Tajemnica domu

Adam Czesław Dobroński adobron@tlen.pl
To pewnie jedna z ostatnich tajemnic białostockiego getta, którą ujawniamy dzięki Markowi Jankowskiemu. Gdyby dotrwała do dziś, byłaby wielką atrakcją.

Zacznijmy od początku. Widoczny na zdjęciu dom stał przy ulicy Górnej 15. Właściwie była to uliczka między Nowogródzką a Poleską, równoległa do Ciepłej, Chmielnej i Smolnej. Cały ten kwartał zwano Markową Górą, po sąsiedzku zaś, zaraz za torami carskiej kolei Białystok - Baranowicze, znajdowała się Brazylka. Kto jeszcze dziś pamięta te nazwy?!

W drewniaku z ogródkiem i studnią (ważne!) mieszkali państwo Sokołowscy; Jan był policjantem, a więc figurą ważną i dobrze sytuowaną. Za sprawą niemieckich okupantów późnym latem 1941 roku wysiedlono stąd ludność chrześcijańską, bo Markowa Góra została włączona do getta. Nie dowiemy się już chyba - obym się mylił - jakie rodziny pędziły przy Górnej 5 (Ochsengasse) dramatycznie ciężki żywot. Wiadomo natomiast, że w 1954 roku zamieszkała w domu teściów pani Eugenia Sokołowska. Notabene i ona nie miała łatwego życia, jako żona syna sanacyjnego policjanta.

"Kiedy wprowadziłam się tam - wspomina pani Eugenia - dom teściów był pusty, w oknach brakowało szyb i tylko pluskwy miały się dobrze. Atakowały nawet w łóżeczku naszą córeczkę. Wiosną 1956 r. postanowiliśmy więc zrobić remont. Mąż dom obił papą, a całe mieszkanie spryskaliśmy popularnym wówczas azotoksem. W jednym z pokoi stał piec kaflowy, a pod drzwiczkami zwracała uwagę pomalowana na brązowo, przybita do podłogi blacha. Poprosiłam męża, aby ją wymienił, bo poszarpane krawędzie przeszkadzały w zmywaniu podłogi. Kiedy ten obcęgami wyrywał blachę, przestraszył się i krzyknął do teściowej: Mamo, patrz, tam w podłodze jest dziura. Wtedy wbiegłam i ja do pokoju.

Przy piecu zobaczyłam kwadratowy otwór wielkości mniej więcej poduszki. Wewnątrz było widać abażur z żarówką, jakich się używało przed wojną w kuchni, a obok leżała szmata.

Mąż był szczupły, udało mu się wejść przez otwór i wtedy wyjaśniło się, że to była kryjówka ciągnąca się pod całym pokojem. Materiał zaś, który wydał mi się szmatą, okazał się czarną spódnicą w zielone wzory. Wyrzuciliśmy je ostrożnie na śmietnik, strach było dotykać, baliśmy się robactwa. Mąż doszedł do wniosku, że kryjówka dlatego była pod pokojem szczytowym (widać na zdjęciu te dwa okna), bo kilka metrów dalej znajdowała się studnia i pewnie do niej prowadził mały tunel. Dopiero wtedy dowiedziałam się, że dom należał do getta, potem przeczytaliśmy o tym w książce, a i sąsiedzi potwierdzali. Kryjówka była na tyle wysoka, że można było w niej stać. Mąż zabił dziurę blachą i tak mieszkaliśmy tam do początków lat 70., kiedy cały ten teren zajęły bloki".

Tyle opowieści pani E. Sokołowskiej, a zdjęcie przedstawia dom z kryjówką na rok przed wyburzeniem. Pytań ciśnie się wiele. Tajne pomieszczenie nie zostało zniszczone, ale czy ukrywający się mieszkali w nim po sierpniu 1943 roku? Wiemy, że mimo odcięcia wody i światła, mimo licznych patroli niemieckich, na terenach getta przetrwało kilku (może kilkunastu) umęczonych Żydów, aż do wejścia wojsk radzieckich w końcu lipca 1944 roku.

Czy i przy Górnej 15? Mało to prawdopodobne, ale niewykluczone. Może jeszcze uda się uzupełnić historię kryjówki, która przetrwała niemal 30 lat po wojnie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie