Sport daje radość i dobrą zabawę. Dzieci z Bydgoszczy ćwiczyły z mistrzyniami w ramach Programu Szkolny Klub Sportowy

Materiał informacyjny PKN ORLEN
Udostępnij:

Dzieci z trzech bydgoskich szkół ćwiczyły wspólnie z medalistkami olimpijskimi - Natalią Madaj-Smolińską, Magdaleną Fularczyk-Kozłowską i Katarzyną Zillmann w ramach Programu Szkolny Klub Sportowy. Było mnóstwo zabawy, rywalizacji, radości i uśmiechu. Wszystko odbyło się w gościnnych progach Regionalnego Towarzystwa Wioślarskiego Lotto-Bydgostia w Bydgoszczy.

Siedzibę Lotto-Bydgostii w czwartkowy poranek i przedpołudnie przejęła we władanie grupa dzieci ze Szkoły Podstawowej nr 25 i International School of Bydgoszcz, a także młodzież z Technikum Mundurowego przy Bydgoskim Zakładzie Doskonalenia Zawodowego. Wszystko oczywiście pod czujnym okiem trzech mistrzyń, którym pomagały wolontariuszki-zawodniczki grup młodzieżowych bydgoskiego klubu oraz trenerzy Lotto-Bydgostii.

Zajęcia odbywały się w trzech turach. Scenariusz każdej z nich był właściwie taki sam. Najpierw oczywiście zwyczajowe przywitanie i wyjaśnienie celu spotkania. Potem rozgrzewka na ergometrach i rowerach stacjonarnych. Następnie prawdziwa rywalizacja na ergometrach. Potem wizyta w hangarze i oglądanie łodzi. Było także wodowanie ósemki i możliwość siedzenia w niej. Uczestnicy oglądali także siłownię, w której wioślarki i wioślarze wykuwają formę fizyczną.

Natalii się nie odmawia i pracuje się dla dzieci

- Wszystko dla dzieci - podkreśla Natalia Madaj-Smolińska, która była inicjatorką zajęć w Bydgoszczy i poprosiła do pomocy Magdalenę Fularczyk-Kozłowską i Katarzynę Zillmann. - Nie mam z tym żadnego problemu, by się w coś zaangażować. Gdy ktoś mnie prosi, to jadę. Podobnie Magda i Kasia odpowiedziały na moją prośbę. Tym bardziej, że chodzi o naszą ukochaną dyscyplinę. Możemy ją przybliżyć dzieciaczkom i młodzieży, a one mogą sprawdzić się na ergometrach, zobaczyć z bliska jak wygląda hangar czy łódki, a także obejrzeć siłownię. Wierzę, że ktoś z nich kiedyś do nas wróci - dodaje złota medalistka z Rio de Janeiro.

Natalia Madaj-Smolińska przyznała, że ona zabawę ze sportem zaczynała także od zajęć SKS i cieszy się, że ta inicjatywa znowu powróciła. Dodała, że jest zadowolona, że może być w „SKS-owym teamie” i pracować na rzecz fizycznego rozwoju dzieci i młodzieży.
- Dzieci mają to szczęście, że teraz zajęcia są zróżnicowane i mogą korzystać z różnego sprzętu, którego w moich czasach nie było. Obecnie SKS motywuje i edukuje. Mamy teraz akcję „Wracamy do formy”, której celem jest oderwanie dzieci sprzed komputerów i wyjście z domów. Dodam, że SKS ruszył z jeszcze jednym pilotażowym programem „Szukamy sportowych talentów”, dlatego dziś jesteśmy w klubie wioślarskim Lotto Bydgostia – wyjaśnia mistrzyni olimpijska.

- Natalii się nie odmawia - śmieje się Katarzyna Zillmann. wicemistrzyni olimpijska z Tokio.- To legenda naszej grupy w kadrze, a szlakowej się nie odmawia. A mówiąc już poważniej, to okres pandemii i izolacji mocno utrudnił poruszanie się na świeżym powietrzu i generalnie aktywizację fizyczną u dzieciaków. Takie akcje są potrzebne. Trzeba pokazać, że sport jest ważny, że to nie tylko wysiłek, ale też dobra zabawa. Bycie razem w społeczności, ma duże znaczenie, jak i nawiązywanie różnych znajomości. Poza tym ćwiczenie na ergometrze jest ciekawe dla dzieci, bo na co dzień nie mają do czynienia z takim sprzętem. Mnie nie trzeba było namawiać do uprawiania sportu, ale zdaję sobie sprawę, że teraz jest z tym trudniej. Z tego powodu jestem tutaj, by swoim przykładem zachęcić dzieci, że warto się zaangażować w sport, bo on jest wspaniały. Przebywanie z dzieciakami na takich zajęciach jest po prostu cudne. One są takie ciekawe wszystkiego, takie żywe sreberka, że aż chce się z nimi pracować, tłumaczyć i wyjaśniać oraz oczywiście pomagać. Dzieciaki mają nieskończone pokłady energii, ja także jestem żywa, więc to działa w obie strony. Super sprawa dla mnie być tutaj z nimi - podkreśliła Katarzyna Zillmann.

- Przygodę ze sportem zaczynałam właściwie na SKS-ach - wspomina Magdalena Fularczyk-Kozłowska. - Dziś jak patrzę, to dzieci mają o wiele większe możliwości. Wtedy miałyśmy dodatkowe zajęcia z koszykówki czy siatkówki lub ogólnorozwojowe. O takim sprzęcie jak choćby ergometry czy rowery mogliśmy pomarzyć. W projekty, które służą dzieciom, nie trzeba mnie namawiać. Jeśli tylko kalendarz mi pozwala, to chętnie się angażuję. Możemy z koleżankami pokazać ten nasz sportowy świat i zachęcić dzieci do jego uprawiania. Że jest trochę zabawy i nie zawsze wszystko musi być na poważnie. Dzieci są kapitalne, ciekawe świata. Pytają: co to jest? Jak to działa? Są szczere i powiedzą, jak jest. Jeden powie, że mu się podoba, a drugi, że nie. Czasem przy takich programach jak SKS wyłowi się jakąś perełkę i wtedy zapraszamy ją do naszego klubu, by zaczęła trenować wioślarstwo - dodaje złota medalistka z Rio de Janeiro.

Ciekawość, zabawa, rywalizacja

Dzieci od razu po pojawieniu się na sali z ergometrami wykazywały się ciekawością. Interesował je każdy aspekt ergometrów i każda jego część, dopytywały, co do czego służy. Chciały próbować zmierzyć się z nimi i trenować. Jednak najpierw trzeba było się porządnie rozgrzać i dopiero potem zaczęła się rywalizacja. Towarzyszył jej głośny doping całej grupy. Emocje jak podczas prawdziwych zawodów.
- Pamiętajcie, że to jest pięćset metrów i pod koniec może trochę boleć - przestrzegała Magdalena Fularczyk-Kozłowska. Ona i pozostałe ambasadorki akcji zwracały uwagę dzieciom na każdy aspekt związany z wiosłowaniem na ergometrach: na odpowiednie siedzenie, chwyt drążka i zapięcie butów.

Wśród dziewcząt najlepsza była Weronika Lasek z Technikum Mundurowego, dla której to była pierwsza styczność z ergometrami. Podkreśliła, że nie było jej ciężko wiosłować i jest bardzo szczęśliwa, że wygrała rywalizację z koleżankami.

- Bardzo mi się podobało - przyznał Mikołaj Rosiński z Technikum Mundurowego zwycięzca rywalizacji na 500 metrów na ergometrze. - Pierwsze trzysta metrów było dobre, ale potem w końcówce to już była masakra. To były bardzo fajne zajęcia, bo mogliśmy się sprawdzić i rywalizować między sobą na super sprzęcie, którego w szkole nie mamy. Mogliśmy się też zintegrować. Wcześniej ćwiczyłem na podobnym sprzęcie na siłowni, ale to było coś innego niż tutaj. Jak miałbym możliwość, to ćwiczyłbym na ergometrach dla własnego zdrowia - dodał.

Po wiosłowaniu uczestnicy odwiedzili hangar, gdzie mogli zobaczyć profesjonalne łódki i wiosła. Tutaj dzieci we władanie przejął trener Tomasz Strychalski. Zaciekawione słuchały jego opowieści o tym, ile kosztują łódki (około 280 tysięcy złotych) czy wiosła (3,5 tys.).
- Aż tyle? - dziwiły się. - Przecież tyle kosztuje dobry samochód - dodawały.

Trener Strychalski zachęcał do trenowania wioślarstwa, bo jego zdaniem to nie tylko samo wiosłowanie i ergometry, ale także biegi na nartach w okresie przygotowań, obozy letnie i zimowe oraz praca w siłowni.
Bardzo duże wrażenie na uczestnikach zajęć zrobiła prezentacja wodowania łódki oraz możliwość siedzenia w nich.
- Trochę bujało, ale było fajnie - mówiły podekscytowane dzieci.
Obejrzały także salę siłowni, a trener Strychalski opowiedział do czego służą poszczególne elementy jej wyposażenia.
Po zajęciach nasze mistrzynie były oblegane. Każdy chciał zrobić sobie z nimi zdjęcia, brał autografy.
Uczestnicy zajęć byli bardzo zadowoleni, bo każdy z nich otrzymał pamiątkową koszulkę, a władze Lotto Bydgostii dla zwycięzców poszczególnych wyścigów na ergometrach ufundowały specjalne nagrody w postaci klubowych gadżetów.

- Jesteśmy w tej komfortowej sytuacji, że dzieci w naszej szkole bardzo chętnie uczestniczą w różnorakich zajęciach wychowania fizycznego czy dodatkowych zajęciach sportowych i nie ma z tym żadnego problemu - mówi Kamila Zarosa, nauczycielka wychowania fizycznego w International School of Bydgoszcz. - W młodszych klasach nie zauważamy problemu, by oderwać dzieci od komputerów. Chętnie przebierają się w stroje i ćwiczą. Trochę inaczej jest z tym w starszych klasach. Każda inicjatywa, która aktywizuje dzieci i młodzież jest bardzo cenna. Ze swojego doświadczenia pamiętam, że SKS to był świetny czas. Dobrze się wtedy bawiliśmy. Ważne, że teraz dzieci też mają taką okazję - podkreśliła.

- Mamy bardzo liczną grupę, która uczestniczy w zajęciach SKS - mówi Adrianna Bromke z Instytutu Sportu - Państwowego Instytutu Badawczego. - Po okresie nauki zdalnej chcemy dzieci odciągnąć od siedzącego trybu życia, od komputerów czy telewizorów i zachęcić do ruchu fizycznego oraz zmobilizować do działania. Temu ma służyć Program Szkolny Klub Sportowy. To są zajęcia bezpłatne w wymiarze 2 x 60 minut w tygodniu. Nauczyciele mają pełną dowolność, co chcą robić podczas zajęć i co zaoferować dzieciom. My jako Instytut Sportu - Państwowy Instytut Badawczy zapewniamy dodatkowe zajęcia jak te dzisiejsze w Bydgoszczy. Mamy także inne akcje promocyjne, jak na przykład „Wracamy do formy”, które organizujemy wraz z najlepszymi polskimi sportowcami. Chcę podkreślić rolę PKN ORLEN, który jest z nami od początku programu. Jego wsparcie jest nieocenione. To największy sponsor polskiego sportu, dlatego tym bardziej jesteśmy szczęśliwi, że współpracuje z nami przy programie SKS - podkreśla.

Po kilku godzinach rywalizacji i zapoznawania się z wioślarstwem wszyscy zadowoleni opuszczali przystań przy ul. Żupy.

Program Szkolny Klub Sportowy ma na celu stworzenie jak największej grupie dzieci i młodzieży, niezależnie od statusu materialnego, możliwości uczestnictwa w zorganizowanych, systematycznych i atrakcyjnych zajęciach sportowych. Jest finansowany przez Ministerstwo Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu. Sponsorem jest PKN Orlen.

Wideo

Materiał oryginalny: Sport daje radość i dobrą zabawę. Dzieci z Bydgoszczy ćwiczyły z mistrzyniami w ramach Programu Szkolny Klub Sportowy - Dziennik Bałtycki

Dodaj ogłoszenie