Spowiedź "Dziada"

    Spowiedź "Dziada"

    Marzanna Łozowska

    Kurier Poranny

    Aktualizacja:

    Kurier Poranny

    Kiedy zaczęły się kłopoty Henryka Niewiadomskiego z prawem? "Dziad” miał na ten temat własną teorię. Choć robił w "spirytusie”, prowadził

    Kiedy zaczęły się kłopoty Henryka Niewiadomskiego z prawem? "Dziad” miał na ten temat własną teorię. Choć robił w "spirytusie”, prowadził kantory i lombardy, nie zawsze na swoje nazwisko, to twierdził, że były to "czyste” interesy. ©Fot. Bogusław F. Skok

    Gdybym się naczytał o sobie, też bym się bał - mawiał "Dziad", domniemany szef gangu wołomińskiego. Ostatni taki bandyta, co w wieku trzynastu lat zaczął robić pieniądze.
    Kiedy zaczęły się kłopoty Henryka Niewiadomskiego z prawem? "Dziad” miał na ten temat własną teorię. Choć robił w "spirytusie”, prowadził

    Kiedy zaczęły się kłopoty Henryka Niewiadomskiego z prawem? "Dziad” miał na ten temat własną teorię. Choć robił w "spirytusie”, prowadził kantory i lombardy, nie zawsze na swoje nazwisko, to twierdził, że były to "czyste” interesy. ©Fot. Bogusław F. Skok

    Ostatni, który przechwalał się, że okradł Urząd Ochrony Państwa. Dotarliśmy do niepublikowanych dotąd wyznań Henryka Niewiadomskiego. - Mnie się nie spieszy. Pytajcie - mówił zaraz po wyroku.


    I nie spieszyło się mu w tym więzieniu. Musiał odsiedzieć dziesięć lat. Miał wyjść za rok, ale zmarł nagle w więzieniu w Radomiu. W 2001 roku znany scenarzysta i reżyser Tomasz Lengren przyjechał do "Dziada" do więzienia na Pomorzu. Chciał zrobić o nim film. Rozmawiali o warszawskiej Pradze, bandziorach, o życiu.

    Niewiadomski najpierw targował się o pieniądze za wywiad: - Ja do zarobku pierwszy" - powtarzał. Ale w końcu zaczął opowieść: - Jestem stworzony do opowiadania bajek, umiem oszukać.

    Trzynastoletni Heniek smykałkę do handlu miał trochę po ojcu. Do handlu, nie do szmuglu, bo jak trzeba utrzymać rodzinę, to nie o szmugiel chodzi przecież, tylko zarobek. Z pensji matki nie było mowy wyżyć. Dom drewniany prawie się rozpadał. Gdy przychodził mróz, ze ścian skrobali lód.

    "Dziad": Gdyby nie handel, pewnie gruźlica by nas zjadła. A może na inny pomysł bym wpadł?

    Matka budziła go o czwartej, wpół do piątej. Chwytał słomiane kosze. Ciężkie. Gorące słoiki owinięte papierem i ręcznikami. Jechał autobusem na węglówkę. Nie było barów czy jadłodajni, on miał towar. - Zawoziłem flaki, pyzy, podgrzane piwo - opowiadał. - Jak się robi flaki? Żeby zarobić, trzeba dodać wymion. Pokroić cieniutko w paseczki. Jak węglarz wypije setkę, to co on poczuje? Co w tym nowego? Jeszcze rosół, pieprz, ziele...

    Dziennie zarabiał czterysta złotych, a robotnik osiemset. Czasu wolnego nie było. Jak wrócił z węglówki, trzeba było biegać po sklepach, żeby coś kupić. Na okrągło, to piwo załatwić, to towar, bo znowu trzeba gotować.

    - A teraz legalnie zatrudniam 40 osób. Tylko w hotelu w Częstochowie pracuje u mnie 28 - podliczył "Dziad".

    Więc skąd się bierze zbrodnia?

    - Po pierwsze, z biednych domów - odpowiadał. - Z biednych domów, to robią. Po drugie, taki dzieciak chce zaimponować. Jak mój syn chce samochód, to ja mu kupuję, nie musi kraść. Ale inny na buty nie ma, na spodnie. Za biedny, żeby myśleć.

    "Dziad": Ja się dorobiłem. Mam zakład kamieniarski i opinię człowieka uczciwego. Ludzie wiedzą, że może ich coś złego spotkać, więc przychodzą i zamawiają u mnie pomniki. Każdy się do czegoś urodził. Po to przecież budują więzienia.

    Kiedy zaczęły się kłopoty Henryka Niewiadomskiego z prawem? "Dziad" miał na ten temat własną teorię. Choć robił w "spirytusie", prowadził kantory i lombardy, nie zawsze na swoje nazwisko, to twierdził, że były to "czyste" interesy. Uważał, że policja i prokuratura nigdy nie zainteresowałyby się nim, gdyby nie jedyny skok, który zrobił. Skok życia. Wokół papieru na ruble, który miał ukraść gang wołomiński, powstały legendy. Niewiadomski podawał raz taką wersję zuchwałej kradzieży, raz inną. Lubił o tym rozprawiać i była to jedyna kradzież, do której się przyznał. Procesu nie było.

    "Dziad": Do wszystkiego można się przyznać, ale prokurator musi mi to jeszcze udowodnić.- Ale wystarczyło, aby po tej sprawie zaczęli mnie prześladować, bo z Urzędem Ochrony Państwa się nie zadziera.

    Ktoś miał mu zdradzić tajemnicę, że sprowadzono cenny papier, który ma jechać do Rosji, wtedy Związku Radzieckiego. Nie miał pojęcia, że ryzy papieru, które leżą w tajemniczej bazie na tzw. lodówce, to nic innego, jak papier, na którym drukuje się ruble. Towaru pilnowała policja.

    "Dziad": Wszystko można ukraść. Dajcie mi dziesięciu, piętnastu chłopa, ale jak się nie uda, ja nie płacę.

    Wynajął dwa kamazy w cegielni, identyczne. - UOP obserwuje teren, ale czym ryzykujemy? - powiedziałem. - Nic wam nie zrobią, nawet, jak złapią.

    Zajechali jednym samochodem i w dwanaście minut przerzucili pięć ton papieru na ciężarówkę. Uciekali w kierunku Marek, przez Ząbki, przejeżdżali nawet obok domu "Dziada".

    - Wtedy zrobił się ruch, jeden samochód policyjny, drugi. Tak pilnowali tego papieru, a nie upilnowali. Gdzie jest? Kota dostali! - opowiadał ubawiony "Dziad", jakby skok zrobił wczoraj.

    Niewiadomski przechwalał się, że sukces, którego był ojcem, polegał na sprytnym obmyśleniu planu ucieczki z łupem. W pewnym miejscu dwie wynajęte ciężarówki miały się spotkać. Ta bez papieru zasłoniła drugą. Kierowca podniósł maskę, niby zaczął naprawiać wóz, a wtedy policja straciła z oczu tę ze skarbem.

    - Gdzie papier? - krzyczeli tajniacy, kiedy zatrzymali pustego kamaza.

    - Po paru dniach zadzwonili do mnie, żebym oddał towar. "Oddaj!" poradził mi też brat. Mówił: Przecież pięciu ton nie przerobimy. Za dużo, nam wystarczy tona.

    I Niewiadomski, podobno nękany przez specsłużby, miał oddawać łup, ale w ratach. Podrzucał paczki policji, ale najpierw wyprawiał z papierem cuda. Miał moczyć go w wodzie, żeby zatrzeć odciski. Tu podrzucił 200 kilogramów, tam trzysta...

    - W sumie oddałem jakieś siedemset - ocenił "Dziad". - Ale nadepnąłem im na odcisk i od tego czasu zaczęli mnie prześladować. Interesy można robić, ale nie z UOP-em. Już wiedziałem, że wdepnąłem w g... Cholera, jeszcze ruskie gaz zakręcą, powystrzelają?


    Czytaj treści premium w Kurierze Porannym Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (2)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (2) forum.poranny.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Poranny.pl poleca

    Wideo