w latach 60.? Krzyż w tytule pracy magisterskiej? Uratował ją fortelem - zmieniając temat na: Pomnik ludowy na Białostocczyźnie. Przyjęto.

Po studiach Wojciech Załęski podjął pracę w Liceum Sztuk Plastycznych. Jest artystą, chodził więc po okolicy szukając jakichś tematów do rzeźby. Szybko jednak zauważył, że na tych terenach jest wiele innych ciekawych rzeczy, wartych utrwalenia. Zaczął więc spisywać i nagrywać, to co słyszał i widział.

Część zebrana została jako materiał do wydawanego przez pana Wojciecha pisma "Nazukos". Z biegiem lat zbierało się tego coraz więcej, puchły teczki, zapełniały się kolejne półki. Aby utrwalić ludowe pieśni i przypowieści, brał Grundiga na plecy i jechał z nim po wioskach.

Pewnego razu, w jednym z domów za Wierzchlesiem, wziął wtyczkę magnetofonu do ręki i zaczął się rozglądać szukając kontaktu.
- Gdzie pani ma gniazdko elektryczne? - spytał gospodynię. I usłyszał: Panie, u nas nie ma prądu.

W swoim czasie spacerował też z wykrywaczem metalu w interesujących miejscach. - Nie szukałem skarbów, ale przedmiotów, które mogłyby coś opowiedzieć o historii.
I przedmioty opowiadały. W jednej z gablot umieszczonych jest sporo metalowych orzełków z 1939 roku. - Znajdowałem je w bardzo różnej formie, również we fragmentach. Początkowo wyrzucałem, prostowałem je. A właśnie te połamane fragmenty okazały się najważniejsze.

Na podstawie opowieści miejscowych udało się ustalić, że gdy formowana była 2. armia Wojska Polskiego, to młodzi chłopcy, którzy do niej trafiali, starali się gdzieś zdobyć orzełki. Na pierwszej zbiórce na polach między Ogrodniczkami a Białymstokiem politruk tłumaczył im, czym jest Polska Ludowa, a czym była kapitalistyczna i która lepsza.

Od razu zrywał im z czapek te orzełki, zginał, robił kulkę i wrzucał do ogniska. Dlatego w większości są popalone. To była pierwsza lekcja socjalistycznego patriotyzmu.

Chorągiew na śmietniku

Niejedna z tych gromadzonych przez pana Wojciech rzeczy, pożyczona komuś, nie wróciła. A bywało też i tak, że jakiś gość coś podkradł.
- Najgorsi pod tym względem są kolekcjonerzy, za którymi szczególnie nie przepadam - przyznaje Wojciech Załęski.

Dla właściciela zbiorów największą wartość emocjonalną ma drewniana ikona. Z dużą dozą prawdopodobieństwa pochodzi z cerkwi supraskiej. Dostał ją kiedyś od kolegi za kryształowy wazon.

Obok w ramie, za szkłem wisi piękny haft z postacią Maryi. Gdy się przyjrzeć bliżej, widać uszkodzenia materiału. Gdy pan Wojciech ją znalazł, była to zmięta, niepotrzebna, podarta szmata, wyrzucona na śmietnisko. Po bliższym przyjrzeniu okazała się fragmentem najstarszej supraskiej chorągwi kościelnej.

Dlaczego zbiera te wszystkie rzeczy, utrwala wspomnienia? - Bo cały czas się boję, że one zginą, zostaną zniszczone, zapomniane - odpowiada wprost. - Jeśli nie to, to ludzie nie będą wiedzieli nic. To jest cała pamięć tego środowiska.

Wojciech Załęski zawsze powtarza, że to, co zebrał, to są rzeczy supraślan, nie jego. - To jest jakby pamięć zbiorowa, która jest ukryta w tych skoroszytach i opowieściach. Więcej niż połowa ludzi, których nagrałem, już nie żyje. Gdy włączam te taśmy, to są głosy mówiące z zaświatów.

Bezcenny skarb

- W tych teczkach jest to, co region i przede wszystkim Supraśl miał cennego i co stracił - uważa Joanna Tomalska, historyk sztuki i mieszkanka Supraśla. - Z tego względu jest to materiał bezcenny. Pan Wojciech ma tam różne skarby, jedyne w swoim rodzaju, np. unikatowe są nagrania. Ten materiał jest ważny dla badaczy obyczajów, antropologów kultury, historyków sztuki i historyków w ogóle.

Zainteresowały się nimi władze gminy. - Nie ma takiego prywatnego archiwum w Polsce, to jest zupełny ewenement i skarb, szkoda byłoby go zaprzepaścić. Dobrze byłoby, aby służył całemu społeczeństwu - przyznaje Radosław Dobrowolski, burmistrz Supraśla, z wykształcenia historyk. Rozważa więc pomysł, aby zbiory Wojciecha Załęskiego włączyć do biblioteki supraskiej.

Może się to udać poprzez projekt utworzenia w miasteczku Laboratorium Książki w starej plebanii, u zbiegu ulic Piłsudskiego i 3 Maja. Mogłaby tu powstać również sala wystawiennicza, w której te zbiory będą prezentowane, a przy okazji urządzane spotkania.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Mariusz
A w bezcennych teczkach " ogrom cierpienia żydów i ich bezcenny wkład kultury polskiej". Zgadłem pani Boruch? Mimo, że artykuł płatny i reszta nie dla mnie coś zapachniało warzywem-antybiotykiem...
Pani pozdrowi Gawła z trzyrzecza.
Dodaj ogłoszenie