Teatr Klaps. Stąd wyszło wiele gwiazd filmu i teatru

Anna Kopeć [email protected]
Młodzież w teatrze Antoniny Sokołowskiej poznaje przede wszystkim podstawowe zadania aktorskie, pracuje nad dykcją, interpretacją tekstu. Ale Klaps dla wielu z nich to także drugi dom.
Młodzież w teatrze Antoniny Sokołowskiej poznaje przede wszystkim podstawowe zadania aktorskie, pracuje nad dykcją, interpretacją tekstu. Ale Klaps dla wielu z nich to także drugi dom. Wojciech Wojtkielewicz
Jestem bardzo wymagająca, pyskata, czasem niemiła - takimi słowami Antonina Sokołowska wita niemal każdego, kto zdecyduje się uczęszczać na jej zajęcia. Przez pół wieku spod jej twardej ręki wyszło wiele gwiazd polskiego filmu i teatru.

Antonina Sokołowska, założycielka Teatru Klaps to animatorka, nauczycielka, instruktorka, niestrudzona reżyserka i scenarzystka, autorka większości spektakli, przez niektórych nazywana także "Panią Tosią, co klapsem pupy pieści". Od 50 lat przyciąga białostocką młodzież, którą szczególnie interesuje żywe słowo i scena. Wychowała całe pokolenia, a wśród nich wielu znanych dziś aktorów. Adam Woronowicz, Katarzyna Herman, Rafał Rutkowski, Adam Dzienis, Anna Grycewicz, Jerzy Łazewski, Maria Czykwin, Bartosz Bielenia (student krakowskiej szkoły teatralnej, aktor Teatru Starego, którego ostatnio mogliśmy podziwiać w komedii "Disco Polo"), Bernard Szulc (w Berlinie prowadzi amatorski teatr Feniks) - to tylko niektóre z nazwisk, które Antonina Sokołowska ma w swoim opasłym notesie. Klaps to także pierwszy teatr dla wielu aktorów białostockich scen.

- Nie roszczę sobie pretensji, że to właśnie dzięki mnie zostali aktorami. Nigdy nie zależało mi na tym, by Klaps był przedszkolem czy kursem przygotowawczym do szkoły teatralnej - mówi skromnie Antonina Sokołowska. - Po prostu chciałam najpierw dzieciom, potem młodzieży, w mądry sposób zagospodarować wolny czas. Ale w pewnym momencie, moi wychowankowie zaczęli zaskakiwać mnie samą. Do matury dorósł Marek Sokół, pojechał do Warszawy na egzaminy do szkoły teatralnej i się dostał. W następnym roku Anna Krukowska i Eugeniusz Sienkiewicz dostali się do białostockiej szkoły lalkarskiej. Dwa lata później Justyna Sieńczyłło i Jerzy Łazewski startowali do warszawskiej szkoły teatralnej. I dostali się za pierwszym podejściem. Wtedy po Białymstoku rozszedł się hyr, że warto iść na zajęcia do Sokołowskiej, bo łatwiej będzie się dostać do szkoły teatralnej.

Najważniejsze, że mają pracę

"Pani Tosia", jak pieszczotliwie nazywają ją jej podopieczni, śmieje się, że to stało się jej utrapieniem. Do dziś wspomina rok kiedy pięć dziewcząt z jej grupy: Aneta Todorczuk-Perchuć, Dorota Rubin, Monika Dryl, Elżbieta Szekalska i Patrycja Szczepanowska pojechały do Warszawy na egzaminy do szkoły teatralnej. Dostały się wszystkie. Za pierwszym podejściem.

- Pani Tosia jest konkretna, jej uwagi były bardzo cenne i świadczyły o jej zaangażowaniu. Stworzyła pewnego rodzaju markę. Egzaminatorzy ze szkół teatralnych doskonale wiedzieli już jaki poziom mogą reprezentować Klapsiacy. Przystępując do egzaminów stratowaliśmy już z dużą wiedzą - mówi Aneta Todorczuk-Perchuć, która występuje na warszawskich scenach, znana jest także jako prowadząca program "Mali Giganci". - Klaps to dla mnie czas zupełnie magiczny, wspominam go bardzo sentymentalnie. Byłam w szkole muzycznej miałam tam mnóstwo zajęć, rodzice przestrzegali, że może szkoda czasu jeszcze na teatr. Ja jednak nie dałam za wygraną. Fantastyczne były wyjazdy integracyjne i warsztaty z aktorami. Zrobiliśmy kilka spektakli, ale najważniejsze jednak były zajęcia przygotowujące do egzaminów.

Z Klapsa wywodzi się ok. 127 czynnych zawodowo aktorów, nie licząc studentów szkół teatralnych, którzy kształcą się w Warszawie, Krakowie, Łodzi, Wrocławiu i Białymstoku.

- Kiedy widzę ich w telewizji, kinie czy prasie to przede wszystkim jestem szczęśliwa, że nie są bezrobotnymi aktorami, że znaleźli swoje miejsce i się realizują - mówi pani Tosia. - Oczywiście jestem też bardzo z nich dumna. Często zapraszają mnie na swoje spektakle dyplomowe. Ale nie uważam, że to ja ich odkryłam, że to moja zasługa. Raczej myślę sobie, że może trochę im pomogłam. W takich sytuacjach nie żal mi wielogodzinnych, nocnych poszukiwań, przewalania książek, wyszukiwania odpowiednich tekstów w czasie przygotowań do egzaminu. Ale nawet tym, którym się nie udało dostać do wymarzonej szkoły, a takich przypadków było wiele, zawsze powtarzam że to nie jest żaden wstyd. Bo łatwiej trafić szóstkę w Totolotka niż przejść egzaminacyjne sito. I to wcale nie znaczy, że ktoś nie jest zdolny czy gorszy. Egzaminatorzy też mają swój gust, a z tym się przecież nie dyskutuje.

Ale pani Tosia w swoim "dorobku" ma nie tylko aktorów. Wychowała także wielu lekarzy, biznesmenów, dziennikarzy, nauczycieli. Zapewnia, że każdy Klapsiak jest dla niej równie ważny i od każdego czegoś mogła się nauczyć.

Niepozorne początki

Pierwszy Klaps padł w 1965 roku, kiedy to Antonina Sokołowska założyła teatrzyk w niewielkiej świetlicy przy ul. Garbarskiej (dziś Waszyngtona). Potem przeniosła się do klubu Millenium. Od 25 lat młodzi Klapsiacy spotykają się na zajęciach w Młodzieżowym Domu Kultury przy ul. Warszawskiej 79a. Przez pół wieku pani Tosia zagospodarowała czas ponad tysiącu młodym ludziom. Większość z nich pamięta - kto kiedy przyszedł do zespołu, ile lat w nim działał, w jakim spektaklu grał i czym się dzisiaj zajmuje.

- Klaps to nasza druga rodzina, z którą bardzo się polubiliśmy. Tu poznałem moją żonę Jolę, która jest aktorką w Białostockim Teatrze Lalek. Wszystko zaczęło się w świetlicy na osiedlu Piasta. W Kole Żywego Słowa przygotowywaliśmy spektakle, okolicznościowe święta jak Dzień Nauczyciela, Dzień Kobiet. Wciągnęło mnie to na kilka lat - opowiada Krzysztof Rogowski, białostocki urolog. - Pani Tosia nas rozumiała chciała z nami być. Jak było trzeba to była sroga. Innym razem wyrozumiała. Kiedy zalecałem się do mojej obecnej żony na wyjeździe w Cieszynie, pan Tosia mocno mnie obsobaczyła i upomniała. Ale rozmowa z nią wyglądała jak rozmowa ze starszą siostrą, matką, opiekunką. Ona nie donosiła naszym rodzicom, omawiała to z nami. Ufaliśmy jej, a ona nam. To było coś pięknego.

Dziewczęta i chłopcy z naszej ulicy

Klapsiacy na zajęcia biegają po kilku godzinach nauki w szkole, nierzadko o pustym żołądku czy na totalnym zmęczeniu. Nie straszny im mróz, ulewa czy upały. Czas na zajęcia w Klapsie zawsze się znajdzie.

- To miejsce jest cudowne, pani Tosia jest cudowna. Nieważne, co się dzieje na zewnątrz, kiedy jestem na próbie skupiam się tylko na swoim wnętrzu - mówi Bartosz Zawadzki, obecny Klapsiak. - Każdy z nas jest inny, z innego środowiska, a na scenie tworzymy jedność.

- O Klapsie słyszałam będąc jeszcze dzieckiem. Mój tata chodził na zajęcia do pani Tosi. Wspaniale to wspomina - opowiada Weronika Gołaszewska, najmłodsza obecnie Klapsianka. - Bycie w Klapsie to ogromny prestiż. Chciałam pracować z kimś naprawdę wyjątkowym. Wiedziałam, że pani Tosia dobrze uczy, widać to chociażby po absolwentach.

W Klapsie szlifują nie tylko dykcję, ćwiczą też podstawowe etiudy aktorskie. Pani Tosia jest też przyjaciółką młodych ludzi. Kiedy trzeba przeprowadzi poważną rozmowę, na próbach potrafi krzyknąć, innym razem przytuli, wysłucha, poradzi. Kilkadziesiąt lat różnicy między nią, a jej podopiecznymi nie stanowi przeszkody w odnalezieniu wspólnego języka.

- Nieraz mówię, że bycie reżyserem to pewnego rodzaju wampiryzm. Nieustannie czerpię energię od młodzieży. Może dlatego wiele osób uważa, że wciąż jestem młoda, mimo że dość schorowana. Ale ta praca to ogromna odpowiedzialność także przed rodzicami. Profesjonalny reżyser pracując z zawodowcem nie musi zastanawiać się, co zasieje w umyśle i sercu aktora. Ja przy każdym temacie muszę zastanawiać się, czy nie skrzywdzę moich wychowanków. Czy niektórych rzeczy nie dowiedzą się za wcześnie lub w sposób niewłaściwy. Rozmawiając z nimi sugeruję im własne poglądy. Zawsze staram się żeby były szerokie, żeby nie było tak że moje własne, prywatne przeżycia rzutują na to jak oni mają postępować w swoim życiu.

Teatr Klaps w tym roku obchodzi 50. urodziny. Obchody jubileuszu zaplanowano na przyszły weekend. Na pewno będzie to okazja do niezwykłych wspomnień i spotkania znanych aktorów, większość z nich już dawno otrzymała zaproszenia i zamierza przyjechać do Białegostoku. W sobotę. 27 czerwca o godz. 17 na scenie MDK będzie można obejrzeć sztukę "Półbaśnie". Po niej odbędzie się wieczór wspomnień i otwarcie wystawy teatraliów zespołu. Zaś w niedzielę o godz. 17 w Teatrze Dramatycznym zaplanowano jubileuszowe uroczystości z koncertem "Dziewczęta i chłopcy z naszej ulicy".
Agnieszka Możejko-Szekowska: aktorka Teatru Dramatycznego w Białymstoku

Teatr Klaps był taką pieczątką, która ostatecznie zdecydowała o tym, by zdawać do szkoły teatralnej. Pani Tosia to specyficzna osoba, bardzo wymagająca, ale też ciepła. Jest charyzmatyczna, to osobowość, do której się lgnie i wraca. Jest szczera, dość ostra, momentami bardzo oschła, radykalna w opiniach już przy pierwszym kontakcie. Próbowałam się dostać do Klapsa kiedy skład grupy był już ustalony. Pani Tosia stwierdziła, że nie wie czy mnie jeszcze przyjmie, bo grupa jest już zamknięta, ale kazała mi przyjść na następne zajęcia. Nonszalancko machnęła ręką i poszła. Gdybym nie miała zacięcia, to pewnie by mi się nie udało. Często mówi o tym, że jest ostra i wymagająca, a mimo to ci młodzi ludzie wciąż do niej lgną. I to od tylu pokoleń. Znajdują z nią wspólny język . Momentami było i nieprzyjemnie, czasem była to ciężka praca, a mimo to cały czas do niej wracaliśmy. Po szkole w godzinach szczytu szybko wracałam do domu na Zielonych Wzgórzach, potem z językiem na brodzie i z wypiekami na twarzy biegłam do MDK. Nawet kiedy zdawałam maturę, wiedziałam że po egzaminie biegnę na zajęcia Klapsa. To było cudowne. Pani Tosia wytwarza coś takiego, że zawsze chciało się z nią być.

Adam Woronowicz: aktor TR w Warszawie

Moje pierwsze spotkanie z panią Tosią było dość specyficzne. Po przesłuchaniach do Klapsa zapytała czy chcę zdawać do szkoły teatralnej. Skłamałem, że nie, na co ona odpowiedziała "I bardzo dobrze". To mnie trochę podłamało, ale dalej uczestniczyłem w zajęciach. Wtedy zacząłem się utwierdzać w cichym marzeniu, żeby jednak rozwijać się aktorsko. Pani Tosia przygotowywała mnie do egzaminów, pomagała przy doborze tekstów. Mój pierwszy spektakl na powstał na podstawie tekstów Edwarda Stachury. Wspominam go bardzo mile i do dziś, a to już ponad 30 lat, przechowuję jego scenariusz - dla mnie to rzecz kultowa. Bardzo się zaangażowałem w zajęcia. To było bardzo ważne, silne doświadczenie. Taka pierwsza, bardzo konkretna miłość. Pani Tosia uczyła nas pewnej wrażliwości na świat, na przyrodę, na drugiego człowieka. Myślę, że każdy z nas został tym dotknięty i że to ze sobą niesie. Pani Tosia jest z wyjątkowego pokolenia twórców, którym przyświeca etos kształtowania młodych ludzi, uwrażliwiania ich. Mówi się, że nie ma osób niezastąpionych, myślę, że jednak pani Tosi nie da się zastąpić. Poświęciła dla nas swoje życie, także prywatne. Jej dom zawsze był dla nas otwarty. Wychowała całe rzesze niezwykłych ludzi, ilość serca jakie w to włożyła jest nieprawdopodobna. Nawet jeśli miała uwagi do naszej pracy, wiedzieliśmy że ma rację.

Justyna Sieńczyłło: aktorka Teatru Kamienica w Warszawie

Panią Tosię do tej pory uważam za swojego przyjaciela, wciąż mamy kontakt. Dla mnie jest matką duchową, matką inspiracją. Ma wytrych do dusz, potrafi wyciągnąć z człowieka wszystko, co jest dobre. To niezwykły dar, nie tylko pedagogiczny. Pani Tosia zawsze patrzyła na człowieka i poprzez człowieka, nigdy nie narzucała artystycznie siebie. Chyba każdemu Klapsiakowi poszerzyła horyzonty, wzbogacała inteligencję, wiedzę także taką życiową. Dzięki niej nie popełniliśmy wielu błędów. To osoba dość apodyktyczna, bardzo konkretna. Trzeba się jej słuchać, bo rzadko się myli. Teksty, którymi mnie zainspirowała wszystkie się świetnie zadziałały. Prześwietlała nas niczym rentgenem. Osoby, które chciały się rozwijać w kierunku artystycznym zawsze dobrze umiała pokierować. Kiedy z Jerzym Łazewskim zdawaliśmy do szkoły teatralnej w Warszawie, egzaminatorzy wiedzieli już co to za marka. Było wiadomo, że ludzie z Klapsa będą świetnie przygotowani. Pani Tosia to fenomen. Potrafi okiełznać młodych, temperamentnych ludzi, a jednocześnie zachować status menora i przyjaciółki. Z nią można było porozmawiać o wszystkim, przychodziło się do niej z różnymi, też z poważnymi problemami. To chyba największa, najbardziej liczebna matka. Każdy Klapsiak po trosze jest jej dzieckiem.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie