W wagonach kolejowych biegały myszy i woniało niemiłosiernie

Adam Czesław Dobroński [email protected]
Harcerz raczej przed wyjazdem na obóz, niż powrocie. Mundur ma wygląd przyzwoity, a brzuch nie schował się całkiem do środka.
Harcerz raczej przed wyjazdem na obóz, niż powrocie. Mundur ma wygląd przyzwoity, a brzuch nie schował się całkiem do środka. Fot. Archiwum
W wagonach kolejowych ścisk panował niemiłosierny, często woniało, a myszy biegały tabunami. A okno trudno było otworzyć.

Popatrzcie Państwo na tego harcerzyka. Mina pozornie poważna, niewinne oczęta (niebieskie?), aktorskie ułożenie prawej ręki i palca wskazującego. W rękach tablica metalowa do zawieszania na hakach przymocowanych do zewnętrznych ścian wagonów.

W tle wagony, które przeszły do legendy. Na mojej stacji (ojciec był kolejarzem) nazywano je kowbojkami, a opisując dokładniej podawano cechę wielce charakterystyczną: co okno to drzwi. Wzdłuż takiego wagonu biegły drewniane schody (jak kładki). Służyły one znakomicie gapowiczom (zającom - to rusycyzm) do zabawy w kotka i myszkę z konduktorem lub kontrolerem, czyli łapaczem lub kanarem.

Mało kto wie, że określenie kanar urobiono od barw kanarkowych (m.in. sznury), które przed wojną nosiła wojskowa żandarmeria. Wracam jednak do wagonów, wspominając sentymentalnie, jak wieczorem, gdy zapadał zmierzch, pan konduktor (konduktorek jeszcze nie wymyślono) przechodził korytarzem (zamykanych przedziałów nie było) i zapalał lampy gazowe wiszące na suficie.

Co za nastrój! Choć prawdę mówiąc, to na ogół ścisk panował niemiłosierny, często woniało, a myszy biegały tabunami. I tylko wprawni pasażerowie mogli opanować sztukę otwierania okna z pomocą parcianego pasa.

Jeszcze odniosę się do stopni. Kiedyś z kolegami z akademika wybraliśmy się ciuchcią z Warszawy Wileńskiej do Radzymina, by obejrzeć cmentarz bohaterów 1920 roku. Była słoneczna niedziela, więc okazało się, że najlepsze miejsca są właśnie na tych zewnętrznych stopniach. Starzy bywalcy, siedząc na nich jak na ławkach, czytali "Ekspresiaka" lub zagadywali do mijanych znajomków. A samowarek sapał, iskrzył, pogwizdywał.

Kolejka radzymińska została zbudowana w 1899 roku i planowano ją przedłużyć do Łomży! Pewnie by miała sypialne wagony. W przejeżdżającym wówczas przez Białystok ekspresie Petersburg - Paryż - Nicea (Cannes) były wagony klubowe z przedziałami do gry w karty, a czytałem i o wagonach - baniach. W kowbojkach, zwłaszcza zaraz po wojnie, jeździło się również pozaklasowo, czyli na dachu. Tego osobiście nie doświadczyłem, bo smarkatym na takie luksusy nie pozwalano.

Wracam do zdjęć. Mam we własnym archiwum fotkę, na której widać nogi (dwie) do kolan i stos gruzu. Co w tym osobliwego? To było w wolnym już od Sowietów Wilnie. W pociągu dowiedziałem się, że poprzedniego dnia rozbito pomnik towarzysza Leninasa, więc prosto ze stacji popędziłem uwiecznić skwer bez wodza rewolucji. Stanąłem na ruinie, a uproszona kobieta zrobiła mi pamiątkowe zdjęcie. Udało się, tylko za bardzo w dół skierowała obiektyw sojuszniczego FED-a. Takich opowieści można nazbierać na pęczki, więc czekam na nie.

Co zaś się tyczy harcerzyka, to dodam, że ten dziś prezentowany został uwieczniony 6 sierpnia 1932 roku, zatem w czasie tzw. akcji letniej. Raczej przy wyjeździe na obóz niż powrocie, bo mundur ma wygląd przyzwoity, a brzuch nie schował się całkiem do środka.

Jest na odwrocie fotografii jeszcze literka "G". Może wskazuje na stację kolejową w Grodnie? Tego się już nie dowiemy. Dodam tylko, że w Grodnie stał jeszcze długo "za drugiego Sowieta" dworzec bardzo podobny do białostockiego, ale zwyciężyła opcja na nowoczesność.

No, to jeszcze raz popatrzmy na zdjęcie. Może nasz druh chciał wysłać fotkę zbyt natrętnej druhnie, by dała mu spokój, bo jest zajęty? Śmieszny jest i jego berecik z antenką, a o dużej sile witalnej właściciela świadczą zawinięte rękawy (jak u rzeźnika).

Mój druh drużynowy zwykł mawiać, że harcerz ma się uśmiechać nawet jak śpi. Powaga jest potrzebna - pouczał - tylko podczas jedzenia z menażki, gdyż należy uważać, by nie połknąć na ten przykład muchy plujki.

Odmienne zdanie miał szef kompanii studentów podchorążych dowodząc, że w regulaminie nie ma paragrafu o szerzeniu zębów. I słusznie - tokował - boby kompania zmieniła się w cyrk lub jakieś inne rykowisko. Niestety, nie udało nam się zrobić z nim pożegnalnego zdjęcia. Taki durny, to nie jestem - tłumaczył (mało przekonywująco) - cyknę z wami foto, a taki jeden z drugim podchorąży wyśle je potem do swej zagranicznej [usunięte przez cenzurę obyczajową] i wydrukują mnie we wrogiej gazecie. I wstyd jak w mordę wziąć od [tym bardziej usunięte przez cenzurę].

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie