Walka z nałogiem

Adam Czesław Dobroński adobron@tlen.pl
Ul. Fabryczna, ale już w latach 1952-1953. Fotograf Mieczysław Wałuszko, a na planie pierwszym przedwojenna siedziba Polskiego Prywatnego Gimnazjum i Liceum im. Henryka Sienkiewicza.
Ul. Fabryczna, ale już w latach 1952-1953. Fotograf Mieczysław Wałuszko, a na planie pierwszym przedwojenna siedziba Polskiego Prywatnego Gimnazjum i Liceum im. Henryka Sienkiewicza.
Rzecz będzie o sposobie, w jaki żona odzwyczaiła męża od picia alkoholu. Historyjka to prawdziwa, z roku dawno przeszłego, bo 1938.

Opowiadali ją sobie do woli mieszkańcy Białegostoku z przyległościami. Chichotali przy tym, jakby im kto łaskotki pod pachami czynił. Dobrze zapamiętała owe niezwykłe zdarzenie mieszkanka spod numeru 49 przy ul. Fabrycznej. My dobawimy fakty zręczną - tak nam się wydaje - grą słów.

W roli bohaterów opowieści wystąpią właściciele sklepu mięsnego, też z ulicy Fabrycznej, posesja nr 18. Była to zacna, bezdzietna rodzina wyznania ewangelickiego. Może i z powodu życia tylko we dwoje on zaczął pić, bynajmniej nie wodę. Kochająca bez wątpienia żona bardzo przeżywała taki dyshonor, nie mówiąc już o narastającym zagrożeniu budżetu rodzinnego. Kiedyś srodze zeźlona powiedziała ślubnemu opojowi, że jak tak dalej potrwa, to pochowa go żywcem.
Słowo się rzekło, z pomocą sąsiadów powstał plan, kolektyw czekał na hasło. Nadszedł ten dzień. Życzliwi przywieźli pijanego do nieprzytomności męża w małżeńskie progi i to był sygnał do rozpoczęcia akcji. Usłużni sąsiedzi na życzenie połowicy rzeźnika nabyli za całe 100 zł upatrzoną wcześniej trumnę. Z kirchy przyniesiono lichtarze i zapalono świece, "zmarłego" ubrano w najlepszy garnitur, po czym ułożono go na twardym posłaniu.

Po obu stronach domowego katafalku zasiadły wtajemniczone rodziny, w żałobnych strojach i ze sztucznie zbiedzonymi minami. Ogrywali swą rolę jak zawodowi aktorzy, modlili się pobożnie. Po jakimś czasie "zmarły" przebudził się, bo też wygody nie miał żadnej. Przejrzał - z trudem - na zapluszczone oczy, wykonał nagły skok z trumny na podłogę i ledwie trafił w drzwi.

Nie było go w domu ze dwa tygodnie. Już żonkę złe myśli zaczęły nachodzić, w okno tęsknie wyglądała. I wreszcie, co za radość, wrócił pan domu, do tego całkowicie wyleczony z nawyku. Zapanowała harmonia małżeńska, a trumnę odsprzedano przy najbliższej okazji sąsiadom za jedyne 20 zł, bo szczęśliwi grosza nie liczą. Wyszło na to, że wszyscy uczestnicy zdarzenia z ul. Fabrycznej byli zadowoleni z tej niezwykłej terapii: mąż jako bywszy już pijanica, żona bezmiernie kochająca i licząca kasę, a sąsiedzi także.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie