Wojciech Kraśnicki przeszedł z short-tracku na długi tor

jlas

Wideo

Wojciech Kraśnicki, w przeszłości short-trackista Juvenii Białystok przeszedł na starty na torze długim. I choć na Podlasiu warunków do treningu nie ma, nie porzucił marzeń o występie na igrzyskach.

Swoją przygodę z łyżwiarstwem szybkim na krótkim torze, Kraśnicki zaczął jako 13-latek w szkole podstawowej w Białymstoku, do którego przybył z rodzinnej wsi - Kamienicy.

- Potrafiłem od razu po lekcjach pobiec na lodowisko i tam spędzać całe wieczory - mówi Kraśnicki.

Pierwsze poważne sukcesy przyszły rok później. Na mistrzostwach Polski Uczniowskich Klubów Sportowych zajął trzecie miejsce w klasyfikacji wielobojowej. Rozwijał się dynamicznie. Stawał na podium podczas zawodów rangi lokalnej i ogólnopolskiej. Eksperci sportowi byli pod wrażeniem podlaskiego łyżwiarza, który ustanowił m.in. nowy rekord Polski na 400 metrów w swojej kategorii wiekowej. To wszystko działo się oczywiście na krótkim torze - w short-tracku, do którego uprawiania w Białymstoku są znakomite warunki.

Tor krótki to nie to

Wydawało się, że Kraśnicki może być kolejnym zawodnikiem z naszego regionu, który ma szansę pojechać na igrzyska. To zresztą było od dawna jego wielkim marzeniem. Szansą było m.in. Soczi przed dwoma laty, ale mnóstwo pracy włożone w przygotowania, nie przełożyły się na wywalczenie kwalifikacji i awans do turnieju w Rosji.

- Zawiodłem się. Nie ukrywałem tego. Zdałem sobie wtedy sprawę, że tor krótki nie jest dla mnie. Zdecydowanie lepiej czuję się na dłuższych dystansach, gdzie szybki start nie jest aż tak ważny. I rzeczywiście, tam się odnajdywałem znakomicie. Pojawił się jednak problem. Byłem zawodnikiem Juvenii Białystok, gdzie nie szkoli się zawodników pod kątem dłuższych dystansów - opowiada Kraśnicki.

Nauczył się pokory

Kariera Podlasianina zawisła wówczas na włosku. Był nawet taki moment, że musiał wrócić z rodzicami na wieś. Wiązało się to z całkowitym porzuceniem wyczynowego sportu.

- Nauczyłem się pokory i doszedłem do wniosku, co chcę w życiu robić. Zdecydowałem, że wracam do łyżwiarstwa - przyznaje.

Powrót okazał się ciężki. Kraśnicki musiał na nowo włożyć mnóstwo pracy w swoje przygotowania, by nadrobić zaległości. Otrzymał dużą pomoc ze strony Juvenii. Klub zagwarantował mu obóz przygotowawczy, by mógł trenować na torze długim.

- Spodobało mi się to. Pojawił się sponsor, który sfinansował mi pierwszy sezon. Nie było łatwo, gdyż nie miałem stałej grupy treningowej. To wszystko generowało koszta, a pomocy specjalistycznej nie miałem. Tak nie da się rozwijać swoich umiejętności - dodaje.

Chciał trenować z Bródką

Kraśnicki próbował dołączyć do grupy reprezentantów Polski (m.in. do Zbigniewa Bródki), którzy sezon przygotowawczy spędzają poza granicami kraju. Nie znalazł tam jednak miejsca.

- W naszym kraju jest tylko jedna mocna grupa. A zawodników, którzy chcą się dołączyć bardzo dużo. Powiedzieli mi po prostu, że nie mogę z nimi pojechać i to zrozumiałem - przyznaje Kraśnicki.

Założył własny klub

To jednak nie podłamało Podlasianina, który nadal zamierzał walczyć o swoje marzenia. W jego głowie zrodził się pomysł, żeby założyć własny klub łyżwiarski - Akademię Łyżwiarską w Mielnikach.

- Tam zwyczajnie otrzymałem wsparcie. Na pewno nie ma tam odpowiednich warunków do treningu, ale przynajmniej ludzie wyciągnęli do mnie pomocną dłoń. W ten sposób chciałem także zbierać potrzebne fundusze na mój wyjazd. Nie ukrywam, że wiążę całe swoje życie z łyżwiarstwem. Po zakończeniu kariery chciałbym uczyć dzieci tego sportu na wsi - przyznaje.

25-letni łyżwiarz nie ma obecnie za bardzo możliwości treningu na lodzie. Przygotowuje się w Białymstoku, m.in. ćwicząc na siłowni, przejeżdżając setki kilometrów na rolkach i rowerze. A czasu do rozpoczęcia kwalifikacji olimpijskich jest coraz mniej, bowiem zawody w południowokoreańskim Pjongczangu rozpoczynają się za półtora roku.

- Z każdym kolejnym dniem uciekają mi marzenia o występie w Korei Południowej. Dałem sobie czas do końca sierpnia. Do tego czasu muszę zdobyć potrzebne fundusze, by pojechać na obóz. Jeśli się nie uda, moja kariera może legnąć w gruzach - przekonuje Wojciech Kraśnicki.

Dwuletnie przygotowania w Kanadzie - z pełnym bagażem sprzętu, treningami, obiektami i przelotami są bardzo kosztowne i wynoszą blisko 200 tysięcy złotych. W grę wchodzi również opłacenie samego szkoleniowca, miejsca do treningu, na które potrzebuje dodatkowo 50 tysięcy zł.

- Wiem, że jestem mocny i stać mnie na rywalizację z najlepszymi. Nie mam jednak czasu do stracenia, stąd poczyniłem już pewne kroki - przyznaje.

To jego ostatnia szansa

Podlaski łyżwiarz ma charakter, bowiem mimo przeciwności nie poddaje się. Za pomocą Facebooka założył wydarzenie „Ostatnia sportowa szansa”, które już zgromadziło na portalu społecznościowym ponad tysiąc osób. W realizacji założonego celu Kraśnickiemu pomaga również kampania „Polak Potrafi”. Otrzymał tam spore wsparcie ze strony wielu ludzi, którzy zdecydowali się dołożyć swoją cegiełkę i wpłacić symboliczną kwotę. Wciąż brakuje jednak sponsora, w pełni gwarantującego mu wyjazd na przygotowania.

- W tej chwili mam 10 tysięcy złotych. To nie jest nawet jedna trzecia wszystkich kosztów. Wierzę jednak, że to jeszcze nie koniec moich marzeń o igrzyskach - kończy Kraśnicki.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie