Węgry to nie tylko Budapeszt i Balaton. Debreczyn jest wart zobaczenia (zdjęcia)

Aleksander Miśkiewicz
Koniarz demonstruje swoje umiejętności. Archiwum prywatne
Nie trzeba jechać na drugi koniec świata, żeby odkryć uroki egzotycznej i tajemniczej krainy. Puszta, węgierski step, na którym pasą się dziwne zwierzęta, zadziwi nawet wytrawnego turystę.
Koniarz demonstruje swoje umiejętności.
Koniarz demonstruje swoje umiejętności. Archiwum prywatne

Koniarz demonstruje swoje umiejętności.
(fot. Archiwum prywatne)

Jeszcze nie tak dawno pełne autokary wyruszały z każdego większego miasta w Polsce w kierunku Węgier. A cel podróży ich pasażerów był wyłącznie handlowy.

Tylko nieliczni jechali, aby podziwiać uroki Budapesztu i innych miast węgierskich lub odpoczywać nad Balatonem. Ale te czasy minęły. Dziś często obierając za cel podróży południe Europy, przeważnie mijamy kraj naszych przyjaciół, zatrzymując się w nim na krótko dla posiłku i noclegu. Jedynie osoby pragnące podreperować swoje zdrowie w ciepłych wodach węgierskich uzdrowisk, zatrzymują się tam na dwutygodniowy pobyt.

Nie tylko Budapeszt i Balaton

Oczywiście nadal pozostaje dla nas atrakcyjny Budapeszt i Balaton. Ale Węgry mają o wiele więcej ciekawych miejsc, które warto odwiedzić. Proponowałbym zorganizować wycieczkę do wschodniej części tego kraju, mam tu na myśli Debreczyn i położony w pobliżu jego Hortobágy.

Debreczyn liczy obecnie około 280 tysięcy mieszkańców. Chociaż miasto istniało już w średniowieczu, to jednak jego zabudowa pochodzi z przełomu XIX/XX wieku. Uwagę zwracają piękne kamienice secesyjne.

Główny plac Debreczyna nosi imię Kossutha, bohatera narodowego Węgier, który razem z naszym gen. Józefem Bemem walczył przeciwko Austriakom o niepodległość swego kraju w 1848 roku. Pomnik Kossutha wznosi się przed Zborem Kalwińskim, nazywanym ze względu na jego monumentalność Wielkim Kościołem Kalwińskim.

Festiwal Kwiatów jak Oktawa Kultur

Będąc w Debreczynie natrafiłem na wspomnianym placu na jarmark różnorodności, bo tak można było go nazwać. Czego tam nie było: stragany z owocami i jarzynami, budy z winem z winogron i porzeczek, z poczęstunkiem darmowym po wypitej lampce, inne stragany pełne pamiątek. Poczułem się trochę jak na Jarmarku Kaziukowym w Białymstoku. Towarzyszyła mi moja znajoma Iboyla Takaćś, filolog języków słowiańskich na Uniwersytecie Debreczyńskim, mówiąca doskonale po polsku.

Jeśli porównać Debreczyn do Białegostoku, to oprócz uniwersytetu i uczelni medycznej, znajduje się tu opera i teatr dramatyczny. W połowie sierpnia odbywają się Festiwale Kwiatowe, na które przybywają licznie zespoły folklorystyczne z całej Europy, tak jak u nas na Oktawę Kultur.

W mieście kursują autobusy i tramwaje. Te drugie jeżdżą nie czyniąc hałasu. Szybko przemieszczają się z jednego końca miasta na drugi. A kiedy ruszą w Białymstoku? Chyba nigdy.

Autor z węgierską przewodniczką Ibolyą Takaćś na puszcie, za nimi przygotowujący się do popisu koniarze.
Autor z węgierską przewodniczką Ibolyą Takaćś na puszcie, za nimi przygotowujący się do popisu koniarze. Archiwum prywatne

Autor z węgierską przewodniczką Ibolyą Takaćś na puszcie, za nimi przygotowujący się do popisu koniarze.
(fot. Archiwum prywatne)

Wyruszamy w step

Moja miła przewodniczka Ibolya, która także zna język turecki i studentów z Turcji uczy węgierskiego, zaproponowała mi wycieczkę do niedalekiego Hortobágy, położonego na skraju puszty - węgierskiego stepu. W miasteczku tym stale odbywa się jarmark, głównie pamiątek, gdyż nieustannie odwiedzają je turyści. Bywają też Polacy, dlatego kupując bilety na dwugodzinną przejażdżkę furmanką po puszcie, otrzymałem o niej informator w języku polskim.

Podczas przejażdżki w specjalnie przystosowanej dla pasażerów furmance, wyposażonej w ławy dla starszych po bokach i ławę w środku dla dzieci, przebrana za kowbojkę przewodniczką siedząca obok woźnicy, opowiadała nam o puszcie, ale po węgiersku. Na szczęście ze mną była Ibolya, z której wyjaśnień skorzystali inni turyście z Polski. Pozostali pasażerowie byli Węgrami.

Nie da się opisać węgierskiego stepu. Tam trzeba się samemu wybrać, aby zobaczyć popisujących się na koniach tamtejszych koniarzy, cikoszy. Pojawiali się nagle, wyczyniając akrobacje na koniach i znikali, aby znów pojawić się, już daleko na horyzoncie - prawie jak fatamorgana. Zjawisko to ponoć można zauważyć na puszcie.

Kudłate świnie i srebrzyste krowy

Na tym węgierskim stepie zobaczymy pasące się szare krowy i taplające się w błocie bawoły. Zdziwimy się na widok świń, które strzyże się podobnie jak owce, a ich sierść wykorzystywano w przeszłości do wyrobu czapek i koców dla wojska. Mięso tych kosmatych świń jest bardzo smaczne i prawdopodobnie nie zawiera cholesterolu.

Na stepie można fotografować wszystko dookoła, a koniarze chętnie pozują do zdjęć.

Po powrocie do miasteczka warto jeszcze zajrzeć do miejscowego muzeum, aby dowiedzieć się jak żyli mieszkańcy puszty w dawnych czasach. A potem już pędem do restauracji, na doskonałe dania kuchni węgierskiej, jak zawsze z papryką, inaczej nie czułoby się, że jesteśmy na Węgrzech.

Iboyla Takaćś dwukrotnie przebywała w Białymstoku. Nasze miasto przypadło jej bardzo do gustu. Była w Białowieży i na Szlaku Tatarskim. Być może w tym roku znowu do nas zawita.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie