Tanie jedzenie z restauracji w Białymstoku. Aplikacja Too Good To Go pomaga walczyć z marnowaniem jedzenia

Olga Goździewska-Marszałek
Olga Goździewska-Marszałek
Walka z marnowaniem żywności w Białymstoku. Działa aplikacja i Jadłodzielnia
Walka z marnowaniem żywności w Białymstoku. Działa aplikacja i Jadłodzielnia Too Good To Go/materiały prasowe
W Białymstoku dostępna jest aplikacja "Too Good To Go". Dzięki niej jedzenie z restauracji czy sklepu, które inaczej zostałoby wyrzucone, trafia na nasz stół. Posiłek można kupić z 50-70 procentowym rabatem. To sposób na walkę z marnowaniem żywności, zaproponowany przez duńską firmę.

"Too Good To Go" to aplikacja, która pozwala kupować dania i produkty za jedną trzecią ceny. Zasady jej działania są proste. Użytkownicy widzą, które restauracje lub sklepy są chętne do oddania nadwyżki żywności. Online kupujemy paczkę z jedzeniem, którą trzeba odebrać w określonym czasie. To, co znajdziemy w pudełku, jest niespodzianką.

Walka z marnowaniem żywności w Białymstoku - aplikacja

W ten sposób każdy może walczyć z marnowaniem żywności i kupić żywność ze sklepu lub restauracji w przystępnej cenie. Do akcji dołączyli m. in. Baristacja, Słodkie Pasje Agi, Mama Thai Bistro, Miejski Młyn, Ciastki Patki -Cukiernia Rzemieślnicza, Maison du Cafe, Viking Point, Fit Cake, Spółdzielnia Bar&Kafe, Kawiarnia Akcent, Zdrowy Smak, Czysta Micha, Duet - domowo i zdrowo, White Bear Coffee, Pizzeria da Augustino, Pizza Majstry oraz sieci Carrefour, Grycan, Costa Coffee, North Fish i BP.

- Idea zero waste i działania proekologiczne leżą w naturze naszej firmy. Akcja pozwala nam minimalizować straty, a goście otrzymują produkty w atrakcyjnej cenie. Każdy na tym korzysta. Często oddajemy żywność pełnowartościową, która na drugi dzień nie mogłaby już trafić do sprzedaży - tłumaczy Marcin Zalewski z White Bear Coffee w Białymstoku. - Przygotowujemy sporą liczbę paczek, od kilku do kilkunastu dziennie. Do pudełka wkładamy bułki, kanapki, ciasto, czasami kawę. Wiele zależy od tego co w danym dniu nam zostaje. Zauważyłem, że naprawdę sporo osób korzysta z tej aplikacji i z radością przychodzi po jedzenie - dodaje współwłaściciel sieci kawiarni.

Paczki z białostockich restauracji kosztują zazwyczaj 7-15 zł. Bywają też droższe, ale wtedy w pudełku znajduje się kilka dań lub porządny zestaw produktów, którym kończy się termin ważności.

Akcja "Too Good To Go" ma wady

Korzystanie z aplikacji "Too Good To Go" wymaga jednak cierpliwości. Lista lokali oferujących posiłki do sprzedania, prawie zawsze jest pusta. Najczęściej wieczorami pojawia się kilka ofert, które już po kilku minutach znikają. Trzeba mieć trochę szczęścia, by "upolować" paczkę. Kilkudniowy test aplikacji pokazał nam również, że nie wszystkie restauracje regularnie zbywają żywność. Są i takie, które szybko wycofały się ze współpracy z duńską firmą. Powodem były niekorzystne dla przedsiębiorcy warunki.

Warto wiedzieć, że szczytnej idei ratowania żywności przed marnowaniem towarzyszy zwykły biznes. Restauratorzy czy właściciele sklepów nie muszą płacić za dołączenie do akcji, ale pobierana jest prowizja od zamówienia. Przy niskich cenach jakie płacimy za pudełka, do kieszeni partnerów aplikacji trafiają grosze.

Zobacz też:Jadłodzielnia już działa. W niej możesz podzielić się jedzeniem

- Może wciąż jesteśmy na liście partnerów "Too Good To Go", ale zrezygnowaliśmy z udziału w akcji, która według mnie nie ma sensu. Dla mnie nie do przyjęcia jest sytuacja, kiedy firma pod przykrywką społecznej akcji, pobiera od restauracji ogromną prowizję, w wysokości aż 40. procent. Nie chcę w czymś takim uczestniczyć - stwierdził właściciel jednej z białostockich restauracji (nazwisko do wiadomości redakcji).

Twórcy aplikacji "To Good To Go" podkreślają jednak, że pieniądze nie są w przypadku ich akcji najważniejsze. Liczy się efekt. Z aplikacji na całym świecie korzysta ponad 16 milionów osób, ratowane są więc tony żywności.

Przypomnijmy, że w Polsce rocznie marnuje się około 9 milionów ton jedzenia. Na co dzień możemy z tym walczyć nie tylko za pośrednictwem aplikacji. W Białymstoku działa również Jadłodzielnia, przy ul. Krakowskiej. To miejsce do którego wszyscy mieszkańcy mogą przynosić żywność, a także częstować się tym, co zostawili inni.

