Władysław Piotrowski. Wielki fotograf z tragicznym...

    Władysław Piotrowski. Wielki fotograf z tragicznym życiorysem

    Alicja Zielińska azielinska@poranny.pl

    Kurier Poranny

    Aktualizacja:

    Kurier Poranny

    Rozstaje dróg, ciekawy pejzaż - takiej scenerii zawsze szukał do swoich zdjęć.  Wszędzie zabierał ze sobą aparat fotograficzny

    Rozstaje dróg, ciekawy pejzaż - takiej scenerii zawsze szukał do swoich zdjęć. Wszędzie zabierał ze sobą aparat fotograficzny

    Los nie szczędził mu trudów i tragedii. Walczył z bolszewikami, był w AK. Stracił ukochanego syna. Po wojnie nachodziło go UB, domagając się, by donosił na kolegów i znajomych. Nie ugiął się. Pozostał prawym człowiekiem, pełnym serdeczności. Kochał robić zdjęcia. Tej pasji był wierny przez ponad 50 lat. O Władysławie Piotrowskim, niezwykłym fotografie z Łap, opowiada Marian Olechnowicz.
    Rozstaje dróg, ciekawy pejzaż - takiej scenerii zawsze szukał do swoich zdjęć.  Wszędzie zabierał ze sobą aparat fotograficzny

    Rozstaje dróg, ciekawy pejzaż - takiej scenerii zawsze szukał do swoich zdjęć. Wszędzie zabierał ze sobą aparat fotograficzny

    Wracamy do postaci Władysława Piotrowskiego. Przed tygodniem pisaliśmy o internetowym muzeum jego zdjęć. Marian Olechnowicz poznał Władysława Piotrowskiego pod koniec lat 80., gdy był nauczycielem historii w łapskim liceum. Pan Władysław był już wówczas w podeszłym wieku, ale zadziwiał pamięcią i otwartością.

    Urzekło go robienie zdjęć

    Pochodził z Kresów, z Wileńszczyny. Jego rodzice posiadali majątek w Barwiszach. Był to typowy dwór szlachecki.

    Zawierucha I wojny światowej rzuciła rodzinę w głąb Rosji. Gdy byli w Łyśnej na Uralu, zaszli do zakładu fotograficznego. Pięcioletni wtedy Władek z podziwem oglądał atelier.

    - Po latach opowiadał mi - mówi Marian Olechnowicz - że to wtedy zrodziła się jego pasja fotografowania. Gdziekolwiek później był, zawsze szukał zakładu fotograficznego i zachodził, by obejrzeć jego wnętrze. Zawsze robiło to na nim wrażenie.

    W 1920 roku, wraz z bratem Bronisławem, Władysław Piotrowski zaciągnął się do wojska i walczył w wojnie z bolszewikami.

    Skierowanie do Łap

    W 1921 roku, jeszcze służąc w jednostce wojskowej, Piotrowski został skierowany do Łap, do pracy w warsztatach kolejowych. Otrzymał tu stanowisko kancelisty kreślarza.

    Szybko zadomowił się w tych stronach. Ożenił się z Reginą Łapińską. W sierpniu 1926 roku młodym małżonkom urodził się syn. Ojciec był szczęśliwy, zakochany w synu jedynaku. Mądry, inteligentny chłopczyk miał być nadzieją na szczęśliwe życie. Niestety los chciał inaczej.

    W 1933 roku Januszek zmarł. Prawdopodobnie cierpiał na jakieś schorzenie płuc. Mimo pobytu w szpitalu, nie dało się go uratować. To był cios. Władysław Piotrowski nigdy się nie pogodził z jego odejściem. Stale o nim opowiadał, wspominał, oglądał zdjęcia, pisał do niego listy. W dzienniku, który prowadził przez całe życie zachowały się wpisy do Januszka z kolejnych lat, z okazji każdych urodzin, rocznicy śmierci, czy codziennych wydarzeń. To były rozmowy ojca z synem o wszystkim. Szczególnie przejmujący jest wpis informujący o odejściu żony i komentarz, że odtąd został już sam, bez nikogo i tylko nadzieja na spotkanie w niebie trzyma go przy życiu.

    Sam się uczył sztuki fotografowania

    Po śmierci syna, życie Piotrowskiego będzie wypełniać robienie zdjęć. - Zachęcał go do tego naczelnik warsztatów Jan Blum, widząc jego wielką rozpacz - opowiada Marian Olechnowicz.

    Piotrowski rzeczywiście znalazł sens życia w fotografowaniu. Zaczął kupować profesjonalne aparaty, uczyć się w tym kierunku. Nie miał wykształcenia, sztukę robienia zdjęć poznawał sam. Z przewodników, książek, pism fotograficznych, które prenumerował. Mistrzem i autorytetem był dla niego znany fotograf Jan Bułhak z Wilna. Jeździł do niego, rozmawiał o robieniu zdjęć. Wkrótce miał pokaźny arsenał aparatów, obiektywów, filtrów, statywów i lamp - wylicza Olechnowicz. - Jako pracownik kolei, Piotrowski posiadał ulgi na przejazdy pociągiem. Korzystał z tego, chętnie podróżował, a każda wyprawa owocowała kolejnymi zdjęciami, bo zawsze miał przy sobie aparat fotograficzny.

    Po okolicy lubił jeździć rowerem. Przystawał, rozmawiał z mieszkańcami, fotografował, upamiętniał wydarzenia.

    Dokumentował ludzi i zdarzenia

    - Dzięki Władysławowi Piotrowskiemu zachowała się dokumentacja fotograficzna łapskich warsztatów z lat 1933- 1939 - podkreśla Marian Olechnowicz. - Możemy oglądać hale fabryczne, a także maszyny i ludzi: robotników, kancelistów, kierownictwo fabryki.

    Piotrowski fotografował chętnie także mieszkańców Łap i okolicy. Wychodził z aparatem na ulicę i uwieczniał ich zarówno w codziennych, jak i świątecznych okazjach: z okazji ślubów, chrzcin, uroczystości patriotycznych.

    Nieraz potrafił wejść na wieżę kościelną, wieżę ciśnień albo wspiąć się na przydrożne drzewo. Szczególnie wartościowe są fotografie przedstawiające osiedle kolejowe i ośrodek kolonijny w Osse - dodaje Marian Olechnowicz. - Lubił też jeździć w strony rodzinne. Często podróżował na Wileńszczyznę, fotografując Korkożyszki, Łyntupy, Zułów, Zamaki, Podbrodzie, Postawy i Wilno. W jego spuściźnie są też fotografie z przedwojennego Lwowa, Grodna, Poznania, Torunia, Zakopanego, Częstochowy oraz Helu.

    - Władysław Piotrowski nie wykonywał zdjęć, które robili zwykle turyści - zwraca uwagę Marian Olechnowicz. - Interesowały go wiejskie targi, kuźnie, albo witryny sklepów, winiarni, ludzie w ulicy, przy domach.

    Dawał pieniądze na pomoc dla rodzin

    W czasie II wojny światowej kiedy do Łap weszli Sowieci, a potem Niemcy, Władysław Piotrowski nie wrócił już do pracy na kolei. Wstąpił do Armii Krajowej. Jego zakład fotograficzny jako często odwiedzane miejsce, odegrał dużą rolę w działalności podziemia niepodległościowego. Stanowił punkt kontaktowy dla partyzantów. A sam Piotrowski pomagał rodzinom, z których mężczyźni zostali wywiezieni do obozów lub na roboty do Niemiec. Pieniądze na ten cel przekazywał księdzu, prosząc o anonimowość.

    Zdjęcia z tego okresu mają dziś szczególną wartość historyczną. Pokazują okupantów niemieckich i sowieckich oraz oddają atmosferę tamtych lat. Piotrowski te negatywy przechowywał pod podłogą, ujawnił dopiero na początku lat 90. Żołnierze Armii Czerwonej ze szczególną przyjemnością fotografowali się z licznymi zegarkami na rękach, akordeonem czy nawet z rowerem - były to dla nich oznaki bogactwa - opowiada Marian Olechnowicz.

    Po wojnie, z powodu działalności konspiracyjnej Władysław Piotrowski był szykanowany przez komunistyczne władze. Funkcjonariusze UB nagabywali go, by donosił na znajomych. Nie ugiął się. Kiedy namawiano go, by wstąpił do partii, zapisał się do Związku Wędkarskiego. Gdy ubecy wypytywali, o rozmowy podczas łowienia ryb, odpowiadał, że przecież wtedy najczęściej się milczy, bo ryby nie biorą, gdy jest hałas.

    Jego zakład znali wszyscy

    Po wojnie sam już nie chodził z aparatem po okolicy. Miał zakład fotograficzny i ludzie tłumnie przychodzili, by zrobić zdjęcie. Tak jak dotąd, z okazji ślubu, chrzcin, pierwszej komunii dziecka, czy zwyczajnie zrobić portret na pamiątkę.

    Fotografował przez pięćdziesiąt lat. Jego zakład znali wszyscy. W 1971 roku przeszedł na emeryturę. I aż do śmierci nie wykonał już żadnego zdjęcia. Zmarł w lipcu 1997 roku, przeżywszy 98 lat. Zostały po nim setki fotografii i szklanych negatywów. Można je oglądać w internetowym muzeum, wchodząc na stronę wirtualnelapy.pl


    Czytaj e-wydanie »

    Czytaj treści premium w Kurierze Porannym Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Poranny.pl poleca

    Wideo