Technotalenty 2015. Mamy błyskotliwe umysły

Maryla Pawlak-Żalikowska
Piotr Tomaszuk (z lewej strony) i Emil Jackowski postanowili tak udoskonalić wycinarkę plazmową, żeby “czytała”, a potem wycinała narysowany lub obrysowany kształt
Piotr Tomaszuk (z lewej strony) i Emil Jackowski postanowili tak udoskonalić wycinarkę plazmową, żeby “czytała”, a potem wycinała narysowany lub obrysowany kształt Andrzej Zgiet
Dziś, gdy chcemy podbijać rynek, to nie pieniądze czy nawet technologia powodują, że nasza konkurencja wymięka. Najbardziej wartościowym składnikiem produktu jest unikalny pomysł na to, co chcemy robić. To podkreślali - choć może nie dosłownie takimi słowami - członkowie kapituły konkursu Technotalenty 2015 przedstawiając jego laureatów. Młodych ludzi o nietuzinkowych umysłach, którzy wpadli na świetne pomysły z zakresu designu, techniki i biznesu.

Emil Jackowski jest najmłodszym, tegorocznym laureatem Technotalentów. Uczy się w czwartej klasie Technikum Mechanicznego w Białymstoku o kierunku: mechatronika. Małomówny, niezbyt skory do uśmiechu, ale kiedy dwa lata temu Piotr Tomaszuk, dziś student Wydziału Automatyki i Robotyki Politechniki Białostockiej, wtedy uczeń III klasy mechaniaka szukał partnera do realizacji interesującego projektu, nauczyciel wskazał mu właśnie Emila. Pracowitego, mądrego, na którym można polegać. Świetnego manualne.

Tak się poznali i przez dwa minione lata pracowali razem.

24 listopada, na gali konkursu Technotalenty okazało się, że to im przypadła nagroda główna (10 tys. zł) w kategorii Technika. Fundator - Suwalska Specjalna Strefa Ekonomiczna. Takie uznanie zdobył projekt „urządzenia sterującego pracą palnika plazmowego wycinarki, które samo modyfikuje swoje oprogramowanie w oparciu o dane przesłane z zewnętrznego kopiału. Odtwarza on trasę poprowadzonego ręcznie grotu kopiału. Urządzenie umożliwia też manualne sterowanie suportem palnika w trybie manewrowym (szybkie dojazdy) i wykonawczym (posuwy robocze)”.

Tak wycinarka chodzi, jak jej narysują

Dla fachowca wszystko jest jasne. Dla laika - nie bardzo. - Zamysł był taki... - wyjaśnia więc Piotr Tomaszuk. - A gdyby stworzyć możliwość, że narysuję sobie jakiś kształt, a maszyna mi go potem wytnie z blachy? Albo położę go i obrysuję, a wycinarka wytnie to wedle obrysu?

I pokazuje dwa stoły. Na jednym - upraszczając nadal maksymalnie - jest rysik, a na drugim wycinarka. Dzięki specjalnemu urządzeniu sterującemu wycinarka zapamiętuje ruch rysika wykonując cięcie z dokładnością co do 1/10 mm.

- W naszym projekcie chodziło właśnie o to, aby ona umiała czytać nasz ruch - stawia kropkę nad i Emil Jackowski.

Innowacją nie jest więc sama wycinarka plazmowa, tylko sposób programowania sterowania nią. Jak wyjaśniają projektanci, właśnie szerokie zastosowanie cięcia plazmą w przemyśle było jednym z powodów, dla którego zainteresowało ich udoskonalanie tego właśnie urządzenia.

Piotr i Emil podkreślają, że dzięki ich rozwiązaniu ręczne wycinanie kształtów jest bezpieczniejsze (obsługując taki sprzęt nie jest się bezpośrednio narażonym na iskrzenie), dokładniejsze i przede wszystkim szybsze. Obrysowanie kształtu i wycięcie „w porywach” trwa pięć minut.

- Normalnie korzystając z wycinarek plazmowych trzeba wcześniej wpisać w program dokładne współrzędne cięcia, a w naszym systemie wycinarka programuje się sama „czytając” rysunek - podkreśla Piotr Tomaszuk.

- To jest fajne - dodaje Emil - że takie urządzenie może używać osoba, która nie umie programować.

Obaj panowie cieszą się, że wymyślony przez nich sposób programowania wycinarki zainteresował firmę Promotech, naszego potentata innowacyjnych rozwiązań stosowanych w elektronarzędziach. Prezentującego i sprzedającego unikatowy sprzęt na całym świecie. - Gratulowali nam pomysłu - mówią Piotr i Emil. - Mamy świadomość, że wymaga on jeszcze udoskonalenia. Bo na przykład przy szybkich zmianach kierunku pracy wycinarki pojawiają się hałasy i drgania.

Pracują i w domu, i w pracowni technikum. Oddają projektowi wolny czas. Bywały momenty, że mieli dosyć. - Tak zawsze bywa - stwierdza krótko Emil. - Ale to szybko przechodzi.

Łóżeczko inne niż wszystkie

Myślę, że moją specjalizacją jest brak specjalizacji - uśmiecha się Jan Godlewski. Jest asystentem na Wydziale Architektury Politechniki Białostockiej, absolwentem architektury wnętrz w Białymstoku i wzornictwa w Warszawie. Ma też własną firmę - studio, w którym projektował zarówno elektronarzędzia jak i betonowe meble miejskie.

Ale przyznaje, że NUNO, czyli łóżeczko dla dzieci na szpitalnych oddziałach neonatologii, którym wygrał Technotalenty 2015 w kategorii Design, nie było spełnieniem ani wyzwań naukowych, ani zawodowych.

- Są takie projekty, które po prostu gdzieś w człowieku dojrzewają w wyniku wewnętrznej potrzeby czy chęci zabawy artystycznej. Przychodzą do głowy i nie dają spokoju. Czasem pojawiają się jako następstwo własnych doświadczeń - ocenia. - Gdy wspinam się w górach, po oblodzonych ścianach, z czekanami i w rakach, mogę potem lepiej projektować taki sprzęt. Patrzę na niego pod kątem technologii, jaką można zastosować, aby go udoskonalić.

A udoskonala np. plecaki. W jego pracowni leży czarny, konsekwentnie kanciasty w formie, z cordury, z zamknięciami strzelającymi jak stal przy zapinaniu. Nie do złamania. Z innym plecakiem zawierającym części, których można użyć jako łopat przeciwlawinowych, Jan Godlewski zakwalifikował się do finałów Technotalentów 2015 w jeszcze jednej - poza designem - kategorii (Biznes).

A NUNO wzięło się z bardzo traumatycznych przeżyć. - Każda ciężka choroba bliskich wykańcza nas psychicznie. A taka maleńkiego, wyczekiwanego dziecka jest szczególnie ciężka do przetrwania - wspomina spokojnie młody architekt własne przeżycia związane z chorobą córeczki. - Szpital niewiele może pomóc, aby podnieść komfort rodzica czuwającego przy dziecku. Gdy do malucha nawet nie bardzo wiadomo, jak podejść. Gdy człowieka osacza plątanina kabli do urządzeń czuwających nad dzieckiem. Gdy dorośli pacjenci już mają do dyspozycji nowoczesne, sterowane łóżka, a dzieci jeszcze nie…

- Postanowiłem więc opracować takie właśnie urządzenie - opowiada. - Zawsze zanim zacznę projektować, sprawdzam, czy nie ma już podobnego projektu. I to nie po to, aby nie być posądzonym o kopiowanie, tylko po to, aby zrobić coś lepszego niż już jest n rynku. Wiedziałem więc, że nie ma dla dzieci łóżeczek z „wkomponowanym” w konstrukcję emiterem cieplnym, podgrzewającym dziecko, monitorem funkcji życiowych. Uznałem więc, że trzeba taki kompakt zaprojektować.

Pytam Jana Godlewskiego, czy nie obawia się, że udział w konkursie, ujawnienie nawet tak ogólnych informacji o projekcie, może spowodować, że ktoś pójdzie tropem jego myśli i szybciej wprowadzi NUNO-podobne łóżeczko na rynek.

- Prędzej obawiałbym się wykorzystania rozwiązań dotyczących plecaka - odpowiada architekt. - NUNO to duże wyzwanie technologiczne i techniczne. Tymczasem koncepcja dotycząca plecaka jest dosyć prosta, koszt z tym związany niewielki, a konkurencja ogromna. To rynek równoważny finansowo z branżą motoryzacyjną. Potężna branża ostro walcząca o klienta na całym świecie.

Asystent Godlewski podkreśla, że pracując ze studentami nieustannie podkreśla, jak ważne jest myślenie o komercjalizacji ich pomysłów. - Od nas wyjeżdża tak wielu niezwykle zdolnych ludzi - przypomina fakty, o których ciągle mówimy i które były też przypominane na gali Technotalentów 2015. - Dlatego pytam moich słuchaczy, czy np. projektując mebel pomyśleli, jak duża będzie paczka, w którą musieliby go zapakować, jeśli zechcą wysłać go klientowi?

- Bo oddając się sztuce designu, trzeba pamiętać i o takich przyziemnych sprawach - dodaje. - One pozwalają znaleźć klienta niekoniecznie na lokalnym czy nawet polskim rynku. Mogą ochronić przed emigracją zarobkową. Nie należy lekceważyć tego aspektu bycia twórcą.

Do NUNO pan Jan podchodzi także w ten sposób: - Chciałbym znaleźć partnera biznesowego, który pomoże i ten pomysł zamienić w towar - przyznaje. - Jest to bardzo złożony projekt i nie wiem, czy da się wdrożyć w całości. Ale nawet jeśli będzie można zaadaptować tylko pewne jego detale do obecnych sprzętów medycznych, to będzie bardzo dużo.

Jan Godlewski brał udział w wielu konkursach. Samo NUNO przyniosło mu już w tym roku np. wyróżnienie w prestiżowym konkursie Young Design, który organizowany jest przez Instytut Wzornictwa Przemysłowego i ma za zadanie wyłonić młodego projektanta o największym potencjale rynkowym.

Robotyzacja w wersji dla przedszkolaka

Michał Grześ, podobnie jak reszta zespołu z Politechniki Białostockiej, który wygrał Technotalenty w kategorii Biznes projektem Cube&Code, nie miał czasu, żeby się umówić na spotkanie pokonkursowe. Bo jechał na światową konferencji inżynierów w Japonii. - Będę tam opowiadał, w jaki sposób można wykorzystać rozwiązania robotyczne w zwalczaniu kataklizmów i monitorowania środowiska - mówi.

Ekipę Cube&Code tworzy czwórka studentów PB: Marcin Joka, Michał Grześ, Michał Bogucki i Krzysztof Dziemiańczuk oraz ich mentor Maciej Kopczyński, nauczyciel akademicki z Wydziału Informatyki PB. To nazwiska, które zna każda osoba interesująca się innowacjami akademickimi w naszym regionie. Przewijają się np. przy Hyperionie (łazik marsjański), Phobosie (okulary wykorzystywane do walki z fobiami), Reconie (robocie wykorzystywanym podczas klęsk żywiołowych i katastrof) czy Photonie.

Ten ostatni to pierwszy na świecie interaktywny robot, który rozwija się razem z dzieckiem. Zintegrowany ze smartfonem lub tabletem, tworzy innowacyjny system wspomagający naukę poprzez rozrywkę i rywalizację. Za jego pomocą dzieci uczą się logicznego myślenia, podstaw programowania oraz pracy w zespole.

Photon, stworzony przez ten sam zespół co Cube&Code, jest starszym od C&C projektem. Był prezentowany podczas Międzynarodowych Targów Wynalazczości, Badań Naukowych i Nowych Technologii Brussels Innova i zdobył tam srebrny medal Grand Prix za innowacyjny wynalazek technologiczny. A oceniało go jury składające się z kilkunastu ekspertów z różnych krajów.

Jak powiedział nam Michał Grześ, pomysł na Cube&Code powstał zaledwie 1,5 miesiąca temu. Jest rozwinięciem Photona w wersji dla przedszkolaków: - W dzisiejszych czasach bardzo potrzebujemy programistów. Uznaliśmy, że jest luka na tym właśnie poziomie ich kształcenia. A przecież dzieci coraz wcześniej mają styczność z urządzeniami mobilnymi, coraz częściej używają tabletów i komputerów. Zatem coraz wcześniej mogą zacząć użytkować taki sprzęt w sensowniejszy sposób niż proste gierki o ocenia Michał Grześ.

Panowie więc wymyślili Cube& Code czyli zestaw do programowania robotów.

- System składa się z klocków i szyny do programowania - wyjaśnia projektant. - Dzieci mają na klockach narysowane różne komendy, np. strzałka do przodu, w prawo, w lewo... Świecenie oczu, wydanie dźwięku. Klocki mogą być różnie zestawione w gniazdach listwy. W zależności od kolejności ustawienia dziecko uzyskuje różne efekty. Czyli programuje.

Po ułożeniu sekwencji klocków pięcio lub sześciolatek, dla którego jest Cube&Code, przykłada rączkę do zielonego guzika i wtedy robot robi to, do czego został zaprogramowany. - Na początku dziecko wykonuje program najprostszy, ale z czasem zmieniając kolejność ułożenia klocków zauważa, że to ma znaczenie - tłumaczy Michał Grześ. - To uczenie zdarzeniowe, gdy dziecko samo okrywa, co się stanie.

Na potrzeby konkursu Technotalenty 2015 powstał prototyp urządzenia na pięć klockow, ale docelowo ma ich być nawet kilkadziesiąt. Zespół pracuje także nad atrakcyjnością wizualną Cube&Code. Wszyscy mają konkretne zadania: Marcin Joka i Krzysztof Dziemiańczuk są programistami i odpowiadają za urządzenia mobilne w telefonach i tabletach pracujących w obu projektach. Michał Bogucki zajmuje się w nich szeroko rozumianą mechaniką, a Michał Grześ - elektroniką.

Ekipa Cube&Code i Photona - jak pozostałe nagrodzone w Technotalentach - ma w perspektywie komercjalizację swoich projektów. Panowie są już w trakcie zakładania własnej firmy. Tak jak uczelnia wspiera ich merytorycznie, tak finansowo wsparł ich polski fundusz Xplorer Fund, który zainteresował się białostockimi studentami podczas największego konkursu technologicznego dla studentów Microsoft Imagine Cup 2015. - Pracujemy z nim, żeby nasz „Fotonek” mógł znaleźć się na półkach w sklepach. Patrzenie pod tym kątem na C&C jest jeszcze za wcześnie.

Technotalenty

Celem konkursu jest wsparcie rozwoju zdolnych osób z regionu północno-wschodniej Polski, które chcą zaprezentować swoje projekty w jednej z kategorii: Technika, Design i Biznes. Nagrody (3 razy 10 tys., zł) Fundacja Technotalenty, Podlaska Fundacja Rozwoju Regionalnego, Suwalska Specjalna Strefa Ekonomiczna i Narodowy Bank Polski. Każdy uczestnik konkursu ma szansę na nawiązanie współpracy z firmami partnerskimi Fundacji Technotalenty, organizatora konkursu.

Mocne wsparcie dla przemysłu rolno-spożywczego.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie