Wiejski Dom Kultury w Płonce - krótka historia

Marian Olechnowicz molechnowicz@poranny.pl tel.085 715 45 45
Ali Babki- 1967. Z prawej stoją Halina Prezgot i Halina Łupińska. Z lewej Krysia Płońska z pobliskich Kozłów.
Ali Babki- 1967. Z prawej stoją Halina Prezgot i Halina Łupińska. Z lewej Krysia Płońska z pobliskich Kozłów.
Z zewnątrz wygląda byle jak. Uderza swoją szarzyzną i niezagospodarowanym podwórzem. Wewnątrz jednak jest czysto i ciepło. Chociaż luksusów nie widać. Ważne, że coś tutaj się dzieje. No i w tym roku stuknie mu pięćdziesiątka.

Pod koniec stycznia wieczory są długie, więc nie warto siedzieć w domu. Bo i roboty o tej porze prawie żadnej nie ma. W dodatku nieraz na karku jest te kilkadziesiąt krzyżyków.

Wymyśliła więc Marta Dzielnicka, młodziutka kierowniczka, że urządzi Dzień Seniora. W kuchni kobiety kręciły się od południa. Jedne przyrządzały ciasto na pączki, inne tłukły wałkami takie, z których robi się faworki. Do tego kilka bochenków świeżego chleba, jakaś wędlina oraz ogórki z piwnicy. I wystarczy. Jeszcze tylko stoły nakryć obrusami i można czekać na gości.

- Zawsze jest to najbardziej denerwujące - mówi Marta Dzielnicka. - Człowiek chciałby jak najlepiej, ale nie wie jak wyjdzie. Ze starszymi łatwiej, a gorzej z dziećmi. Wolą siedzieć w domu. A takie ciekawe plany miałam na ferie.

Zespół "Płonkowianie", jak zawsze niezawodny, więc jest najwcześniej i w komplecie. Schodzą się też inni goście. Tacy nawet pod dziewięćdziesiątkę.

- Miałem zajść po drodze po Wróblewską - mówi Stanisław Perkowski, rocznik 1926. - Ale bałem się, że mąż pogoni - dodaje z uśmiechem. I siada z samego brzegu, chociaż go kobiety do siebie zapraszają.

- Daleko z poczęstunkiem chodzić - tłumaczy jedna i z humorem mruga okiem.
Pani Marta wita gości, których zebrała się prawie trzydziestka. Ma tremę, co widać. Ale pierwsze koty za płoty. Oby się udało. I tak po chwili zaczęło się wspólne śpiewanie, więc po kłopocie.

Ponad kobiecymi głosami słychać melodyczny śpiew pana Edwarda. Obok siedzi Jan Płoński ze słynnej kapeli. Jego głosu prawie nie słychać, ale jeszcze chwila i sięgnie po swoje instrumenty. Jest na stole smaczny poczęstunek, nastrój do śpiewu i ciepło. Tylko trochę żal, że nie tak jak dawniej, kiedy świetlica w zimowe wieczory pełna była ludzi w różnym wieku.

- Siedzą przed telewizorami i nawet sąsiad nie zajrzy do sąsiada - mówi pan Stanisław. - Dobrze, że przyszedłem do świetlicy, chociaż drogi pieszo mam ponad kilometr. Kiedyś, kiedy rządziła tutaj pani Zofii, to się wiele działo.

Świetliczanka Zofia

W 1978 roku w Płonce byłą nie lada uroczystość. Pani Zofia Łupińska obchodziła 20-lecie pracy kulturalnej. Urodziła się w Kolnie. W 1943 roku uciekła z robót przymusowych. Schroniła się aż w Płonce. Tutaj znalazła dobrych ludzi i… przyszłego męża Stanisława, który był kolejarzem.

Zofia dorabiała, szyjąc różne ciuszki, fatałaszki i błyskotki. Sprzedawała je potem w Białymstoku.

Namawiała do słuchania muzyki i tańców. Zachęciła do założenia biblioteki. Założyła też koło teatralne. Nie było wtedy domu kultury, a wszystkie zajęcia odbywały się na korytarzu starej szkoły. Nieraz na przedstawieniach gęstniał tłum widzów ubranych w kożuchy i baranice. Jednak kiedy znikły lampy naftowe, pojawił się prąd, coraz częściej mówiono o potrzebie zakupu telewizora. Ale co z tego, kiedy nie było własnego domu kultury.

Pięćdziesiątka stuknęła

Prywatnie ludzi na taki luksus nie było stać. Powstał więc, dzięki pomocy pani Zofii, społeczny komitet budowy domu kultury. Byli w nim: Franciszek Tymiński, Władysław Omelańczuk i Stanisław Łupiński, I w 1959 roku stanęły mury.
Pani Zofia wreszcie mogła realizować swoje pomysły, a mieszkańcy ciekawie wypoczywać. Nieraz w domu kultury były wielkie tłumy. Wielkim sukcesem kierowniczki placówki była płonkowska kapela ludowa, która jest znana nie tylko na Podlasiu.

Zachęciła liczną grupę do twórczości ludowej. Hafty regionalne robiły kobiety a nawet dzieci i młodzież.

Kultura w PRL-u

Listopad należy do miesięcy smutnych. Taka też atmosfera tchnie ze stron kroniki z 1970 roku. Wtedy to w ośrodku kultury odbyło się spotkanie z ludnością na temat: "Polityka rolna państwa w świetle aktów normatywnych".

Plebania jest za płotem, kościół naprzeciwko, więc jak nic ksiądz dobrodziej uczestnictwo w tak atrakcyjnym spotkaniu zadał na pokutę.

Jednak najczęściej lekarstwem na zimową nudę były liczne wizyty aktorów i zespołów muzycznych. Klub pękał w szwach.

Za to 3 marca 1971 roku inż. Tadeusz Roszkowski, inspektor wdrożeniowy z IUNG w Szepietowie oraz Stanisław Antończuk, sekretarz PK ZSL w Łapach oraz radni PRN spotkali się z rolnikami, aby omówić aktualne problemy związane z rozwojem rolnictwa. Na osłodę w następnym tygodniu publiczność usłyszała koncert pt. "Melodie na dwa serca".

W czerwcu aż 45 osób wysłuchało prelekcji doktora Ruszczyńskiego o zwalczaniu chorób wenerycznych. Nie działo się więc dobrze w tej wsi kościelnej, bo doktor nie mówił o zapobieganiu, a raczej skutkach...

Tydzień później pani Janina Gierałtowska pokazała gospodyniom jak należy robić pastę z twarogu i ryb oraz kokktaile z zsiadłego mleka o smaku czekoladowym, truskawkowym i porzeczkowym.

Z kolei 14 października z działaczami miejscowego Koła ZMW spotkali się powiatowi funkcjonariusze MO, aby omówić stan bezpieczeństwa w GRN Płonka Kościelna.

Młodziez tez otrzymała nowe zadania. Teraz można o nich czytać w teczkach IPN. Gościem spotkania był mjr Jan Banaszuk z PSW w Łapach. Nie był radosny ten 1971 rok, bo nawet zakończył sie pogadanką z okazji 30-lecia PPR.

Za to wielką popularnością cieszył się występ iluzjonistyczny pt. "Fatamorgana na uczcie". A, że odbył się 8 marca, więc salę wypełniły panie. Co niektóre po powrocie do domu miały chyba dalszy ciąg tego programu. Wiadomo przecież, że w Dzień Kobiet świętowali kiedyś głównie mężczyźni. I to jeszcze jak! Fatamorgana i już.

Rok później

W kulturze nie było wesoło. Bo cóż to za radość dla młodzieży, kiedy tematem spotkania było omówienie tez VII Plenum PZPR. Tortury i nic więcej. Ale uchwalono budowę boiska do piłki nożnej. Oczywiście społecznie, tzn. siłami ZMS, ZMW i OSP.
Wielkim sukcesem rękodzielników z Płonki zakończył się ogólnopolski konkurs sztuki ludowej. Pierwszą nagrodę za płachty ludowe zdobyły panie Janina i Stanisława Płońskie. Nagrodę specjalną za zestaw tkanin otrzymała Emilia Makowska. Wszystkie z Płonki Kościelnej.

W klubie musiało jednak stać się coś niedobrego, bowiem na spotkanie z młodzieżą przyjechał sam sierżant MO Ryszard Łupiński.

W 1973 roku przy WDK w Płonce powstała kapela ludowa w składzie: Jan Giermoła - solista, Władysław Żur - skrzypce, a także Stanisław Łupiński, Henryk Łapiński, Jan Płoński i Stanisław Łapiński. I od razu zdobyli I miejsce na przeglądzie powiatowym. A w 1976 roku na choince noworocznej bawiło się ponad 300 dzieci. To były czasy!

Może więc Marta Dzielnicka tchnie nowe życie. Bo każdy widzi, że stara się jak może. Dorośli garną się do niej i pomagają. Tylko pani Marta marzy, aby zaczęły tu przychodzić również dzieci. Dopiero wtedy byłaby szczęśliwa...

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie