Znaleźliście się w gronie polskich wykonawców, którzy już za dwa tygodnie będą walczyć o możliwości reprezentowania naszego kraju na Eurowizji. I ponoć to właśnie wy z utworem „Lusterka” i Justyna Steczkowska ze swoją „Gają” jesteście typowani na zwycięzców. Tyle że wasz utwór – śpiewany w mikrojęzyku podlaskim – narobił wiele zamieszania. Powstały dwa obozy - jedni bronią was i podlaskiego języka, a inni nie do końca chyba go rozumieją... Jak wy się w tym zamieszaniu odnajdujecie?
Niczos: Po pierwsze chcielibyśmy podkreślić, że jesteśmy bardzo wdzięczni tym, którzy faktycznie nas wspierają. Jest ich o wiele więcej niż tych z drugiej strony. Robiąc muzykę nie przypuszczaliśmy, że będzie o niej głośno na taką skalę! I tu chodzi nie tylko o muzykę, ale pojawia się też kwestia tożsamości. Tutaj, na Podlasiu, czujemy szczególne wsparcie. Ludzie rozumieją, że nie wysyłamy na Eurowizję tylko duetu Sw@da i Niczos, ale że chcemy tam pokazać tę naszą podlaską kulturę. Jednak nie wszyscy to rozumieją. Byliśmy przygotowani na hejt, bo zderzyliśmy się z nim już przy okazji naszego poprzedniego singla. On też wywoływał podobne emocje. Przekonaliśmy się wtedy, że wielu ludzi faktycznie nie ma pojęcia o istnieniu podlaskiego mikrojęzyka. I mamy nadzieję, że ta niechęć niektórych do naszej muzyki wychodzi właśnie z niewiedzy. Zdarza się, że ludzie są zszokowani kiedy słyszą język, jakim się posługujemy, jakim mówi się przecież w wielu podlaskich miejscowościach. A my chcemy pokazywać, że Polska nie jest jednorodna. I że szczególnie na pograniczach jest bardzo ciekawie. Warto to sprawdzić samemu, dlatego też zapraszamy serdecznie wszystkich na Podlasie.
Czym, z waszego punktu widzenia, jest mikrojęzyk podlaski?
- Swada: Na początku podkreślę, że nie jestem językoznawcą i mogę się wypowiadać jedynie z mojego punktu widzenia. Ja z tym językiem stykałem się od dzieciństwa, najpierw przez babcię i dziadka, którzy się nim posługiwali – tak jak i wielu innych mieszkańców tego regionu – a później przez znajomych. Ten język zawsze w naturalny sposób pociągał mnie swoją melodycznością. Zawsze czułem, że jest bardzo lokalny, swojski i to jakoś bardzo dobrze grało mi w głowie z beatami, które robiłem.
Wolicie używać stwierdzenia, że śpiewacie w mikrojęzyku podlaskim, czy też że tworzycie po swojemu, po naszemu, czy może po chachłacku?
- Niczos: Ja lubię określenie „po swojemu” – to ma w moim odczuciu trochę większe znaczenie niż mikrojęzyk podlaski, w którego przypadku każdy ma swoją definicję. A „po swojemu” pozwala też na takie artystyczne podejście do tematu. My bawimy się słowem, inspirujemy się całym Podlasiem, ale też filtrujemy to przez siebie.
- Swada: Chachłacki to pejoratywne określenie, zwłaszcza w odniesieniu do Ukraińców. Więc tak tego nie określamy. „Po swojemu” to rzeczywiście jest najfajniejsza nazwa. Ludzki umysł szuka jakichś uproszczeń i kategoryzuje, więc określenie „mikrojęzyk podlaski” było pomocne, by to zjawisko językowe, z jakim mam do czynienia w naszym regionie, jakoś nazwać. Ale czy my posługujemy się mikrojęzykiem czy też językiem, to niech zdecydują językoznawcy (śmiech).
Wasz utwór zatytułowany jest „Lusterka”. Jaką historię widzicie, kiedy się w tych „Lusterkach” przeglądacie?
- Niczos: W naszym życiu często nam się wydaje, że ludzie mają wobec nas jakieś wielkie oczekiwania i że cały czas czegoś od nas chcą. A tak naprawdę to my sami stawiamy sobie bardzo wysoką poprzeczkę i wymagamy od siebie najwięcej. I o tym jest ten utwór, ale też o pewnej bezsilności i o tym, by mimo wszystko się nie poddawać. I teraz, w tej całej sytuacji z Eurowizją i dyskusją o mikrojęzyku podlaskim, ten utwór nabiera nowego sensu. W świetle tego, że jest mnóstwo różnych stanowisk, głosów i opinii, my jeszcze bardziej skupiamy się na tym, by obserwować co nam w sercu gra i słuchać przede wszystkim siebie.
A w wersji takiej stricte tekstowej mamy w tym utworze kobietę, która...
- Niczos: Całość jest zawarta w konwencji wsi. Lubię robić takie twisty i współczesne czasy przekładać na to, co było kiedyś. Mamy więc wieś i kobietę, którą cała wieś osądza. I ona czuje się bezsilna, słaba... A tak naprawdę to ona ma to wszystko w głowie.
Czy ty w kontekście tej burzliwej dyskusji o mikrojęzyku podlaskim też czujesz się trochę taką osądzaną kobietą?
- Niczos: Trochę tak. Razem ze Swadą coś takiego odczuwamy, bo nagle wokół nas pojawiło się naprawdę dużo rozbieżnych opinii. I pozytywnych, i negatywnych. Nie mamy z tym problemu, ale musimy się dostosować do tej nowej sytuacji i zachować swoją prawdę. „Lusterka” nie były robione specjalnie pod Eurowizję, więc jest to utwór szczery, płynący z nas, a teraz nabrało nowego znaczenia. Ten numer już wcześniej był w sieci, ale dopiero teraz – w kontekście wyjazdu na Eurowizję – nabrał takiego rozgłosu.
Muzycznie w tym utworze też się bardzo dużo dzieje.
Swada: Trochę się rzeczywiście dzieje (śmiech). W naszej muzyce stawiamy na otwartość. Miksujemy różne gatunki, coś z Brazylii z czymś z Afryki i z jakimś sposobem myślenia didżeja z Ukrainy. I to wszystko podlewamy naszą podlaskością. Wszystko to, co nas inspiruje, śmiało łączymy i określamy jako Podlasie Bounce.
Podlasie Bounce?
- Swada: Niedawno rozmawialiśmy z etnografką z portalu o języku między innymi o elementach piękna śpiewu lokalnego i pieśni... Nika wymyśla swoje teksty i większość naszych piosenek jest jej autorstwa, ale one są zakorzenione w tym, co tutaj się działo śpiewaczo. To są rzeczy przekazywane z prawieków, piękne pieśni - melodycznie i tonalnie. I to jest jeden element tych utworów. Drugi element to bounce. Szukamy rytmu, który prowokuje nas do tańca, do podrygiwania. Taniec ma wspólnotowy charakter i to jest dla nas ważne.
Jeśli już jesteśmy przy wspólnocie, to w mediach społecznościowych macie niesamowitą ekipę ludzi, którzy was wspierają i skupiają się wokół waszych profili.
Niczos: Tak! Widzimy dużą grupę wsparcia i chcemy pokazać, że są dla nas ważni. Założyliśmy ostatnio grupkę na Telegramie skupiającą ludzi, którzy nas wspierają. Duża część z nich była z nami jeszcze przed Eurowizją , obserwują nas od dawna. Jest tam sporo ludzi z innych zakątków świata, ale łączy nas powrót do tradycji, do korzeni właśnie z takim tanecznym klimatem. Warto podkreślić, że nasze teledyski by nie powstały, gdyby nie fantastyczni ludzie. Nie ukrywamy, że wszystko robimy sami i bywało tak, że pisaliśmy na Instagramie, że potrzebujemy czegoś i od razu pojawiali się tacy, którzy wyciągali pomocną dłoń. Chcemy tworzyć taką społeczność, która może siebie wspierać.
Społeczność wspierała was też kiedy zgłaszaliście się na Eurowizję? Jak trafiliście na te eliminacje?
- Swada: Właśnie od otaczających nas ludzi dostaliśmy informację, że „o ten kawałek to może byście wrzucili na Eurowizję” (śmiech). I takie głosy się przewijały, zwłaszcza po wydaniu naszej płyty w listopadzie. Któregoś wieczoru Nika sprawdziła w internecie, że formularz zgłoszeniowy jest bardzo prosty. Wypełniliśmy go w ciągu kilku minut. A potem byliśmy bardzo zdziwieni, jak się okazało, że zakwalifikowaliśmy się do pierwszej preselekcyjnej grupy. Wybrano nas z ponad 200 zgłoszeń! To było spore zaskoczenie! A później jeszcze większe, jak się okazało, że jesteśmy już w polskim finale.
Coś to zmieniło w waszym życiu?
- Nika: Nasze życie bardzo przyspieszyło! (śmiech) Nie spodziewaliśmy się tego. Podobnie jak nie sądziliśmy, że zrobi się tak głośno o naszym utworze. Nasze życie składa się teraz z prób, wywiadów, przymiarek do choreografii.
To teraz już wszystko w rękach publiczności. Bo to widzowie – głosując – podejmą decyzję, kto pojedzie na Eurowizję.
- Niczos: My tak naprawdę już czujemy się wygrani. Jesteśmy bardzo zadowoleni z tego, że dostaliśmy się do polskich preselekcji do Eurowizji. Już jesteśmy bardzo zadowoleni z tego wyniku, z tego co się dzieje.
Jakie są wasze korzenie?
- Swada: – Mój biologiczny ojciec jest z Kolumbii i być może z tego wynikała moja ciekawość, która niosła mnie swego czasu w tamte rejony kulturowe. Ale znów podkreślę, że słucham muzyki z całego świata.
- Niczos: – Ja mam korzenie podlaskie, pochodzę z Bielska Podlaskiego, ale duży wpływ miały też na mnie Kleszczele, skąd pochodzi moja rodzina. Muzycznie zaś – podobnie jak u Wiktora – przewijało się u mnie dużo różnych klimatów. Był okres białoruskiego rocka, Basowiszcza i te sprawy. Od zawsze też lubiłam połączenie białego śpiewu i elektroniki.
Macie jakieś plany na czas po Eurowizji?
- Swada: – Przed wakacjami szykuje się trasa koncertowa, a wakacje to era festiwali. No chyba, że wygramy polskie preselekcje do Eurowizji, a później może coś dalej się zadzieje, to wtedy wszystkie plany ulegną zmianie (śmiech).
Jak oceniacie swoje szanse? Którego z konkurentów najbardziej się obawiacie?
- Niczos: – Raczej nie traktujemy tego w kategorii konkurencji. Tak jak Wiktor kiedyś powiedział: „muzyka to nie sport”. Poznaliśmy naprawdę fajnych ludzi, artystów, i ciężko wypowiadać się o nich w kontekście konkurencji. Każdy prezentuje totalnie inną muzykę, więc jak to porównać?
To jest naprawdę różnorodna dziesiątka, chyba najbardziej różnorodna w ciągu ostatnich lat eliminacji do konkursu.
- Niczos: – Coś w tym jest. A do tego folk jest mocno zaznaczony w tej edycji.
- Swada: – Są kawałki po polsku, po angielsku, a nasz – po podlasku.
- Niczos: – Wiem, że zgłaszano też utwory po kaszubsku, więc to jest fajne, że coraz więcej jest takich utworów w lokalnych językach.
- Swada: – Oczywiście zależy nam na tym, żeby tutaj, na Podlasiu, dotrzeć z naszą muzyką do jak największej liczby mieszkańców. Bo głosy z Podlasia przecież też będą się liczyć. A to, że możemy Podlasie Bounce wysłać na Eurowizję, jest ważną dla nas rzeczą.
- Niczos: Myślę, że faktycznie jest tutaj fantastyczna grupa wsparcia. Podlasie naprawdę ma siłę!


