Trzęsienie ziemi w Japonii. Jerzy Czerniawski był wtedy w Tokio

Janka Werpachowska
, białostoczanin, przeżył w Tokio trzęsienie ziemi
, białostoczanin, przeżył w Tokio trzęsienie ziemi Wojciech Wojtkielewicz
Udostępnij:
Trzęsienie ziemi i tsunami w Japonii. W Tokio był wtedy Jerzy Czerniawski, baloniarz z Białegostoku.

Jerzy Czerniawski, baloniarz z Białegostoku, na lotnisku w Tokio wylądował 10 marca, żeby bez problemów zdążyć na rozpoczynające się następnego dnia obrady Międzynarodowej Komisji Balonowej. Jako członek Stowarzyszenia Klub Balonowy Białystok, jest jedynym przedstawicielem Polski, który brał udział w obradach tego gremium.

- Siedzibą Międzynarodowej Komisji Balonowej jest Lozanna - opowiada. - Ale już wiele miesięcy temu baloniarze z Japonii postanowili, że zorganizują tegoroczne spotkanie u siebie.
Wszystko drży, obrady trwają

Hotel, w którym zamieszkał nie był zbyt oddalony od dziewięciopiętrowego budynku, w którym baloniarze z całego świata mieli prowadzić dwudniowe obrady.

- Spotkaliśmy się w piątek rano, w sali konferencyjnej na siódmym piętrze. Nic nie wskazywało na to, że ten dzień przyniesie tak dramatyczne wydarzenia - wspomina pan Jerzy.
Bo przecież nikt, kto bywał już w Japonii, nie będzie się przejmował faktem, że grunt pod nogami lekko się trzęsie.

- Właściwie to cały dzień dawało się odczuć delikatne drgania, przypominające kołysanie na łódce lub turbulencje w samolocie. Charakterystyczne jest, że są to ruchy ziemi zupełnie nieprzewidywalne, nieregularne. To sprawia, że człowiek czuje się niepewnie - opowiada o swoich odczuciach.
Tuż po południu zarządzono przerwę na lunch. I dopiero po wznowieniu obrad naprawdę zaczęło być strasznie.

- Te niekontrolowane wstrząsy stawały się coraz częstsze i silniejsze. Ale widzieliśmy, że nasi przyjaciele z Japonii nie przejawiają żadnego niepokoju, jakby nic się nie działo. No to i my udajemy, że wszystko jest w porządku, że nie robi na nas żadnego wrażenia, że podłoga rusza się pod stopami.
Jednak w pewnej chwili ktoś na sali już nie wytrzymał, zawołał głośno, że może trzeba przerwać obrady.
- Proszę państwa, nie ma powodów do niepokoju - odpowiedział prowadzący zebranie baloniarz z Luksemburga.

Japończycy też trwali na swoich miejscach niewzruszeni. To wszystkich uspokoiło.

Trzęsienie ziemi

Nagle sytuacja się zmieniła. Budynkiem potężnie zakołysało. Podłoga przestała być pozioma, a ściany już nie trzymały pionu.

- Ze stołów zaczęły spadać butelki z wodą mineralną. Statywy, na których wisiały mapy, najpierw wykonały kilka przechyłów, zanim się przewróciły. Żaluzje zaczęły żyć własnym życiem, fruwając na wszystkie strony - opowiada Jerzy Czerniawski. Nawet po kilku dniach te wspomnienia budzą w nim emocje.
Wobec takich zjawisk już nikt nie pytał, czy aby nie warto przerwać obrad. Wszyscy rzucili się do wyjścia. Kiedy są takie silne wstrząsy, windy automatycznie przestają działać. To nie znaczy, że zatrzymują się między piętrami. Dojeżdżają do najbliższej kondygnacji i wypuszczają pasażerów. To jeden z przejawów japońskiej umiejętności przystosowania się do życia w stanie ciągłego zagrożenia wstrząsami sejsmicznymi.

- Zbiegaliśmy po schodach z siódmego piętra jak najszybciej, bo każdy wiedział, że trzeba opuścić budynek, kiedy jest takie silne trzęsienie ziemi. Ja się spieszyłem, bo bardzo się bałem, że może odpaść jakiś element ściany czy sufitu, zablokować klatkę schodową i odciąć drogę ewakuacji. Siedem pięter biegiem, to niby niewiele czasu, ale jednak wystarczająco dużo, żeby przemyśleć wiele spraw, prawie całe swoje życie.
Baloniarz z Białegostoku z podziwem mówi o Japończykach, którzy spokojnie, bez pośpiechu, schodzili po schodach.

Film katastroficzny na żywo

Tokio to dżungla wysokich pod niebo budynków z betonu, szkła i stali.

- Widok, jaki ujrzałem po wyjściu z budynku, był niesamowity - opowiada Jerzy Czerniawski. - Ponieważ to był normalny dzień pracy, ze wszystkich budynków wyszły setki, może tysiące ludzi. Szeroka, sześciopasmowa jezdnia miała pas zieleni po środku - to było najlepsze, najbardziej bezpieczne miejsce. Chociaż, kiedy zobaczyłem kilkudziesięciopiętrowe szklane drapacze chmur wyginające się na wszystkie strony, to zwątpiłem, że uda się to wszystko przetrwać bez szwanku. Każdy budynek odginał się w inną stronę. To wyglądało jak jakiś makabryczny taniec, jak sceny z filmu katastroficznego.
Kiedy najsilniejsze wstrząsy się skończyły, baloniarze wrócili na obrady.

- Oczywiście, rozmawialiśmy też o tym, co się wydarzyło. Japończycy dostawali na bieżąco informacje na telefony komórkowe, tamtejsze sieci oferują taką usługę. Ale nic nam nie mówili, może nie chcieli nas straszyć. A może uważali, że taka wiedza jest nam zbędna, bo nie dotyczą nas te wydarzenia bezpośrednio. O tsunami dowiedziałem się z SMS-a od córki.

Jerzy Czerniawski na szczęście był tylko w Tokio, które nie ucierpiało zbyt mocno podczas ubiegłotygodniowego trzęsienia ziemi. Kilka zniszczonych budynków, kilka pożarów - i to właściwie wszystko.

- To jest niesamowite, że Japończycy opracowali takie doskonałe technologie budowlane, dzięki którym budynki pozostają nienaruszone. Nie rozbiła się żadna szyba. Takie wstrząsy, jak te w Tokio, w niczym nie zakłócają normalnego życia. Metro staje - ale kiedy tylko sytuacja się uspokaja, znowu rusza.
W piątek wieczorem, po pierwszym dniu obrad, japoński aeroklub organizował przyjęcie dla swoich gości. Niektórzy myśleli, że może będzie odwołane.
- Odbyło się normalnie - śmieje się pan Jerzy. - Japończycy tylko przepraszali, że nie ma jedzenia, bo kucharze uciekli. Były tylko napoje. Ale nasi gospodarze zorganizowali kolację, którą dostarczono nam z innej restauracji.

Wieczorem jeszcze trzeba się było wdrapać na szóste piętro, do pokoju hotelowego.

- Na szafce nocnej przy łóżku zobaczyłem latarkę - niezbędne wyposażenie w takim czasie.
- Najgorsze w tym wszystkim jest nieopuszczające człowieka przez cały czas poczucie niepewności i zagrożenia. Nie wiadomo, czy ziemia zatrzęsie się ponownie za chwilę, czy za kilka godzin. Czy tylko lekko zadrży, czy będzie to potężny wstrząs.

Trzęsło w nocy, trzęsło podczas sobotnich obrad, i trzęsło jeszcze w niedzielę rano, na lotnisku. Do ostatniej chwili nie było wiadomo, czy uda się na nie dojechać. Na szczęście został przywrócony ruch autobusów. Nie trzeba było wydawać 250 euro na taksówkę.

- Tych kilka dni w Japonii to była solidna dawka adrenaliny - przyznaje Jerzy Czerniawski. - O ogromie tej tragedii dowiedziałem się wszystkiego dopiero w Polsce, z naszych programów informacyjnych.

Czytaj e-wydanie »

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Kurier Poranny
Dodaj ogłoszenie