Strategia rozwoju województwa i wizja rozwoju

Tomasz Maleta
Nagrodę
Nagrodę Anatol Chomicz
Strategia wiele rzeczy może przemilczeć, w ostateczności zaliczyć to do spraw, które nie zależą od regionu. Wizja zrodzona nie tyle z konieczności, co potrzeby - nakazuje dostrzec znacznie więcej.

Podlaska Marka Roku przyznana Centrum Badań Innowacyjnych Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku chyba najpełniej odzwierciedla ideę konsultowanej właśnie strategii rozwoju województwa. Dobra kadra, niemyśląca o emigracji, potrafiąca inspirować do innowacyjnych rozwiązań, które powinny nadać impulsu do podniesienia przedsiębiorczości w oparciu o tzw. przemyślaną specjalizację zmierzającą do rozwoju gospodarki opartej na coraz modniejszym haśle nauki o zdrowiu - tak współautorzy strategii widzą m.in. przyszłość Białegostoku. I innych podregionów Podlaskiego, choć w oparciu o zupełnie inne specjalizacje. Jednak wzór ma być ten sam: ograniczenia wyzwaniem, potencjały atutami.

Bez wątpienia Centrum Badań Innowacyjnych w ten model wpisuje się optymalnie. Nie tylko dlatego, że otrzymało ministerialny status ośrodka wiodącego polskiej nauki. - Ośrodka, ale w ogóle Uniwersytetu Medycznego inni mogą wam pozazdrościć - wielokrotnie Podlasianie słyszeli tę pochwałę od współautorów strategii podczas spotkań konsultacyjnych. W świecie, w którym coraz bardziej trendy staje się nauka o życiu i zdrowiu, zarówno lekarze, personel pomocniczy, jak też czyste środowisko wydają się być z jednej strony naturalną przewagą, z drugiej - prostą drogą do specjalizacji m.in. uzdrowiskowej. I w konsekwencji do powstania wielu miejsc pracy.

Przez wiele lat na ochronę zdrowia w regionie patrzono przez pryzmat nieszczęsnego algorytmu podziału pieniędzy z Narodowego Fundusz Zdrowia, limitów nadwykonań, długów szpitali i setek innych przyczyn, które mniej lub bardziej obiektywnie tłumaczyły niewydolność podlaskiej służby zdrowia. Autorzy strategii nakazują - w duchu innowacyjności - przekroczyć Rubikon takiego myślenia i w końcu dostrzec, że medycyna może być kurą znoszącą złote jajka.

Tyle, że to, co jeszcze klika lat temu dla obserwatorów wydawało się oczywistą oczywistością, teraz już nie wystarczy. Na nic potencjalne pielgrzymki pacjentów zmierzających - dla podratowania zdrowia - ku północnemu-wschodowi czy nagrody za odkrycia i wdrożone patenty, jeśli białostoczanie (Podlasianie) nie będą mieli zapewnionego bezpieczeństwa w postaci dostępności do świadczeń zdrowotnych.
W czasie, gdy trwały konsultacje w sprawie strategii, mieszkańcy (i nie tylko) zaangażowali się w pomoc dla matki czworga dzieci. Onkolodzy zdiagnozowali u niej ziarnicę złośliwą, jedyną szansą chorej było podanie jej nierefundowanego leku - koszt pierwszych dawek to 180 tys. złotych. Rodzina nie była w stanie uzbierać takich pieniędzy. Na szczęście znaleźli się ludzie dobrej woli, których poruszyła historia. Po kilku dniach na specjalne utworzone konto wpłynęło 50 tys. złotych. Pieniądze pozwoliły Białostockiemu Centrum Onkologii zamówić pierwszą dawkę leku i pacjentka rozpoczęła kurację.

Po raz kolejny białostoczanie zastąpili państwo i samorząd tam, gdzie służby publiczne są zazwyczaj systemowo niewydolne. Zwłaszcza w szeroko pojętej pomocy społecznej, humanitarnej, zdrowotnej. Kwesty, akcje i koncerty charytatywne to od lat stały punkt weekendów w naszym mieście. Białostoczanie nie pozostają na nie obojętni. Dzięki poruszeniu są w stanie ad hoc zebrać - z początku wydawałoby się niewyobrażalną - sumę pieniędzy. Tyle że w ten sposób nie zmniejszą kolejki do specjalisty czy zmiany stylu podejścia lekarza do pacjenta. To właśnie tu rozgrywa się wiele innych dramatów, na swój sposób równie poruszających jak historia matki czworga dzieci.

Od zarządzających i współtworzących podlaską służbą zdrowia mamy prawo oczekiwać wypracowania takiego systemu, który - zapewniłby to bezpieczeństwo. Początkiem niech będzie spojrzenie na akademicki ośrodek medyczny znacznie szerzej niż tylko przez pryzmat tegorocznego laureata Podlaskiej Marki Roku. Strategia może to przemilczeć, w ostateczności zaliczyć to do spraw, które nie zależą od władz regionu. Wizja zrodzona nie tyle z konieczności, co potrzeby - nakazuje dostrzec znacznie więcej (choćby w sprawie pomocy Supraślowi w utrzymaniu statusu uzdrowiska).

Z akademickością Białegostoku bez wątpienia wiąże się otwartość. Zarówno na województwa ościenne, ale przede wszystkim na Białoruś.

- To swoista racja stanu Podlaskiego, nawet na przekór podejściu władz w Warszawie i sytuacji politycznej po tamtej stronie granicy - uzasadniali współtwórcy strategii. - Tak jak Poznań jest najsilniejszym ośrodkiem w Polsce, jeśli chodzi o badania Niemiec, tak podlaskie uczelnie mogą mieć specjalizację na Białoruś, czy szerzej Wschód.

Przy niżu demograficznym i odsiewie na maturze potencjalnych studentów szkoły wyższe muszą szukać nowych sposobów na przyciągnięcie absolwentów liceów i techników. Sam tzw. wkład własny z miasta i regionu, a nawet i z kraju, może nie wystarczyć. I tę ekspansję na Wschód zapowiedziały władze Uniwersytetu w Białymstoku. Co prawda poprzez swoją wileńską filię białostocka uczelnia jest na tym kierunku obecna od lat, ale teraz ma nastąpić jakościowa zmiana. Zaplanowała stworzenie Uniwersyteckiej Sieci Pogranicza. Weszłyby do niej Kaliningrad, Kowno, Sankt Petersburg, Mińsk, Grodno, Lwów, być może także Kijów. Główną jej ideą jest kształcenie w języku rosyjskim. Liderem sieci miałby być Białystok. Odważne plany, niewątpliwie silnie determinowane przyszłością, poniekąd wyprzedzają zapisy strategii rozwoju regionu.
Nie będzie to jednak łatwy i krótki marsz na Wschód Uniwersytetu w Białymstoku. Ponadto uczelnia, wydawałoby się naturalny spadkobierca tradycji wileńskiego uniwersytetu im. Stefana Batorego, położona na pograniczu Litwy, Białorusi, Rosji, powinna być inicjatorem powołania Instytutu Wschodniego (coś na wzór poznańskiego Instytutu Zachodniego czy Ośrodka Studiów Wschodnich w Warszawie, ale znacznie wykraczającego poza ramy tradycyjnej akademickości). Nie chodzi o to, by w Białymstoku utworzyć kolejną uczelnię, ale naturalne i innowacyjne zaplecze eksperckie dla polskiej polityki wschodniej, polskiego biznesu wschodniego czy transregionalnych koncepcji współzależności lub realizmu peryferyjnego (nieśmiałe synonimy tych dwóch ostatnich kategorii odnajdujemy w strategii rozwoju Podlaskiego).

Tymczasem instytucjonalnie w sprawach międzynarodowych jesteśmy białą plamą na mapie kraju. Niby mamy taki kierunek na wydziale historycznym-socjologicznym (choć z profilowany i zdominowany przez ujęcie historyczne). Niby mamy elementy europeistyki, polityki zagranicznej czy nauk politycznych na wydziale prawa (i innych uczelniach), niby mamy też naukowców uchodzących w tej materii za wysokich klasy specjalistów, ale zespołowo się nie klei.

To z kolei przekłada się na praktykę. Paradoksalnie doszło nawet do tego, że kilka lat temu na najbardziej prężne miejsce w relacjach polsko-białoruskich wyrastał Wrocław (po drodze była jeszcze Warszawa). Co poniekąd obnaża literalnie przekonanie zawarte w strategii, że Białystok z racji położenia może być adwokatem relacji polsko-białoruskich. Sama naturalna predyspozycja nie wystarczy, zwłaszcza wtedy, gdy ograniczają ją nienaturalne bariery. I tę zależność możemy odnieść do innych podregionów, specjalizacji, choć w strategii rozwoju Podlaskiego tego nie znajdziemy. To akurat nie dziwi, bo pokazanie z jednej strony atutów, z drugiej ich ograniczeń osłabiłoby pozycje Podlaskiego w negocjacjach z Brukselą czy Ministerstwem Rozwoju Regionalnego.

Wspominam i przypominam o akademickości w kontekście ośrodka medycznego i transgraniczności po raz kolejny nie jako przyczynek do krytyki, ale podsumowanie dyskusji o strategii. Bo mimochodem pokazuje ona, że to, co ma być jej finałem w 2030 roku, tak na dobrą sprawę powinno być jeśli nie etapem końcowym 2013 roku, to przynajmniej punktem startu w 2014 roku. I jeśli nawet poprzednia strategia (choć wiele w niej podobnych odniesień) o tym milczała, to wizja zrodzona z przyszłych potrzeb - powinna to wtedy dostrzec. I podobnie jest teraz. By za szesnaście lat, ci którzy mają być beneficjentami zielonego, otwartego, dostępnego, przedsiębiorczego nie powiedzieli, że otrzymali w spadku Białystok i region zrodzony z teoretycznie dobrego przepisu, ale nie zapewniającego swoistej ucieczki do przodu.

Podczas spotkania rozpoczynającego proces konsultacji strategii regionu zapytałem jej współtwórców, czy zaproponowaliby ją w takim samym kształcie także wtedy, gdyby nie była podstawową do ubiegania się przez Podlaskie o unijne pieniądze. Bo w gruncie rzeczy Ameryki nie odkryli, choć nie da się ukryć, że użyty przez nich aparat pojęciowy i semantyczny nadaje jej potencjalnej świeżości i atrakcyjności (co prawda mamy jedną strategię, ale tak na dobrą sprawę zdefragmentowaną na potrzeby każdego z czterech subregionów).

- Tak - odpowiedzieli bez namysłu eksperci. Od razu też podkreślali, że zdarzają się regiony, które szybko się rozwijają bez żadnej strategii, bo mają dobre pomysły na przyszłość. Są też takie, że mają doskonałe strategie, a mimo to się nie udaje.
Wizja Podlaskiego, w którym ten drugi scenariusz się nie sprawdza, jest miarą dojrzałości i odpowiedzialności także klasy samorządowo-politycznej, bez względu na jej barwy partyjne. I to trzeba wyraźnie powiedzieć, bo po konsultacjach odnosi się wrażenie, że w bezpośrednich i pośrednich kompetencjach samorządu województwa leży tak naprawdę niewiele. Tymczasem można, i to bynajmniej nie tylko na palcach jednej ręki, podać wiele przykład z poprzednich lat, w których grzechy zaniechania skutkują tym, że po okresie najlepszej pogody na niwelowanie komunikacyjnego wykluczeni, nadal debatujemy o dostępności. Dla jednych będzie to lotnisko, dla innych podejście do przebiegu Rail Balitki, dla innych fakt, że wszystkie drogi w Podlaskiem prowadzą do Ełku.

I trudno się spodziewać, by w czasach kryzysu podlaskie lobby - jak postuluje strategia - tupnęło nogą w Warszawie w walce o pieniądze na inwestycje komunikacyjne w regionie, skoro w okresie prosperity udowodniło jak bardzo nie potrafi dogadać się między sobą - zawaliło w gruncie rzeczy z ambicjonalnych powodów węzeł Porosły. Tyle, że powtórzę to raz jeszcze, strategia może to przemilczeć, wizja rozwoju - nakazuje to dostrzec. By w przyszłości historia się nie powtórzyła.

Czytaj e-wydanie »Lokalny portal przedsiębiorców

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie