Wodociągi Białostockie. Bój o rury

Tomasz Mikulicz [email protected]
Bój z Wodociągami o rury
Bój z Wodociągami o rury Archiwum
Udostępnij:
Gmina każe płacić za przyłącza, które leżą w pasach drogowych. Mieszkaniec mówi: Nie. W sądzie przegrał. Ale chce przekonać urzędników.

- To afera wodociągowa. Sprawa dotyczy nie tylko mnie. Gmina przerzuca na mieszkańców opłaty, dzięki temu oszczędza setki tysięcy złotych - mówi Bazyli Białokoz, mieszkaniec ul. Plażowej.

Od dwóch lat walczy z Wodociągami Białostockimi. Domaga się zwrotu 2100 zł, które wyłożył na wykonanie przyłącza kanalizacyjnego. Zasada jest taka, że ktoś, kto chce podłączyć się do miejskiej sieci, ma na własny koszt położyć rurę, która będzie prowadziła do jego domu. Tyle że przyłącze nie musi być tylko i włącznie na jego prywatnej działce. Bardzo często rura łączy się z miejską siecią np. pod ulicą. Wodociągi twierdzą, że prywatny właściciel ma płacić za przyłącze, które jest na gminnym terenie.

- Natomiast znowelizowana w 2006 roku ustawa o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków mówi wyraźnie, że mieszkaniec powinien płacić za rurę położoną tylko na jego nieruchomości - twierdzi Bazyli Białokoz.

Sprawę chciał przedstawić na ostatnim posiedzeniu komisji infrastruktury. Tyle że z pięciu radnych wchodzących w jej skład, stawiła się tylko dwójka. Posiedzenie nie mogło się więc odbyć. Mimo to obecni na sali urzędnicy poszli mieszkańcowi na rękę i go wysłuchali.

- Przepisy, o których mowa, są różnie interpretowane. Były też przeciwstawne wyroki sądów. Istotą sprawy jest to, co jest traktowane jako sieć, a co jako przyłącze. Za to pierwsze płaci gmina, za drugie - mieszkaniec - tłumaczył Adam Poliński, wiceprezydent Białegostoku.
Janusz Ostrowski, dyrektor Zarządu Dróg i Inwestycji Miejskich powoływał się na ustawę o drogach publicznych.

- Mówi ona o tym, że rury biegnące w granicach pasa drogowego są przyłączem - wyjaśniał.

Bazyli Białokoz uważa jednak, że tak jak miasto nie inwestuje na cudzej ziemi, tak nie może tego robić mieszkaniec.

- A zgodnie z tym, co mówi szefostwo Wodociągów, nie tylko muszę pokryć koszty położenia rury na cudzym terenie, ale też płacić za naprawę ewentualnych awarii. A jeśli rura biegnie pod ulicą, tak jak w moim przypadku to należałoby kuć asfalt. Koszty są tu już znacznie większe niż 2100 zł - mówił.

Skierował sprawę do sądu. Nic jednak nie wskórał.

- Wszystko przez to, że Wodociągi powołały się na stan prawny z 2005 roku, czyli sprzed wejścia w życie wspomnianej nowelizacji - twierdzi.

Na posiedzenie komisji nikt z Wodociągów się jednak nie stawił. Mieszkańcy, a przyszło ich sporo, uznali to za lekceważenie. Nie zostawili też suchej nitki na trójce nieobecnych radnych - po jednym z PO, Komitetu Truskolaskiego i PiS. A oprócz sprawy przyłączy trzeba było też wysłuchać mieszkańców ul. Ciołkowskiego. Postawiono im bowiem nieprzezroczyste ekrany akustyczne.

Adam Poliński obiecał rozmawiać w tej sprawie z Regionalną Dyrekcją Ochrony Środowiska, która wydała taką decyzję.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

t
teo

sąd idzie za korytem czyli urzędnikiem wbrew logice i przepisom które są wymyślane wbrew

sprawiedliwości i wbrew społeczeństwu wbrew prawom obywateli i te wbrew to jest totalitaryzm.

c
chcwd

Radny ma ważniejsze sprawy na głowie niż wysłuchiwanie obywateli!

b
bialostoczanka

ja chciałam jakie kolwiek ekrany to mi odmówili a tu jeszcze wymyslają że nie takie

Dodaj ogłoszenie