Stanisława Celińska: Moja dusza przepastna

Redakcja
Stanisława Celińska wystąpi w Białymstoku 21 marca w hali Włókniarza na koncercie ballad i pieśni Bułata Okudżawy.
Stanisława Celińska wystąpi w Białymstoku 21 marca w hali Włókniarza na koncercie ballad i pieśni Bułata Okudżawy.
Obserwowałam Bułata Okudżawę zza kulis. Pamiętam niezwykłe wrażenie, jakie na mnie zrobił swoim... "nicnierobieniem". On tylko śpiewał. Nie wydziwiał, nie kombinował.

Kurier Poranny: Woli Pani śpiewać czy grać?

Stanisława Celińska: Śpiewam od dziecka. I będę śpiewać zawsze. Miałam zapędy, by być śpiewaczką, ale libretta operowe są dosyć wątłe. A mnie zawsze interesowała wysokiej jakości literatura. Stąd wybór teatru.

Ale ze śpiewem się Pani nie rozstaje. Kilka dni temu odbyła się premiera Pani nowego recitalu. O czym jest?

- Nazywa się "Piękny Świat". Jest to taki koncept poetycko-optymistyczny. W utwory wplecione są teksty Haliny Poświatowskiej. Mówią o samotnym, bezradnym człowieku, który idzie drogą, szuka Boga i swego miejsca na ziemi. I poprzez kolejne pieśni wyprowadzam go do momentu, w którym odnajduje wiarę, nadzieję i miłość. To opowieść o człowieku, który z mroku wychodzi do światła.

Skąd potrzeba podjęcia właśnie takich tematów?

- Miałam ostatnio pewne problemy zdrowotne i pojawił się czas na przemyślenia z tym związane. I po raz pierwszy naszła mnie tak głęboka refleksja podsumowująca moje dotychczasowe życie. Zrobienie tego recitalu dużo mnie kosztowało, bo są to rzeczy emocjonalnie stresujące. Ale bardzo mi to było potrzebne. Cieszę się, że udało mi się znaleźć na to czas. Dziś jestem zmęczona i wypompowana - ale tak radośnie.

Jak recital został przyjęty?

- Bardzo się podobał. Ale to nie tylko mój sukces, a przede wszystkim zasługa powrotu do twórczości pewnych poetów, jak np.: Wierzyńskiego, Poświatowskiej, Rilkego, Dąbrowskiego, Rosarda, Kochanowskiego, Kulmowej... Ich twórczość mówi o prawdziwych, głęboko w nas zakorzenionych wartościach, które nie ulegają modom i przemianom. Uważam, że w kontekście dzisiejszej "bylejakości" na rynku kultury taki recital jest potrzebny.

Czy w repertuarze znalazła się też twórczość Bułata Okudżawy?

- Oczywiście. Okudżawa ma w nim swoje miejsce. Zawsze go śpiewam.

Kiedyś zaśpiewała Pani z bardem na jednej scenie.

- Mieliśmy występ z Bułatem we Wrocławiu. Polscy wykonawcy byli w pierwszej części, a on w drugiej. Obserwowałam go zza kulis. Pamiętam niezwykłe wrażenie, jakie na mnie zrobił swoim... "nicnierobieniem". On tylko śpiewał. Nie wydziwiał, nie kombinował. Jego głos i osobowość obdarzona niezwykłą charyzmą były wystarczające.

W jednym z wywiadów powiedziała Pani, że "o prostotę na scenie najtrudniej".

- To się tyczy nie tylko sztuki, ale też życia. Aktor często zapomina na scenie, po co tam jest. Denerwuje się, myśli o tym, jak wygląda, czy dobry ma głos, czy ma chrypkę. A to jest nieważne. Ważny jest temat - to, co chce przekazać. Tematu i sensu nie powinno nic zabrudzić. I w życiu jest podobnie. Wiele rzeczy nas rozprasza. Nie mamy teraz na nic czasu, nawet dla swoich bliskich. Jesteśmy wciąż zaganiani.

Grała pani u Wajdy, Antczaka, Machulskiego, Tyma. Gdy człowiek ociera się o sławę, łatwo zapomnieć o tej prostocie.

- Trudniej odnieść sukces, niż ponieść klęskę. Bo klęska mobilizuje. Natomiast sukces obezwładnia. To jest bardzo niebezpieczny moment w życiu każdego człowieka. Ja również miałam takie trudne chwile, kiedy zaniedbałam siebie, swoje zdrowie, swoją kondycję. Straciłam poczucie dyscypliny, którą wcześniej miałam. Oczywiście nigdy nie zeszłam z pewnego poziomu. Udało mi się nie robić pewnych rzeczy tylko "dla pieniędzy". Ustrzegłam się przed reklamą. Nie potępiam swoich kolegów, którzy w reklamach się pokazują. Ale ja wiem, że zapłaciłabym za to zbyt wysoką cenę. Mówię tu o moim samopoczuciu i komforcie psychicznym.

Nie wzbraniała się Pani nigdy przed rolą w serialu?

- Zdarzały mi się propozycje seriali tak słabych literacko, że mnie aż skręcało. Na szczęście mogłam sobie pozwolić na ich odrzucenie. Już siedem lat pozostaję w serialu "Samo życie" i uważam, że to dobra produkcja. Bo wszyscy, którzy tworzą ten serial, starają się utrzymać dobry poziom. Ja poprzez moją postać chcę przekazać ludziom jak najwięcej mądrości i im pomóc. Nie każdy przecież może się wybrać do teatru. Nie zapominajmy o tym, że "Alternatywy 4" swego czasu przez twórców kina ambitnego były uważane za coś niższego. Sama raz Barei odmówiłam, będąc właśnie pod wpływem "ambitnego środowiska". A teraz "Alternatywy" to serial kultowy. Czas to zweryfikował.

Była Pani kiedyś w Białymstoku?

- Wielokrotnie. Raz ze spektaklem "Dokąd", w którym śpiewałam z mężem Andrzejem Mrowcem. To miasto mi bliskie, bo to Wschód. Moja babka była Rosjanką. Stąd też takie umiłowanie twórczości Okudżawy. Uwielbiam rosyjską literaturę i muzykę, bo moja dusza jest "przepastna".

Dziękuję za rozmowę.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie