https://poranny.pl
reklama

W V LO obyły się XXV Podlaskie Mistrzostwa w Ortografii. Sprawdź, z jakimi dyktandem zmierzyli się uczniowie

Magda Ciasnowska
fot. fot. Wojciech Wojtkielewicz
W V Liceum Ogólnokształcącym im. Jana III Sobieskiego w Białymstoku zorganizowano XXV edycję Podlaskich Mistrzostw w Ortografii. Uczniowie zmierzyli się z wymagającym dyktandem.

Konkurs odbywa się w tej szkole już ćwierć wieku i stał się jej znakiem rozpoznawczym. Jak podkreśla nauczycielka języka polskiego Maria Lompart, inicjatywa ma na celu pielęgnowanie poprawnej polszczyzny. Zwraca też uwagę, że w czasach powszechnego upraszczania języka i życia warto wracać do jego podstaw.

- Trudno wyobrazić sobie początek wiosny bez tego wydarzenia. Mistrzostwa stały się wizytówką naszej szkoły. Słyniemy z tej imprezy i co roku robimy wszystko, by przebiegała jak najsprawniej i przyciągała młodych uczestników, mimo że współczesne realia nie sprzyjają ani ortografii, ani dbałości o piękno języka - przyznaje polonistka.

quiz

Co może policjant, a czego nie? Sprawdź, czy znasz swoje prawa

1/15

Czy można dostać mandat za palenie papierosów w samochodzie?


W tegorocznej odsłonie mistrzostw wzięło udział 28 uczniów szkół podstawowych i średnich z Białegostoku oraz regionu.

Tekst dyktanda, jak co roku, przygotowali nauczyciele języka polskiego z V LO. Jego autorka podkreśla, że uczniowie biorący udział w konkursie nie mieli powodów do stresu.

- Polska gramatyka i ortografia są na tyle piękne, że nie powinny budzić obaw - mówi Agnieszka Cecha. - Przygotowałam dyktando, którego tematyka koncentruje się wokół okresu międzywojennego oraz historii naszego miasta. Pojawiają się w nim interesujące określenia, a także nazwy miejsc i budynków, które dziś są już niemal zapomniane, choć nadal warto je poznawać i do nich wracać, zwłaszcza będąc młodym człowiekiem.

Ponieważ dyktando dotyczy międzywojnia, zawiera również słownictwo, które może być dziś mniej znane wśród młodzieży.

- Można tu przywołać znane słowa: granice mojego języka są granicami mojego świata. Język wiele o nas mówi, dlatego należy go szanować i pielęgnować. Ortografia rozwija logiczne myślenie, pomaga lepiej zrozumieć siebie i zmierzyć się z czymś wymagającym, a dziś także w pewnym sensie elitarnym, jakim jest poprawna polszczyzna. Uczniowie, którzy zdecydowali się wziąć udział w dyktandzie, nie tylko sprawdzą swoje umiejętności, ale również poszerzą wiedzę.

Dalsza część materiału pod wideo
emisja bez ograniczeń wiekowych

Wyniki konkursu oraz wręczenie nagród zaplanowano na 14 kwietnia o godzinie 10:00.

Tekst dyktanda

Nie do końca pogrzebane sekrety Białegostoku

Gdy nieopodal białostockiej Synagogi Mohylewera, w pobliżu cekhauzu w półmroku podcieni i przechodnich wierzej, gdzie handlujący chałwą Karaimi współegzystowali z chasydami, Żmudzinami, esaułami i zruszczonymi urzędnikami niedawnego generał-gubernatorstwa, pojawił się Aaron Chaim Różański, rzekomo pochodzący z Ejszeryszek, nikt nie przypuszczał, że oto zachybotał się podlaski półświatek.

Ów przybyły w przeddzień niepozorny, lecz nad wyraz zażywny Białostoczanin wagi superpółśredniej/super półśredniej, mówiący wedle potrzeb – po polsku, chachłacku lub w jidysz, czmychał, niosąc vendettę, jatkę, wyobrażał bowiem wyrzut sumienia miasta.

Kiedy w burozielonobrązowej kamienicy przy ulicy Bóżniczej przyuważono nieprzykryte zwłoki Szymona Orzechowskiego, pół-Żyda, pół-Rusina, z nożem wrażonym pod żebro, nawet niechętni sensacjom śledczy z Chanajek i Piasków zamilkli w przerażeniu. Wokół potężnej skrzyni posażnej dostrzeżono porozrzucane różańce, przezuwki, nibyludowe chusty, kolaże fotografii i epistoły opatrzone post scriptum w jidysz.

W niechlujnych tancbudach, garkuchniach, przeróżnych spelunach chuliganów, chacharów, sutenerów i innych drapichrustów zaczęło morzyć bezbrzeżne zatrwożenie.

W cuchnącej piwnicy, gdzie wilgoć przeżera kości, znaleziono zeszyt zapisany niechlujnym charakterem pisma, w którym ktoś, poprawiając wyrazy po trzykroć, powtarzał: „żółć”.

W Restauracji Ermitaż, zadymionej od półtrzecia dnia na przyszarzałej etażerce stały podróbki szarosrebrzystobłękitnych jaj Faberge wprost z Imperium Rosyjskiego. Przy samowarze w ciemnym kącie siedzieli obok siebie Litwin, Moskal, Żyd, mówiąc półgłosem i nie patrząc sobie w oczy.

Na cmentarzu rabinackim odkryto symbol wyrżnięty nożem: krzyż splątany z hebrajską literą chet, czyli czyhający u drzwi grzech.

Zmierzch przyniósł chłód wpełzający pod kołnierze przestarzałych tużurków i kożuchów.

Cały Białystok tonął w półcieniu nie do końca pogrzebanych sekretów.

Zobacz też:

Polecane oferty
Wróć na poranny.pl Kurier Poranny