Tokio 2020. Tu też nie ma medalu. Łzy po porażce polskich szpadzistek z Estonią. "To będzie boleć"

Przemysław Franczak, Tokio
Szermierka w Tokio 2020. Polska - Estonia w turnieju drużynowym w szpadzie kobiet.
Szermierka w Tokio 2020. Polska - Estonia w turnieju drużynowym w szpadzie kobiet. Pawel Relikowski / Polska Press
Najpierw były wielkie nadzieje, a potem wielkie rozczarowanie. - Wiedziałyśmy, że możemy zdobyć medal. Dlatego ta porażka tak boli – mówiła, próbując powstrzymać łzy, Renata Knapik-Miazga. Polskie szpadzistki przegrały w ćwierćfinale turnieju drużynowego z Estonią.

To miał być pierwszy polski sukces na igrzyskach w Tokio, bo jeśli nie one, to kto? Druga drużyna w światowym rankingu, doświadczona i zgrana ekipa, otrzaskana na poważnych turniejach. Polskie szpadzistki same otwarcie snuły medalowe plany. A te rozsypały się w ostatnich dwóch pojedynkach w meczu z Estonią. Kiedy końcowe, ryzkowne szarże Ewy Trzebińskiej udanie skontrowała Julia Beljajewa, zapewniając swojemu zespołowi zwycięstwo 29:26, łzy polały się po raz pierwszy.

- Nie udało się i trudno przyjąć to do wiadomości – mówiła potem Knapik-Miazga, z trudem opanowując trzęsący się głos.

Polki spodziewały się zaciętego meczu, z Estonkami z reguły walczą do ostatniego trafienia. Mocna drużyna, ze świeżo upieczoną brązową medalistką w turnieju indywidualnym Katriną Lehis, byłą mistrzynią świata Beljajewą i solidną Eriką Kirpu. I to rzeczywiście był najbardziej wyrównany mecz ze wszystkich ćwierćfinałowych.

- Zdawałyśmy sobie sprawę, że to jest będzie dla nas najtrudniejszy przeciwnik na olimpijskim turnieju – mówiła Trzebińska. - Niefortunnie trafiłyśmy po prostu z naszym rozstawieniem od razu na tak mocną drużynę, szczególnie, że mamy z nimi słabe statystyki. W ciągu ostatnich pięciu lat wygrałyśmy z nimi tylko raz.

Sytuacja na planszy długo układała się po myśli naszych reprezentantek, w pewnym momencie prowadziły 14:10. Dramat zaczął się w przedostatnim pojedynku, przed nim Biało-Czerwone jeszcze prowadziły jednym punktem. Lehis w starciu z Aleksandrą Jarecką wygrała 4:2. Wszystko zostało na barkach Trzebińskiej i Beljajewej.

- Już trochę wcześniej zdawałam sobie sprawę z tego, że ten mecz zaczyna nam powoli uciekać. Robiłam, co mogłam, musiałam odrabiać stratę, ale akurat z Julią ciężko mi się walczy wy natarciu. Czas się kończył, więc musiałam już dużo ryzykować – przyznawała Polka.

- Wojna nerwów? Od początku było duże napięcie, ale sądzę, że my byłyśmy dość spokojne w tym starciu. Wiele takich meczów stoczyłyśmy, w szpadzie kończą się one z reguły w ostatniej walce. Różnica trzech trafień to jest właściwie kontakt, więc choć prowadziłyśmy przez większość spotkania, to cały czas było blisko – tłumaczyła Knapik-Miazga. - Na pewno nie pękłyśmy, gdyby tak było, to skończyłoby się dziesięcioma trafieniami różnicy. Ostatni pojedynek to już było pół na pół, właściwie było o włos. Walczyłyśmy do końca, dałyśmy z siebie wszystko i to jest jedyna satysfakcja, jaką możemy mieć po tym turnieju. Emocje na pewno się wyleją, każda z nas jest rozczarowana wynikiem.

Emocje wylały się już wcześniej, tuż po ćwierćfinale trener kadry Bartłomiej Język pocieszał załamaną Jarecką. Bo to nie był koniec, trzeba było jeszcze skoncentrować się na kolejnych meczach, które ustawiały klasyfikację na miejscach 5-8. W pierwszym Polki pokonały Reprezentację Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego, w drugim przegrały z USA. Ostatecznie w olimpijskim turnieju zostały sklasyfikowane na 6. miejscu.

- Bardzo ciężko walczy się w takich okolicznościach, po tak bolesnej przegranej – komentowała Knapik-Miazga, którą w ostatnim starciu zastąpiła na planszy rezerwowa Magdalena Piekarska-Twardochel.

- Podeszłyśmy do tego turnieju z chłodną głową. Nie przyjechałyśmy na pewniaka, bo wiedziałyśmy, że faworytek jest wiele i my też jesteśmy w gronie - kontynuowała krakowianka. - Przez ostatnie lata wykonałyśmy olbrzymią pracę i stworzyłyśmy świetną drużynę, która wygrywała turnieje Pucharu Świata, która zdobyła medal mistrzostw świata i dwa medale mistrzostw Europy. I to jest nasz olbrzymi sukces. Teraz po prostu się nie udało. I to będzie boleć.

- Wszystkie przyjechałyśmy do Tokio po coś innego – dopowiadała Trzebińska.

Tokio Raport - rozmowa z Lucyną Kornobys

Wideo

Materiał oryginalny: Tokio 2020. Tu też nie ma medalu. Łzy po porażce polskich szpadzistek z Estonią. "To będzie boleć" - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie