Stara gwardia odchodzi, dla młodej prognozy na przyszłość są raczej złe

Tomasz Maleta [email protected]
W Białymstoku SLD przeważnie miało pod górkę.  Z każdym rokiem topniały nie tylko jej szeregi, ale i elektorat. Podczas tegorocznych uroczystości 1 Maja przed pomnikiem Bohaterów Ziemi Białostockiej zgromadziło się mniej osób niż było na jej listach w ostatnich wyborach samorządowych.
W Białymstoku SLD przeważnie miało pod górkę. Z każdym rokiem topniały nie tylko jej szeregi, ale i elektorat. Podczas tegorocznych uroczystości 1 Maja przed pomnikiem Bohaterów Ziemi Białostockiej zgromadziło się mniej osób niż było na jej listach w ostatnich wyborach samorządowych. Tomasz Maleta
Udostępnij:
Wynik Magdaleny Ogórek w I turze wyborów z 10 maja nie daje zbyt dużej nadziei na odzyskanie przez SLD mandatu, którego beneficjentem w 2011 roku w Podlaskiem stał się Ruch Palikota.

Podczas tegorocznego święta 1 Maja przed pomnikiem Bohaterów Ziemi Białostockiej zebrało się kilkudziesięciu sympatyków SLD. W krótkim przemówieniu Janusz Kochan, weteran lewej strony białostockiej sceny samorządowej, przypomniał o zmarłych w kwietniu Zbigniewie Krzywickim (byłym radnym miejskim i wojewódzkim) i Sergiuszu Plewie (byłym pośle i senatorze) oraz zmarłym w listopadzie 2013 roku Eugeniuszu Berezowcu, burmistrzu Bielska Podlaskiego. O tym ostatnim powiedział, że z mało znaczącego miasta uczynił prężny ośrodek subregionalny.

Trudno z tym polemizować, tyle że rok po śmierci burmistrza SLD nie było w stanie zachować bielskiego dziedzictwa samorządowego przegrywając rywalizację o dalsze rządzenie miastem. Z kolei Zbigniewowi Krzywickiemu w ostatnich latach było raczej bliżej do zupełnie innych środowisk niż dawnej macierzy, choć nadal czuł się człowiekiem lewicy. Z kolei senatorowanie Sergiusza Plewy przypadło na czasy największego triumfu SLD, ale zakończonego jednak trwającą do dziś wielką schizmą (dla samego parlamentarzysty to też nie była zbyt szczęśliwa kadencja). Co prawda stały elektorat pozwalał w kolejnych latach przekroczyć Sojuszowi próg wyborczy, ale o realnym wpływie na rządzenie - nie tylko w kraju, ale i w regionie, nie było już mowy. Janusz Kochan przywołując zmarłych działaczy w triadzie ich postaci zawarł ostatnie ćwierćwiecze z dziejów SLD, ale nieświadomie oddał dramatyzm położenia, w którym obecnie się znajduje to środowisko.
Lewicy nigdy nie było łatwo w konserwatywnym Podlaskiem. Wprawdzie elektorat z północy i południa regionu związany z mniejszościami narodowymi i religijnymi (na wschód od S-19), pozwalał SLD przez wiele lat odgrywać znaczącą rolę w samorządzie wojewódzkim czy też w podlaskiej reprezentacji w parlamencie, ale w stolicy Podlaskiego nie przekładało się to już na realny wpływ na władzę. W Białymstoku to Platforma Obywatelska przejęła rolę mecenasa środowisk mniejszościowych stopniowo rozszerzając tę adwokaturę na cały region.

Na dodatek podlaska lewica musiała zmagać się z asymetrią, którą powodowała obecność na scenie politycznej Włodzimierza Cimoszewicza. Z jednej strony był jej najbardziej rozpoznawalną w kraju twarzą, z drugiej stronił od bliższych -zwłaszcza mentalnych - związków z regionalnymi strukturami partyjnymi. Tutaj alienacja byłego premiera była wymowna: do podstawowej komórki SLD zapisał się w Warszawie, a nie w Podlaskiem. W późniejszych latach, wraz z powolnym obumieraniem lewicy, to wyobcowanie jeszcze bardziej się zwiększało. Z kolei eurowybory w 2009 roku pokazały jak kończy podlaska lewica bez byłego szefa SLD.

Ponadto w przypadku Białegostoku lewicowość miasta zaczęła się powoli kształtować poprzez różnego rodzaju stowarzyszenia, spotkania na uniwersytetach, kawiarenkach politycznych. Z boku od nurtu instytucjonalnego, który dla młodych był mało atrakcyjną retrospekcją poprzedniej epoki. Znamienne jest, że z tak prężnego wydawałoby się środowiska akademickiego, nie wyszło żadne wsparcie intelektualne czy programowe dla SLD.
Wydawało się, że sytuacja Sojuszu odmieni się wraz z przejęciem sterów regionalnego przywództwa przez byłego radnego białostockiego Krzysztofa Bil-Jaruzelskiego. Po niezbyt miłym dla niego epizodzie w PO niczym syn marnotrawny wrócił na lewe łono. Paradoksalnie jego przykład jest dowodem na znamienną prawidłowość nie tylko podlaskiej lewicy: prymatu nurtu postkomunistycznego wśród tej części sceny politycznej. Wynikało to z trwałości struktur i elektoratu, który wciąż pozwalał partii przekraczać próg wyborczy.

Wraz z powrotem Krzysztofa Bil-Jaruzelskiego SLD stał się bardziej widoczny na białostockiej scenie samorządowej. Nie tylko w akcjach happeningowych (jak przed rautem prezydenta w Ogrodzie Branickich), ale też w debacie o mieście. Zbiegło się to w czasie z kampanią referendalną w sprawie MPEC-u i zamieszaniem wywołanym reformą śmieciową. Podobnie jak białostocki PiS, SLD uderzało w ten sam ton retoryki o obywatelskości i podmiotowym traktowaniu mieszkańców oraz buchalterskim rozliczeniu rządzących.

Na przekór temu zrywowi ubiegłoroczne wybory samorządowe zakończyły się najgorszym wynikiem w historii. Zwiastun katastrofy był już jednak widoczny w momencie prezentacji list wyborczych. Nowych twarzy było jak na lekarstwo. Niektórzy kandydaci - wychwalając prezydenta miasta - sprawiali wrażenie jakby pomylili ugrupowania, inni toczyli wewnątrzpartyjne porachunki. Mimo wszystko nadbudowa stwarzała wrażenie, że trzyma się świetnie. Tyle że nie zauważyła jak bardzo w międzyczasie skurczyła się jej baza. Pół roku później potwierdził to rezultat Magdaleny Ogórek w I turze wyborów prezydenckich.

Nie daje to - jeśli partia przekroczy jesienią próg wyborczy w skali kraju - zbyt wielkich nadziei na odzyskanie w Podlaskiem mandatu, którego w 2011 roku beneficjentem stał się Ruch Palikota. W takim przypadku regionalne SLD wciąż może liczyć tylko na jedno miejsce w ławach poselskich. Pod warunkiem, że w wyborach ponownie wystartuje Eugeniusz Czykwin jako reprezentant podlaskich środowisk mniejszościowych z południa i wschodu. Co prawda poseł na razie wzbrania się przed deklaracjami zasłaniając się nabyciem praw emerytalnych czy też potrzebą oddania pałeczki młodszemu pokoleniu, ale nawet jeśli nie będzie chciał, to w myśl - wałęsowskiej maksymy - będzie musiał.

Tak naprawdę nie ma komu przekazać tej pałeczki. Stara gwardia odchodzi, dla młodej prognozy na przyszłość nie są zbyt optymistyczne. Bo chyba ma większe aspiracje niż tylko trzymanie parasola nad Leszkiem Millerem w dniu warszawskich obchodów święta 1 Maja.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie