Wigierski Park Narodowy: Car pozwolił łowić, a wędkarze dostają mandaty

Tomasz Kubaszewski redakcja@poranny.pl
Mieszkańcy wsi znajdujących się nad Serwami chcą wiedzieć, na czym stoją, a ściślej - czy mogą łowić, czy nie.
Mieszkańcy wsi znajdujących się nad Serwami chcą wiedzieć, na czym stoją, a ściślej - czy mogą łowić, czy nie. Archiwum
Mieszkańcy wsi znajdujących się nad Serwami chcą wiedzieć, na czym stoją, a ściślej - czy mogą łowić, czy nie. Dlatego kilkadziesiąt osób skierowało pozew do sądu. Proces rozpocznie się w czerwcu.

Car zadekretował: możesz łowić do miejsca, gdzie woda sięgnie szyi. No to ludzie łowią. A tu pojawia się straż rybacka i kieruje do sądu wnioski o ukaranie. - Ja sam zapłaciłem grubo ponad tysiąc złotych - mówi Jerzy Raczkowski, który mieszka nad Serwami w powiecie augustowskim. - Jeden sąd orzeka tak, drugi inaczej, a my cierpimy.

Michał Mackiewicz ze Stowarzyszenia Mieszkańców Nadwigierskich Wsi nie pamięta już dokładnie, kto nieco ponad 10 lat temu natrafił na carski ukaz. - Otrzymaliśmy informację, że w 1864 roku Aleksander II nadał chłopom mieszkającym nad jeziorami prawo do łowienia ryb na własne potrzeby - opowiada. - Wybrałem się więc do Archiwum Państwowego i natrafiłem na odpowiednie dokumenty.

Car nadawał poddanym różne przywileje. A to rybackie, a to pastwiskowe, a to leśne.
- Bzdura, że w rewanżu za brak poparcia powstania styczniowego - przekonuje Mackiewicz. - To prawo zaczęło obowiązywać w całym ówczesnym imperium rosyjskim. Zgodnie zresztą z ówczesnymi trendami europejskimi.

Mieszkańcy wsi znajdujących się nad jeziorem Wigry lekko nie mają. Wszędzie park narodowy, same nakazy i zakazy. A w tamtych czasach rządził w dodatku dyrektor, z którym w żaden sposób nie szło się dogadać. Wszystkich traktował jak zło koniecznie, nie zezwalał im praktycznie na nic. Ludzie latami walczyli o możliwość wyremontowania posesji, a jednocześnie widzieli, jak powstają gigantyczne pensjonaty. Na przykład prominentnego działacza PSL. Dlatego tymi carskimi serwitutami wręcz się zachłysnęli. Bo wszystko wskazywało na to, że coś im jednak wolno i że istnieje prawo, którego nawet wszechpotężny dyrektor zakwestionować nie może.

- Ten carski ukaz był precyzyjny - wspomina Michał Mackiewicz. - Wymienieni z imienia i nazwiska ludzie mogli łowić ryby na własne potrzeby, ale nie na handel. Już wtedy obowiązywały okresy ochronne dla różnych gatunków. Można było łowić z brzegu oraz wchodzić do jeziora po szyję. Natomiast korzystania z łodzi ukaz zakazywał.
Związani ze stowarzyszeniem prawnicy szybko sprawę przeanalizowali. Nie znaleźli żadnego przepisu, który te carskie serwituty by unieważnił. Wniosek? Obowiązują więc dalej.

Degradacja jezior?

Wigierski Park Narodowy nie chciał o tym słyszeć. Bo gdyby potomkowie tych, którym car nadał przywileje zarzuciliby wszystko, co mają pod ręką, w znajdującym się pod ochroną jeziorze nie zostałaby pewnie żadna ryba. Sprawa trafiła więc do sądu. Wieść rozeszła się lotem błyskawicy. Wszak Wigry to nie jedyne jezioro Suwalszczyzny. O carskich przywilejach zaczęli sobie przypominać mieszkańcy innych regionów.

W 2003 roku Sąd Okręgowy w Suwałkach wydał wyrok, z którego jasno wynikało, że carskie prawo pozostaje w mocy. Dotyczyło to w sumie kilkudziesięciu rolników. Wyrok stał się prawomocny i, teoretycznie, powinien obowiązywać do dziś. W dodatku, dwa lata później, podobne stanowisko zajął Trybunał Konstytucyjny. "Carskie prawo nie zostało zniesione" - uznał.

Właściciele oraz dzierżawcy jezior podnieśli alarm. Bo cała ich dotychczasowa działalność stanęła pod znakiem zapytania. Dzierżawa jeziora, to nie działalność charytatywna. Przez lata po to inwestuje się duże pieniądze, choćby w zarybianie, by na tym potem zarobić. Chcesz łowić, wykup pozwolenie.

- Jeśli kilkadziesiąt osób zacznie łowić "na własne potrzeby", mogę zwijać interes. Akceptacja takich niekontrolowanych połowów prowadzi w prostej linii do całkowitej degradacji każdego jeziora - mówi Adam Skoczko, dzierżawca Serw od kilkunastu lat. Na zarybianie wydał już kilkaset tysięcy złotych. Wpuszczał do jeziora szczupaki, węgorze, liny, sielawy.

W 2006 roku sprawa trafiła do Rzecznika Praw Obywatelskich. Ten postanowił zapytać o wykładnię prawną Sąd Najwyższy.

Polska, to nie Ameryka

Na roztrząsaniem tego, czy carski ukazał obowiązuje w III Rzeczypospolitej, która nie tylko przestała być częścią imperium rosyjskiego, ale nawet wyzwoliła się spod sowieckiego panowania, pochyliło się w 2007 roku siedmiu sędziów. Przeanalizowali wszystkie akty prawne związane z wodą, jakie ukazały się zarówno w II RP, jak i w PRL. Doszli do oczywistej ich zdaniem konkluzji: w 1932 roku weszła w życie ustawa o rybołówstwie, która te serwituty zniosła. Dzisiaj na carskie prawo nie można się więc już powoływać.
Ale Polska, to nie Ameryka, gdzie jak raz coś Sąd Najwyższy orzeknie, obowiązuje to przez wieki. W tzw. obiegu prawnych zaczęły funkcjonować dwa rozstrzygnięcia. To, którego dokonał suwalski sąd oraz drugie - uchwała SN. Bo, formalnie, zapadły w innych sprawach. Jedną wniosły konkretne osoby. Sąd wydał prawomocny wyrok. A że potem o to samo zapytał Rzecznik Praw Obywatelskich, to już całkiem inna historia. Przynajmniej w systemie prawnym, jaki obowiązuje w naszym kraju.

- Trzy osoby mieszkające nad Wigrami z serwitutów korzystają - mówi Michał Mackiewicz. - Czasami dochodzi do nieporozumień ze strażnikami, ale nie dotyczy to samego prawa, lecz jego szczegółowej interpretacji. Innej możliwości zresztą nie ma. Gdyby Wigierski Park Narodowy chciał to zmienić, musiałby doprowadzić do unieważnienia wyroku z 2003 roku.

Mieszkańcy okolic Serw myśleli tak samo. Dlatego z serwitutów zaczęli korzystać. Posypały się kary. Straż rybacka nie miała litości. Potomków carskiej wspaniałomyślności kierowała do sądu. A ten skazywał. Powoływał się przy tym na rozstrzygnięcie Sądu Najwyższego, a nie suwalskiego.

- Zresztą te uzasadnienia bywały różne - mówi Jerzy Raczkowski. - Wszystkie jednak sprowadzały się do tego, że jesteśmy kłusownikami. A przecież za nami jest prawomocny sądowy wyrok.

Dlatego kilkadziesiąt osób domaga się, by tę sprawę raz na zawsze wyjaśnić.

Niemcy się śmiali

Dzierżawca Serw Adam Skoczko nie ukrywa swojego zaniepokojenia. Bo jak dwa rozstrzygnięcia funkcjonują równolegle, to może pewnie być i trzecie.
- Wydawało mi się, że uchwała Sądu Najwyższego sprawę zamyka na zawsze - mówi. - Aż tu nagle, całkiem niedawno, otrzymuję zawiadomienie, że mogę występować w charakterze, jak to napisano, interwenienta ubocznego.

Najważniejsze jest jednak, aby sprawy nie zbagatelizowali ci, którzy w imieniu państwa za jeziora odpowiadają, czyli Agencja Własności Rolnej oraz Zarząd Gospodarki Wodnej. Bo komuś wyda się, że jakaś tam Polska Wschodnia, jakieś serwituty. To "jakieś" może potem niektórych doprowadzić do ruiny.

Przedstawiciele państwowych instytucji zapewniają, że trzymają rękę na pulsie.
- To wszystko jest tak irracjonalne, że aż śmieszne - komentuje Adam Skoczko. - Trudno wręcz sobie wyobrazić, iż takie sytuacje mogą mieć miejsce. Pamiętam, że kiedy ta sprawa po raz pierwszy ujrzała światło dzienne i zrobiło się o tym głośno w całej Polsce, zadzwonili do mnie dziennikarze z niemieckiej gazety. Chcieli napisać artykuł. Śmiali się, że w naszym kraju wciąż obowiązuje carskie prawo. Zrobiło mi się głupio i nie zgodziłem się na rozmowę.

Sąd jest niezawisły

Augustowski sąd, gdzie trafił pozew podpisany przez kilkadziesiąt osób sprawę musi rozpatrzeć. Jeżeli wniosek nie zawiera żadnych błędów formalnych, innego wyjścia nie ma. Ale to, co z tym wszystkim stanie się dalej, jest już kwestią otwartą. Bo sąd jest niezawisły i rzeczywiście może tak zawyrokować, jak chce. Prawnicy nie mają raczej wątpliwości, że sędzia, który w takiej sprawie zlekceważyłby uchwałę Sądu Najwyższego byłby samobójcą. Być może wszystko zostanie więc rozstrzygnięte raz na zawsze. Ale zanim wypowiedzą się kolejne instancje, minie pewnie dużo czasu.

Car Aleksander II przeszedł do historii jako władca, jak na swoje czasy, światły. Narobił wiele zamieszania swoimi reformami. W Polsce do dzisiaj nie możemy się z tego otrząsnąć.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze 8

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

K
Krzydztof
W dniu 07.07.2015 o 01:26, jerol napisał:

jak toś pamięta te niesławne PGRyby i ile wtedy było ryb i ponoć tą gospodarkę rabunkową.TO dziś jest efekt taki że wędkarze zamiast zostawiać kasę w Polsce to latają po europie i świeciebo w naszych wodach już nic nie ma a Panowie dzierżawcy mówią ile to oni włożyli.Gdyby choć jeden trochę pomyślał to miałby więcej kasiory z wędkarzy niż z tych "odłowów".Dawniej też odławiali ale jak sieć wyciągneli to aż oczy cieszyło ile ryb w jeziorze i każdy był zadowolony a teraz parę szczupaczków leszczyki i jak bozia da to trzy węgorzyki :) tacy to terz dzierżawcy.

K
Krzydztof
W dniu 07.07.2015 o 01:26, jerol napisał:

jak toś pamięta te niesławne PGRyby i ile wtedy było ryb i ponoć tą gospodarkę rabunkową.TO dziś jest efekt taki że wędkarze zamiast zostawiać kasę w Polsce to latają po europie i świeciebo w naszych wodach już nic nie ma a Panowie dzierżawcy mówią ile to oni włożyli.Gdyby choć jeden trochę pomyślał to miałby więcej kasiory z wędkarzy niż z tych "odłowów".Dawniej też odławiali ale jak sieć wyciągneli to aż oczy cieszyło ile ryb w jeziorze i każdy był zadowolony a teraz parę szczupaczków leszczyki i jak bozia da to trzy węgorzyki :) tacy to terz dzierżawcy.

j
jerol

jak toś pamięta te niesławne PGRyby i ile wtedy było ryb i ponoć tą gospodarkę rabunkową.

TO dziś jest efekt taki że wędkarze zamiast zostawiać kasę w Polsce to latają po europie i świecie

bo w naszych wodach już nic nie ma a Panowie dzierżawcy mówią ile to oni włożyli.

Gdyby choć jeden trochę pomyślał to miałby więcej kasiory z wędkarzy niż z tych "odłowów".

Dawniej też odławiali ale jak sieć wyciągneli to aż oczy cieszyło ile ryb w jeziorze i każdy był zadowolony a teraz parę szczupaczków leszczyki i jak bozia da to trzy węgorzyki :) tacy to terz dzierżawcy. 

a
a

Bo dziś rządzą potomkowie tych, którzy obalili carat....czy gwiazda czerwona, czy na jej miejsce 12 zółtych, jaka róznica?

(UWAGA KOMENTARZE ORAZ IP AUTORA MONITOROWANE)

g
gość

Car pozwolił łowić, a Adolf Hitler rozstrzeliwać za łowienie.

Co robić , które prawo ważne ????

k
kudłatek

Zarybiają a ryby nie można złowić to chyba zbieg okoliczności

p
pelemele

nie widze powodu do smiechu z dekretow carskich nawet w tej RP,we francji obowiazuja jeszcze dekrety napoleonskie i maja sie dobrze

G
Gość

zarybianie? dobre sobie, faktury na narybek tylko załatwiają, na większości jezior nie trzeba być ekspertem żeby z roku na rok zauważyć spadek ilości ryb, dzierżawią na parę lat, odłowia wszystko i oddają żeby pzw zarybił

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3