Światowy Dzień Książki 2012. Nie ma życia bez czytania

    Światowy Dzień Książki 2012. Nie ma życia bez czytania

    Agata Sawczenko

    Kurier Poranny

    Aktualizacja:

    Kurier Poranny

    Czytać można wszędzie – przekonuje Kamila Januć-Mazurek.

    Czytać można wszędzie – przekonuje Kamila Januć-Mazurek. ©Wojciech Wojtkielewicz

    Czytajmy bajki. I te tradycyjne, i te całkiem współczesne. One dają nam to, czego czasem w życiu brakuje: symbolizm, mistycyzm, fantazję - mówi Kamila Januć-Mazurek, która na co dzień pracuje z dziećmi. Ale zapewnia, że po bajki sięga nie tylko, gdy chce je poczytać dzieciom. Warto brać z niej przykład - zwłaszcza że kwiecień to miesiąc idealny na czytanie. W poniedziałek przypada Światowy Dzień Książki.
    Czytać można wszędzie – przekonuje Kamila Januć-Mazurek.

    Czytać można wszędzie – przekonuje Kamila Januć-Mazurek. ©Wojciech Wojtkielewicz

    Kamila Januć-Mazurek pracuje w przedszkolu terapeutycznym dla dzieci z autyzmem. Jest wielką fanką czytania. Czyta sobie, dzieciom w przedszkolu i swojej pięcioletniej córeczce.
    - Bez czytania nie ma życia - śmieje się. I namawia, by dzieciom czytać już od najwcześniejszych dni.

    - Osłuchują się wtedy z głosem rodziców, szybciej się rozwijają, mają większy zasób słownictwa. To jest takie rzeczowe podejście do sprawy - mówi.
    - Ale pamiętajmy też o tym, że przez czytanie rozwijamy w dzieciach fantazję, wyobraźnię. Dzięki obcowaniu ze światem magii i fantazji mają one ochotę robić rzeczy czasem inne, czasem śmieszniejsze od rówieśników, którym się nie czyta.

    Poza tym czytanie to fenomenalny sposób na spędzenie czasu w pociągu, samochodzie, czy w czasie choroby, kiedy siłą rzeczy dziecko jest ograniczone ruchowo.

    - Ze wspólnego czytania można uczynić tradycję. W rozwoju dzieci bardzo ważne są wydarzenia powtarzające się, mające swoją cykliczność. One porządkują rzeczywistość, świat, dają poczucie bezpieczeństwa. No i sprawiają radość. I to jest superważne - nie ma wątpliwości Kamila Januć-Mazurek.

    Nie może skończyć się za szybko

    Sama równie jest zafascynowana światem książek. - Uwielbiam czytać - rozpromienia się pani Kamila. Czyta bardzo dużo. Książka wystarcza jej na dwa-trzy dni.

    - Lubię książki grube, które pozwalają się zatopić i nie kończą się za szybko. Czytam je z różnych dziedzin. Z racji mojej fascynacji bajkami - dużo fantasy, takiej magicznej, ale i związane z moim zawodem, feministyczne, filozoficzne. Lubię takie z klimatem, o filozofii codzienności, może nawet nie do końca poukładane, burzące schematy, ale zarazem ciepłe.
    Czego w nich szuka?

    - Oderwania od rzeczywistości. Bo czasami trzeba odsapnąć myślowo i sercowo od tego, co się dzieje wokół nas. Druga sprawa to jest poszukiwanie nowych doznań, wchodzenie w doświadczenia, które mnie nie były i być może nigdy nie będą dane, czyli próba podpatrzenia wątków z życia innych osób i ich przeżycia wewnętrznego.

    Czytanie według niej to jest przygoda. Wyrwanie się z szarej rzeczywistości, z tej schematycznej, powtarzalnej.

    - Ale nawet, gdy głową jestem w chmurach, to zawsze i tak stopami suwam po naszym białostockim bruku - śmieje się pani Kamila.

    W literaturze szuka też pomysłów na to, co można zrobić inaczej oraz ładnego języka. No i magii - dlatego właśnie nadal uwielbia bajki.

    Babcine opowieści

    - Ta moja fascynacja zaczęła się, jak byłam mała. W dzieciństwie rodzice uskuteczniali literaturę. Przeróżną. Czytali mi i mojemu bratu bardzo dużo. A babcia opowiadała - trochę historii z życia wziętych, trochę wymyślonych, takich zupełnie magicznych - opowiada Kamila Januć-Mazurek.

    Później - jak żartuje - temat się rozkręcał. Zaczęła czytać sama, i to wszystko, nawet po cichu książki dla dorosłych, zupełnie niedostosowane do jej wieku.

    - Chyba poszukiwałam jakiejś magii, jakiegoś klimatu takiego niedzisiejszego - odpowiada.
    Tej nieco innej rzeczywistości poszukiwała zresztą nie tylko w książkach. Również na co dzień. W liceum zaczęła się angażować w ruchy wolnościowe. Później był temat gender, czyli pierwsze manify i trochę działalności na białostockim squacie.

    - I cały czas gdzieś ten nurt takiego alternatywnego podejścia do życia gdzieś się kręcił - uśmiecha się Kamila Januć-Mazurek.

    Alternatywnego, ale zarazem trochę magicznego. Na całego do bajek powróciła już na studiach.

    - Mieliśmy zajęcia z fenomenalną panią profesor Jolantą Brach-Czajną, która na codzienną rzeczywistość potrafi spojrzeć właśnie z magicznego punktu widzenia. Więc chociaż byłam na pedagogice opiekuńczo-wychowawczych, to poszłam do niej z gotowym tematem pracy magisterskiej. Wstrzeliłam się w jej zainteresowania - mówi pani Kamila.

    Napisała pracę o bajkach, a konkretnie o stereotypach płciowych w baśniach. No i o tym, jak te wzorce się później przekładają się na zachowania kobiet, czyli na przykład jej także. Przyznaje, że bajki bardzo ją inspirują. A z drugiej strony, naprawdę czasem pomagają poukładać sobie życie.

    - Poza tym, nie oszukujmy się: po prostu każdy z nas potrzebuje odrobiny magii. Stąd taka popularność literatury fantasy. Czytanie takich rzeczy naprawdę daje radość. Odciąga od rzeczywistości, choć potem oczywiście człowiek i tak wkłada swoje codzienne kaloszki i idzie swoją drogą - śmieje się. - Ale czasem może się zdarzyć, że zmodyfikuje szlak.

    Mówi, że zwyczajnie się cieszy, czytając książki. Podobnie jej znajomi - też czerpią z czytania ogromną radość.

    - Można czytać książki poważne, branżowe, ale warto znaleźć czas, by poczytać coś, co sprawi radości, co pozwoli poczuć dreszczyk emocji, właśnie tej takiej magii - zmian, niecodzienności. Wszyscy tego potrzebujemy.
    Wydarzyło się, ale nie naprawdę

    Sama tą potrzebą magii zaraża codziennie swoją córkę. - Żaden film, żadna ekranizacja - nawet najlepsza - nie zastąpi książki. Bo świat, który widzimy pod powiekami, wymaga wysiłku, skupienia, wyobraźni, poruszenia różnych obszarów.

    Córka pani Kamili czytanie bajek uwielbia. Ma nawet swoją bajkową filozofię.

    - Mówi, że to coś, co się wydarzyło, choć się naprawdę nie wydarzyło - śmieje się pani Kamila.
    I chociaż pani Kamila rzadko czyta jej bajki tradycyjne, ze swojego dzieciństwa - bo uważa że nie za bardzo już przystają do dzisiejszej rzeczywistości, to i tak córka i jej koleżanki marzą o różowej sukni, balach, motylkach - czymś takim słodkim, przecudnym i niewinnym.

    - Tradycyjne bajki zwykle niestety budują stereotypy. Kobiety są w nich najczęściej księżniczkami: pięknymi, ale nie mającymi swego zdania, swojej woli. Światem w nich rządzą przede wszystkim mężczyźni. No i wiedźmy. Czarne, mroczne, złe. Nikt ich nie lubi - śmieje się pani Kamila.

    Teraz są dostępne bajki, które bardziej przystają do współczesnej rzeczywistości.

    - W sposób odpowiedni do dzisiejszych czasów pokazują znaczenie różnych rzeczy. We wspaniały sposób tłumaczą dzieciom rzeczywistość. Pokazują, że inne dzieci też mają obawy, lęki, potrzeby i jakoś sobie z tym radzą.

    - Są też bajki, które łamią schematy - na przykład o królewnie, która chciała jeździć koparką czy "Grzeczna" Gro Dahle o dziewczynce, która była taka grzeczna, taka cicha i taka posłuszna, że w końcu zniknęła. Wszyscy jej szukali, a ona się po prostu wtopiła w ścianę i przestała być dostrzegalna. Wreszcie rozwiera buzię i wrzeszczy potwornie głośno. I wyłazi z tej ściany i wyciąga stamtąd jeszcze inne kobiety - w tym swoją praprababcię, która też była taką grzeczną, milczącą osobą - opowiada pani Kamila. - Moja córka była zachwycona. Podeszła do tego tak - kurczę, ja też tak do tego podeszłam! - że jejku, ile my możemy, jaką my mamy w sobie siłę.

    Według pani Kamili fajne też są bajki po prostu opisujące rzeczywistość.

    - Tam się nie dzieje nic magicznego. Ale za to są przedstawione zdarzenia, które porządkują naszym dzieciom sytuacje, w jakich one same się znajdują. Są w tej chwili bajki logopedyczne, które ćwiczą język, zabawnie, na przykład o gorylu, który turlał rurki z górki. One są jak najbardziej potrzebne. Nasze dzieci wychowywane w natłoku informacji i różnych bodźców, często rodzinach, w których rodzice są mocno nieobecni - potrzebują poczucia bezpieczeństwa. I książki Kasdepke, Musierowicz czy nawet Harry Potter pokazują, że jest obszar rzeczywistości, w którym dzieje się to i to i co można z tym zrobić: czy się buntować, czy o coś prosić, czy że po prostu tak jest - i co z tego można wyciągnąć.

    Bajki mogą nawet uporządkować świat dorosłych. Sama pani Kamila ma jedną taką swoją bajkę, która kompletnie pochłaniała ją, gdy była dzieckiem.

    - To była bajka braci Grimm o królu Drozdobrodym - mówi. - Teraz, gdy czytam ją po latach, widzę, jak inaczej ją odbieram, wraz z wiekiem i ze świadomością. Inaczej widzę role, które mieli tam kobieta i mężczyzna.

    Również inne kobiety chętnie rozmawiają o bajkach. W ramach spotkań organizowanych przez stowarzyszenie Kobieteria pani Kamila przygotowała warsztat "Księżniczka kontra wiedźma. Kim jesteś w swojej bajce?". Przyszła grupa fajnych kobiet - wszystkie wychowane na tradycyjnych bajkach o królewnach: Księżniczka na ziarnku grochu, Kopciuszek, Królewna Śnieżka, Śpiąca Królewna. I wszystkie mające świadomość, że nie zawsze różowe pantofelki, różowa sukieneczka i tiara wiążą się z czymś wspaniałym i superdobrym. Czasami trzeba być wiedźmą: tą, która wie i która podejmuje decyzje.

    - I udało nam się połączyć te dwie postaci. Doszłyśmy wspólnie do wniosku, że są obszary, w których spokojnie możemy sobie księżniczkować i dla siebie, i dla innych. A z drugiej strony ta wiedźma też powinna mieć swoje odbicie w nas i część naszego nastawienia do życia i naszych poglądów obejmować. Bo życie to jest bajka. I nie warto ograniczać się do jednej z tych ról.


    Czytaj e-wydanie »

    Czytaj treści premium w Kurierze Porannym Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    adrian

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (1) forum.poranny.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Poranny.pl poleca

    Wideo