Teatr Dramatyczny. Witold Mazurkiewicz reżyseruje spektakl...

    Teatr Dramatyczny. Witold Mazurkiewicz reżyseruje spektakl "Wszystko w rodzinie"

    Jolanta Hinc-Mackiewicz

    Kurier Poranny

    Kurier Poranny

    Witold Mazurkiewicz w Teatrze Dramatycznym
    1/5
    przejdź do galerii

    Witold Mazurkiewicz w Teatrze Dramatycznym ©Jerzy Doroszkiewicz

    Witold Mazurkiewicz w Teatrze Dramatycznym wyreżyserował "Mayday" Raya Cooneya. Teraz reżyseruje „Wszystko w rodzinie” - także Raya Cooneya.
    Czy jest Pan dzieckiem szczęścia? Poznaliśmy się w 1997 r. na organizowanym przeze mnie spektaklu w Suwałkach. Był Pan wtedy u progu swojej kariery zawodowej. Od razu 20 nagród za „Ferdydurke” Gombrowicza - drugi spektakl realizowany razem z Januszem Opryńskim z Teatru Provisorium. Jak wpływa na artystę sukces u progu kariery?

    Witold Mazurkiewicz: Sukces? No tak, sukces niewątpliwy. Teraz mogę o tym mówić z perspektywy czasu, bo wtedy oczywiście cieszyliśmy się z „Ferdydurke” i jej nagród.
    Dziś pewnie już niezliczonych. To był jakiś spektakularny sukces tego przedstawienia. Nie wiem, czy wtedy myślałem, jak to wpłynie na jakąkolwiek naszą karierę, bo myśmy poniesieni tym sukcesem „Ferdydurke” kilkanaście lat nie wysiadali z samochodu, samolotu - podróżowali po całym świecie z tym spektaklem. A później (może złe słowo, ale trochę prawdziwe) „odcinaliśmy kupony” od sukcesu „Ferdydurke” i podróżowaliśmy również z innymi spektaklami. Czy to się nazywa „być dzieckiem szczęścia”? W pewnym sensie… tak, ale to też był efekt okupiony ciężką pracą. Myśmy naprawdę wtedy temu teatrowi poświęcili życie i osobiste, prywatne, no i to zafunkcjonowało. Potem, powtarzając za mistrzem Grotowskim: każdy taki zespół ma żywot psa, mniej więcej kilkanaście lat... Tak mówił o takich zespołach, które są stworzone do pracy, myślę, że i o swoim także…

    Ale Janusz Opryński pracował dużo wcześniej?

    No tak, ale ta formuła też się wyczerpywała. Opryński pracował wcześniej w formacji, która miała tylko i wyłącznie ten sam szyld: Provisorium, natomiast zespół, skład zmieniał się. Kiedy poznałem Opryńskiego, myślał o rozwiązaniu zespołu, dlatego że został sam z Jackiem Brzezińskim, a my jako Kompania Teatr spadliśmy trochę jak spadochroniarze do Centrum Kultury w Lublinie. Ja wtedy pożegnałem się z teatrem instytucjonalnym. Postanowiłem założyć swój własny i wówczas właśnie powstała „Dżuma, czyli koniec wieku” najpierw, a potem „Ferdydurke”, o której rozmawiamy. No i to tak trwało kilkanaście lat, piętnaście z okładem i formuła też zaczęła się wyczerpywać. To trzeba sobie jasno powiedzieć.

    I dlatego Pan odszedł z Lublina od Opryńskiego?

    Myśmy się rozstali na pewno w przyjaźni, ale już nie w miłości. To była już historia…

    Zakończona?

    Zakończona. I jest do dzisiaj, mimo że Janusz pracował u mnie w Teatrze Polskim w Bielsku Białej. Zrealizował znakomitego „Św. Idiotę” wg Dostojewskiego. Tak, że nasza artystyczna rzeczywistość jeszcze się chyba nie wyczerpała. Natomiast jako zespół, jako tandem reżyserski zakończyliśmy współpracę lat temu 10. I to chyba bezpowrotnie.

    Nie było Panu trudno potem przenieść się do Teatru Rampa, na Scenę Kameralną? To zupełnie inny kierunek. Inna forma.

    Tak… Ale to też był pewien rodzaj poszukiwania. Teatr interesował mnie zawsze jako zjawisko powtarzalne. Nie bez przyczyny powstał byt złożony z Teatru Provisorium, który był teatrem alternatywnym i Kompanii, która wywodziła się z teatru repertuarowego. To dało nową jakość. To ja byłem tym teatrem instytucjonalnym.

    Dziwiłam się Januszowi Opryńskiemu… Takie połączenie alternatywy kontestującej instytucjonalny teatr z jego przedstawicielami? Ale on musiał wtedy tego potrzebować.

    Tak, potrzebował. Myśmy mieli inny sposób pracy, inne spojrzenie na teatr, inną pracę z aktorem przede wszystkim. Efekt był zdecydowanie…

    Wspaniały!

    Fajny, tak? Powstała rzecz nowa, więc to się opłacało. A ja wróciłem do korzeni. Nie lubiłem improwizacji i dalej nie lubię. Jestem zdania, że reżyser powinien być na tyle przygotowany do pracy z aktorami, aby nie musieć poprzez improwizację poszukiwać efektu - tego, co chce uzyskać. I to mnie ciągnęło do pracy z dramatem, do pracy z aktorem. Oczywiście to nie jest pozbawione poszukiwań, ale to są nieco inne poszukiwania.

    Czyli partyturę ma Pan zawczasu przygotowaną?

    Tak. Wiem, co chcę uzyskać w konsekwencji. To jest mój żywioł w reżyserii. Takie poszukiwania w tę stronę są ciekawsze dla mnie.

    Chciałabym jeszcze kontynuować, jeśli Pan pozwoli, wątek Pańskiej kariery. Spektakularna wygrana w konkursie na dyrektora Teatru Polskiego w Bielsku-Białej - w takim towarzystwie? Jak się pan poczuł, kiedy wygrał Pan ze znakomitymi konkurentami?
    1 3 »

    Czytaj treści premium w Kurierze Porannym Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Poranny.pl poleca

    Kobiety poszukiwane przez podlaską policję. Oszustka, złodziejka, szpieg, fałszerz, dilerka

    Kobiety poszukiwane przez podlaską policję. Oszustka, złodziejka, szpieg, fałszerz, dilerka

    Każdy inny, wszyscy równi. Przez centrum Białegostoku przeszedł I Marsz Równości

    Każdy inny, wszyscy równi. Przez centrum Białegostoku przeszedł I Marsz Równości

    Wojsko wyprzedaje sprzęt z demobilu. Okazyjne ceny [OFERTY Z MAJA 2019]

    Wojsko wyprzedaje sprzęt z demobilu. Okazyjne ceny [OFERTY Z MAJA 2019]