Tokio 2020. Agnieszka Skrzypulec i Jolanta Ogar-Hill: To srebro smakuje jak złoto

Przemysław Franczak, Enoshima
jolanta Ogar-Hill i Agnieszka Skrzypulec. Srebrne medalistki z Tokio w żeglarstwie w klasie 470.
jolanta Ogar-Hill i Agnieszka Skrzypulec. Srebrne medalistki z Tokio w żeglarstwie w klasie 470. Pawel Relikowski / Polska Press
- Kiedy byłam mała wpatrywałam się w Mateusza Kusznierewicza, tak jak on chciałam zdobyć medal olimpijski. Może my staniemy się inspiracją dla nowego pokolenia żeglarzy – mówiła Agnieszka Skrzypulec tuż po tym, jak z Jolantą Ogar-Hill dopłynęły do podium w żeglarskiej klasie 470. Polki w ostatnim wyścigu wyrwały dla siebie srebro.

Po przepłynięciu linii mety krzyczały z radości i padły w sobie ramiona. Do wymarzonego medalu dotarły naokoło i nie chodzi wcale o przebieg regat przy maleńkiej wyspie Enoshima (4 km obwodu), na której znajdowała się olimpijska marina. Próbowały już w Londynie w 2012 roku, cztery lata później w Rio de Janeiro ze sobą rywalizowały (Ogar-Hill w barwach Austrii), by potem znów stworzyć wspólną załogę.

- Gdy już ponownie się spotkałyśmy, obie już bardziej dojrzałe i bardziej ukierunkowane na cel, to po prostu wiedziałyśmy, w którą stronę mamy iść – mówiła Ogar-Hill. - Nie mogło być lepiej, nasza historia zatoczyła koło takie, jak ten medal na mojej szyi. Jako mała dziewczynka zawsze o nim marzyłam. Nieważne skąd jesteś, nieważne jakie są ograniczenia, warto marzyć. Ja sama pochodzę z małej miejscowości, moi rodzice nie mieli wielkich zasobów, dzięki którym mogliby mnie pchać do sportu. A teraz stoję tutaj. Wszystko można.

Skrzypulec: - Znajomy mnie zatrzymał rano i spytał, czy Jestem gotowa do wyścigu. Odpowiedziałam mu, że 24 lata trenowałam z myślą o tym dniu, więc nie mogę już być bardziej gotowa.

Na Zatoce Sagami wyszarpały srebro niemal na ostatniej prostej. Po słabszych regatach we wtorek spadły na trzecie miejsce, ale nie poddały się presji. Pięć minut przed startem powiedziały sobie po prostu: to jest nasz wyścig, jesteśmy dobre i naprawdę potrafimy żeglować. Tylko spokój i jedziemy do przodu.

- To jest żeglarstwo. Słabsze dni się zdarzają, a następnego trzeba się otrząsnąć. Miałyśmy narzędzia do tego, żeby sobie z tym poradzić i przystąpiłyśmy do wyścigu medalowego z chłodną głową. Nie patrzyłyśmy w przeszłość, tylko w przeszłość. – opowiadała Skrzypulec. - Wiedziałyśmy, że nasza prędkość w takich warunkach jest dobra, nasza komunikacja na łódce też, więc chciałyśmy wydusić w ten dzień jak najwięcej. Walczyłyśmy do ostatnich metrów. Jestem bardzo dumna z Joli i z siebie, że zachowałyśmy zimną krew. Wykorzystałyśmy każdą falę, każdy podmuch. I na kursie z wiatrem na tych ostatnich metrach udało nam się tam jeszcze wyrwać złoty medal – zabawnie przejęzyczyła się sterniczka.

- Srebro oczywiście – szybko się poprawiła. - Ale smakuje jak złoto!

Za metą był jeszcze mały zgrzyt, po Francuzki złożyły protest na Brytyjki, które zdobyły złoto. Szybko został załatwiony odmownie. - Chodziło o to, że Brytyjki rzekomo specjalnie przepuściły Polki, ale myślę, że można tutaj wrócić do historii wojen brytyjsko-francuskich i to będzie chyba najlepsze określenie tej sytuacji – uśmiechał się Tomasz Chamera, prezes Polskiego Związku Żeglarskiego. - Nam w każdym razie nic nie groziło, nie byliśmy stroną tego sporu. Jedynie przedłużyły się pewne procedury.

Ogar-Hill: - Byłyśmy zaskoczone, bo to jest niecodzienna sytuacja, aczkolwiek wiedziałyśmy, że z naszej strony wszystko było OK. Trochę stresu było, ale na szczęście medale zostały rozdane na wodzie, a nie w pokoju jury.

Ten sukces ma tym większe znaczenie, że to była dla nich ostatnia szansa na zdobycie olimpijskiego medalu w tym składzie. Klasa 470 w programie igrzysk zostanie tylko w formie miksta, więc obowiązało hasło: teraz albo nigdy. - To tez nas bardzo mocno napędzało, wywoływało pozytywną energię – przyznała Skrzypulec.

Jak mówią, z żeglarstwa nie odejdą, bo „z niego nie można odejść, to styl życia i sport na całe życie”. - A jeśli chodzi o to, co dalej, co z nami, to jeszcze zobaczymy – mówiła Ogar-Hill.

Jeśli jednak to koniec tej załogi, to niewątpliwie niezwykły. Finiszują na drugim stopniu olimpijskiego podium. Ta wspinaczka była trudniejsza niż na monumentalną górę Fuji, którą w czasie wyścigu widać było z Zatoki Sagami.

Tokio Raport - rozmowa z Lucyną Kornobys

Wideo

Materiał oryginalny: Tokio 2020. Agnieszka Skrzypulec i Jolanta Ogar-Hill: To srebro smakuje jak złoto - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie