Wyszukiwarka wyborcza

Wybory Parlamentarne

Sprawdź, gdzie możesz zagłosować

Do wyborów pozostało

  • 01dzień
  • 22godz.
  • 12min.
Odwiedź serwis wyborczy 

Szajka taksówkowych żulików trzęsła miastem

Włodzimierz Jarmolik
Sympatyczni na pozór chuligani przemieniali się w ordynarnych wymuszaczy. Ich ofiarami stali się owi, tak przez nich dotąd szanowani taksówkarze.
Sympatyczni na pozór chuligani przemieniali się w ordynarnych wymuszaczy. Ich ofiarami stali się owi, tak przez nich dotąd szanowani taksówkarze. sxc.hu
Odwołam się znowu do Słownika tajnych gwar przestępczych Klemensa Stępniaka. Żulią określano grupkę młodocianych chuliganów mającą już za sobą kontakt z policją, a nawet wyroki, marnie jednak była ona notowana wśród ulicznych twardzieli.

W drugiej połowie lat dwudziestych minionego wieku stałym miejscem bytowania gromadki białostockich żulików były okolice postoju taksówek przy Rynku Kościuszki. Rej wśród nich wodził młodzian właśnie o ksywie Żulik. Chłopaków ciągnęło do motoryzacji, a auta do wynajęcia były w Białymstoku wówczas dużą nowością i atrakcją.

Małolaty szybko weszli w zażyłość z szoferami, którym pomagali często przy czyszczeniu, a nawet naprawie drobnych usterek w samochodzie. Dostawali za to parę groszy. Drobne napiwki dostawali też od pasażerów, zwłaszcza podpitych wojskowych, którym otwierali z uszanowaniem drzwi błyszczącego zagranicznego pojazdu.

Z biegiem czasu żulikom z Rynku Kościuszki znudziły się drobne zarobki. Dorastali, to i wydatki mieli większe - papierosy, alkohol, dziewczynki kosztowały. Sympatyczni na pozór chuligani przemieniali się w ordynarnych wymuszaczy. Ich ofiarami stali się owi, tak przez nich dotąd szanowani taksówkarze.

Zorganizowana już na dobre szajka zaczęła żądać od każdego kierowcy, parkującego na ich postoju, codziennej opłaty 2 złocisze. Ponieważ taksówkarzy kursowało z Rynku Kościuszki ponad 20, zarobek zaradnych żulików był całkiem spory. Rozzuchwaleni chuligani postanowili rozszerzyć zakres swoich usług wobec szoferów. Za pilnowanie porządku na postoju, grandziarze - jak także określano owych wyrostków - zaczęli pobierać procent od każdego kursu, zwłaszcza od tras zamiejscowych.

Żuliki z doświadczenia wiedzieli, że najbardziej zyskowne są kursy nocne. Taksówki nie miały wówczas jeszcze taksometrów, pasażerowie uzgadniali więc opłatę przed zatrzaśnięciem drzwiczek samochodu. Przy takich targach był obecny obowiązkowo któryś z podwładnych szefa Żulika - Murzyn, Czarny Pietrek lub Szmata. Po powrocie z kursu szofer musiał uiścić haracz.

Początkowo zdarzało się, że jeden czy drugi szoferak odmawiał przymusowych ofiar na potrzeby pazernej żulii. Szybko jednak stawał się posłuszny. Chuligani potrafili odstraszyć klientów od opornych taksówkarzy i zmuszać ich, by zajmowali miejsca w autach tych zgodliwych. Niechętnym szoferom przytrafiało się też często wymieniać wybite szyby w swoim samochodzie, naprawiać uszkodzone reflektory, a nawet silniki. Zdarzały się też bolesne rękoczyny. Rozzuchwalona banda żulików nie pogardzała też datkami w naturze. Zwłaszcza kiedy na postoju pojawił się nowy szofer w zagranicznej, lśniącej gablocie. Wówczas przymusowe było oblanie samochodu i miejsca na postoju. Kolacja dla całej szajki Żulika, suto zakrapiana alkoholem, kosztowała przymuszonego fundatora nawet do 100 złotych.

Młode bandziorki same też lubiły korzystać z usług prywatnej komunikacji. Codziennie któryś z kierowców na postoju przy Rynku Kościuszki musiał być do ich wyłącznej dyspozycji. Kazali wozić się po knajpach, a jak przyszła ochota, to nawet daleko poza Białystok.

Trudno to sobie wyobrazić, ale szajka taksówkowych żulików, którzy powyrastali na niezłych bandziorów, działała bez przeszkód przez 6 lat. Właściciele taksówek byli pod taką presją, że nawet nie myśleli, by zwrócić się o pomoc do policji. Woleli zapłacić kilka złotych ze swojego zarobku, niż mieć uszkodzone auto lub siniaki pod oczami.

W końcu jednak miarka się przebrała. Latem 1934 roku pobity został kierowca Włodzimierz Jefregow. Nie chciał płacić bandyckiej taksy. Zgłosił się na IV komisariat. Nieco później o pobiciu zameldował policji inny szofer - Iłenda. Pozostałym kolegom taksówkarzom z postoju przy Rynku Kościuszki także rozwiązały się języki.

W maju 1935 roku Żulik i jego kompani usłyszeli wyrok - po roku więzienia. Nie była to kara zbyt wysoka. Na postoju kierowcy, a i pasażerowie na krótko odetchnęli z ulgą.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

l
leszek

czy o kibolach też będą tak pisać w przyszłości.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3