Większość przynoszonych do Jadłodzielni produktów (jak np. makarony, konserwy czy jogurty) powinna być zapakowana fabrycznie. Na półkach można też kłaść warzywa, owoce, a nawet pieczywo i własne wyroby. Wszystko ma być jednak zdatne do spożycia.

Rząd podjął decyzję w sprawie obostrzeń.

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
23 sierpnia, 15:56, Gość:

Tanie jedzenie tylko dla zaczepionych i z "paszportami"?;) Reszta niech z głodu zdycha;) A co.

Tego niedzielski się domaga:)

G
Gość
Tanie jedzenie tylko dla zaczepionych i z "paszportami"?;) Reszta niech z głodu zdycha;) A co.
G
Gość
A może białostoccy restauratorzy zrzuciliby się na stworzenie podobnej aplikacji - wtedy nie byłoby 40% marży dla uczestniczących w akcji podmiotów... Mogły by się dołączyć też niektóre sklepy, które masę żywności musza wyrzucać...
w
www.i.Bialystok.pl
"Jadłodzielnia" czyli okradanie głodnych przez księdza Jagiellonii i Urząd Miasta Białystok? https://youtu.be/1Oc2v31geQk

Kolejny ustawiony złodziejsko „konkurs”? A „Jadłodzielnia”? Czemu półki są wciąż puste? Czynne do godz.18, w sobotę do godz.14, w niedzielę nieczynne, chociaż obok kościół, co tam głodni, pic na wodę, fałszywa dobroczynność, kampania wyborcza Tur=Tusk=olaskiego? Dwukrotnie orzucano lepszą ofertę, proponującą działalność także w niedzielę, festyn promocyjny, zatrudnienie osób niepełnosprawnych zamiast urzędników, czyżby konkurs ustawiono pod działalność kościelnej fundacji Spe Salvi Księdza Andrzeja Dębskiego, kapelana Jagiellonii Białystok, chociaż prawo zakazuje dotowania z publicznych pieniędzy działalności religijnej i politycznej? „POdobnie jak np. „Białostocki Śledź Książkowy - akcja magistratu mająca promować czytelnictwo i swobodny obieg książek wśród czytelników. Od jesieni ubiegłego roku, gdy się zaczęła, akcja gasła z dnia na dzień. Dziś w jednej z gablot nie ma w ogóle żadnej książki w drugiej - leżą cztery książki dla dzieci. W gablotach pustki są od dawna. Akcja rozpoczęła się 27 października 2017 roku, gdy prezydent miasta i jego urzędnicy zapełnili książkami dwie metalowe gabloty w kształcie śledzia ustawione obok przystanków autobusowych w centrum miasta. Pomysł polegał na tym, że książki z gabloty może wziąć każdy. Wziąć, żeby przeczytać i położyć z powrotem do gabloty. Wkrótce zapełnione regały opustoszały i już się nie zapełniły. Prowadzący akcję pracownicy Urzędu Miejskiego w Białymstoku regularnie dokładają książki do regałów. - Od początku akcji dołożyliśmy w sumie prawie dwa i pół tysiąca książek - mówi w rozmowie z Onetem Urszula Mirończuk, rzecznik prasowy prezydenta Białegostoku. - Książki dostajemy od naszych partnerów tej akcji, czyli Książnicy Podlaskiej i jeszcze jednej białostockiej księgarni internetowej. Dokładamy je co drugi, trzeci dzień mniej więcej po 20 książek na regał. Tytuł w lokalnej Gazecie Wyborczej brzmi: "Wszechpolacy Dmowskim zapychają Białostockie Śledzie Książkowe". Artykuł opowiada o akcji Młodzieży Wszechpolskiej jako próbie indoktrynacji. Czy skutecznej? Sto egzemplarzy książki Dmowskiego rozeszło się w ciągu dwóch dni. Musieli je wziąć przechodnie, bo na pewno nie ruszali ich pracownicy Urzędu Miejskiego. O tym zapewnia Urszula Mirończuk. - Nasi pracownicy dokładają książki, sprawdzają też, czy książki w gablotach nie są zniszczone, a także czy nie zawierają treści niepożądanych, na przykład pornografii. Nigdy nie zabierają innych książek - mówi Onetowi Urszula Mirończuk.

We wtorek 22 maja gabloty zapełniły się wydawnictwami jednego autora - Romana Dmowskiego. To akcja Młodzieży Wszechpolskiej, która chciała spopularyzować myśl narodową. Od wtorku z gablot Białostockiego Śledzia Książkowego zniknęły wszystkie egzemplarze dzieł Romana Dmowskiego zostawione tam przez Młodzież Wszechpolską.
6783
To co w pudełku jest niespodzianka. Aż strach pomyśleć co ta gimbaza może zapakować.
K
Kurier Choroszczy
Najtańsze jedzenie to tylko na piknikach politycznych, gdzie można zjeść wegańską grochówkę z kiełbasą i przegryźć wegańskim boczkiem.
Dodaj ogłoszenie