Upadłość konsumencka: Na 30 prób nikomu się nie udało

Magdalena Kuźmiuk
Upadłość konsumencka nie jest taka łatwa, jak się powszechnie wydaje
Upadłość konsumencka nie jest taka łatwa, jak się powszechnie wydaje Archiwum
Udostępnij:
Pod koniec marca upłynęły trzy lata odkąd obowiązuje ustawa o upadłości konsumenckiej. Jednak przez ten czas żadnemu białostoczaninowi nie udało się zbankrutować, choć starało się o to prawie 30 osób.

- Chyba sam diabeł mnie podkusił, żebym weszła do tego banku - mówiła Zofia. Przez dwa lata zdążyła zaciągnąć kredyty w pięciu bankach. Do spłaty z gigantycznymi odsetkami miała około 90 tysięcy złotych.

- Co mi odbiło, że ponarabiałam takich długów? Nie mam z czego ich teraz spłacić. Tyle pieniędzy... Co ja zrobię? Przecież nie mam z czego żyć - przerażona łapała się za głowę.

Pierwszą pożyczkę - 2500 złotych - wzięła w połowie 2007 roku, bo brakowało jej na życie. Potem wcale nie było lżej, więc postarała się o kolejny kredyt. Dostała też dodatkowe pieniądze na remont mieszkania. Musiała finansowo pomóc dziecku w organizacji wesela. Potem był kolejny kredyt, żeby spłacić wcześniejsze.

- Szłam ulicą, rozdawali ulotki o szybkim kredycie. Nie myślałam wtedy. Po prostu wchodziłam do banku i zaciągałam kolejny kredyt - rozkładała ręce.

Zofia, jako jedna z pierwszych, złożyła w białostockim sądzie wniosek o ogłoszenie upadłości konsumenckiej. To było w maju 2009 roku. Niedługo po tym, jak weszło w życie prawo, które mówi, że raz na dziesięć lat, bankrutować mogą nie tylko spółki, ale też "zwykli" ludzie, którzy nie prowadzą własnej firmy.

Zofia miała wtedy 54 lata. Ośmioro dzieci. Mieszkała w lokalu komunalnym, bez samochodu. Pracowała jako sprzątaczka w szkole. Zarobki: 870 złotych na rękę. Miesięczna rata kredytu: 2000 złotych. Na pomoc męża nie mogła liczyć.

Sąd jednak oddalił wniosek Zofii o upadłość konsumencką. - Sytuacja pani jest niewątpliwie trudna, jednak nie spełnia podstaw do ogłoszenia upadłości. Bo niewypłacalność dłużniczki nie wynika z żadnej wyjątkowej, niezależnej od niej sytuacji. Od daty zaciągnięcia pierwszego kredytu nie uległa zmianie - uzasadnił wtedy to postanowienie sędzia Maciej Głos.

Upadłość konsumencka: Zbyt biedni, by zbankrutować

Historia Krzysztofa, innego dłużnika, była podobna. Miał dwa kredyty, alimenty. Gdy w lipcu 2009 roku przyszedł do sądu prosić o bankructwo, nawet nie wiedział, jak bardzo jest zadłużony. - Mam 40 lat. Wyjechałem za granicę do pracy. Tam na pewno bym zarobił i spłacił te długi. Ale zacząłem mieć problemy z kręgosłupem i musiałem wracać - opowiadał. Zaczął pracę w zieleni miejskiej. Zarabiał 1000 złotych, a komornik na alimenty zabierał Krzysztofowi 600 złotych.

Sąd również nie uznał jego wniosku. Okazało się, że i on, i Zofia, są zbyt biedni, żeby zbankrutować. Nie mają mieszkań, samochodów, cennej biżuterii. - Dłużnicy nie mają majątku zdolnego pokryć koszty syndyka - podkreślał sędzia. Bo to, że ktoś sprzeda i podzieli między wierzycieli czyjś majątek, też kosztuje. Syndykowi trzeba zapłacić kilka tysięcy złotych. I z pokryciem tych kosztów musi liczyć się osoba, która chce zbankrutować.

Według statystyk, białostoczanin, który dziś składa wniosek o upadłość, to przeważnie osoba starsza lub w średnim wieku, która ma zaciągniętych kilka kredytów w bankach oraz różnych instytucjach finansowych i często wpadła już w pętlę kredytową.

Dłużnik w pętli kredytowej jest dyskwalifikowany

Przepis, umożliwiają przeciętnemu obywatelowi zbankrutowanie w świetle prawa, wszedł w życie 31 marca 2009 roku. Szybko zyskał aurę cudownego środka na kłopoty z długami. Do Sądu Rejonowego w Białymstoku, który rozpoznaje wnioski o upadłość konsumencką, wpłynęło wtedy 17 spraw. Rok później było sześć wniosków. W ubiegłym roku zaledwie cztery. Ani razu sąd nie ogłosił upadłości.

Realia pokazały, że prawo jest bardzo restrykcyjne, a skorzystać z niego można tylko w wyjątkowych sytuacjach. Kiedy kłopoty finansowe wzięły się z przyczyn niezależnych od dłużnika np. wypadek, choroba uniemożliwiająca podjęcie pracy, czy niezawiniona jej utrata. Dyskwalifikuje lekkomyślne branie kredytów.

Sędzia Wojciech Orzel z VIII Wydziału Gospodarczego, który zajmuje się takimi sprawami, zauważa, że minął okres entuzjazmu związanego z wprowadzeniem przepisu. - Na początku zdarzało się, że kierowano do nas wnioski nie o ogłoszenie upadłości konsumenckiej, a wręcz o "oddłużenie". W uzasadnieniu, w kilku zdaniach, napisane było tylko, żeby zwolnić taką osobę z płacenia wszelkich zobowiązań - wspomina sędzia.

Inne osoby dopiero na sali sądowej dowiadywały się, co tak naprawdę oznacza ogłoszenie upadłości konsumenckiej. - Zawsze na rozprawie informujemy dłużnika, czy ma świadomość, że w przypadku ogłoszenia upadłości cały jego majątek, łącznie z mieszkaniem czy domem, zostanie sprzedany. I wtedy zdarza się, że ludzie mówią "nie". Często opowiadają, że nie po to pół życia się dorabiali, aby wszystko stracić i wycofują wniosek - mówi sędzia.

Ustawa o upadłości przewiduje bowiem, że cały majątek dłużnika ma zostać sprzedany, a tak uzyskane pieniądze mają pokryć długi lub ich część, a także koszty postępowania. Z danych sądów w Polsce, które ogłaszały upadłość, koszty te mogą wynosić od kilkunastu tysięcy złotych nawet do 30 tysięcy złotych.

- Majątku ma wystarczyć nie tylko na zaspokojenie kosztów postępowania, ale też na co najmniej częściowe zaspokojenie wierzycieli. Upadłości nie ogłaszamy, żeby pokryć koszty, ale przede wszystkim, żeby zaspokoić wierzycieli - podkreśla Wojciech Orzel.

W przypadku, gdy zobowiązania zostaną pokryte tylko częściowo, resztę dłużnik ma spłacać według zatwierdzonego przez sąd planu spłat. To może trwać maksymalnie pięć lat. Dopiero po zrealizowaniu planu można starać się o umorzenie reszty zaległości. - Przez cały okres dłużnik musi pracować i zarabiać tyle, by utrzymać siebie, rodzinę. I zarobić na zrealizowanie planu spłaty - tłumaczy Wojciech Orzel.

Tylko 20 legalnych bankrutów

W Polsce, na około dwa tysiące wniosków, zbankrutowało niewiele ponad 20 osób. Jedną z pierwszych bankrutek została 50-letnia Ewa z Koszalina. Mając z mężem rozdzielność majątkową, podpisała mu weksel bankowy na 50 tysięcy złotych, który był zabezpieczenie pożyczki udzielonej jego firmie. Ale po jakimś czasie firma męża wpadła w tarapaty finansowe. Kontrahenci nie wywiązywali się ze swoich zobowiązań. W efekcie bank, a potem komornik, szybko upomnieli się o zaległości, które urosły już z odsetkami do 130 tysięcy złotych.

Ewie udało się zbankrutować. Kancelaria prawna, która prowadziła jej sprawę, zrobiła to za darmo. Aby opłacić koszty postępowania, kobieta oddała ostatnie oszczędności.

Inny przykład, z Warszawy. Martyna, menedżerka w dużej firmie. Samotnie wychowuje dziecko. W pracy - pod groźbą jej utraty - podżyrowała kredyt pracodawcy. Niestety, planowany biznes nie wyszedł. Szef ogłosił upadłość, a wysłany z banku komornik zapukał do drzwi Martyny. Upomniał się o pół miliona złotych - pożyczki razem z odsetkami.

Sąd pozytywnie rozpatrzył jej wniosek o upadłość, ponieważ Martyna przekonała go, że gdyby nie podżyrowała pożyczki, straciłaby pracę. Dodatkowym argumentem były jej wysokie dochody, które pozwoliły pokryć koszty upadłości, spłacić w ratach większą część zobowiązań. Za to, co zostawało, mogła utrzymać siebie i dziecko.

Kłopotliwe długi białostoczan

Z kolei liczby zebrane w innej sekcji białostockiego sądu rejonowego - groźnie brzmiącej sekcji egzekucyjnej - nie pozostawiają złudzeń: zwiększa się liczba białostoczan, którzy nie spłacają swoich długów na czas. Bagatelizują to. Reflektują się dopiero, kiedy do drzwi puka komornik. - To taka mała fabryka - mówi o kierowanej przez siebie sekcji egzekucyjnej sędzia Adam Czech.

W ubiegłym roku rozpoznano tu prawie 10 tysięcy spraw, rok wcześniej niecałe 11 tysięcy, a w 2008 roku tylko 4,6 tysiąca. To ponad stuprocentowy skok statystyk w tak krótkim czasie. Wynika z tego, że białostoczanie chętniej robią zakupy, finansując je z kredytów, np. ratalnych, których umowy podpisywane są w sklepach, ale pojawił się kryzys i przestali na czas spłacać swoje zobowiązania.

O ile w ostatnich latach sąd zajmował się w większości sprawami dotyczącymi właśnie niespłacanych kredytów ratalnych, teraz coraz więcej spraw dotyczy kredytów przedsiębiorców. - Dopiero, kiedy komornik puka do drzwi, ludzie orientują się, że sprawa stała się poważna - dodaje sędzia Adam Czech.

Po prawomocnym wyroku sądu, wierzyciel może pójść do komornika, który w jego imieniu będzie starał się odzyskać należność. Za jego usługi zapłacimy z naszego portfela. W sprawach o wyegzekwowanie pieniędzy komornik pobiera opłatę w wysokości 15 procent od ściągniętej kwoty. Przykładowo, niezapłacony na czas dwustuzłotowy mandat po wizycie komornika będzie nas kosztował około 560 złotych. Koszty komornika to np. wysyłka pism, jego dojazdy.

- Kiedy zapadnie prawomocne orzeczenie stwierdzające obowiązek zapłaty, płać od razu lub postaraj się porozumieć z wierzycielem. Nie czekaj na komornika - radzi sędzia Czech.

Imiona dłużników zmieniliśmy

Czytaj e-wydanie »

Zakupy róbmy racjonalnie a nie emocjonalnie KOMENTARZ

Wideo

Komentarze 13

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

m
majeczka

Jak czytam sobie o upadłości konsumenckiej to wydaje mi się, że kryteria zą naprawdę wyśróbowane. Nie każdemu opłaca się z niej skorzystać. Opłaca się osoą które posiadają duży majątek np w nieruchomośćiach a korzystają najczęściej emeryci i renciści.

h
ha
Mam 14000 tysięcy dlugu nic nie mam a komornik nie ma z czego sciągnać przedawni się po 10 latach i bede milionerem wesołego alleluja

za 10 lat nie kupisz za to bochenka chleba ale zycze powodzenia
e
epsilon
Mam 14000 tysięcy dlugu nic nie mam a komornik nie ma z czego sciągnać przedawni się po 10 latach i bede milionerem wesołego alleluja
s
swiatowiec
jak zwykle polska zle interpretuje przepisy unijne do ktorych niewatpliwie nalezy bankructwo...u nas bankructwo ma polegac na tym ze bankrut ma zostac bezdomnym i umrzec w ciagu 3 lat na ulicy a nie zyc dalej oodluzony..
w krajach unii mozna zostac bankrutem raz na 5 lat i nie jest to obwarowane widzimisiem sedziego sadu do ktorego zostal skierowany wniosek.
trzeba najpierw uzdrowic mozgi naszych sedziow a pozniej brac sie za wprowadzanie prawa unijnego na terenie polski a najpierw musimy zaczac od likwidacji imunitetow sedziowskich i wprowadzenia polis ubezpieczeniowych dla takowych od watpliwych wynikow ich pracy.
h
harpago
Coś wam się w główkach p o p i e r d o l i ł o, chłopcy! Za bardzo przejęliście się ideami Włodzimierza Iljicza, a komuna wyzionęła ducha już ponad dwadzieścia lat temu, co chyba wam umknęło!
W dzisiejszych pięknych czasach KAPITALIZMU to nie bank ma myśleć za swego klienta, tylko klient ma myśleć - przede wszystkim o sobie!
Z tego co wiem - nie ma przymusu brania kredytów i pożyczek - nieprawdaż?
I tu właściwie można skończyć nasze dywagacje - ale widzę, że czasem niektórym trzeba bardziej łopatologicznie - więc na frazę:"Przede wszystkim kto powiedzial ze oprocentowanie kredytow jakichkolwiek musi byc tak wysokie jak jest" odpowiem: A kto powiedział, że jeśli warunki ci nie odpowiadają musisz brać kredyt? Ja osobiście kiedy cena towaru jest za wysoka - nie kupuję i koniec! Takie to skomplikowane?
Kończąc powiem tak: SKRAJNYM DEBILIZMEM JEST BRAĆ KREDYT BEZ MOŻLIWOŚCI SPŁACENIA GO - A CAŁA WINA LEŻY PO STRONIE KREDYTOBIORCY.
A nieznajomość prawa szkodzi...

ty tez masz racje ale nie do konca. bank rowiez ma obowiazek sprawdzic osobe ktorej daje kredyt. dawanie kredytu osobom niesprawdzonym albo niewyplacalnym doprowadzilo do tego kryzysu jaki mamy teraz. nie ma kto ich zwrocic i banki maja problem bo nie maja kasy dla swoich wierzycieli czyli klientow i ciulaczy ktorzy wplacili mu pieniadze. on takze odpowiada za swoje decyzje tymze albo bedzie wyplacany i bedzie na rynku albo nie i zniknie. Choc oczywiscie. wielkie banki moglyby kupic ze trzy razy cala polske z jej dlugiem rzadem, zasobami naturalnymi i sejmem... Wiec czy tylko kredytobiorcy maja problem? w polsce pewnie tak. Mi jest szkoda tych ludzi ktorzy w lwiej czesci w dobrej wierze brali te kredyty a potem obudzili sie z reka w nocniku. Czy to ich wina. tak zgoda ich. Ale nie nalezy ich ot tak sobie skreslac zwlaszcza jesli mowimyo panstwie tak opiekunczym jak polska ktora decyduje praktycznie o wszystkim za swoich obywateli. obys ty nie znalazl sie w takiej sytuacji tego ci zycze, bo jesli powinie ci sie noga to przyznasz mi racje kiedy po upadlosci konsumenckiej zostaniesz w samej koszuli na grzbiecie....Polski rynek pracy, placy biznesow jest zbyt nieprzewidywalny zeby na 100% twierdzic ze mnie sie to niestanie zwlaszcza jesli masz kredyty... pozdro
G
Gość
Nie biorę kredytów.
B
Bóg Honor Ojczyzna
To ja Ci powiem że debilizmem jest dawać 2,5 tys zł dla osoby zarabiającej ledwie 800zł miesięcznie, wiedząc że ta osoba musi jeszcze wyżywić sibie i rodzinę, opłacić rachunki, kupić leki itp.
Dając kredyt liczą po prostu na to, że odzyska się go wraz z olbrzymimi odsetkami po iluś tam latach zarabiając na tym 300-500% wartości kredytu.
Dlatego właśnie takie firmy jak Provident mają się baaardzo dobrze, bo żerują na najuboższych.
Nie rozumiem w ogóle twojego zdziwienia że kobieta brała pożyczki, w końcu jak sama mówiła wszędzie reklamy zachęcające do wzięcia paru złocisz i niby to na niewielkie oprocentowanie, które później okazuje się astronomicznym.
Ktoś kto nie zaznał biedy nie rozumie jak mocno kusi biednego człowieka wzięcie kredytu i pozwolenie sobie na to na co pozwala sobie większość ludzi, choćby jak wspomniane wesele córki, czy nawet chęć zrobienia zakupów bez wyliczania na co sobie mogę pozwolić.
Ciebie stać na wszystko, masz pracę dobrze płatną, wykształcenie i pomoc rodziny, ale są ludzie zarabiający grosze, nie mający nikogo bliskiego, którzy gdy wpadają w szambo brną w nie jeszcze głębiej idąc do celu półśrodkami, czyli zadłużą mieszkanie i aby spłacić zadłużenie biorą kredyt na który w gruncie rzeczy ich nie stać.
Ja nie rozumiem takich ludzi jak ty, którzy widzą tylko jedna stronę medalu, a jest przecież i druga strona, tylko czy ty t rozumiesz, że matka bierze kredyt bo wysłanie córki do szkoły w nowym roku szkolnym to 1500zł wydatków?
Albo bierze kredyt bo córka wychodzi za mąż i pragnie z całego serca jej pomóc na starcie?
Ja mieszkam w mieszkaniu komunalnym, za 50 metrów płacę 740zł miesięcznie i ledwie stać mnie na to, do tego leki 300zł, prąd 130zł, kablówka 40zł, Internet 50zł, i podlicz sobie ile mam comiesięcznych wydatków i skąd mam brać kasę skoro nie pracuję bo jestem byłym wychowankiem domu dziecka, a z powodu zdrowia nie mogę pracować na wysokościach, przy maszynach w ruchu, w nocy, w pracy ciężkiej fizycznie.
Wykształcenia w domu dziecka też nie dają, bo nie ma komu pomóc, opłacić szkoły itp. a więc za 1 tys zł miesięcznie co mogę zrobić?!
W takim przypadku takie "nagabywanie" na wzięcie pożyczki kusi aż za bardzo, i też kiedyś z tym płynąłem, tylko po to by żyć, by nie zdechnąć z dziećmi z głodu!
H
Hawajczyk
chyba w rodzinie masz jakiegos bankowca....
szkoda ze nie kredytobiorce..
biznes to zysk ale nie za wszelka cene. jeden sparzony klient zabierze ci dziesieciu przyszlych. zawieszenie splaty kredytu wyglada pieknie jak sie kredyt bierze a ja slyszalem o przypadkach kiedy na wiesc o klopotach finansowych i checi porozumienia sie co do zmian zasad splacania kredytu reakcja banku byla propozycja splacenia kilkuletniego kredytu w 10 miesiecznych ratach. lepsza umowa co?
A tak poza tematem tej jalowej dyskusji naprawde wydaje ci sie ze zasady i skutki tej made in poland upadlosci konsumenckiej sa w porzadku? licytuja cie w 100% i zostajesz z tym co na grzbiecie? zaczynaj wszystko od poczatku od zera? nawet jersli popelniles blad i przeliczyles sie w przewidywaniu zdolnosci do zatrudniania cie przez twojego pracodawce, ze nie przewidziales kryzysu na swiecie ktory doprowadzi do bankructwa klientow twojej firmy... ze miales marzenia zeby choc troche polepszyc swoje zycie? mimo tego ze uwazam ze czlowiek powinien odpowiadacza swoje decyzje to jednak z takim rozumieniem bankructwa sie nie zgadzam... i mam do tego prawo.

Nie mam bankowca w rodzinie i nie mam kredytobiorcy (oczywiście mówię o najbliższej rodzinie) Jeden sparzony klient i ci których zabierze on dla banku to jest nic w porównaniu z ilością osób w Polsce która i tak weźmie kredyt. O zamrażaniu rat nie będę się wypowiadał bo nic o tym nie wiem tyle że słyszałem że coś takiego jest. A co do jałowej dyskusji to nie będę się wypowiadał bo mam bardzo negatywne nastawienie do kredytów i kredytobiorców ponieważ jeżeli bierzesz kredyt to w 99% masz nastawienie że go spłacisz + te odsetki, więc ja bym wołał poczekać te parę miesięcy na wakacje czy coś innego i mieć jeszcze więcej na to pieniędzy niż siedzieć w Grecji na plaży i się zamartwiać czy będę miał z czego go spłacić. Więc wracając do tematu myślę że nie mamy po co kontynuować tą rozmowę bo widzę że w jakimś stopniu bronisz tych ludzi a ja do nich nie mam szacunku, a co za tym idzie nigdy nie dojdziemy do porozumienia
h
harpago
chyba w rodzinie masz jakiegos bankowca....
szkoda ze nie kredytobiorce..
biznes to zysk ale nie za wszelka cene. jeden sparzony klient zabierze ci dziesieciu przyszlych. zawieszenie splaty kredytu wyglada pieknie jak sie kredyt bierze a ja slyszalem o przypadkach kiedy na wiesc o klopotach finansowych i checi porozumienia sie co do zmian zasad splacania kredytu reakcja banku byla propozycja splacenia kilkuletniego kredytu w 10 miesiecznych ratach. lepsza umowa co?
A tak poza tematem tej jalowej dyskusji naprawde wydaje ci sie ze zasady i skutki tej made in poland upadlosci konsumenckiej sa w porzadku? licytuja cie w 100% i zostajesz z tym co na grzbiecie? zaczynaj wszystko od poczatku od zera? nawet jersli popelniles blad i przeliczyles sie w przewidywaniu zdolnosci do zatrudniania cie przez twojego pracodawce, ze nie przewidziales kryzysu na swiecie ktory doprowadzi do bankructwa klientow twojej firmy... ze miales marzenia zeby choc troche polepszyc swoje zycie? mimo tego ze uwazam ze czlowiek powinien odpowiadacza swoje decyzje to jednak z takim rozumieniem bankructwa sie nie zgadzam... i mam do tego prawo.
H
Hawajczyk
1. Kredyty można zamrozić na jakiś okres z tego co wiem.
2. Jeżeli bierze się kredyt to każdy powinien wiedzieć jakie mogą być tego konsekwencje.
3. Każda firma czy to bank czy warzywniak chce jak najwięcej zarobić i nie zawsze jest tak kolorowo jak się wydaje.
4. Nie będą brać kredytów to będzie spokój i nie będzie płakania np. "jaka to ja biedna emerytka nie mam z czego spłacić bo bank mnie oszukał" A bank jej nie odpowie " było trzeba uważnie czytać umowę" bo w niej jest wszystko zawarte tylko że komu chce się to czytać. 99.9% osób nie czyta głupie umowy przy instalowaniu jakich kolwiek gier/programów przy instalacji na komputerze a żebym zrobił swoją grę i napisał tam że po tygodniu osoba która ja zainstalowała ma mi zapłacić 100zł to wtedy co by było?
5. A co do Pani z poczty to dobrze wiedziała co robi i nie jeden by jej zazdrościł pomysłu. Większość starszych osób jest bardzo naiwnych przykład to okradanie na tzw. wnuczka, A że kobietą do tego była ich znajomą to w tym momencie plan nie miał jak się nie udać. Morał z tego jest taki że nie ufaj nikomu
h
harpago
Masz czesciowo racje ale nie do konca. Przede wszystkim kto powiedzial ze oprocentowanie kredytow jakichkolwiek musi byc tak wysokie jak jest. no, chyba ze chodzi o nachapanie sie jak najszybciej kosztem szaraczkow... Po drugie od czego ten wlasciciel banku ma te tabuny doradcow konsultantow managerow itd. chyba wlasnie od tego zeby ocenic zdolnosc kredytowa klienta.... a nie ze pracuja na ilosc udzielonych kredytow Nie stac go na taki to zaproponowac mu jakikolwiek inny, na jaki sobie moze powzwolic. Ryzyko handlu powinno byc rozlozone 50/50 .celem kredytodawcy jest zarzniecie dluznika? to jest norma? na jakim swiecie zyjesz skoro nie wiesz ze czesto ludzie kiedy biora kredyty maja prace i wszystko wyglada ok za kilka miesiecy zaklad pada i zostaja z dlugiem ktorego nie sa w stanie wspacic i co wtedy? niech sie wali i pali aby tulko swoje pieniadza odzyskac? tak to ma wygladac? czasami tym ludziom trzeba troche oddechu zeby mogli zlapac drugi wiatr w zagle kilka miesiecy spokoju zeby moc rozejzec sie bez stresu za praca, renegocjowanie warunkow. a z bankiem nie jest latwo renegocjowac, czesto dzialaja z pozycji sily i przed tym nalezaloby ludzi chronic...skonczy sie to wszystko tak ze wogole ludzie nie beda brac kredytow. Bo zeby go brac to trzeba miec w kieszeni jego rownowartosc plus odsetki jako zabezpieczenie.
Oczywiscie, sa w polsce ludzie ktorzy kompletnie nie mysla i az sie prosza zeby byc baranami do zarzniecia. Przyklad to pani szefowa urzedu pocztowego gdzies w polsce ktora przekonala swoich klientow do brania kredytow w bankach po czym na gebe, bez zadnego pokwitowania czy papieru oddawali jej te pieniadze i teraz musza placic raty... Takich nie sieja, sami sie rodza. Rece opadaja.
Dlaczego ludzi sie nie edukuje, nie tlumaczy im sie o co w tym wszystkim chodzi, jakie sa zagrozenia, jakie maja prawa? zeby mogli realnie ocenic swoja sytuacje.....
H
Hawajczyk
To jest to jakiś debilizm i kpina.Ogloszenie bankructwa nie moze oznaczac zlicytowania dluznika w 100%. Przeciez to jest gorsze niz bycie dluznikiem. W takiej sytuacji nie masz nic. Kto z dobra praca i dochodami zglasza sie po wniosek o bankructwo. Polacy w 90%, gdyby mieli mozliwosc to splacaliby dlugi bez ponaglani i popedzania. ale czesto lichwiarskie oprcentowanie i zasady udzielania kredytow doprowadzają nie tylko do niewyplacalnosci ale tez do wiekszych tragedii rodzinnych. Bankructwo powinno umozliwic czlowiekowi uspokojenie sytuacji. Tak jak w cywilizowanym swiecie zoatawiaja mu dom, srodki na codzienne zycie i srodki konieczne do wykonywania pracy. Ustala sie jaka czesc dochodu moze przeznaczyc na splate dlugu. renegocjuje sie umowy z kredytodawcami. Oni tez do cholery powinni ponosic jakies ryzyko udzielania nieprzemyslanych decyzji a nie tylko nasylac komornikow i egzekutorow dlugu. Tu powinien obywatel byc chroniony po orzeczeniu bakructwa. Ale oczywiscie w tym poje***ym kraju wszystko jest postawione na glowie. wazne zeby bank i likwidator dostali swoje, czlowiek sie nie liczy. PRzeciez sadowe bankructwo w polsce to jak polozenie glowy pod topor... debilizm

Debilizm ale jeżeli byś pożyczył pieniądze komuś to myślę że też byś je w jakiś sposób chciał odzyskać. Dla mnie debilizmem jest te ogłaszanie bankructwa... bo jeżeli bierzesz kredyt i wiesz że nie będziesz miał z czego go spłacić to po co go brać? Jeżeli odsetki są dla ciebie zbyt duże to po co się w to pakujesz? Żebyś był właścicielem banku to też byś wysyłał komorników i czy facet ma miliony czy grosze to by cię to nie interesowało do kogo go wysyłasz. Więc skończ te swoje gadanie.
Najlepiej pozaciągać kredyty i potem płakać że się nie ma z czego je spłacić bo raty wysokie...

A co do redaktora to według Pana w dzisiejszych czasach mieszkanie w mieszkaniu komunalnym bez SAMOCHODU jest jakąś tragedią ?
h
harpago
To jest to jakiś debilizm i kpina.Ogloszenie bankructwa nie moze oznaczac zlicytowania dluznika w 100%. Przeciez to jest gorsze niz bycie dluznikiem. W takiej sytuacji nie masz nic. Kto z dobra praca i dochodami zglasza sie po wniosek o bankructwo. Polacy w 90%, gdyby mieli mozliwosc to splacaliby dlugi bez ponaglani i popedzania. ale czesto lichwiarskie oprcentowanie i zasady udzielania kredytow doprowadzają nie tylko do niewyplacalnosci ale tez do wiekszych tragedii rodzinnych. Bankructwo powinno umozliwic czlowiekowi uspokojenie sytuacji. Tak jak w cywilizowanym swiecie zoatawiaja mu dom, srodki na codzienne zycie i srodki konieczne do wykonywania pracy. Ustala sie jaka czesc dochodu moze przeznaczyc na splate dlugu. renegocjuje sie umowy z kredytodawcami. Oni tez do cholery powinni ponosic jakies ryzyko udzielania nieprzemyslanych decyzji a nie tylko nasylac komornikow i egzekutorow dlugu. Tu powinien obywatel byc chroniony po orzeczeniu bakructwa. Ale oczywiscie w tym poje***ym kraju wszystko jest postawione na glowie. wazne zeby bank i likwidator dostali swoje, czlowiek sie nie liczy. PRzeciez sadowe bankructwo w polsce to jak polozenie glowy pod topor... debilizm
Dodaj ogłoszenie