https://poranny.pl
reklama

Sw@da i Niczos już w walentynki powalczą o reprezentowanie Polski na Eurowizji. Zobacz co sądzą o mikrojęzyku podlaskim i muzyce

Urszula Śleszyńska
Sw@da i Niczos świetnie czują muzykę i tworzą świetne utwory
Sw@da i Niczos świetnie czują muzykę i tworzą świetne utwory fot. Fot. Wojciech Wojtkielewicz
Wiktor Szczygieł, występujący pod pseudonimem Sw@da, to producent muzyczny o polsko-kolumbijskich korzeniach i didżej z Białegostoku. Nika Jurczuk, czyli Niczos, to wokalistka i raperka z Bielska Podlaskiego. Muzyka, którą tworzą w duecie Sw@da x Niczos, to klubowe aranżacje tradycyjnego śpiewu oraz rapu w języku białoruskim i takim, jaki słychać na podlaskich wsiach. Po tym, jak dostali się do polskiego finału Eurowizji, w internecie rozgorzała dyskusja o mikrojęzyku podlaskim.

Znaleźliście się w gronie polskich wykonawców, którzy już za dwa tygodnie będą walczyć o możliwości reprezentowania naszego kraju na Eurowizji. I ponoć to właśnie wy z utworem „Lusterka” i Justyna Steczkowska ze swoją „Gają” jesteście typowani na zwycięzców. Tyle że wasz utwór – śpiewany w mikrojęzyku podlaskim – narobił wiele zamieszania. Powstały dwa obozy - jedni bronią was i podlaskiego języka, a inni nie do końca chyba go rozumieją... Jak wy się w tym zamieszaniu odnajdujecie?

Niczos: Po pierwsze chcielibyśmy podkreślić, że jesteśmy bardzo wdzięczni tym, którzy faktycznie nas wspierają. Jest ich o wiele więcej niż tych z drugiej strony. Robiąc muzykę nie przypuszczaliśmy, że będzie o niej głośno na taką skalę! I tu chodzi nie tylko o muzykę, ale pojawia się też kwestia tożsamości. Tutaj, na Podlasiu, czujemy szczególne wsparcie. Ludzie rozumieją, że nie wysyłamy na Eurowizję tylko duetu Sw@da i Niczos, ale że chcemy tam pokazać tę naszą podlaską kulturę. Jednak nie wszyscy to rozumieją. Byliśmy przygotowani na hejt, bo zderzyliśmy się z nim już przy okazji naszego poprzedniego singla. On też wywoływał podobne emocje. Przekonaliśmy się wtedy, że wielu ludzi faktycznie nie ma pojęcia o istnieniu podlaskiego mikrojęzyka. I mamy nadzieję, że ta niechęć niektórych do naszej muzyki wychodzi właśnie z niewiedzy. Zdarza się, że ludzie są zszokowani kiedy słyszą język, jakim się posługujemy, jakim mówi się przecież w wielu podlaskich miejscowościach. A my chcemy pokazywać, że Polska nie jest jednorodna. I że szczególnie na pograniczach jest bardzo ciekawie. Warto to sprawdzić samemu, dlatego też zapraszamy serdecznie wszystkich na Podlasie.

Dalsza część materiału pod wideo
emisja bez ograniczeń wiekowych
quiz

Internet go kocha, mieszkańcy Tulczyna przed nim drżą. Co wiesz o Januszu Traczu? QUIZ

1/14

Życiowe motto Janusza Tracza brzmi: Nie odmawia się, kiedy...


Czym, z waszego punktu widzenia, jest mikrojęzyk podlaski?

- Swada: Na początku podkreślę, że nie jestem językoznawcą i mogę się wypowiadać jedynie z mojego punktu widzenia. Ja z tym językiem stykałem się od dzieciństwa, najpierw przez babcię i dziadka, którzy się nim posługiwali – tak jak i wielu innych mieszkańców tego regionu – a później przez znajomych. Ten język zawsze w naturalny sposób pociągał mnie swoją melodycznością. Zawsze czułem, że jest bardzo lokalny, swojski i to jakoś bardzo dobrze grało mi w głowie z beatami, które robiłem.

Wolicie używać stwierdzenia, że śpiewacie w mikrojęzyku podlaskim, czy też że tworzycie po swojemu, po naszemu, czy może po chachłacku?

- Niczos: Ja lubię określenie „po swojemu” – to ma w moim odczuciu trochę większe znaczenie niż mikrojęzyk podlaski, w którego przypadku każdy ma swoją definicję. A „po swojemu” pozwala też na takie artystyczne podejście do tematu. My bawimy się słowem, inspirujemy się całym Podlasiem, ale też filtrujemy to przez siebie.

- Swada: Chachłacki to pejoratywne określenie, zwłaszcza w odniesieniu do Ukraińców. Więc tak tego nie określamy. „Po swojemu” to rzeczywiście jest najfajniejsza nazwa. Ludzki umysł szuka jakichś uproszczeń i kategoryzuje, więc określenie „mikrojęzyk podlaski” było pomocne, by to zjawisko językowe, z jakim mam do czynienia w naszym regionie, jakoś nazwać. Ale czy my posługujemy się mikrojęzykiem czy też językiem, to niech zdecydują językoznawcy (śmiech).

Wasz utwór zatytułowany jest „Lusterka”. Jaką historię widzicie, kiedy się w tych „Lusterkach” przeglądacie?

- Niczos: W naszym życiu często nam się wydaje, że ludzie mają wobec nas jakieś wielkie oczekiwania i że cały czas czegoś od nas chcą. A tak naprawdę to my sami stawiamy sobie bardzo wysoką poprzeczkę i wymagamy od siebie najwięcej. I o tym jest ten utwór, ale też o pewnej bezsilności i o tym, by mimo wszystko się nie poddawać. I teraz, w tej całej sytuacji z Eurowizją i dyskusją o mikrojęzyku podlaskim, ten utwór nabiera nowego sensu. W świetle tego, że jest mnóstwo różnych stanowisk, głosów i opinii, my jeszcze bardziej skupiamy się na tym, by obserwować co nam w sercu gra i słuchać przede wszystkim siebie.

A w wersji takiej stricte tekstowej mamy w tym utworze kobietę, która...

- Niczos: Całość jest zawarta w konwencji wsi. Lubię robić takie twisty i współczesne czasy przekładać na to, co było kiedyś. Mamy więc wieś i kobietę, którą cała wieś osądza. I ona czuje się bezsilna, słaba... A tak naprawdę to ona ma to wszystko w głowie.

Czy ty w kontekście tej burzliwej dyskusji o mikrojęzyku podlaskim też czujesz się trochę taką osądzaną kobietą?

- Niczos: Trochę tak. Razem ze Swadą coś takiego odczuwamy, bo nagle wokół nas pojawiło się naprawdę dużo rozbieżnych opinii. I pozytywnych, i negatywnych. Nie mamy z tym problemu, ale musimy się dostosować do tej nowej sytuacji i zachować swoją prawdę. „Lusterka” nie były robione specjalnie pod Eurowizję, więc jest to utwór szczery, płynący z nas, a teraz nabrało nowego znaczenia. Ten numer już wcześniej był w sieci, ale dopiero teraz – w kontekście wyjazdu na Eurowizję – nabrał takiego rozgłosu.

Muzycznie w tym utworze też się bardzo dużo dzieje.

Swada: Trochę się rzeczywiście dzieje (śmiech). W naszej muzyce stawiamy na otwartość. Miksujemy różne gatunki, coś z Brazylii z czymś z Afryki i z jakimś sposobem myślenia didżeja z Ukrainy. I to wszystko podlewamy naszą podlaskością. Wszystko to, co nas inspiruje, śmiało łączymy i określamy jako Podlasie Bounce.

Podlasie Bounce?

- Swada: Niedawno rozmawialiśmy z etnografką z portalu o języku między innymi o elementach piękna śpiewu lokalnego i pieśni... Nika wymyśla swoje teksty i większość naszych piosenek jest jej autorstwa, ale one są zakorzenione w tym, co tutaj się działo śpiewaczo. To są rzeczy przekazywane z prawieków, piękne pieśni - melodycznie i tonalnie. I to jest jeden element tych utworów. Drugi element to bounce. Szukamy rytmu, który prowokuje nas do tańca, do podrygiwania. Taniec ma wspólnotowy charakter i to jest dla nas ważne.

Jeśli już jesteśmy przy wspólnocie, to w mediach społecznościowych macie niesamowitą ekipę ludzi, którzy was wspierają i skupiają się wokół waszych profili.

Niczos: Tak! Widzimy dużą grupę wsparcia i chcemy pokazać, że są dla nas ważni. Założyliśmy ostatnio grupkę na Telegramie skupiającą ludzi, którzy nas wspierają. Duża część z nich była z nami jeszcze przed Eurowizją , obserwują nas od dawna. Jest tam sporo ludzi z innych zakątków świata, ale łączy nas powrót do tradycji, do korzeni właśnie z takim tanecznym klimatem. Warto podkreślić, że nasze teledyski by nie powstały, gdyby nie fantastyczni ludzie. Nie ukrywamy, że wszystko robimy sami i bywało tak, że pisaliśmy na Instagramie, że potrzebujemy czegoś i od razu pojawiali się tacy, którzy wyciągali pomocną dłoń. Chcemy tworzyć taką społeczność, która może siebie wspierać.

Społeczność wspierała was też kiedy zgłaszaliście się na Eurowizję? Jak trafiliście na te eliminacje?

- Swada: Właśnie od otaczających nas ludzi dostaliśmy informację, że „o ten kawałek to może byście wrzucili na Eurowizję” (śmiech). I takie głosy się przewijały, zwłaszcza po wydaniu naszej płyty w listopadzie. Któregoś wieczoru Nika sprawdziła w internecie, że formularz zgłoszeniowy jest bardzo prosty. Wypełniliśmy go w ciągu kilku minut. A potem byliśmy bardzo zdziwieni, jak się okazało, że zakwalifikowaliśmy się do pierwszej preselekcyjnej grupy. Wybrano nas z ponad 200 zgłoszeń! To było spore zaskoczenie! A później jeszcze większe, jak się okazało, że jesteśmy już w polskim finale.

Coś to zmieniło w waszym życiu?

- Nika: Nasze życie bardzo przyspieszyło! (śmiech) Nie spodziewaliśmy się tego. Podobnie jak nie sądziliśmy, że zrobi się tak głośno o naszym utworze. Nasze życie składa się teraz z prób, wywiadów, przymiarek do choreografii.

To teraz już wszystko w rękach publiczności. Bo to widzowie – głosując – podejmą decyzję, kto pojedzie na Eurowizję.

- Niczos: My tak naprawdę już czujemy się wygrani. Jesteśmy bardzo zadowoleni z tego, że dostaliśmy się do polskich preselekcji do Eurowizji. Już jesteśmy bardzo zadowoleni z tego wyniku, z tego co się dzieje.

Jakie są wasze korzenie?

- Swada: – Mój biologiczny ojciec jest z Kolumbii i być może z tego wynikała moja ciekawość, która niosła mnie swego czasu w tamte rejony kulturowe. Ale znów podkreślę, że słucham muzyki z całego świata.
- Niczos: – Ja mam korzenie podlaskie, pochodzę z Bielska Podlaskiego, ale duży wpływ miały też na mnie Kleszczele, skąd pochodzi moja rodzina. Muzycznie zaś – podobnie jak u Wiktora – przewijało się u mnie dużo różnych klimatów. Był okres białoruskiego rocka, Basowiszcza i te sprawy. Od zawsze też lubiłam połączenie białego śpiewu i elektroniki.

Macie jakieś plany na czas po Eurowizji?

- Swada: – Przed wakacjami szykuje się trasa koncertowa, a wakacje to era festiwali. No chyba, że wygramy polskie preselekcje do Eurowizji, a później może coś dalej się zadzieje, to wtedy wszystkie plany ulegną zmianie (śmiech).

Jak oceniacie swoje szanse? Którego z konkurentów najbardziej się obawiacie?

- Niczos: – Raczej nie traktujemy tego w kategorii konkurencji. Tak jak Wiktor kiedyś powiedział: „muzyka to nie sport”. Poznaliśmy naprawdę fajnych ludzi, artystów, i ciężko wypowiadać się o nich w kontekście konkurencji. Każdy prezentuje totalnie inną muzykę, więc jak to porównać?

To jest naprawdę różnorodna dziesiątka, chyba najbardziej różnorodna w ciągu ostatnich lat eliminacji do konkursu.

- Niczos: – Coś w tym jest. A do tego folk jest mocno zaznaczony w tej edycji.
- Swada: – Są kawałki po polsku, po angielsku, a nasz – po podlasku.
- Niczos: – Wiem, że zgłaszano też utwory po kaszubsku, więc to jest fajne, że coraz więcej jest takich utworów w lokalnych językach.
- Swada: – Oczywiście zależy nam na tym, żeby tutaj, na Podlasiu, dotrzeć z naszą muzyką do jak największej liczby mieszkańców. Bo głosy z Podlasia przecież też będą się liczyć. A to, że możemy Podlasie Bounce wysłać na Eurowizję, jest ważną dla nas rzeczą.
- Niczos: Myślę, że faktycznie jest tutaj fantastyczna grupa wsparcia. Podlasie naprawdę ma siłę!

Polecane oferty
Wróć na poranny.pl Kurier Poranny