Stara elektrownia i prawdziwa sztuka. Galeria Arsenał i jej nowa siedziba

Tomasz Mikulicz
Galeria Arsenał zorganizowała dyskusję
Galeria Arsenał zorganizowała dyskusję Wojciech Wojtkielewicz
Udostępnij:
Ciekawostki z bogatej historii i wyzwania na przyszłość. O tym wszystkim była mowa na debacie poświęconej starej elektrowni. Już niedługo budynek zmieni się w galerię sztuki.

Pod koniec kwietnia rozstrzygnięcie konkursu, a teraz pytanie: co dalej? Chodzi o - cieszący się rekordowym zainteresowaniem architektów - konkurs na dostosowanie budynku starej elektrowni przy ul. Elektrycznej do potrzeb Galerii Arsenał. Zwyciężyło biuro WXCA z Warszawy. Architekci postulują nie tylko zachowanie industrialnego charakteru budynku i pokazanie jego pierwotnego wyrazu, ale też chcą skojarzyć go z płynącą obok rzeką Białą. O wszystkich tych sprawach można się było dowiedzieć podczas debaty "Przestrzeń dla sztuki, szansa dla miasta", która toczyła się w poniedziałek właśnie w budynku starej elektrowni.

- To jedna z pierwszych fotografii budynku. Elektrownia powstała z dwóch podstawowych powodów. Chodziło o zasilanie w prąd białostockich ulic i elektryfikację - działającej od końca XIX wieku - sieci tramwajowej. Dokładnie 29 maja 1908 roku ówczesne władze miejskie podpisały umowę z Towarzystwem Przedsiębiorstw Elektrycznych w Berlinie, które zbudowało obiekt. O jego lokalizacji zadecydowała bliskość rzeki - opowiadał zaproszony na debatę Sebastian Wicher z departamentu urbanistyki w magistracie.

Zaledwie cztery lata od powstania, elektrownia zaczęła się rozbudowywać.

- Po to, by - jak donosiła białostocka prasa - "robić dobre interesa". Najwięcej inwestycji miało miejsce w latach 30. XX wieku. W czasie II wojny światowej elektrownia została doszczętnie zniszczona, a później odbudowana w duchu przedwojennego modernizmu. Budynek nie utracił więc swych pierwotnych wartości. Dziś to jeden z ostatnich obiektów poprzemysłowych w centrum miasta - tłumaczył Sebastian Wicher.

Następna głos zabrała Agnieszka Tarasiuk, kuratorka Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego w Warszawie.

- Z Białymstokiem i Galerią Arsenał związana jestem od 20 lat. Mam przeczucie, że wreszcie spawy przybierają dobry obrót. Przez lata obserwowałam jak ważną instytucją stawał się Arsenał na arenie współczesnej sztuki polskiej i międzynarodowej, ale też jak ważną placówką jest dla Białegostoku. Jest to jedna z niewielu instytucji, która w bardzo skromnych warunkach zbudowała najwyższą jakość jeśli chodzi o poziom intelektualny i kulturę współpracy. Teraz jest okazja, by spotkało się to z uzyskaniem przestrzeni magazynowej i wystawienniczej - twierdziła Agnieszka Tarasiuk.

Podkreślała, że dzięki temu, że obok budynku elektrowni przepływa rzeka Biała, stwarza to miejsce, gdzie się przyjemnie przebywa.

- Łączyć się tu będą dwie publiczności. Chodzi o ludzi, którzy przyjdą usiąść nad rzeką i ci, którzy przybędą na konkretną wystawę. Takie miejsce jak te generują miejskie życie - tłumaczyła.

Profesor Jerzy Uścinowicz z białostockiego oddziału Stowarzyszenia Architektów Polskich (zasiadał w sądzie konkursowym) mówił, że żaden z przerabianych w ostatnich latach obiektów pofabrycznych nie udało się w autentyczny sposób uchronić, tak jak mamy szansę zrobić to w przypadku starej elektrowni.

- Nie tylko uratujemy zabytek, ale też przywrócimy rangę odcinkowi rzeki Białej - między ul. Elektryczną, a Świętojańską. Rozwiązanie polegające na zbliżeniu się do rzeki na poziomie piwnic oraz "otworzeniu" parteru z kawiarnią i salą audytoryjną będzie z pewnością służyła miastu - podkreślał prof. Jerzy Uścinowicz.

Pomysł adaptacji elektrowni dla potrzeb galerii chwalił też Jarosław Suchan, dyrektor Muzeum Sztuki w Łodzi, który jest znany z tego, że potrafi zaprosić ludzi "z ulicy" do przestrzeni zajmowanej przez sztukę współczesną.

- Mieliśmy podobną sytuację jak u was. Również udało nam się pozyskać przestrzenie, które pozwoliły nam na działania w innej skali. Muzeum, które do niedawna nie istniało w świadomości olbrzymiej rzeszy łodzian, teraz jest zauważalne - opowiadał Jarosław Suchan.

W dalszej części debaty była mowa o tym, że tuż przy przyszłym wejściu do galerii od strony ul. Branickiego jest przystanek autobusowy, z którego odjeżdża się na Wschód - do miejscowości takich jak Gródek, czy Michałowo.

- Dlatego też wystawy powinny być otwarte na ten przystanek, tak by stojących tam ludzi również zaprosić do obcowania ze sztuką - mówiła Agnieszka Tarasiuk.
Robert Rumas, gdański artysta wizualny i specjalista w adaptowaniu przestrzeni na potrzeby sztuki opowiadał zaś o tym jak pracował nad aranżacją - bardzo ciepło przyjętej - wystawy "Podróż na Wschód".

- Kiedy przyjechałem tu po raz pierwszy, przestrzeń elektrowni zrobiła na mnie ogromne wrażenie. W przeszłości uczestniczyłem w kilku projektach, które miały zrewitalizować określone przestrzenie. W większości przypadków nie doszło to do skutku. W przypadku białostockiej elektrowni mam nadzieję, że projekt ten będzie wizytówką nowoczesnej i dobrej rewitalizacji. Nie chodzi tylko o przebudowę samego budynku, lecz danie mu nowego życia - podkreślał Robert Rumas.

Mówił też, że placówka powinna pełnić ważną funkcję z uwagi na swe położenie na wschodnich rubieżach kraju.

- Myślę, że powinna ona mieć za zadanie otworzenie polskich głów na to, co dzieje się niekoniecznie za zachodnią, ale właśnie wschodnią granicą - przekonywał.

Sebastian Wicher przypomniał, że w latach XX-lecia międzywojennego władze takich miejscowości jak Wasilków, czy Supraśl zabiegały o to, by elektrownia zasilała ich potrzeby.

- Mówię o tym dlatego, bo marzy mi się, żeby ta energia, która płynęła kiedyś z centrum miasta była dziś nową energią i docierała do mieszkańców okolic Białegostoku - twierdził Sebastian Wicher.

Na koniec debaty głos zabrał architekt Adam Turecki, który pytał czy na potrzeby galerii zostanie przekazana całość budynku, czy jedynie część.

- Te pytanie zadaję sobie tak często, że mogę już na nie odpowiadać. Kiedy cztery lata temu przystępowaliśmy do pierwszych rozmów, było mowa o przeniesieniu do elektrowni całej Galerii Arsenał. Oczywiście w przypadku gdybyśmy dostali cały budynek. Nie udało się tego zrobić, bo w pomieszczeniach zajmowanych przez zakład energetyczny stoją nowe transformatory i rozmawianie o ich ewentualnym przeniesieniu nie wchodzi w grę. Wiadomo jednak, że wszystko zmienia się bardzo dynamicznie i być może w jakiejś dłuższej perspektywie może się okazać, że te transformatory nie są już takie nowoczesne i da się coś z nimi zrobić.

- W negocjacjach jest tak, że można kupić tylko to co ktoś chce sprzedać. Wynegocjowaliśmy tyle ile było można - mówiła Monika Szewczyk, dyrektorka Galerii Arsenał.

Emocje studził prof. Jerzy Uścinowicz.

- W bocznej nawie są transformatory, bo służą one elektrowni. Niech na razie tak będzie. Nie demonizujmy tego problemu. Myślę, że z czasem wszystko się wyjaśni. Nie powinniśmy robić wszystkiego od razu, bo to jest nawet ryzykowne - twierdził.

Przestrzegał też przed patosem, który często pojawia się przy słowie "sztuka". - Prawdziwa sztuka spada z niebios i nie wiemy, kiedy spadnie właśnie na nas. Najlepiej gdyby tworzyła się w sposób autentyczny i naturalny - podkreślał prof. Jerzy Uścinowicz.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie