Sport to nie polityka. Powinien wygrać najlepszy.

Mirosław Miniszewski
Fot. sxc.hu
W sporcie, inaczej niż na współczesnej arenie politycznej, reguły są klarowne. Wygrywa ten rzeczywiście najlepszy.

Wczoraj (według czasu kanadyjskiego) zapłonął olimpijski znicz w Vancouver. Na dwa tygodnie sport zagości w domach za pośrednictwem telewizyjnych ekranów. Dla wielu kibiców będą to nieprzespane noce. Chociaż czynny sport w przypadku większości Polaków to cały czas jeszcze niedościgniony ideał. Głównie lubimy patrzeć na zmagania innych.

Sport poza czysto utylitarnym jego traktowaniem - sprowadzającym się dzisiaj częstokroć wyłącznie do zjawiska fitness - jest jednak pewną ideą. I to nie byle jaką, bo stanowiącą jeden z fundamentów naszej kultury. Przede wszystkim politycznej. Może to dziwić, wszak o sporcie rozmawia się dzisiaj zupełnie inaczej. Najlepsi sportowcy zaś to nie tylko bożyszcza tłumów, ale także maszyny do zarabiania pieniędzy. Czy to jednak źle?

Igrzyska swą ideą nawiązują do starożytnej Grecji. Cyceron - rzymski mówca, filozof, pisarz i mąż stanu - opowiada w jednym ze swych pism o Pitagorasie, który w rozmowie z pewnym królem wyjaśnia mu znaczenie postaci filozofa. Co ciekawe, czyni to, tłumacząc, czym są uroczyste i święte igrzyska olimpijskie organizowane co cztery lata. Mówi Pitagoras, iż jedni w trakcie igrzysk zabiegają o sławę i wieniec laurowy, symbol zwycięstwa. Inni natomiast pojawiają się na stadionie tylko z chęci zysku, uzyskania profitów dzięki handlowaniu. Są także tacy, i owi są najszlachetniejszymi z tam obecnych, którzy nie szukają popularności ani zysku, lecz przybywają tylko po to, by bacznie się przyglądać temu, co się dzieje. Tak samo filozof, nie uczestnicząc częstokroć we wszystkim, co zaprząta jego myśl, jest jednak bacznym i ciekawym wszystkiego obserwatorem.

Podobnie dzisiaj: nie wszyscy przecież musimy umieć uprawiać jakieś dyscypliny sportu, aby być uczestnikami igrzysk. Nawet siedząc przed telewizorem, niekoniecznie płaskim i wielkim, możemy być tymi oto filozofami, którzy po prostu patrzą.

Nie muszą nas przy tym obchodzić honoraria sportowców i ich kontrakty z firmami, które się dzięki nim się reklamują. Możemy nie myśleć o całej tej logistyce, potężnych milionach zainwestowanych w infrastrukturę i obiekty sportowe. Może nam wystarczyć sam prosty akt patrzenia na to, jak wspaniali ludzie pokonują kolejne bariery, podejmując się walki o zwycięstwo. I to z tych części świata, w których nigdy śniegu nie było. Jak Kwame Nkrumah-Acheampong, 36-letni alpejczyk z Ghany.

Współzawodnictwo, walka o nagrodę w ramach reguł sportu, jest pięknym, ukształtowanym w naszej cywilizacji sposobem kanalizowania witalnej energii, która w innej sytuacji mogłaby służyć do rzeczywistej i wyniszczającej wszystkich walki. W antycznej Grecji rozwijała się wielka kultura tak zwanego "agonu" - takiego wspólnego spędzania czasu przez ludzi, gdzie każdy pokazuje się od najlepszej strony. By być uznanym przez innych za zwycięzcę. Jego wygrana nie oznacza wszelako pokonania kogoś innego w sposób uwłaczający godności przeciwnika. Sam fakt wzięcia udziału w rozgrywce jest honorem dla każdego uczestnika agonu.

U Greków tak było nie tylko na stadionach, ale również w świecie polityki; sam sport był jej częścią. Szkoda, że dzisiaj polityka odchodzi od tych antycznych ideałów, a sami sportowcy, olimpijczycy deklarują często, iż w niej nie uczestniczą. Być może nasze życie publiczne zyskałoby, gdyby bardziej wzorować je na ideałach olimpijskich. W sporcie bowiem, inaczej niż na współczesnej arenie politycznej, reguły są klarowne. Wygrywa ten rzeczywiście najlepszy i uznanie go za bohatera nie jest, co istotne, wynikiem plebiscytu. Nie wygrywa ten najbardziej wygadany, co ma ładny uśmiech i dobry garnitur, ani ten, co najwięcej obieca. Sportowiec zwycięża, przestrzegając żelaznych i niezmiennych, przez wszystkich zaakceptowanych reguł.

Dlatego właśnie tymi, którzy uważnie powinni przypatrywać się olimpijskim rozgrywkom, są przede wszystkim politycy.

Ktoś powie, że to takie idealistyczne, nierealne i naiwne. Dzisiejszy sport to przecież głównie biznes i pazerność, nierzadko doping. Tak, to prawda. To bowiem, o czym piszę, to idea - idea olimpijska. I patrząc na rozpoczynające się dziś rozgrywki, trzeba to koniecznie mieć na uwadze. Dlatego też Pitagoras mówił, że najszlachetniejsi są ci, którzy uważnie patrzą, kontemplują niczym filozofowie. Filozof bowiem nie zawsze patrzy bezpośrednio na rzecz - przede wszystkim spogląda oczyma duszy na jej ideę.

Jeśli tak potrafilibyśmy patrzeć na nowoczesne igrzyska i dostrzeglibyśmy prawdziwą ideę im przyświecającą, bylibyśmy zaiste prawdziwymi filozofami, ludźmi miłującymi mądrość, a same zawody jawiłyby się nam jako przestrzeń prawdziwego Piękna. Obok Dobra i Prawdy, jednej z idei kardynalnych.

Mądrością sportu jest to, że wygrywa najlepszy. Obecność najlepszego zaś nie oznacza klęski gorszego. W rzeczy samej, wygrana adwersarza służy przegranemu ku własnemu jego zbudowaniu. I jest to prawdziwy obraz polityki, takiej, jaką chciałoby się widzieć.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

332A80
Poprawność polityczna automatycznej korekty Porannego: powinno być kupa.
G
Gość
Polityka to nie sport. W polityce kupa zawsze jest na wierzchu.
Dodaj ogłoszenie