Szymon Majewski: Nigdy nie spoważnieję

Fot. wikipedia.org
Pamiętam, że kiedyś dostałem wielką kilkudziesięciostronicową ocenę tego, jak się zachowuję przed kamerą. Nie było w niej wiele dobrego - mówi Szymon Majewski, showman, prezenter telewizyjny i radiowy, dziennikarz.
Pamiętam, że kiedyś dostałem wielką kilkudziesięciostronicową ocenę tego, jak się zachowuję przed kamerą. Nie było w niej wiele dobrego - mówi Szymon Majewski, showman, prezenter telewizyjny i radiowy, dziennikarz. Fot. wikipedia.org
Dla mnie lato na plaży, gdzie pełno jest stóp w klapkach albo zupełnie bosych to raj na ziemi! - Mówi Szymon Majewski, showman, prezenter telewizyjny i radiowy, dziennikarz.

Nie masz problemów z namówieniem gości do udziału w swoim programie?
- Nie, raczej nie.

Pytam, bo mierzenie się z poczuciem humoru, zwłaszcza absurdalnego, dla wielu jest pewnie trudniejsze niż najcięższa debata polityczna. Odmówił ci ktoś udziału w Szymon Majewski Show?

- Oczywiście. Są tacy, których od lat zapraszam, a oni konsekwentnie za te zaproszenia dziękują. Na przykład Marek Kondrat.

Dlaczego?

- Nie wiem. Może po prostu nie pasuje mu konwencja. Wbrew pozorom mój program jest bardziej wymagający wobec gości niż przeciętny wywiad w telewizji. Oczekujemy przecież od nich współtworzenia atmosfery, uczestniczenia w żarcie. A to duże wyzwanie. Niektórym to nie pasuje.

Zupełnie niedawno świetnie sobie z tym poradził Janusz Gajos.

- I to było niesamowite! Zapraszaliśmy pana Janusza także wiele lat, aż w końcu powiedział okay. Ale chciał się wcześniej spotkać i sprawdzić, co ze mnie za gagatek. Pamiętam, że strasznie pociły mi się ręce, kiedy jechałem na to spotkanie. Czułem się jak student - chciałem dobrze wypaść, starałem się, żeby się mnie nie wystraszył. Dlatego nie mówiłem za dużo i starałem się nie gestykulować. Potem spotkaliśmy się jeszcze raz, żeby omówić, co będzie w programie, i wyszedł z tego kapitalny odcinek. Uświadomił mi, że bardzo tęsknię za gośćmi ze starszego nieco pokolenia. Młodsze jest ciągle w mediach - opisywane, filmowane. Jesteśmy nim mocno nasyceni. Starsi są tajemnicą. A kiedy się pojawiają, tak jak pan Janusz Gajos, dodają splendoru.

Bywa, że dzwoni do ciebie rzeczywisty odpowiednik którejś z postaci "Rozmów w tłoku" i mówi: przesadził pan...

- Telefonu chyba jeszcze nie odebrałem, ale dochodziły mnie słuchy, że był ktoś naszymi żartami urażony. Na przykład pani Zyta Gilowska. Wiem też, że Małgosia Foremniak nie była do końca zadowolona z parodii siebie. A przecież jest piękną kobieta i ma tyle atutów, że mogłaby innym dać troszkę podrzeć z siebie łacha... Ale dla odmiany Joanna Senyszyn dzwoni i prosi o więcej.

Miałeś już jakieś sprawy sądowe w związku z tymi parodiami? Procesem swego czasu odgrażała się Danuta Hojarska. Mówiła, że zrobiłeś z niej wiejską babę...

- Tak, był taki epizod. Ale sprawa została umorzona. Sąd uznał, że polski wymiar sprawiedliwości nie będzie się zajmował ściganiem faceta, który stroi sobie żarty.

Zawsze się zastanawiam, patrząc na "Rozmowy w tłoku", czy jesteś bardziej antypisowski czy antyplatformerski?

- Niektórzy twierdzą, że tylko antypisowski, a to nieprawda. Staramy się dokładać wszystkim po równo. Tylko partie bardziej tradycyjne - LPR czy PiS - mają bardziej konserwatywny elektorat. To ludzie przywiązani do tradycyjnych, poważnych mediów. Pewnie dlatego są bardziej rozdrażnieni tym, co robię. Dlatego też na pewno są łatwiejszym celem dla żartów. A w ogóle jest tak - co mówię na podstawie wieloletnich obserwacji - że politycy w końcu tracą poczucie humoru. Najczęściej wtedy, kiedy zdobywają władzę. Donald Tusk był miły dwa lata temu. Dziś już nie zatrzyma się i nie pogada z Ąckim... Jak rządził SLD, też nie byli zadowoleni z żartów, które z nich robiłem, wtedy jeszcze w radiu. Generalnie trudno też zaprosić naszych polityków do programu. W Stanach tamtejsi lubią być w show, ocieplać wizerunek.

Skąd bierzecie takich ludzi jak CeZik, który śpiewa piosenki od tyłu, albo panią z fają, która robiła przegląd prasy?

- W jednym i drugim przypadku to była sieć. CeZika na jakiejś imprezie grillowej podpowiedział mi kolega. Stwierdził, że w internecie jest chłopak, który pasowałby do programu. Spotkaliśmy się więc, dogadaliśmy i do nas trafił. Baśka z klatki B od przeglądów też była z sieci. Ale ludzie trafiają do programu także przez castingi.

A kto wymyśla prezenty? Dom na głowę Maćka Stuhra, który podobno jest domatorem, odkurzacz z książką dla pisarki Katarzyny Grocholi, gorset Dojcze Gabbany dla Joanny Koroniewskiej...

- Na początku było tak, że to ja je wymyślałem. Ale moi współpracownicy szybko podłapali klimat i teraz to praca zbiorowa. Siedzimy w osiem osób i wymyślamy wszystko.

Te prezenty to kontynuacja twoich wynalazków z "Wieczoru z Alicją" u Alicji Resich-Modlińskiej. Pamiętam urządzenie do modelowania mimiki - nerwowmordekurdela_tor...

- Pamiętasz to? No to super! To właśnie ta konwencja. Element totalnej abstrakcji w programie. Najważniejszy jest pomysł, reszta w rękach wykonawców. A mamy ich naprawdę świetnych. Jeden jest z Warszawy, nazywa się Marcin Kędzierzawski, a drugi z Częstochowy i nazywa się Tomek Sieniawski.

To teraz trochę pytań osobistych. Masz dwójkę dzieci - Zosię i Antka. One mają pewnie koleżanki i kolegów, których tatusiowie są poważnymi prawnikami czy chirurgami. Kumple twoich dzieci zazdroszczą im wyluzowanego taty?

- Pewnie czasem zazdroszczą. Podejrzewam jednak, że moim dzieciom czasem może być z mojego powodu ciężko. Program tu i tam jest komentowany. Zosia i Antek pewnie z echem tych komentarzy się spotykają.

Bywasz surowym ojcem?

- Czasami, ale ciężko mi to przychodzi. Zawsze potem cierpię, nie jestem konsekwentny i w związku z tym popełniam masę błędów. Superniania pewnie niejedno by mi wygarnęła... W związku z tym dzieciaki dobrze wiedzą, że można mnie rozmiękczyć.

W programie często mówisz o swojej żonie Magdzie. W jednym z nich nawet namówiłeś gościa, żeby do niej zadzwonił. Czemu tak ją promujesz?

- Nie promuję. Skoro mam ją w głowie, to o niej mówię. Jeśli człowiek z kimś przeżywa miłe chwile, czuje się szczęśliwy, to warto się tym dzielić. W końcu miłość to zdrowe uczucie.

Za taką postawę i szacunek dla żony zyskałeś nawet uznanie eks-posła LPR Wojciecha Wierzejskiego...

- Prawda. Powiedział, że jestem bardzo prorodzinny i w pełni się z nim zgadzam. Rodzina dla mnie to podstawa, nie ma niczego lepszego i ważniejszego. Najlepiej się czuję, kiedy wszyscy jesteśmy razem i wszystkich mam pod ręką - żonę, dzieci, no i psa, który leży w kącie.

To w tej chwili muszę ci zadać bardzo intymne pytanie... O stopy. Bardzo cię podobno fascynują. Co w nich jest takiego?

- Pojęcia nie mam! To, że chodzą po ziemi? Po prostu są piękne! Wzorem są oczywiście stopy mojej żony, ale właściwie we wszystkich jest coś fajnego...

W liceum miałam kumpla, którego dla kontrastu do tego stopnia brzydził widok stóp, że nie wyobrażał sobie w związku z tym seksu...

- Biedny facet... Ja jestem na przeciwległym biegunie. Dla mnie lato na plaży, gdzie pełno jest stóp w klapkach albo zupełnie bosych to raj na ziemi!

A brzuchy i pępki, zwłaszcza że zdarza ci się dawać na nich autografy...

- Hmn... No tak. Też są ładne. Rzeczywiście bywało, że dziewczyny zadzierały t-shirty i prosiły o podpis na brzuchu... Byli tacy, co nastawiali plecy, ręce. Jakiś chłopak nawet poprosił, żebym mu się podpisał na czole!

To już chyba rozumiem, czemu zdarzyło ci się wiać przed fanami, którzy podchodzili i prosili o podpis.

Gdzieś mi się wtedy strasznie spieszyło i zobaczyłem sporą grupkę, chyba ze dwadzieścia osób, jak idzie do mnie z notesami i długopisami... Wiedziałem, że potrwa to z pół godziny, jak nie więcej... Przystanąłem, popatrzyłem na nich z przerażeniem i... puściłem się biegiem! Żałuję tylko, że nie widziałem ich min.

Od niektórych propozycji zawodowych też uciekłeś. Nie poprowadziłeś na przykład "Jestem jaki jestem", słynnego show Michała Wiśniewskiego z kamerami u niego w domu.

- Bo nie zgadzałem się z ideą tego programu. Teraz mam też chyba cieplejszy stosunek do jego bohatera. Wtedy był dla mnie postacią raczej nie do zaakceptowania. Trudno by mi było z tym wszystkim zmuszać się do pracy.

Hubert Urbański się zmusił, a widać było, że stosunek do Michała Wiśniewskiego miał co najmniej podobny do twojego...

- To prawda. Hubert w dodatku jest profesjonalistą i zazwyczaj nie widać po nim emocji podczas pracy. Tymczasem w tym programie je okazywał...

A propozycję z "Tańca z gwiazdami" miałeś?

- Wielokrotnie. Za każdym razem odmawiałem, bo nie mieści mi się w głowie, że przez tak długi okres musiałbym odbywać katorżnicze treningi po wiele godzin dziennie...

Ale tańczyć umiesz?

- Mam poczucie rytmu, myślę, że bym sobie poradził. Ale kierat mnie przerasta. Wolę przejść się z psem i wkładać energię w mój program, bo też jej sporo potrzebuje...

Oglądasz Szymon Majewski Show?

- Nie, nie mogę.

Dlaczego?

- Wstydzę się...

Czego?

- Siebie... Wszystkiego, co tam robię... Tak samo było z radiem. Też nie mogłem w nim siebie słuchać.

"Świrowanie" w telewizji zaczynałeś jeszcze wtedy, gdy było w niej raczej dość nobliwie...

- I długo obrywałem za to po głowie. Jak się pojawiłem w "Wieczorze z Alicją", to po drugiej czy trzeciej emisji półtoraminutowych wstawek o szalonym wynalazcy, producent programu miał na głowie władze telewizji... Musiał się tłumaczyć, co to za pomysł i walczyć o to, żeby nie zdejmować tego grzmota... To samo było przy programie "Słów cięcie gięcie". Pamiętam, że kiedyś dostałem wielką kilkudziesięciostronicową ocenę tego, jak się zachowuję przed kamerą. Nie było w niej wiele dobrego. Napisali, że się kiwam, że mówię niewyraźnie, że gestykuluję, robię miny.

To strasznie uparty jesteś, że przetrwałeś w tym wszystkim.

- Wychodziłem z założenia, że jak nie chcą mnie tam, to może zechcą gdzie indziej. Najwierniejszy chyba byłem mediom prywatnym. Tam przełożenie było proste: jak cię oglądają, to my cię puszczamy. To zresztą powoduje, że człowiek jest bardziej odpowiedzialny i wie, że zależy od siebie.

Prowadząc imprezę dla PZPN rzuciłeś, że Polska reprezentacja nie strzela bramek, bo ma kontrakt z reklamodawcami i wali w bandy...

- O matko... To była największa porażka. Potem znajomy się śmiał, że wykazałem się straszną naiwnością. Wydawało mi się, że jak rzucę kilka śmiesznych tekstów o marnej kondycji piłki nożnej, to PZPN będzie się z tego śmiać... Totalna wtopa. Ktoś tam gwizdał, ktoś tupał...

Masz 43 lata. Myślisz, że będziesz kiedyś musiał spoważnieć?

- Też cały czas się nad tym zastanawiam. I wydaje mi się, że chyba nie. Lekarze mi mówią, że jestem coraz starszy i na przykład przy bieganiu czy ćwiczeniach może już coś strzykać. A ja ciągle w to nie wierzę... Boję się oczywiście, że kiedyś ludzie będą obserwować brykającego 80-latka i to będę ja. To byłoby tragiczne...

A gdybyś musiał kiedyś zająć się czymś poważnym, to mógłbyś być znów technikiem autoklawów medycznych, czyli wykonywać swój zawód, czymkolwiek on jest...

- To były jedyne papiery, jakie w życiu zdobyłem. Ale teraz nie mógłbym się już tym zajmować, bo uprawnienia trzeba odnawiać co trzy lata. Praca polegała na obsłudze pieców do sterylizowania narzędzi chirurgicznych w szpitalach. Wykonywałem ją bardzo porządnie, bo jak się już za coś wezmę, to robię to dobrze.

A propos wykształcenia - jesteś deprawującym przykładem dla młodzieży. Pokazujesz, że bez mitycznej matury, można jednak zajść wysoko...

- Maturę zrobiłem, tylko rok później. Ale jednak za każdym razem, jak próbuję powiedzieć synowi: stary, weź się, kurczę, do roboty, popraw klasówkę, to on mówi: a ty poprawiałeś? No i rozmowa się kończy. A przecież to, co mi się przydarzyło, jest jak wygrana na loterii.

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
Janek od firanek
Szymek nie jest źle raz coś fajno Ci wyjdzie i na serio hiham się i świetnie sie bawię ,czasem cos tam palniesz chłopie ale generalnie jesteś strawny
d
damazpieskiem
CYTAT(PZADRAWLAJU @ 9.05.2010, 14:36:47)
TEGO RODZAJU KLAUNÓW WYNAJMOWAŁY MEDIA UKRAIŃSKIE DO OGŁUPIANIA SPOŁECZEŃSTWA UKRAIŃSKIEGO. NIE TRUDNO SIĘ DOMYŚLIĆ, KTO TAKIE MEDIA O TAKICH KLAUNÓW PROMUJE I OPŁACA. WYSTARCZY POPATRZEĆ, CO TERAZ DZIEJE SIĘ Z UKRAINĄ...

skad wiesz tak dokladnie???.....kup bilet powrotny i wracaj tam...czyscic stalina
P
PZADRAWLAJU
TEGO RODZAJU KLAUNÓW WYNAJMOWAŁY MEDIA UKRAIŃSKIE DO OGŁUPIANIA SPOŁECZEŃSTWA UKRAIŃSKIEGO. NIE TRUDNO SIĘ DOMYŚLIĆ, KTO TAKIE MEDIA O TAKICH KLAUNÓW PROMUJE I OPŁACA. WYSTARCZY POPATRZEĆ, CO TERAZ DZIEJE SIĘ Z UKRAINĄ...
~tolek~
Trzeba świrować by nie zwariować, na serio w tym kraju Odpowiada mi takie poczucie humoru inne też. Ludzie muszą mieć dystans do wszystkiego: polityki, siebie, społeczności. Jeżeli będzie tylko propaganda to ja :. P DEMOKRACJA radzę innym otworzyć słownik. Każdy a prawo mówić co myśli. Nie lękajcie się.
d
damazpieskiem
masz racje FACET ***** NIE powazniej !!! Powaga wcale nie jest oznaka MADROSCI , moze oznaczac deb***a co nie ma nic do powiedzenia i nadrabia powaga....jestes molto simpatico augurii!!!
Dodaj ogłoszenie