Straciła pracę w cukrowni. Założyła sklep. Udało się.

Magdalena Bożko bozko@dziennikwschodni.pl
Szczęśliwa Tereska w swoim sklepie Fot. Dorota Awiorko-Klimek
Pracowała w cukrowni 30 lat i nagle nie ma firmy! To historia z happy endem o samotnej matce trójki dzieci. Czy na Podlasiu także mamy taką Tereskę?
To była moja pierwsza praca. Jestem przerażona, bo przyszłość wygląda jak wielka przepaść  – mówiła rok temu Tereska
To była moja pierwsza praca. Jestem przerażona, bo przyszłość wygląda jak wielka przepaść – mówiła rok temu Tereska

To była moja pierwsza praca. Jestem przerażona, bo przyszłość wygląda jak wielka przepaść - mówiła rok temu Tereska

**Jeśli Tobie też się udało napisz do [Porannego

. Też pokażemy Twoją historię.

](mailto:mlozowska@poranny.pl)**

Rok temu dowiedziała się, że Cukrownia Lublin, w której przepracowała 30 lat, przestanie istnieć. Myślała, że wraz z końcem zakładu skończy się jej życie. Ale po miesiącach rozpaczy przyszła refleksja: przecież trzeba wciąż żyć, choćby dla dzieci. Zaczęła działać i tydzień temu otworzyła swój własny sklep.

Kwiecień 2008 roku. Siedzimy w stołówce Cukrowni Lublin. 47-letnia Teresa Młynarczyk zostawiła na moment swoje obowiązki sprzątaczki i przyszła porozmawiać. O przeszłości i przyszłości; że przeszłość była spokojna i bezpieczna, a przyszłość wygląda jak głęboka, czarna przepaść.

Za kilka miesięcy cukrownia zostanie zlikwidowana. Po 30 latach pracy Teresa nie będzie wiedziała, co ze sobą począć. Jak żyć?

- Czy ja w ogóle mam jeszcze jakieś marzenie? - Teresa zamyśla się. Z oczu płyną łzy. - Żeby ludziom się jakoś ułożyło, żeby się odnaleźli poza cukrownią. A dla siebie? No jest jedno skryte marzenie... Malutki sklepik. Własny, tylko mój. Bo jakoś nie widzę się w innym zakładzie. Cukrownia była pierwsza i ostatnia.

Jestem z domu dziecka

Teresa uśmiecha się do tych wspomnień sprzed prawie roku. Choć wtedy do śmiechu jej nie było. - Bałam się. Bałam się jak nigdy wcześniej - opowiada. - A o tym sklepie to powiedziałam ot tak, żeby coś powiedzieć. W ogóle w to nie wierzyłam. Nawet się trochę zawstydziłam przed innymi. Że ja, taka zwykła Tereska, mogę mieć takie odważne marzenia. Kim ja jestem, żeby się tak porywać? Zawsze myślałam, że nikim. No, nikim nadzwyczajnym.

Tereska urodziła się w Michowie pod Lublinem. Była najmłodsza z całej szóstki rodzeństwa. Ojciec zmarł, gdy miała półtora roku. Mama ciężko chorowała, dlatego dzieci powędrowały do domu dziecka w Kozłówce. Gdy Tereska miała 15 lat, dom dziecka w Kozłówce został zlikwidowany. Razem z dwiema siostrami przenieśli ją do domu dziecka w Lublinie. Po skończonej podstawówce poszła do szkoły zawodowej. 22 marca 1979 roku Tereska skończyła 18 lat. Dwa tygodnie wcześniej, 8 marca, zawołała ją do siebie pani dyrektor domu dziecka. - Uśmiechaj się i bądź miła - powiedziała tajemniczo. - Zaraz się z kimś spotkasz.

Tym "kimś" okazał się dyrektor Cukrowni Lublin. Miał dla Tereski prezent od zakładu - książeczkę mieszkaniową. Kilka miesięcy później zaproponował jej pracę na pakowni.

Na balu w cukrowni w 1981 roku Tereska poznała Mariana, który pracował w FSC. Po 8 miesiącach był ślub, a w 1982 roku urodził się pierwszy syn, Michał. Rok później na świat przyszedł Tomasz, a w 1989 Małgosia. Wszyscy wprowadzili się do mieszkania, które Tereska dostała z książeczki od cukrowni.

- Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że mąż już wtedy bardzo pił. Po pijaku mówił, że jestem taką przybłędą z sierocińca, upokarzał przy dzieciach. Gdy byłam w ciąży, rzucił we mnie nożem. Rozstaliśmy się, gdy córka miała 8 miesięcy, a synowie po 6 i 7 lat.

Po cukrowni szybko rozeszła się wieść o matce samotnie wychowującej trójkę dzieci. Do drzwi Tereski zapukali cukrownicy. Na stole położyli pieniądze, pytali, czego jeszcze potrzeba. Nigdy, powtarza Tereska, nigdy przez te 30 lat nie została pozostawiona sama sobie. Była bezpieczna.

To poczucie bezpieczeństwa Tereska straciła dwa razy. Pierwszy raz, gdy okazało się, że jej syn ma nowotwór. Na szczęście operacja uratowała mu życie. Drugi raz, gdy w grudniu 2007 usłyszała: Cukrownia Lublin do likwidacji.

"U Tereski"

Strajk pracowników nie przyniósł żadnego efektu. Na wiosnę 2008 roku zapadła ostateczna decyzja: likwidacja. - Straciłam wszystko, co miałam. Uczucie straszne, żadnej nadziei na przyszłość.

Tereska wylicza: - Cukrownia dała mi mieszkanie, pracę, przyjaciół. To było całe moje życie. Czy można zaczynać życie od nowa w wieku 47 lat? Wiedziałam, że nie pójdę do innego zakładu, bo już się tam nie odnajdę. Więc co ze sobą zrobić? No, coś własnego najlepiej zacząć.

Tereska zaczęła przebąkiwać o sklepiku. Nieśmiało, po cichu, bez wielkiej wiary. Przed kolegami wstydziła się swoich - zbyt odważnych, jak sądziła - marzeń. Ale gdy 30 września opuściła raz na zawsze cukrownię, wiedziała, że nie ma wyjścia. Musi coś zrobić ze swoim życiem. Jeśli nie dla siebie, to dla dzieci. Dla syna, którym opiekuje się po operacji nowotworu.

Tereska nabrała odwagi. Zarejestrowała działalność, wyrobiła pieczątkę. Znalazła lokal na sklep, poszukała dostawców. Już wiedziała, co chce robić: sprzedawać modne ubrania. Ładne i niedrogie: biustonosze, majteczki i bluzeczki.

Zaczynam od nowa

Otwarcie było uroczyste, z pompą. Wszystko sobie nawet spisała na kartce: komu za co jest wdzięczna, kto jej w czym pomógł.

"Panie dyrektorze Świetlicki, dziękuję za książeczkę mieszkaniową, którą mi Pan dał w 1979 roku i że mi Pan pomagał w każdej sytuacji...".

"Kierowniku Sochan, chcę Panu podziękować za tyle dobra, gdy miałam problemy ze zdrowiem i nie miałam na chleb, to mi Pan pomagał...".

Podziękowań było więcej: dla Jasia, Rysia, Gosi, Sławka i wielu innych.

- Wiem, że niektórzy moi koledzy załamali się po odejściu z cukrowni. Nie mieli siły walczyć, wciąż nie mogą się podnieść. Rozsypali się, jak ten nasz cukier. Chcę im powiedzieć, że można zacząć wszystko od nowa. Skoro mnie, takiej zwykłej Teresce, się udało, to może się udać każdemu. Trzymajcie za mnie kciuki.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

D
DONEK

no to w Łapach wystarczy otworzyć 900 sklepików z bielizną i bezrobocie zniknie ...jakie to proste!!!!:)

G
Gość

Ciekawe jak długo pociągnie ten jej sklep skoro wszyscy będą brali tam na krechę!

s
ssc

Pani Tereso powodzenia w interesie - szacunek wszystkim którzy pomogli kobiecie!

Dodaj ogłoszenie