Tomasz Gorazdowski - Przez trzy Ameryki

Jerzy Doroszkiewicz
"Przez trzy Ameryki” to właściwie dziennik podróży i spotkań z Polakami. Jak się okazuje – nasi rodacy są wszędzie i często szczycą się swoim pochodzeniem.
"Przez trzy Ameryki” to właściwie dziennik podróży i spotkań z Polakami. Jak się okazuje – nasi rodacy są wszędzie i często szczycą się swoim pochodzeniem. Wydawnictwo Znak
Tomasz Gorazdowski, popularny dziennikarz sportowy radiowej Trójki i zapalony podróżnik przejechał z fotoreporterem z północy na południe kuli ziemskiej.

Tomasz Gorazdowski i Olgierd Michalak wspólnie przejechali z półkuli północnej po niemal krańce półkuli południowej. Używanym autem, ale z dostępem do internetu. Dzięki mapom, gogle translate i wielkiej życzliwości napotykanych po drodze ludzi udało im się nie tylko bezpiecznie przejechać przez kraje opanowane narkotykowymi wojnami, ale jeszcze regularnie nadawać korespondencje do radia. Tego wszak wymagali sponsorzy, bez których taka podróż nie byłaby przecież możliwa, szczególnie w realiach cięcia kosztów w mediach.

Sama książka to dość pobieżny diariusz podróży, za to naszpikowany nieoczywistymi ciekawostkami. Gorazdowski zwiedził już podobno ponad 100 państw, nie łapie się więc za popularne atrakcje turystyczne, raczej stara się opowiedzieć o mijanych krainach i miejscach po swojemu.

W Portland zwraca uwagę, że ceniona jest tam wszelka odmienność, a konkurs w nadziewaniu pączków na przyrodzenie nie stanowi niczego niezwykłego. W Meksyku przestrzega przed jeżdżeniem darmowymi drogami, bo umieszczane tam betonowe wyboje zwane topesami - odpowiednik naszych "leżących policjantów", mogą zniszczyć zawieszenie. Spotyka niezwykłych ludzi, odwiedza latynoskie kościoły - niestety - dokumentacji fotograficznej jest bardzo niewiele.

Za to możemy usłyszeć fantastyczną gawędę o całkowicie ręcznej produkcji cygar w Nikaragui. Ale najważniejsze spotkanie - paradoksalnie - przytrafia się podróżnikom w finale. Na krańcu Argentyny, w Patagonii, spotykają 95-letniego Zbigniewa Fularskiego, warszawskiego powstańca z batalionu "Parasol", który wraz z powstańczą sanitariuszką po wojnie wyemigrował do Argentyny.

Tam zaczynał od bycia szewcem, by w końcu niemal przez przypadek, zostać lokalnym królem czekolady. I nigdy nie pozbył się polskiego paszportu, a firmową cukiernię nazwał "Mamusia" - od pseudonimu małżonki z czasów konspiracji.

Kto chciałby pójść kiedyś w ślady dziennikarza, znajdzie w tej książce wiele porad. A główną jest, by w trakcie kontaktów z policją zawsze udawać znacznie głupszego, niż się jest. Można sporo zaoszczędzić.

Czytaj e-wydanie »

Nieruchomości z Twojego regionu

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie